Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Piątek, 10 września 2010 r. 253 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Recenzje | Konferencje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Klinika edukacyjna
 Polecamy
 Publikacje
 Relacje praktyków
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Bibliografie
 Recenzje
 Konferencje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Klinika edukacyjna > Alternatywy egzaminu licencjackiego


Egzamin licencjacki jako odpowiedź na „ciemne strony" pracy licencjackiej

 

Tym razem w „Klinice edukacyjnej" podejmujemy temat dotyczący procedury finalizującej studia zawodowe z pedagogiki. Zgodnie z obowiązującym stanem prawnym kończą się one egzaminem licencjackim, który może przyjąć formę obrony pracy licencjackiej bądź inną formę sprawdzenia wiedzy, szerzej - kompetencji osób kończących studia. Ocena z tego egzaminu jest jedną ze składowych (obok średniej ocen z całego okresu studiów) końcowej oceny, która znajduje się na dyplomie ukończenia studiów. Choćby dlatego forma tego egzaminu jest tematem ważnym. W swoim artykule napiszę o korzyściach pewnej specyficznej formy egzaminu licencjackiego. Nie będę tutaj ustawiał się w opozycji  do P. Plichty, który pisze o korzystać przygotowywania przez studentów pracy licencjackiej. Ta bardziej tradycyjna forma egzaminu licencjackiego też ma wiele swoich plusów, które jako promotor wielu prac znam. Nie ukrywam jednak, że egzamin licencjacki, gdzie student w inny sposób prezentuje swoje kompetencje, jest mi bliższy.

 

Rozpoczynając moje rozważania pragnę sięgnąć do doświadczenia sprzed siedmiu lat. Przebywałem wtedy przez pewien czas w Rennes we Francji, gdzie realizowałem fragment projektu dotyczącego zdrowia publicznego. Instytucją, która realizowała projekt była Szkoła Zdrowia Publicznego. Jest to instytucja, która przygotowuje osoby zarządzające instytucjami medycznymi, instytucjami z obszaru pomocy społecznej oraz instytucjami edukacyjnymi z obszaru pedagogiki specjalnej. Idzie więc o to, aby absolwent szkoły posiadał dobre przygotowanie teoretyczne i praktyczne niezbędne do sprawnego i profesjonalnego zarządzania tego typu instytucjami. Takie kompetencje trzeba na etapie ukończenia studiów sprawdzić. Zapytałem więc mojego kolegę doktora Williama Sherlawa, wykładowcę tej szkoły, o to jaka jest procedura sprawdzania tej wiedzy. Jego szybka odpowiedź bardzo mnie wtedy zaskoczyła. Okazało się, że egzaminowani mogą pojawić się w sali, gdzie zdają egzamin z dowolnymi podręcznikami, skryptami, artykułami, itp. Co więcej mogą oni z nich cały czas korzystać w trakcie egzaminu. Moja pierwsza myśl była taka: co w takim razie sprawdza ten egzamin. Każdy wyszukuje informacje w swoich „pomocach naukowych", przepisuje je na kartkę i gotowe. Ta wątpliwość trochę zmniejszyła się, gdy dowiedziałem się jak sformułowane są zagadnienia egzaminacyjne. Okazało się, ze stanowią one pewne realne problemy, przed którymi stają osoby zarządzające placówkami (właśnie takimi, jakimi za chwilę mają zarządzać egzaminowani). Przykładowo zadanie może dotyczyć procedury i sposobu budowania systemu wsparcia społecznego dla kadry lub ewaluacji potrzeb klientów, czy społeczności lokalnej. Udzielenie sensownej odpowiedzi na takie pytanie nie może ograniczyć się do spisania fragmentu przyniesionej książki. Trzeba wiedzieć po co sięgnąć, trzeba rozumieć treść teksu z którego się korzysta. Wreszcie trzeba zrelatywizować „przyniesione" treści do zadanego problemu. Okazuje się, że dla wielu osób, które nie posiadają zintegrowanej, przemyślanej wiedzy nie potrafi takiego zadania wykonać. Oddają prace, które stanowią kompilację fragmentów literatury, a nie twórcze jej wykorzystanie. Pomysły aplikacyjne, które przedstawiają są niespójne i mało realne do wykorzystania praktycznego. Mimo pozorów łatwości taki egzamin jest w rzeczywistości bardzo trudny i chyba dobrze weryfikuje rzeczywiste kompetencje przydatne w pracy zawodowej. Jest on zresztą, w pewnym zakresie odpowiednikiem prawdziwej sytuacji zawodowej. Przygotowujący, czy wprowadzający jakieś rozwiązania profesjonalista może przecież sięgnąć po  literaturę przedmiotu - pod warunkiem, że wie po jaką sięgnąć i jak z niej skorzystać.

 

Cieszę się więc, że Wyższa Szkoła Pedagogiczna  Łodzi przetestowała w roku akademickim 2007/2008 nową formę egzaminu licencjackiego. Składała się ona z dwóch części. Pierwszą stanowił tradycyjny test wyboru obejmujący podstawowe wiadomości kierunkowe z pedagogiki lub pedagogiki specjalnej. Druga - innowacyjna część była bardzo podobna do egzaminu z Rennes. Studenci musieli przedstawić rozwiązania określonych praktycznych problemów pedagogicznych, związanych ze specjalnością na którą uczęszczali. Pamiętam ogromne zaskoczenie studentów, że będzie można  przynieść literaturę. Przecież na każdym tradycyjnym egzaminie to właśnie jest najgorszym „przestępstwem". Wielu osobom wydawało się, że zdadzą wszyscy i do tego na bardzo wysokim poziomie. Prawda okazała się inna. W rzeczywistości okazało się, iż są osoby, które egzaminu nie zdały (co jest rzadkością w przypadku tradycyjnego egzaminu licencjackiego). Oceny pozostałych też spełniały warunki rozkładu normalnego (najwięcej było ocen przeciętnych, mniej tych bardzo dobrych i najsłabszych). Egzamin więc różnicował zdających ze względu na reprezentowane kompetencje. Do tego odchodził problem plagiatów, który jak przyznaje wiele instytucji, jest problemem narastającym.. Chociaż to ciemna liczba, mówi się przecież nawet o 30% bronionych prac licencjackich, które można potraktować jako, w różny sposób, plagiatowane. Każdy, kto chociaż powierzchownie zainteresuje się tematem, może łatwo się przekonać, iż handel pracami, czy tworzenie plac na zamówienie, to potężny biznes, w którym ceny usług, ze względu na masowość, coraz bardziej spadają. Przeprowadzając egzamin w uczelni    znacząco ograniczamy możliwości zdobycia dyplomu w sposób nieuczciwy.

 

Wreszcie egzamin praktyczny sprawdza nie wyuczone na pamięć reguły i definicje, lecz coś dużo ważniejszego - profesjonalne myślenie. Kto myśli profesjonalnie? Ten kto rozumie aparaturę pojęciową danej dziedziny, zna i krytycznie ocenia źródła literaturowe, ale także ten, kto potrafi krytycznie i selektywnie z niej korzystać w praktyce pedagogicznej. Czy tego typu kompetencje sprawdza przygotowanie pracy licencjackiej i jej obrona? W pewnym stopniu tak. Jednak moim zdaniem dużo bardziej sprawdza to egzamin praktyczny, którego formułę przedstawiłem. Ocena z takiego egzaminu jest, moim zdaniem, bardziej diagnostyczna dla osoby, która chce zatrudnić kogoś, kto ma być, jak to się często określa, refleksyjnym praktykiem. Do takiej roli bowiem, z założenia, przygotowują studia zawodowe

 

Oczywiście taki egzamin nie jest prosty do przeprowadzenia i po pierwszym testowaniu go trzeba wprowadzać modyfikacje i ulepszenia. Jednak ja, stanowczo, uważam, że warto.

 

Dr Jacek Pyżalski