Strona Główna > Felieton > Ambiwalentny koniec roku szkolnego
Zakończył się kolejny rok szkolny. Miałem nadzieję, że będzie on jako ta mickiewiczowska arka - między starymi („pisowskimi") a nowymi („platformianymi") czasy! No i mam właśnie ten problem: czy te nowe czasy, czasy w których „ta genialna kobieta", jak nową Minister Edukacji - Katarzynę Hall - rekomendował Premier Donald Tusk, są takie, na jakie czekałem! Niby nie ma się do czego przyczepić. Nowa minister obiecała, że będzie to rok spokojny, bez wstrząsów i rewolucyjnych zmian, rok stabilizacji i przygotowania się do reform. I poniekąd takim był. Nawet mundurki uczniowskie nie zostały przeniesione ze strefy obowiązku do obszaru dobrowolności... Gdyby nie te wpadki w arkuszach testów na egzaminie gimnazjalnym, a potem maturalnym, gdyby nie ta fala dziwnie bezproblemowych nominacji nowych kuratorów, gdyby nie ta fasadowa konsultacja projektu zamierzonej reformy programowej... A na deser te doniesienia medialne o służbowym samochodzie i synu Pani Minister! Sam już nie wiem... Czy to tak właśnie wyobrażałem sobie polską edukację pod rządami tych, na których głosowałem? Jednak czuję niedosyt, i to nie tyle w zakresie podwyżek płac nauczycieli, ile „na odcinku" komunikacji społecznej. Odniosłem wrażenie, że ekipa kierownictwa resortu edukacji nie ufa społeczeństwu! Bo sposób w jaki zabrała się do wprowadzenia obniżenia wieku obowiązkowej edukacji szkolnej, albo w jaki zorganizowała konsultacje społeczne przygotowywanej reformy, nasuwa podejrzenia, że Ministerstwo nie wierzy w możliwość skutecznego, merytorycznego dialogu z nauczycielami, a zwłaszcza z rodzicami. A miało to być budowanie podstaw społeczeństwa obywatelskiego! No bo kto, jak nie Platforma Obywatelska może tego dokonać? A do tego wszystkiego mam jeszcze swoje osobiste, negatywne doświadczenie w kontaktach z nową Łódzką Kurator Oświaty. Też osobą wybitną, jak sama Jej przełożona! A właściwie z prób takowych. Jak pisałem w artykule „Ściśle tajna debata" - zamierzałem omówić i skomentować wnioski z łódzkiej debaty edukacyjnej, na którą to nie zostałem wpuszczony, bo dla dziennikarzy był wstęp wzbroniony. W tym celu wystąpiłem do Pani Łódzkiej Kurator Oświaty w dniu 2 czerwca z prośbą o udostępnienie mi owych wniosków, poprzez przesłanie mi e-mailem, odwrotną pocztą. Brak reakcji... Po trzech dniach ponowiłem moją prośbę. Do dzisiaj Urząd Kuratora nie był łaskaw udzielić mi odpowiedzi. Czy nieprzestrzeganie fundamentalnej zasady jawności pracy administracji w społeczeństwie obywatelskim, czego to rękojmią jest Ustawa z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej, jest znakiem nowej władzy oświatowej? Obym się mylił! Oby to zdarzenie było jedynie nieporozumieniem, oby nie było kolejnym symptomem „pełzającej" alienacji, a może nawet arogancji tej władzy! Włodzisław Kuzitowicz |