Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Sobota, 04 lutego 2012 r. 35 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Recenzje | Konferencje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
centrum konferencyjno widowiskowe Lutnia
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Impresje Małgorzaty
 Polecamy
 Publikacje
 Relacje praktyków
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Bibliografie
 Recenzje
 Konferencje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Publikacje > Bilans epistolarny


Nie jest moim zamiarem dokonanie pogłębionej analizy wszystkich działań ministra w sferze edukacji.. Będzie to raczej próba spojrzenia na dorobek ministra w kontekście epistolarnym.

 

Oceny wystawione. Świadectwa wypisane i rozdane. Kwiaty (i prezenty) przyjęte! Można więc już obejrzeć się za siebie i dokonać bilansu całego roku szkolnego. Jaki to był rok dla naszych szkół - dla nauczycieli, dla uczniów, dla ich rodziców? Był to pierwszy rok, który od jego początku do końca przeżyliśmy pod rządami najbardziej znanego z wszystkich ministrów edukacji lub oświaty, od czasu ministra Kuberskiego! Ale tamten miał licencję pilota i osobiście pilotował samolot, którym przylatywał „ z gospodarską wizytą". Roman Giertych, choć nie posiada tak „survivalowych" umiejętności, to jako minister edukacji w randze wicepremiera zaznaczył się w zbiorowej świadomości nie tylko wszystkich Polaków, ale nie jest on także postacią anonimową w krajach Unii Europejskie, a zapewne także i szerzej - w świecie.

 

Nie jest moim zamiarem dokonanie pogłębionej, solidnie udokumentowanej analizy wszystkich inicjatyw, pomysłów i działań ministra w sferze edukacji - i nie tylko. Będzie to raczej próba, oczywiście subiektywnego, spojrzenia na dorobek ministra w kontekście epistolarnym.

 

Ale zacznijmy od początku. Od początku roku szkolnego. To pierwszego września we wszystkich polskich szkołach zalecono odczytanie listu ministra. Tak pisał o tym w poniedziałek, 4 września Dariusz Chętkowski w swym blogu, prowadzonym na portalu tygodnika „Polityka":

 

„Rok szkolny rozpoczął się od odczytania listu Romana Giertycha. Nie wiem, co zabawnego jest w postaci obecnego ministra edukacji czy też w samym jego nazwisku, ale cała sala ryknęła śmiechem. Wystarczyła zapowiedź, że usłyszymy za chwilę przesłanie ministra, a towarzystwo jednogłośnie huknęło śmiechem, że aż szyby zadrżały. Siły rozweselania tłumów mogliby Giertychowi pozazdrościć najlepsi komicy w kraju.[...]Najtrudniej - w związku z listem - miała dziś osoba, która czytała go na głos. Starała się zachować powagę, aby nie dawać młodzieży złego przykładu, w końcu czytała list od przełożonego. Siliła się, jak mogła, żeby tylko nie wybuchnąć śmiechem, ale czuć było, że ma ochotę, tylko się z trudem powstrzymuje. Na koniec jeszcze usprawiedliwiła się, że czytała tak "drętwo", ponieważ list przyszedł dosłownie przed chwilą faksem z kuratorium. Nie znała więc jego treści. Wszyscy podziwialiśmy ją za wielką umiejętność panowania nad sobą."

 

Cóż takiego zawierał ten list, ze tak rozbawił uczniów i nauczycieli? Jako że nawet ci z czytelników, którzy go wówczas czytali mogli już zapomnieć jego treść, przytoczę najbardziej istotne fragmenty. Już inwokacja godna jest uwagi: "Szanowni Państwo, Dyrektorzy, Nauczyciele, Pedagodzy, Pracownicy szkół, Rodzice i wreszcie Wy Drodzy Uczniowie!"

 

Po kilku słowach wstępu, odwołaniu się do martyrologicznej historii polskiego szkolnictwa, minister przeszedł do zaprezentowania swoich planów. Napisał:

 

„Uzdrowienie polskiej szkoły chcemy rozpocząć od wprowadzenia do Karty Nauczyciela zapisu o podniesieniu prestiżu zawodu nauczyciela poprzez nadanie mu statusu funkcjonariusza publicznego. Kolejnym ważnym zadaniem jest wzmocnienie roli szkoły w zakresie programu wychowania patriotycznego. Jestem przekonany, że gruntowniejsze poznanie naszej historii i jakże bogatego dorobku kulturowego Polski będzie kształtowało postawę patriotyczną młodzieży, jak i ułatwi jej podejmowanie śmiałych i mądrych decyzji w przyszłości. Ministerstwo Edukacji Narodowej pod patronatem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej będzie nadzorowało przygotowanie nowych podręczników do nauki historii oraz do nauki języka polskiego. Będziemy też realizować narodowy program wyjazdów młodzieży do miejsc historycznych i miejsc pamięci narodowej."

 

Jak dziś wiemy, nie były to słowa rzucane na wiatr. Zmiana w Karcie Nauczyciela dokonana, wykaz „patriotycznych miejsc", do których mają podążać szkolne wycieczki opublikowany. Jedynie za podręczniki do historii i języka polskiego minister obiecał się zabrać po wakacjach.

 

Ale najbardziej godnym przytoczenia, z powodu swego nieomal proroczego wydźwięku, jest ten oto fragment: Szkoła musi być także miejscem bezpiecznym. Dlatego dla bezpieczeństwa naszych dzieci chcemy wprowadzać program monitorowania wejść na teren szkoły."

 

Minęło zaledwie kilka tygodni i tragedia gdańskiej gimnazjalistki dała początek daleko szerszym niż zapowiedziane w tym liście, działaniom. „Takie wydarzenia jak te, które miały miejsce w Gdańsku, uzasadniają konieczność zrobienia zdecydowanego porządku w szkołach. Jeżeli tego się nie zrobi, to tego typu wydarzeń będzie więcej." - grzmiał minister na konferencji prasowej. I w takim klimacie powstał głośny program „Zero tolerancji dla przemocy w szkołach".

 

Ale wróćmy do listu z 1 września. Czytamy w nim dalej: „W szkolnych komputerach będą instalowane programy zabezpieczające przed szkodliwymi treściami w Internecie. Zachęcamy też dyrektorów do wprowadzania jednolitego stroju dla uczniów. Mundurki szkolne nie tylko zwiększą bezpieczeństwo w szkołach i wprowadzą ład w ubiorze, ale jesteśmy pewni, że staną się piękną tradycją i dumą każdej szkoły."

 

Jak wszyscy wiemy - słowo ustawą się stało. Z programami trochę gorzej, ale za to w pierwszą rocznicę tej „zachęty" na akademiach inaugurujących początek nowego roku szkolnego staną, przymusowo umundurowani, uczniowie szkół podstawowych i gimnazjów. Ilu dyrektorów liceów, techników i szkół zawodowych zdoła spełnić sugestię swojego ministra - zobaczymy!

 

I jeszcze jedna, częściowo zrealizowana deklaracja: „Ponadto zmienią się niektóre zasady egzaminu maturalnego, m. in. system oceniania prac. Skróci się też czas oczekiwania na wyniki. W roku szkolnym 2008/2009 wprowadzimy obowiązkową matematykę na maturze." Na to ostatnie poczekamy wszak trochę dłużej.

 

Jak dotąd przytaczam te fragmenty z listu, w których znalazły się zamierzenia, częściowo lub z naddatkiem, zrealizowane. Niestety. Nie wszystko co minister obiecał - dotrzymał.

 

Oto zamierzenia, o których dziś nie tylko „ni słychu ni widu", ale tak jakby było do nich dalej niż przed rokiem: „Kolejną inicjatywą, jaką podjęliśmy, jest przywrócenie gabinetów lekarskich w szkołach, aby dzieci zostały objęte profilaktyką medyczną. Trwają już prace nad tym projektem w porozumieniu z Ministerstwem Zdrowia."

 

Dziwnym trafem, w ostatnich miesiącach, nieliczne pielęgniarki pracujące jeszcze w szkołach zajmowały się odsyłaniem do poradni rejonowych kart obowiązkowych szczepień ochronnych uczniów tych szkól. Ministerstwo Zdrowia wycofało to zadanie z zakresów zadań szkolnej służby zdrowia. A o lekarzach w szkołach, w świetle aktualnej sytuacji resortu zdrowia, to chyba trzeba definitywnie zapomnieć!

 

I była jeszcze w liście ministra jedna deklaracja: "W całym kraju rozpoczyna się w tym roku pilotażowy program nauki języka angielskiego w pierwszych klasach szkół podstawowych."

Ale wróćmy do listu. Oto jego końcowy fragment:"Mogę dziś Państwa zapewnić, że polska szkoła zmieni się na lepsze. Wiem, że polscy nauczyciele to wspaniali pedagodzy, którzy zasługują na docenienie, a nie stwarzanie im biurokratycznych barier. Dlatego już w niedługim czasie zostaną zniesione uciążliwe procedury tzw. oceny wewnętrznej. W tej sprawie w ciągu najbliższych tygodni zostanie wydane stosowne rozporządzenie."

 

Dziś wiemy, że to co minister nazwał „ oceną wewnętrzną", okazało się potem „wewnętrznym pomiarem jakości pracy szkoły". I rzeczywiście, zostało nowym rozporządzeniem w sprawie nadzoru pedagogicznego skutecznie, (czy do końca słusznie?) zlikwidowane.

 

W zakończeniu listu, po życzeniach: „Wszystkim życzę dobrego, pracowitego i owocnego roku szkolnego", było jeszcze postscriptum: „Przy okazji dziękuję tym wszystkim, którzy przesłali mi kartki z życzeniami i pozdrowieniami z wakacji.".

 

Oddam jeszcze raz miejsce cytowanemu już Dariuszowi Chętkowskiemu. Tak komentował to w swym blogu: „Tak śmiesznie nie zaczął się żaden rok szkolny, a pamiętam ich kilkadziesiąt, jeśli policzę wszystkie lata chodzenia do budy. Na początku ja sam nic śmiesznego w słowach ministra nie dostrzegłem, ale też pokładałem się ze śmiechu, ponieważ udzieliła mi się atmosfera, jaka panowała na sali. Zarżałem więc głośno, jednak inni byli głośniejsi, szczególnie uczniowie. A już łzy mi prawie pociekły, gdy minister dziękował za kartki pocztowe tym wszystkim, którzy mu je z wakacji przysłali. Mnie wśród tych osób nie było, szkoda, że pożałowałem na znaczek. Chyba zacznę do ministra pisać, skoro tak ładnie dziękuje. Dzisiaj wprawdzie dziękował nie wiadomo komu, ale jak uzbiera się tej korespondencji więcej, to może i po nazwisku wymieni."

 

Następne dni dowiodły, że nie wszystkie listy uczniów docierały do ministra. Niektóre, od uczniów liceum ogólnokształcącego z Gorzowie Wielkopolskim, wysłane pod koniec września, nie dotarły do ministra, ale za to szefowa departamentu w ministerstwie pouczyła (na piśmie) dyrektorkę liceum, że „uczniowie nie powinni pisać od razu do ministra, że w szkole powinny zapanować: ład, dyscyplina, porządek, szacunek dla kolegów, dla starszych, dla przełożonych i że pisanie listów do ministra świadczy o tym, że w zakresie wymienionych spraw w tej szkole, a zwłaszcza wśród zaangażowanych w korespondencję uczniów jest jeszcze wiele do zrobienia... I że są w pierwszej kolejności do objęcia szkoły programem „Zero tolerancji..."

 

Tyle można przedstawić i omówić z rocznego dorobku ministra Giertycha, w aspekcie [to takie ulubione słowo wiceministra Orzechowskiego] listu na rozpoczęcie minionego roku szkolnego.

 

Jednak wkład ministra w życie polskich szkół, uczęszczających do nich uczniów i pracujących tam nauczycieli był o wiele większy. Daleko przekraczał wizje, zaprezentowane w owym liście! Przede wszystkim nic nie wspomniał w nim o największym, po programie „zero tolerancji", przeboju tego roku: o walce z wszechogarniającą to środowisko propagandą homoseksualną! Nie przestrzegł też dziesiątków tysięcy nauczycieli - członków Związku Nauczycielstwa Polskiego, że należą do „podmiotu sprawujące władzę w okresie komunistycznym"! I pewnie sam nie wiedział, że stanie się orędownikiem i propagatorem klas jednopłciowych!

 

Jak zawsze - historia wszystko osądzi. Odsieje ziarno faktycznych zmian od plew propagandowo - politycznej otoczki. A „póki co" - nauczyciele zostali z podwyżką, która już dawno przebiły wskaźniki wzrostu płac w sferze pozabudżetowej, uczniowie - z wizją szkół o obostrzonym rygorze i w ujednoliconych strojach, zaś rodzice - z kilkusetzłotowym wydatkiem na tenże strój, nie licząc kosztów podręczników i przyborów szkolnych. A kto się cieszy? Właściciele biur podróży i producenci szkolnych uniformów! Takich „żniw" to jeszcze przed rokiem, nawet w sennych marzeniach nie spodziewali się!

 

A minister? Minister list na zakończenie roku szkolnego też napisał! Ale zamieścił go na ministerialnej stronie internetowej dopiero wtedy, gdy dobiegły już końca uroczystości szkolne.

I nikt nie musiał go czytać. I dobrze! Bo minister wyraża w nim swą „ radość, że dzięki staraniom wielu współpracowników, nauczycieli, ekspertów oraz ludzi dobrej woli udało się rozpocząć proces wprowadzania w życie programu przywracającego podstawowy ład w szkole. Mimo, iż tak bardzo krytykowany przez niezainteresowane uzdrowieniem polskiej szkoły środowiska, spotkał się z pozytywną oceną większości polskiego społeczeństwa. Doceniony został zwłaszcza fakt, że program ten kładzie nacisk na odbudowanie autorytetu nauczyciela i ochronę dzieci zarówno przed przemocą jak i niebezpiecznymi dla ich rozwoju treściami."

 

No cóż. Widocznie pojęcie „większość społeczeństwa" jest także względne. Przy okazji dowiedziałem się, ze ja i bardzo wielu moich przyjaciół i znajomych - nauczycieli i pedagogów, w tym z poważnymi tytułami naukowymi, nie jesteśmy zainteresowani uzdrowieniem polskiej szkoły! A co do odbudowy autorytetu nauczyciela, to jakoś nie udało mi się w tym, rzekomo istniejącym programie, odnaleźć nic, co faktycznie autorytet ten by tworzyło. Bo chyba nie budowały go sławne „trójki" z policjantem i prokuratorem!

 

Ale przypominam, ze mamy już wakacje! I teraz my możemy napisać swój list. Do ministra, z wakacji... Co o tym wszystkim myślimy!

 

Włodzisław Kuzitowicz