Strona Główna > Felieton > Cejrowskiego lekcja chamstwa
Po czwartkowym programie Jana Pospieszalskiego „Warto rozmawiać" można było nabrać przekonania, że w taki sposób jak tam - nie warto! I że nie warto go oglądać! Zwabiony tematem debaty, obejrzałem w czwartek 28 lutego program redaktora Pospieszalskiego z cyklu „Warto rozmawiać". Miała to być rozmowa o wychowaniu seksualnym w szkołach. Pretekstem do tego stała się zapowiedź minister edukacji Katarzyny Hall wypracowania nowych programów szkolnych, w których, zdaniem prowadzącego, kryje się groźba wprowadzenia do polskich szkół wychowania seksualnego na wzór krajów Unii Europejskiej. Nie wiem gdzie prowadzący to usłyszał lub wyczytał, gdyż lektura wszystkich publikowanych na ten temat informacji na stronie MEN takowej zapowiedzi nie zawiera. Ale panu Pospieszalskiemu, jak się wkrótce okazało, wcale nie chodziło o poważną debatę o wychowaniu seksualnym. Jemu potrzebny był pretekst do wyreżyserowania skandalizującego spektaklu z obscenicznymi wstawkami w tle! Bo jakich to ekspertów zaproszono! Posłankę Senyszyn i posła Palikota, znanych z kontrowersyjnych poglądów na wszystko. Naukę polską reprezentował profesor Nalaskowski, pedagog, ale bardziej specjalista od interdyscyplinarnych rekonstrukcji kategorii dzikości i zdziczenia, niż od problematyki wychowania seksualnego. Co prawda zdziczenie obyczajów - debat telewizyjnych - dało się właśnie w tym programie zaobserwować, a to dzięki, nie wiedzieć czemu zaproszonemu do tejże dyskusji, niejakiemu redaktorowi Cejrowskiemu, to jednak nadal nie uzasadnia to braku niekwestionowanych autorytetów w podejmowanej problematyce. Bo owa kobieta, której nazwiska nie spamiętałem, a która wyraźnie usiłowała grać przypisaną jej w tym programie rolę fachowej siły, nie może być za takowy uznana! Nie będę streszczał tego żenującego wydarzenia medialnego, bo na to nie zasługuje. I to nie tylko z powodu tendencyjnie dobranych dyskutantów, a nawet nie z powodu pokazywanych przykładów, ilustrujących założoną przez prowadzącego „z góry" tezę o perwersyjnych obrzydliwościach kryjących się za wychowaniem seksualnym według modeli holenderskich, hiszpańskich czy niemieckich. Najgorsze w tym było to, że Cejrowski wygłosił tezę całkowicie sprzeczną z ideą programu. Powiedział mianowicie, że rozmawiać nie warto. I żeby nie były to puste słowa, to z zaciętym i pełnym pogardy wyrazem twarzy powiedział „won" do posłanki Senyszyn. Szeleścił coś jeszcze o „katolach" do których się zalicza, co miało uzasadniać jego prawo do pogardzania ludźmi - tymi inaczej myślącymi. Nie są mi znane powody dla których w publicznej telewizji, utrzymywanej z abonamentu, w tym także płaconego przeze mnie, produkowane są takie widowiska. Nie wiem, co można zrobić, żeby skrajnie prawicowo-konserwatywny (mówiąc elegancko) pogląd na świat pana Pospieszalskiego i jego socjotechniczne sposoby wpływania na opinię publiczną, nie zatruwały już polskiego społeczeństwa. Ale mogę przynajmniej jedno: mogę tego nigdy więcej nie oglądać. I mogę zaapelować do wszystkich, dla których idee humanistycznej wiary w człowieka i chrześcijańskiej miłości bliźniego nie są nic nie znaczącym sloganem, by także przełączali się w porze kolejnych emisji tego programu na inny kanał. Bo póki co, póki decydować na Woronicza będą ci, którzy są tam teraz, jedyną szansą na zdjęcie tego programu z anteny jest jego niska „oglądalność"! Włodzisław Kuzitowicz P.s. Aleksander Nalaskowski jest autorem książki "Dzikość i zdziczenie jako kontekst edukacji" wydanej niedawno w Wydawnictwie Impuls |