Strona Główna > Klinika edukacyjna > Ciemne strony bycia pedagogiem
Tym razem w naszym dziale znaleźliśmy miejsce na rozważania dotyczące fundamentalnego pytania, tj. Jakie są ciemne a jakie jasne strony bycia pedagogiem? Pytanie jest fundamentalne także dla nas obu jako autorów - ze względów osobistych - obydwaj jesteśmy bowiem pedagogami. Ale jest ono takim także dla wielu innych osób, które wybrały ten zawód i swój wybór traktują albo jako porażkę albo sukces życiowy. Pedagodzy, zwłaszcza nauczyciele, często padają ofiarą skrajnego ich przedstawiania. Z jednej stronie mówi się o nich w kategoriach misji, powołania, ludzi którzy niosą „oświaty kaganek", z drugiej zaś opisuje się ich jako frustratów, nieudaczników, osoby zgorzkniałe i rozczarowane realizowaną przez siebie drogą zawodową. Jak wspomina w swoim tekście Jacek Pyżalski, dziś przypada mi rola poszukiwacza „cieni" pedagogicznych - czyli tego, co ludzie zajmujący się pracą na rzecz drugiego człowieka postrzegają za trudne, obciążające, nie dające satysfakcji i niezgodne z ich oczekiwaniami. Tego, co być może przyczynia się do sytuacji w której praca jest „nudną bezbarwną koniecznością" albo „przekleństwem ich życia". Każdy zawód posiada ryzyko związane z jego uprawianiem. Nie rozwijając nadmiernie tego wątku, wiemy o istnieniu poważnych konsekwencji związanych z pracą w różnych środowiskach ze specyficznymi obciążeniami i niebezpieczeństwami (choroby zawodowe, wypadki przy pracy). Jakie jest zatem ryzyko bycia pedagogiem? Perspektywa, którą tu przedstawię jest wyznaczona z jednej strony moimi zainteresowaniami naukowymi, realizowanymi w części z Jackiem Pyżalskim, jak na przykład badania, które zakończyły się stworzenia narzędzia do pomiaru obciążeń zawodowych w grupie pedagogów. Z drugiej strony znaczący wpływ na tę perspektywę wywiera moje kilkunastoletnie doświadczenie w pracy pedagogicznej. Zatem czas na, nie do końca prywatną, listę czynników, które mogą być dla wielu pedagogów obciążające, zwłaszcza, jeśli się spodziewali od pracy czegoś zupełnie innego: 1. Silniejsze niż w innych zawodach przenoszenie sytuacji zawodowych na grunt rodzinny (prywatny, pozazawodowy) i odwrotnie. Związane jest to przede wszystkim z „używaniem siebie" w pomaganiu innym. Gdy kończę pracę z ludźmi nie mam możliwości odłożenia narzędzia na bok (większy komfort w tym zakresie mają przedstawiciele wielu innych zawodów gdzie oprócz „używania siebie", posługują się narzędziami zewnętrznymi, które po skończonej pracy można zamknąć na klucz czy odłożyć, tworząc w ten sposób nie tylko symboliczny rozdział: praca - życie poza pracą). A tu - ja jestem narzędziem. Tego czego używałam w pracy czyli np. emocji, empatii, umiejętności komunikowania się, słuchania innych - nie da się odłożyć na bok. Przecież tego samego używam do życia po wyjściu z pracy. 2. Praca pedagoga rzadko/nigdy nie jest skończona - zawsze można pomóc jeszcze lepiej, lepiej nauczyć, bardziej się zaangażować itp. Szczególnie w przypadkach z obszaru pedagogiki specjalnej, gdzie problemy naszych podopiecznych są naprawdę poważne, pedagogom czasem towarzyszy poczucie, że nawet jeśli „zanurzą" się bez reszty w rozwiązywanie kłopotów ludzi to i tak im nie pomogą na tyle, żeby można było to uznać to za stan pożądany. 3. Przygotowanie zawodowe i nasze kwalifikacje bywają zawodne - Wszystko jest inaczej niż miało być - mówi wielu absolwentów studiów pedagogicznych albo studenci po odbyciu praktyk. W pracy spotykamy się z niemałą liczbą sytuacji trudnych, związanych z życiem innych ludzi, o których nikt nam wcześniej nie powiedział, z którymi spotkaliśmy się po raz pierwszy. Jesteśmy odpowiedzialni za rozwiązywanie problemów, często nie mając możliwości skonsultowania tego z kimś innym. Działamy w samotności, bez przepisu. Niektórzy mówią, że w pracy pedagoga jest więcej pytań niż odpowiedzi. 4. Brak bezpośredniej zależności między naszymi działaniami a ich wynikami. Proszę się nie martwić nie jest aż tak źle... Efekty przychodzą, są trwałe...ale jednak często jest tak, że trzeba na nie trochę poczekać, czasem nawet trochę dłużej niż trochę... 5. Brak wdzięczności - czynnik silnie związany z poprzednim. Niektórzy ludzie (wychowankowie, ich rodzice, władze oświatowe) docenią nasze zaangażowanie i działania które podejmowaliśmy dopiero po upływie jakiegoś czasu. Na szczęście wielu docenia szybko i to jest silnie wzmacniające. [ No, ale plusy zawodu, to nie jest dziś zadanie dla mnie.] 6. o sukcesach cicho, o porażkach głośno - jeśli robisz wszystko tak jak trzeba, czyli potrafisz w pracy z uczniami jednocześnie być: łagodny i stanowczy, obiektywny i indywidualizujący zaangażowany i potrafiący się zdystansować dla uzyskania właściwej perspektywy, mało zarabiać i jednocześnie dużo wydawać na swój rozwój, uczestnictwo kulturze itd. - będzie o Tobie cicho. Jeśli natomiast „powinie" ci się noga - masz szansę na zaistnienie w publicznej przestrzeni mass mediów. 7. Więcej z siebie daję niż otrzymuję w zamian, czyli syndrom rzucającego perły przed... Uff... i to jeszcze prawdopodobnie nie wszystko. Czas na zakończenie. Paradoksem jest to, że niektóre obciążenia występujące w pracy na rzecz innych ludzi bywają czymś wzmacniającym dla innych. Na przykład - jeśli oczekiwałeś od swojej pracy, że będzie miała algorytmiczny charakter, to istnieje spora szansa, że zawód nauczyciela-wychowawcy będzie Cię uwierał. Natomiast jeśli przewidywalność, schematyzm, gotowe odpowiedzi, rutynowość postępowania to nie są rzeczy które „Cię kręcą" - w byciu pedagogiem odnajdziesz wyzwanie i szansę na realizację ważnych dla Ciebie wartości. Dlatego tak ważne jest rozpoznawanie i praca z oczekiwaniami kandydatów do bycia pedagogiem - temat do rozwinięcia, być może w którejś z kolejnych odsłon „Kliniki". I jeszcze jedno. Stres zawodowy. Definiuje się go obecnie w sposób relacyjny - jako interakcję między naszymi zasobami, właściwościami a wymaganiami środowiska pracy. Pod uwagę bierze się zarówno to co obiektywne jak i to co subiektywne. W dzisiejszym tekście skupiłem się na specyficznych obciążeniach, często wynikających z indywidualnej, subiektywnej perspektywy kogoś, kogo oczekiwania nie „spotkały" się z meta-czynnikami pracy pedagogicznej. Nie należy jednak zapominać, że pedagogów obciążają również czynniki niespecyficzne, czyli takie, które występują w innych zawodach. Nasze wspólne badania pokazały, że duży udział w wyjaśnianiu stresu zawodowego „pomagaczy" mają czynniki związane z organizacją pracy a nie z tym, jak się potocznie sądzi, że dla nauczyciela największym obciążeniem są np. zachowania jego uczniów. Sądzę, iż warto na koniec również zaznaczyć, że radzenie sobie z trudnościami w pracy ma wymiar indywidualny i tu leży odpowiedzialność pedagoga w rozwijaniu się, poszukiwaniu inspiracji, autorefleksji związanej z udziałem w życiu innych ludzi. Przeciwdziałanie negatywnym konsekwencjom obciążeń zawodowych jest (powinno być) również domeną pracodawców (również decydentów), którzy mają duże możliwości działań w zakresie dobrej organizacji pracy, sprawiedliwego przydziału obowiązków czy stworzeniu systemu godnego wynagradzania, wspierania i doskonalenia pedagogów. dr Piotr Plichta |