Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Sobota, 04 lutego 2012 r. 35 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Recenzje | Konferencje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
centrum konferencyjno widowiskowe Lutnia
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Impresje Małgorzaty
 Polecamy
 Publikacje
 Relacje praktyków
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Bibliografie
 Recenzje
 Konferencje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Publikacje > Co jest w szkole polityką


Zapewne mało kto z czytelników mógł przeczytać o niecodziennej lekcji wiedzy o społeczeństwie, jaka odbyła się 10 maja w jednym ze zgierskich zespołów szkół ponadgimnazjalnych. Tak pisał o tym łódzki dodatek „Gazety Wyborczej": „W wypełnionej sali gimnastycznej Beata Kempa mówiła o trójpodziale władzy. Poseł Dera opowiadał o różnych jej systemach. Potem rozmowa zeszła na wybory. - Od nas zależy, jaka ma być Polska, jaki prezydent, jaki Zgierz. Posłów i radnych wybieramy co cztery lata, prezydenta co pięć, ale w tym roku przez katastrofę w Smoleńsku wcześniej - przypomniał Dera. Zaapelował, by "budować Polskę na wartościach", wybierając ludzi, za których "nie będziemy się wstydzić."

 

W spotkaniu z trójką posłów uczestniczyły także, obok uczniów szkoły-organizatorki, delegacje uczniów innych szkół. Jak ustalił to dziennikarz, wszystko odbyło się z inicjatywy starosty powiatu zgierskiego, o którym wiadomo, że jest związany z PiS.  A tak się składa, że w spotkaniu z uczniami, obok posła Andrzeja Dery, uczestniczyli jeszcze posłanka Beata Kempa i poseł Marek Matuszewski - wszyscy z poselskiego klubu Prawa i Sprawiedliwości.

 

Nietrudno przewidzieć, że wydarzenie to nie przeszło bez echa. Już dziennikarz „Gazety Wyborczej" zaakcentował co o tym myśli w tytule notatki:Lekcja wiedzy o PiS, zamiast WOS-u. Agitacja w szkole??"   Aby nie pozostawić wątpliwości co do stanowiska redakcji dołożył jeszcze swój komentarz: „"Przyjechaliśmy, choć przyjemniej pooglądać TVN 24 czy pobyć z rodziną, która przecież tęskni" - współczuli sobie nawzajem posłowie PiS-u, próbując wzbudzić w uczniach podziw i sympatię. Liczę, że wzbudzili też złość - rodziców, nauczycieli i tych, którzy z urzędu mają strzec oświatę przed takimi ‘lekcjami' ".

 

Gazeta napisała jeszcze, że „Prawo zabrania agitacji w szkołach. Starosta Socha twierdzi, że żadnej agitacji nie było, tylko lekcja obywatelska."  Nie jest więc niespodzianką, że pod elektroniczną wersją tego artykułu pojawiły się opinie internautów. Oto jedna z nich: „Oczekuję ukarania przez kuratora dyrektora szkoły - za to, że zezwolił na agitację polityczną w szkole oraz/ lub - za indolencję, spolegliwość - to przecież on jest gospodarzem u siebie i nie przekonują mnie jego tłumaczenia, iż nie wiedział, kto przybędzie "na lekcje". [...] Czekam z niecierpliwością na ruch kuratorium oświaty w tej sprawie... <Zgierzanka>"

 

No i nie trzeba było długo na to czekać. Już następnego dnia ta sama gazeta lokalna donosiła: „Po naszym tekście sprawą zainteresował się Jan Kamiński, łódzki kurator. Poinformował nas, że już zajął się wyjaśnieniem sprawy. - W szkole nie wolno uprawiać polityki. Mówi o tym ustawa o systemie oświaty. Dlatego poprosiłem dyrektora Szalewskiego o wyjaśnienia na piśmie w trybie pilnym - informuje Kamiński. Kurator chce wiedzieć, kto zaprosił do szkoły posłów i uczniów z innych szkół, z których szkół konkretnie i jakie lekcje z tego powodu przepadły. Potem podejmie "dalsze kroki".

 

Z moich dobrze poinformowanych źródeł wiem, że jak powiedział tak zrobił. Dyrektor szkoły w której odbyło się to bulwersujące wydarzenie był „na dywaniku", a dyrektorzy szkół, którzy na polecenie starosty wysłali grupy swoich uczniów na ową „lekcję WOS" otrzymali pisma, w których kurator pyta ich o podstawę prawną, na mocy której to uczynili, prosi także o podanie ile i jakie zajęcia dydaktyczne z tego powodu przepadły i kiedy zostaną odpracowane.

 

Tyle, przydługiego może, faktograficznego wstępu, który był mi potrzebny jako casus do podjęcia istoty problemu: Czy w szkole możliwe jest prowadzenia działalności politycznej? Co można zakwalifikować do takiej działalności,? Jakie przepisy prawa oświatowego o tym mówią?

 

Poszukując odpowiedzi na to ostatnie pytanie  sięgnąłem do tekstu Ustawy o systemie oświaty. A tam, można znaleźć tylko jeden jej fragment, który podejmuje tę problematykę:   „Art. 56 ust. 1. W szkołach i placówkach mogą działać, z wyjątkiem partii i organizacji politycznych, stowarzyszenia i inne organizacje, a w szczególności organizacje harcerskie, których celem statutowym jest działalność wychowawcza albo rozszerzenie i wzbogacenie działalności dydaktycznej, wychowawczej i opiekuńczej szkół i placówek.". Jak widać, zapis ten zabrania jedynie prowadzenia na terenie szkół działalności partyjnej. Mam prawo przypuszczać, że autorzy tej ustawy zapisali to, pomni niedawnej przeszłości, w której w szkołach działały osławione POP-y. Młodszym czytelnikom należy się wyjaśnienie, że jest to skrót od nazwy „podstawowa organizacja partyjna" - oczywiście Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Tak więc nadal nie wiadomo skąd pochodzi teza Łódzkiego Kuratora Oświaty, że „W szkole nie wolno uprawiać polityki. Mówi o tym ustawa o systemie oświaty"

 

Poszukując dalej autorytatywnej wykładni co należy rozumieć pod ustawowym zakazem uprawiania polityki natrafiłem na wystąpienie pani Sekretarz Stanu w MEN Krystyny Szumilas, która 5 czerwca 2009 r., odpowiadając na interpelację nr 9540 posła Andrzeja Gałażewskiego (PO) w sprawie prowadzenia działalności politycznej na terenie placówek oświatowych, stwierdziła: „ Obecność posła na terenie szkoły nie jest tożsama z ˝działaniem na terenie szkoły partii i organizacji politycznych˝. Udział posła w zajęciach szkolnych edukacji obywatelskiej lub innych - o ile nie ma charakteru agitacji politycznej - nie jest prowadzeniem na terenie szkoły działalności partii i organizacji politycznych, a tylko taka działalność została wykluczona przepisami ustawy. Szkoła ma możliwość angażowania różnych uczestników życia publicznego - radnych, posłów, senatorów - w edukację obywatelską młodzieży. Spotkania tych osób z młodzieżą, udział w lekcjach edukacji obywatelskiej bądź uczestnictwo w innych zajęciach mogą służyć kształtowaniu świadomości obywatelskiej, przekazywaniu wiedzy i doświadczeń dotyczących parlamentaryzmu, roli i zadań władzy ustawodawczej, funkcjonowania samorządu."

 

Tak więc, wracając do moich pytań, otrzymujemy wyraźną wskazówkę - także na przyszłość. Posłowie, senatorowie i eurodeputowani mogą, nie łamiąc prawa, odbywać spotkania z uczniami, na których będą przybliżać im mechanizmy parlamentaryzmu, procedur legislacyjnych czy sprawowania kontrolnej funkcji nad organami władzy wykonawczej. Nie jest natomiast wskazana agitacja i indoktrynacja polityczna uczniów na rzecz konkretnej, określonej partii, czy choćby jej programu czy polityków. Ale aby tak interpretowana działalność polityczna miała miejsce w szkole, nie muszą wcale przychodzić do niej politycy z pierwszych stron gazet. Przekonali się o tym uczniowie zespołu szkół zawodowych w pewnym nadwiślańskim grodzie... Na nieoficjalnym blogu tej szkoły można przeczytać opinię jednego z uczniów na temat formy w jakiej uczczono tam pamięć ofiar smoleńskiej katastrofy:

 

Przeszłość to dziś" - taki tytuł nosiła lekcja zorganizowana dla całej szkoły, z założenia, ku pamięci tragicznie zmarłej polskiej delegacji lecącej do Smoleńska. [...]Na wydarzenie (to) zostało zaproszonych kilka klas wraz z nauczycielami i dyrekcją szkoły. [...]Wydarzenia publiczne, a zwłaszcza w publicznej szkole, mają to do siebie, że osoby prowadzące nie powinny wygłaszać tylko swojego, prywatnego zdania jako zdania ogółu, a tak można było to odebrać. [...] Podczas spotkania p. A. R. (nauczycielka) cały czas mówiła tylko o zmarłym Lechu Kaczyńskim. Wszyscy zgromadzeni w auli szkolnej dowiedzieli się, że cała rodzina Państwa R. oddała głos w ostatnich wyborach na zmarłego Prezydenta. Autorka wielokrotnie zaznaczała, że na pewno nie zagłosuje na obecnego pełniącego obowiązki Prezydenta RP.[...] Jest to drugie z kolei wydarzenie szkolne, które szczególnie zapadło mi w pamięć, poprzednie było z okazji Narodowego Święta Niepodległości. Jestem zwolennikiem braku polityki w szkole i takich jednostronnych debat. Dawid"

 

Jestem ciekaw, czy o tym wydarzeniu dowiedział się tamtejszy Kurator Oświaty i czy zareagował równie stanowczo, jak kurator łódzki. A wracając do wydarzeń opisanych w początkowej części tego artykułu. Nie mam wątpliwości, że w Zgierzu doszło do swoistej agitacji, prowadzonej przez posłów jednej partii, na rzecz kandydata na prezydenta którego „nie będziemy się wstydzić." Nawet średnio inteligentny uczeń mógł wobec takiego dictum odczytać intencje prelegentów. Przypomnę, że uczniowie słuchali „silnej grupy": Dera, Kępa, Matuszewski. Ten ostatni, to poseł ostatnich dwóch kadencji, pochodzący ze Zgierza, były polityk samorządowy, z zawodu technik samochodowy, współwłaściciel (do objęcia mandatu posła) dwu stacji paliw. Nie trzeba być dziennikarzem śledczym, aby połączyć wizytę posłów PiS z polityczną proweniencją zgierskiego starosty, który nie tylko całej sprawie patronował, ale jeszcze użył swej władzy organu prowadzącego, aby zobowiązać dyrektorów pozostałych podległych mu szkół do przysłania delegacji ich uczniów.

 

I właśnie dlatego, gdybym to ja był kuratorem, to domagałbym się wyjaśnień od starosty, ewentualnie od dyrektora Szalewskiego, ale nie żądałbym od pozostałych dyrektorów podania podstawy prawnej, w oparciu o którą oddelegowali tam uczniów na polecenie starosty. I nie nakazywałbym odpracowywania nieodbytych lekcji. Dlaczego?  Bo jak to napisał William Shakespeare  Są rzeczy na niebie i ziemi, o których nie śniło się waszym filozofom."  W zastosowaniu do tej sytuacji można powiedzieć, że są w życiu szkoły takie sytuacje, o których nie śniło się twórcom prawa oświatowego. Chyba wszystkim dyrektorom polskich szkół, tak jak i mnie podczas 12 lat dyrektorowania, zdarzyło się wielokrotnie delegować uczniów, podczas zajęć lekcyjnych, na liczne obchody, uroczystości, odsłonięcia i składania kwiatów.

 

Warto w tym miejscu przypomnieć, że obowiązująca przez jeszcze ponad dwa lata podstawa programowa wiedzy o społeczeństwie zawiera, między innymi, zapis takich oto celów edukacyjnych: „ Osiągnięcie motywacji i zdolności do indywidualnej i zbiorowej aktywności społecznej na gruncie szacunku dla własnego państwa i prawa oraz rozwijanie poczucia współodpowiedzialności za społeczeństwo i państwo; Rozwijanie cnót społecznych i obywatelskich, patriotyzmu i odpowiedzialności za dobro wspólne; Doskonalenie umiejętności oceny stanowisk i działań uczestników życia publicznego z punktu widzenia podstawowych wartości życia społecznego. Działania zgodne z tymi wartościami, podejmowane w szkole i społeczności lokalnej."

 

Nie uda się osiągnąć tych celów wyłącznie w systemie klasowo-lekcyjnym. Bo w szkole uczniowie powinni nie tylko „zakuwać" wiedzę na lekcjach, ale dojrzewać do licznych ról społecznych. Tak jak to zapisano w preambule ustawy o systemie oświaty „Szkoła winna zapewnić każdemu uczniowi warunki niezbędne do jego rozwoju, przygotować go do wypełniania obowiązków rodzinnych i obywatelskich w oparciu o zasady solidarności, demokracji, tolerancji, sprawiedliwości i wolności." Przeto żądanie łódzkiego kuratora może stać się groźnym precedensem, który skutkować będzie asekuracyjnymi zachowaniami dyrektorów szkół w przyszłości. Chyba, ze o to chodzi panu kuratorowi Janowi Kamińskiemu. Aby cała pozadydaktyczna  aktywność uczniowska została przeniesiona na czas pozalekcyjny. Nie wiem tylko, czy organizatorzy wszystkich patriotycznych, państwowych i kościelnych obchodów i uroczystości z tego się ucieszą!

 

A tak nawiasem mówiąc, chciałbym mieć o tyle zwiększoną emeryturę, ile lekcji przepadło w naszym kraju z okazji niedawnej żałoby narodowej... A tu nagle pan kurator wzywa do odpracowania... No cóż, jest kuratorem dokładnie od dnia, gdy w Zgierzu działy się opisane zdarzenia z udziałem posłów PiS. Jest kuratorem powołanym przez panią wojewodę z PO, za zgodą pani minister. Też z PO! Ale to jest już uprawianiem przeze mnie polityki. I może być zabronione do czytania w szkole...

 

Włodzisław Kuzitowicz

 

 

 Artykuł został opublikowany w Nr. 22/2010 „Gazety Szkolnej"

 

 

Zobacz także w <Wiadomościach> „Gazety Edukacyjnej", co dalej działo się wokół opisanego wyżej incydentu z posłami PiS w roli głównej.