Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Wtorek, 07 lutego 2012 r. 38 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Recenzje | Konferencje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
centrum konferencyjno widowiskowe Lutnia
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Impresje Małgorzaty
 Polecamy
 Publikacje
 Relacje praktyków
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Bibliografie
 Recenzje
 Konferencje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Publikacje > Co to znaczy myśleć, odczuwać i działać jak pedagog.


Podczas krótkiej, ale bardzo owocnej praktyki zawodowej miałam możliwość zapoznania się z wieloma elementami interesujących rozwiązań edukacyjnych. Na radach szkoleniowych zapoznawałyśmy się z koncepcją pedagogiczną od teorii do praktycznych rozwiązań i możliwości zastosowania w naszej pracy. Organizowane były sympozja, lektoraty specjalistów danej koncepcji. W ten sposób poznałam p. Marię Łopatkową, wielką zwolenniczkę i orędowniczkę pedagogiki Janusza Korczaka. Dzięki temu zrozumiałam jak ważna jest zmiana osobowości nauczyciela i inne spojrzenia na dziecko.


W naszej pracy stosowałyśmy różne metody ( Labana, Kniessów, Orfa, Techniki C.Freineta) wcześniej przedyskutowane w zespołach samokształceniowych. Nasze dzieci rozwijały się wszechstronnie. Myśl pedagogiczną przekładałyśmy na działanie. Urządzałyśmy wystawy prac plastycznych dzieci, piękne pokazy gimnastyczne, widowiska taneczne i teatralne. Mieliśmy też swoją przedszkolną drużynę zuchową. Razem ze starszym rodzeństwem i rodzicami dzieci bawiły się i pracowały. Wspólnie projektowali i wykonywali rekwizyty do teatrzyków i występów. Praca nasza nie była od- do, gdy była taka potrzeba trwała do wieczora. Dzieci uczyły się też nowatorską metodą j. angielskiego.


Miałyśmy dostęp do wielu ciekawych opracowań i materiałów. Nasza placówka wyposażona była we wszystko to co mogło pomóc w twórczej działalności i wszechstronnym rozwoju dziecka.

Nasze dzieci odnosiły sukcesy w szkole, były ,,inne", wyróżniały się wśród swoich rówieśników

Uczęszczały do tej samej szkoły i tej samej klasy. Nie obchodziła ich rejonizacja, chcieli być razem.

Praca w tej placówce to była prawdziwa przygoda, podróż po cudownej krainie możliwości dziecka. Nasza wewnętrzna przemiana, pomogła nam zrozumieć dziecko i nawiązać z nim właściwe relacje. To bardzo trudne zadanie, zamiast mówić- milczeć, zamiast nauczać- obserwować, zamiast godności- być pokornym, ale jeszcze trudniej pokochać dziecko, dostrzec w nim to, czego ono samo nie jest w stanie zobaczyć i zrozumieć. Nie ukrywam, że było trudno, czasami ciężko, ale mądre działanie dyrektora i dobór kadry nauczycielskiej sprawiło, że udało się nam wyjść poza przeciętność.


Zdobyte doświadczenia wykorzystałam w wychowaniu moich dzieci. Odnoszą sukcesy i wyróżniają się swoimi osobowościami. Z radością słucham jak mądrze prowadzą rozmowy, jak umieją podejmować dojrzałe decyzje. Wiedzą co chcą i jak do tego mogą dojść i jak powinny postępować. Przytoczę sytuacje z ostatniej chwili: ,,Córka wróciła, że szkoły i już od progu relacjonuje: „Wiesz mamo pani kazała mi przeczytać wypracowanie, ale ja mam już tyle dobrych ocen, a Ania tak mało i takie słabe, zapytałam się pani, czy nie mogła by to zrobić Ania? Napisała takie piękne wypracowanie, pani się zgodziła i Ania dostała szóstkę. Jestem szczęśliwa." W klasie syna organizowane były ,,Mikołajki". Syn wylosował kolegę z Domu Dziecka. Biegał po wszystkich sklepach, aby kupić mu MP3, o której tamten marzył. Okazało się, że cena była wyższa niż ustalona kwota. Zmartwiony zwrócił się do sprzedawcy: ,,Przykro mi, ale nie mogę jej kupić, chociaż bardzo mi na niej zależy. Sprzedawca zapytał: dlaczego? Syn rzeczowo naświetlił problem. Sprzedawca popatrzył na niego, uśmiechnął się i zrobił obniżkę. Na drugi dzień kolega nie przyszedł do szkoły wysłał SMS-a do kolegi, którego wylosował, aby wziął sobie jego prezent. Kiedy ten podszedł do syna, syn odpowiedział: ,,przykro mi, nie mogę ci go dać, bo przygotowałem go z myślą o Mateuszu, ale jutro przyniosę i dla ciebie.


Myślę, że aby młody człowiek mógł samodzielnie kroczyć przez życie potrzebuje rozsądnej pomocy, przewodnika i doradztwa dorosłych w celu realizacji trudnego zadania. Trzeba go wspierać, aby rozwijał się w poczuciu bezpieczeństwa i kochać. Dlatego tak ważna jest rola rodziny, bo właśnie w wychowaniu rodzinnym tkwi ogromny potencjał wartości społeczno-moralnych.


Każdy przejaw ludzkiej myśli porusza się w określonym przedziale czasu i przestrzeni. Bywają jednak wyjątki odznaczające się uniwersalnością i niezbywalną wartością. Do takich wyjątkowych pedagogów należą: Maria Montessori, Janusz Korczak, Peter Peteesen, Celestyn Freinet, Rudolf Steiner. Wspólnym przesłaniem, (jak u człowieka pierwotnego, który to w dniu narodzin dziecka brał je w ramiona i w geście pokory i nadzieji, unosił je wysoko do góry, wskazując w ten sposób wszechświat i integrację ze społeczeństwem) jest wskazanie drogi do wolności, niezależności i indywidualnego rozwoju. W myśl, że każde dziecko ma własny ,,plan życia", ,,własną formę" i ,,własną naturę'. Dzieci wychodząc z naturalnego sobie środowiska wchodzą w środowisko cywilizacji, w której rozgrywa się życie dorosłych. Są zagubione, niepewne. Oczekują, że dorośli pomogą mu odnaleźć właściwą drogę i odkryć samych siebie.


Innym ważnym ogniwem łączącym wymienionych pedagogów jest fakt, że te teorie zostały sprawdzone w ich szkołach i są do dziś aktualne i ponadczasowe. Dlatego, że znalazły kontynuatorów wśród pedagogów. Myślę, że ( z całym szacunkiem dla prekursorów tych koncepcji), iż można je zintegrować i stworzyć podstawy do stworzenia jednego programu, w myśl założenia, że ,,reforma leży w nas samych"

Spróbuję to wykazać na przykładzie jednej sytuacji i jednego nauczyciela.


Sytuacja obejmuje dwie różne wspólnoty: wspólnotę osiedlową i wspólnotę małej szkoły wiejskiej, znacznie oddalonych od siebie i bardzo różniących się kulturowo, społecznie i moralnie. Zaistniała w dwóch mikrosystemach.nspiracją była informacja o odnowieniu się , w latach 90, Niemieckiego Stowarzyszenia Montessori, założonego w 1925r przez nauczycielkę Clary Grunwald, która jednocześnie reprezentowała ideę myśli pedagogiki J. Korczaka (razem z nim złotymi literami wpisała się w ideał nauczyciela Sokratesa). 1)


Moja ,,bohaterka" (miała za sobą kurs niemiecko-polski pedagogiki Montessori, doskonale znała założenia wcześniej wymienionych pedagogów) podjęła pracę w wiejskiej szkole a mieszkała na naszym osiedlu. Sytuacja, którą tam zastała była jak w większości szkół. Nuda, rutyna, zakazy, nakazy, pseudo samorządność młodzieży. Przed rozpoczęciem pracy podjęła dialog z nauczycielami, wskazując na możliwość i konieczność zmian. Zaczęła od uporządkowania otoczenia. Wraz z dwoma młodymi nauczycielkami stworzyły kąciki zainteresowań, w których to dzieci w czasie wolnym mogłyby swobodnie tworzyć. Każdy kącik zawierał informację, jak trzeba z niego korzystać i co zawiera. Zmieniła też wystrój klasy, w której miała mieć wychowawstwo. Na wachlarzu znalazły się imiona i nazwiska dzieci, na stoliku umieszczone zostały w specjalnym koszyku trzy elementy: dzwoneczek, róża i kamień (służące do dialogu). Cała szkoła nabrała innego charakteru. Wszystkie zmiany były przemyślane, zachęcające do rozpoczęcia nauki. W dniu rozpoczęcia roku w szkole rozbrzmiewała cicha muzyka klasyczna. Nauczycielka krążyła wśród młodzieży, uśmiechając się, obserwując, nawiązując dialogi z uczniami, Zaskoczenie wśród dzieci było ogromne. Po apelu wraz ze swoimi podopiecznymi przeszła do klasy. Zaproponowała i określiła normy i zasady, w myśl założenia, ,,że wolność bez ograniczeń jest bezużyteczna". Z woli dzieci została wybrana jednogłośnie opiekunem samorządu. Pod jej kierunkiem Samorząd Uczniowski stał się żywym organem a przesłanie J. Korczaka znalazło autentyczny wydźwięk. Rozpoczął się prawdziwy cykl wszechstronnego rozwoju dziecka, zaakceptowany i realizowany przez nich samych. Szkoła stała się ośrodkiem życia tej wspólnoty. Sukcesy jakie zaczęły odnosić przeszły najśmielsze oczekiwania. Wszędzie wyeksponowane były techniki C. Freineta. Dzieci tworzyły albumy o niepowtarzalnych charakterze i tytułach (np.,, Świat perfum", ,,Moje hobby...") Pisały wspaniale referaty na różne tematy. Na dyskotekach doznawały wielu wrażeń, podczas przeprowadzanych ,,ćwiczeniach ciszy i koncentracji' nabierały szacunku do siebie i innych. Uczestniczyły w konkursach organizowanych przez władze oświatowe i w szkolne. Osiągały sukcesy we wszystkich dziedzinach. Były radosne i szczęśliwe. Wzrosła też średnia ocen. Oczywiście taka sytuacja wzbudziła zainteresowanie władz oświatowych. Zaczęły się hospitacje całościowe i fragmentaryczne, które udowodniły słuszność takiego działania, prawdziwość faktów i autentyczny rozwój.


Równolegle z pracą w szkole owa nauczycielka rozpoczęła działalność wśród wspólnoty dziecięcej osiedla. Wspólnota ta miała bardzo złą opinię wśród lokatorów. Omijano ich z daleka jak ,,trędowatych". Była to dwunastoosobowa grupa drugoroczniaków w wieku 10- 18 lat., mających konflikt z prawem. Jednym słowem ,,wytwór" wymodelowany na własny użytek wychowawczy i zgodnie z własnymi wyobrażeniami stworzonych systemów kształcenia i wychowania. ,,Moja nauczycielka", któregoś dnia oświadczyła tej młodzieży; dość tego, nie mogę patrzeć jak marnujecie swój potencjał. Chciałabym wam pomóc, ale od was zależy czy tego chcecie. Na głosy: że to się nie uda wszyscy nas ,,nienawidzą" ( trochę ucywilizowałam ich wypowiedź), odpowiedziała: a więc spróbujcie to zmienić, ja wam pomogę. Tak rozpoczęty dialog szybko przerodził się w działanie. Zaczęli od uporządkowania terenu. Odnowili samorzutnie to co zniszczyli. Powstał cudowny ogród fantazji dziecięcej. Wieczorami wychodzili na przystanek po swoją panią, relacjonowali wydarzenia dnia codziennego, słuchali opowiadań o kolegach i ich osiągnięciach w szkole, w której uczyła. Chodzili razem na wycieczki i spacery, organizowali wspólne kolacje. Któregoś dnia poprosili ją, czy mogła by ich zabrać do swojej szkoły, na dyskotekę, aby mogli to zobaczyć. Wrócili zamyśleni i wyciszeni. Skończyły się ich problemy. Na osiedlu zapanował spokój i ład. Odnaleźli radość z uczenia się, skończyli szkoły, założyli własne firmy i rodziny, mają swoją osobowość i jasne, życzliwe spojrzenie na świat. Na wyrazy uznania, że odniosła sukces, tajemniczo uśmiechała się i mówiła ,,to nie ja odniosłam sukces. Ja im tylko pomogłam odkryć ich możliwości, aby mogły zrealizować własny plan życia, własną formę i własną naturę


W moim odczuciu być pedagogiem to być tym, kto wspiera rozwój innego, kto przewodzi ku samodzielności i tłumaczy złożone znaczenia zdarzeń i przeżyć, opowieści i symboli. Jest pięknym patrzeć na to, jak rozwija się człowiek, tak jak rozwijają się kwiaty, które należy ochraniać i podtrzymywać, czasami także podcinać, ale musi umieć nosić swe własne owoce. Są błędy, które dobry wychowawca popełnia raz, a oceniwszy krytycznie nie ponawia ich. Zły wychowawca winę własnych pomyłek przypisuje dzieciom.


Myśleć jak pedagog to nie znaczy, że studia i lektury przygotują go do zawodu i że potrzebne wykształcenie można posiąść zza biurka. Przede wszystkim musi sam umacniać swoją wewnętrzną postawę moralną, swój charakter. Zasadniczą kwestią jest jak będzie spostrzegał dziecko. Problemu tego nie wolno ujmować jedynie z wewnątrz. Pedagog musi przygotować się również wewnętrznie. Musi wejść w głąb siebie w procesie autoobserwacji po to, by odkryć ograniczenia i słabości, które mogłyby mu przeszkadzać w relacjach z dzieckiem.


Odczuwać jak pedagog to znaczy być życzliwym i ofiarnym wobec innych ludzi, wykazywać wrażliwość na ich problemy i być współczulnym na ich odczucia i emocje.


Działać jak pedagog, oznacza doświadczać i eksperymentować, orientować się na osiąganie celów, rozwiązywać problemy, podejmować decyzje. Działanie prowadzi do uwolnienia się od zakłóceń lub nowej motywacji, do rekonstrukcji doświadczenia, do nowych prawd lub nowych wniosków wzywających do zaangażowania.


Małgorzata Sojka-Choptiany

Autorka jest studentką niestacjonarnych studiów I stopnia w Dolnośląskiej Szkole Wyższej we Wrocławiu na kierunku pedagogika - edukacja wczesnoszkolna i wychowanie przedszkolne.



1) Materiały z kursu Pedagogiki Montessori