Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Piątek, 10 września 2010 r. 253 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Recenzje | Konferencje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Klinika edukacyjna
 Polecamy
 Publikacje
 Relacje praktyków
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Bibliografie
 Recenzje
 Konferencje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Felieton > Człowiek z krainy łagodności


To już trzy lata, jak sprawy tego świata toczą się bez Niego. Jak nieodwołalne zostawił nas wszystkich. Tych którzy Go kochali, cenili, lubili, czy choćby znali tylko.. Z którymi pracował, odpoczywał, bawił się... Pamiętamy o Nim - o protoplaście naszej Gazety, o Juliuszu Cyperlingu, Julku, o Przyjacielu, Koledze, Szefie... Zapracowani, krzątający się wokół swych codziennych spraw, nosimy, jak fotografię w portfelu, jego obraz w zakamarkach naszej pamięci. Jest tych fotografii pamięci tyle, ile jest ludzi, dla których był Kimś ważnym, bliskim, niezapomnianym...



Niezapomnianym... Właśnie uświadomiłem sobie, że coraz trudniej jest mi przywołać sobie w pamięci Jego twarz. Ale po chwili, jak w kuwecie dawnej ciemni fotograficznej, pojawia się obraz uśmiechniętego człowieka, jak to napisałem przed rokiem - „Jasnego Człowieka". Bo z obrazami w ludzkiej pamięci dzieje się podobnie, jak z fotografiami, stojącymi w ramkach na biurkach, stolikach, komodach... Im dłużej stoją, wystawione na działanie światła i czasu, tym bardziej bledną, stają się nieczytelne, zanikają.... Ale można temu zaradzić. Jak zeskanowana, stara fotografia, poddana rekonstrukcji w „Photoshopie" staje się na nowo ostra i barwna, tak nasze obrazy pamięci można i trzeba co i raz ożywiać, odtwarzać - we wspomnieniach....



Przywoływałem już przed dwoma laty obraz Julka - twórcy i redaktora naczelnego „Gazety Edukacyjnej", rok temu - było to wspomnienie „pedagoga uśmiechu", kogoś, kto obdarowywał wszystkich wokół życzliwością. Dzisiaj stanął mi przed oczyma obraz Juliusza - niestrudzonego mediatora, człowieka kompromisu, niezdolnego do jakiejkolwiek formy agresji. Taki był w tym swoim wyciszonym, rzekłbym „układnym" sposobie bycia „niedzisiejszy", staroświecki. Ale przecież w tym co było dla niego ważne - zawsze skuteczny! Nie przypominam sobie ani jednego z Nim spotkania, w którym widziałbym go w roli władczej, osoby rozkazującej coś komuś, próbującej wymusić coś krzykiem! Nawet wtedy, gdy przyszło mu działać w środowisku, w którym forma rozkazu była codziennością...



A poznałem Juliusza przed 40-ma laty w harcerskim środowisku hufca Łódź - Polesie. W sierpniu 1969 roku spędziliśmy razem prawie 4 tygodnie na obozie - kursie dla kandydatów na funkcje drużynowych. Ja byłem tego obozu komendantem, Druh Julek, jak to się wtedy nazywało - instruktorem KO. I już w tamtej roli był w owym towarzystwie, funkcjonującym przecież w systemie: „baczność, spocznij!" kimś, kto natychmiast skojarzył mi się z Krzysztofem Kamilem Baczyńskim na akowskiej podchorążówce....



Taki „stuprocentowy cywil" w mundurze... Gdy pełnił obowiązki „instruktora dyżurnego" - nie rozkazywał kursantom. On ich prosił, przekonywał, raz nawet sam coś za nich zaczął robić.... Ale po chwili wyjęto mu grabie z rąk, bo sprawa dotyczyła wygrabienia terenu kuchni. I zawsze tą swoją strategią „konsensusu" wygrywał! Oczywiście z nieodłącznym uśmiechem na twarzy.



Ale za to Jemu, humaniście, zawdzięczali wszyscy uczestnicy tego obozu najbardziej „magiczne" chwile. Przywiózł ze sobą książkę Joanny Kulmowej „Wio, Leokadio!". Co wieczór, jako ostatni akord spotkań przy świecach ( bo z powodu suszy obowiązywał zakaz palenia ognisk!), czytany był jeden fragment tej przepięknej, poetyckiej opowieści o losach dorożkarskiej szkapy, której wyrosły skrzydła....



Taki był Julek. Z tego wynika, że od zawsze! Warto, trzeba, nie tylko kontynuować Jego testament „pedagogiki uśmiechu", ale także uczyć się od Niego owej łagodności i „miękkiej stanowczości" w osiąganiu swych celów. Bez tak typowych dla otaczającego nas świata: arogancji, dominacji, agresji....



Włodzisław Kuzitowicz