Strona Główna > Felieton > Czy w nowym roku szkolnym ogarnie nas pasja
I tak doczekaliśmy się ostatniego dnia wakacji. Mam na myśli wakacje uczniów (i nauczycieli) szkół podległych resorowi edukacji. Jak to przyjęło się z tej okazji mówić i pisać, jutro zabrzmi pierwszy dzwonek szkolny. Czy naprawdę zabrzmi - okaże się w praktyce. Wszak na pierwsze prawdziwe lekcje dzwonek wezwie uczniów dopiero w piątek. Jutro tak naprawdę przeżywać ten dzień będą pierwszaki. I to nie tylko te sześcioletnie, które rozpoczną naukę w klasach pierwszych, ale wszyscy, którzy w tym dniu przekroczą progi nowej szkoły: podstawowej, gimnazjum czy jednej ze szkół ponadgimnazjalnych. Pozostali zgłoszą się na jutrzejsze uroczyste akademie głównie po to, aby spotkać się z koleżankami i kolegami, wymienić wspomnieniami z wakacji, zobaczyć nowych nauczycieli. A przede wszystkim aby otrzymać tygodniowy plan lekcji, najczęściej jeszcze tymczasowy. Bardziej niż uczniowie początek roku szkolnego przeżywają rodzice uczniów. Mówiąc prawdę nie wszyscy. Jednak znakomita ich większość angażuje się w zadbanie, aby ich dziecko miało wszystko, co w szkole będzie mu potrzebne: o przybory szkolne, zeszyty, stroje gimnastyczne, a przede wszystkim o podręczniki. A te, jak powszechnie wiadomo, zdrożały. Dawno nie było tylu adwokatów zadłużonych z powodu wydatków szkolnych rodziców, co w tym roku. Bo to znakomity temat dla deklarujących troskę o każdego, a zwłaszcza niezamożnego obywatela, kandydatów na posłów i senatorów - zwłaszcza startujących z list partii opozycyjnych. Również troska o wagę szkolnych tornistrów stała się niezwykle powszechna. Problem jednak nie w tym, kto głośniej i rozpaczliwiej, bardziej spektakularnie, zapłacze nad ciężkim tornistrem i losem ucznia i jego rodziców! Gdyby było mi to dane, zapytałbym natychmiast tych wszystkich dobrodziejów jaką mają na te problemy receptę, jakie, jeśli zostaną tymi posłami lub senatorami, podejmą w tych sprawach inicjatywy legislacyjne i z jakich środków zamierzają zawarte w nich projekty sfinansować. Nieszczęście nas, maluczkich, polega na tym, że z pełnymi i ciężkimi, czy też pustymi z powodu biedy, tornistrami i tak trzeba będzie dzieci do szkoły posłać. Za czterdzieści dni odbędą się wybory, 560-oro wybranek i wybrańców zasiądzie w swych ławach na Wiejskiej, a tornistry z podręcznikami, lub bez, jakie były na początku września, takie pozostaną do końca roku szkolnego. Albo i jeszcze dłużej. A póki co - minister Hall ogłosiła rok szkolny 2011/2012 Rokiem Szkoły z Pasją. Tyko nie zwróciła uwagi, wszak jest matematyczką, że w języku polskim pasja ma kilka znaczeń. Obok tego, w którym słowo to występuje w owym haśle, czyli „zamiłowanie do czegoś", może to oznaczać także „silny gniew, furię", co w tym kontekście może zostać zinterpretowane jako rok szkoły, w której w tym roku będziemy spotykać nauczycieli, uczniów i ich rodziców doprowadzonych do „szewskiej pasji"... Bo nie chciałbym sugerować trzeciego znaczenia słowa pasja, tego liturgicznego... Włodzisław Kuzitowicz |