Strona Główna > Publikacje > Czy warto rozmawiać z redaktorem Pospieszalskim
Redakcja Gazety Edukacyjnej: Panie Profesorze, jak to się stało, że uczestniczył Pan w programie redaktora Jana Pospieszalskiego „Warto rozmawiać", wyemitowanym 8 stycznia 2009 roku ? dr hab. Sławomir Jacek Żurek: > Zacznę od tego, że nie wiedziałem, co to jest za program, bo prawie w ogóle nie oglądam telewizji. Kiedy otrzymałem e-mail z propozycją wzięcia w nim udziału pomyślałem, że będzie to okazja ku temu, żeby pewne niejasności związane z nową podstawą programową powyjaśniać. Główny problem polega bowiem na tym, że od kwietnia bardzo wielu publicystów, a także polityków zabierało publicznie głos na jej temat i prac nad nią, wypowiadając się niekompetentnie, bez zapoznania się z nią. Naiwnie sądziłem, że będzie to rzeczowa dyskusja. Redakcja: Jak przyjął Pan temat tego programu - „Reformy MEN - koniec polskiego inteligenta?" >To była pierwsza niemiła niespodzianka, jako że nie byłem poinformowany o tym temacie. Teraz już wiem, że zastosowanie tzw. pytania z tezą (jest to zabieg retoryczny o charakterze demagogicznym) to charakterystyczny chwyt dla tego programu. Gdy na początku programu został wyemitowany felieton filmowy, przyszło mi do głowy, że temat programu wziął się od jego dwóch bohaterów. Giertycha poznałem, ale ponieważ osoby były nie podpisane nie chciało mi się później wierzyć, że ten drugi to prof. Legutko... Redakcja: A co z tezą zawartą w zapowiedzi tego programu, że „wiele dotychczasowych lektur szkolnych wypadło z listy, a spora ich część będzie obowiązywała tylko we fragmentach" ? < Na poziomie klas IV-VI uczeń ma przeczytać i omówić na lekcji w ciągu każdego roku co najmniej cztery książki, w szkole ponadgimnazjalnej i liceum co najmniej pięć. W sumie więc w jednym cyklu kształcenia dziecko przeczyta od 12 do 15 dużych tekstów, a oprócz tego wiele innych drobniejszych: opowiadań, wierszy, artykułów publicystycznych itd. Mało to czy dużo? O większej niż ta liczbie przeczytanych utworów zadecydują twórcy programów i nauczyciele, bo w wypadku klasy, w której młodzież ma wyrobione nawyki czytelnicze ta liczba będzie in plus. W innej pozostanie to obowiązujące minimum. Niektóre teksty trzeba bezwzględnie przeczytać w całości (i jest to w dokumencie zaznaczone), a z niektórymi można zapoznać się w częściach (np. z Kordianem Słowackiego) - decyzję pozostawiliśmy nauczycielowi. Nieprawdą więc jest, że „spora ich część będzie obowiązywała tylko we fragmentach". Redakcja: A ile jest prawdy w kolejnym stwierdzeniu, że„wiele lektur będzie tylko do wyboru, co znaczy, że nie znajdą się na maturze..."?. < Nieprawda. Na maturze mają być oceniane przede wszystkim umiejętności ucznia, a nie pamięciowe opanowanie utworów literackich. Stąd owe kompetencje mogą być sprawdzane na bardzo różnych tekstach kultury. W dokumencie przy części tytułów umieszczona jest gwiazdka - to teksty do obowiązkowego poznania w całości, do których bezpośrednio będą się odwoływały zadania egzaminacyjne. Redakcja: Czy prawdziwym jest twierdzenie twórców programu, że „Podstawa programowa jest wprowadzana pospiesznie i bez nowych podręczników"? < Nieprawda. Nad kształtem podstawy programowej pracowaliśmy prawie rok. Projekt dokumentu był wielokrotnie poddawany debacie publicznej i korygowany. Kolejne wersje były udostępniane w Internecie. Zapoznaliśmy się z setkami opinii, w tym z recenzjami wybitnych autorytetów polonistycznych, takich jak prof. Bożena Chrząstowska, prof. Jadwiga Puzynina, prof. Dariusz Rott, dr Stanisław Bortnowski, prof. Tadeusz Zgółka. Spotykałem się kilkakrotnie z Radą Języka Polskiego PAN i Komisją Edukacji Szkolnej i Akademickiej Komitetu Nauk o Literaturze PAN, uzyskując ostatecznie ich poparcie. Dostaliśmy też pozytywną opinię ZNP i Stowarzyszenia Nauczycieli Polonistów (SNaP). Pracowaliśmy pozostając w kontakcie z Polską Izbą Książki i otrzymaliśmy zapewnienie ze strony prezesa tej instytucji - dr Piotra Marciszuka, że wydawcy zdążą z nowymi podręcznikami. Redakcja: Krytycy nowej podstawy programowej, w tym i redaktorzy tego programu mówią jasno: „To koniec kształcenia polskiego inteligenta"... < Mylą się. Problem polega na tym, że sytuacja polskiego inteligenta zmieniła się w ostatnich dziesięcioleciach diametralnie. Natomiast krytycy podstawy programowej (a tak naprawdę spisu lektur, bo nie przeczytali zapisów całego dokumentu), a są to głównie ludzie starsi, żyją w błogim przeświadczeniu, że polska szkoła wygląda tak samo, jak ta, do której uczęszczali czterdzieści, czy pięćdziesiąt lat temu. Dzisiaj młody polski inteligent żyje w imperium ekranów i trzeba go w tej sytuacji wyposażyć w nowe instrumenty hermeneutyczne, nie tylko czytelnicze. Tak, by umiał bezpiecznie i z korzyścią dla siebie się w nim poruszać. Co nie znaczy, że ma czytać mniej, czy w ogóle tego nie robić. W programie Pospieszalskiego mówiłem: „dziś w polskiej szkole jest wiele arcydzieł, tylko nie ma tam ich czytelników!". I nowa podstawa programowa jest właśnie próbą przywrócenia polskiej szkole tego czytelnika poprzez pewną strategię. Redakcja: I zadają, prowokacyjnie, pytanie: „Czy tak ma wyglądać historyczna reforma polskiego szkolnictwa zapowiadana przez rządzących?". < Rzeczywiście zmiana jest historyczna. W jednym dokumencie znormalizowany został cały system programowy polskiej szkoły. Jest tam bowiem zapisane, czego od ucznia będzie się wymagać na lekcji (ocenianie wewnątrzszkolne) i egzaminie (system oceniania zewnętrznego), jak mają być zbudowane programy nauczania w zakresie kształcenia ogólnego, a także, czego nie wolno pominąć w podręcznikach. To bardzo dobry i nowoczesny dokument. Redakcja: Jaka, Pana zdaniem, „filozofia" legła u podstaw nowej koncepcji podstawy programowej dla przedmiotu „język polski"? < Nowa podstawa programowa opisuje wiadomości i umiejętności, które uczeń ma zdobywać na każdym etapie edukacyjnym, zgodnie z ideą europejskiej struktury kwalifikacji, językiem efektów kształcenia. Redakcja: Jakie szanse i jakie zagrożenia kryją się za koncepcją programowego połączenia edukacji na poziomie gimnazjum z pierwszą klasą szkół ponadgimnazjanych? < Po prawie dziesięciu latach funkcjonowania ustroju szkolnego widać jasno: konieczne są zmiany o charakterze programowym, bo trzyletnie cykle kształcenia (I-III, IV-VI, gimnazjum i liceum) są za krótkie, a wiele elementów się w nich powtarza. Nowa organizacja systemu da większą szansę nowoczesnego przygotowania ucznia do studiów, da możliwość lepszego przyswojenia mu języków obcych, rozwoju intelektualnego i fizycznego. Egzamin przestanie być straszakiem, a stanie się naturalnym elementem procesu edukacyjnego. Szkoła ma być miejscem przyjaznym dziecku. Miejmy nadzieję, że za kilka lat nasi uczniowie tak dobrze się w niej poczują, że złożą publiczną petycję do ministra edukacji narodowej o skrócenie im wakacji! Największe zagrożenie, to mentalność niektórych nauczycieli i rodziców... Czy będą gotowi odłożyć na półkę stare schematy i przyzwyczajenia? Czy będą chcieli kształcić u uczniów kompetencje, a nie wtłaczać im do głowy suche informacje? Dlatego też następnym krokiem reformy musi być stworzenie systemu kształcenia i formowania nauczycieli. Redakcja: Czy umożliwienie uczniom dwu ostatnich klas przedmaturalnych dokonywania wyboru przedmiotów, których chcą się uczyć, może być źródłem przedwczesnej determinacji ich karier zawodowych? < Jeśli chcemy mieć dojrzałą młodzież, to musimy od niej wymagać (jak to podpowiadał pedagogom Jan Paweł II) i stawiać ją w sytuacjach decyzyjnych jak najczęściej. Bo dojrzałość to tak naprawdę umiejętność podejmowania decyzji i ponoszenia ich konsekwencji. Przecież dziś uczeń wybiera jeszcze wcześniej, bo już w wieku lat 15 musi się zdecydować, czy iść do technikum gastronomicznego, klasy biologiczne-chemicznej czy humanistycznej. Rzadko zdarza się później, żeby absolwent klasy humanistycznej został lekarzem, a wykwalifikowany kucharz poszedł studiować fizykę. Natomiast dwa lata przed maturą to wystarczający okres, aby zacząć poważnie myśleć o dalszej edukacji i karierze życiowej. Redakcja: Wobec nieustających ataków na „kanon lektur", zawarty w podstawie programowej, jak uspokoiłby Pan rodziców, że ich dzieci nie zostaną „półinteligentami" po zakończeniu tak „zaprogramowanej" edukacji polonistycznej? < Zachęcałbym do zapoznania się z podstawa programową (jest w całości dostępna w Internecie na stronie MEN), a zniechęcałbym do oglądania tego typu programów jak „Warto rozmawiać". Redakcja: O czym Pan myślał po programie Pospieszalskiego? < Pomyślałem sobie, że już wiem, dlaczego tacy ludzie jak Redaktor Pospieszalski boją się nowej podstawy programowej. Bo już za kilka lat nawet dzieci w szkole podstawowej będą umiały bez trudu rozpoznawać elementy manipulacji medialnej. Dr hab. Sławomir Jacek Żurek, prof. nadzwyczajny KUL, jest Kierownikiem Katedry Dydaktyki Literatury i Języka Polskiego oraz Kierownikiem Pracowni Literatury Polsko-Żydowskiej na tej uczelni. W imieniu redakcji Gazety Edukacyjnej <www.gazeta.edu.pl> pytania zadawał Włodzisław Kuzitowicz, redaktor naczelny |