Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Piątek, 18 maja 2012 r. 139 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Recenzje | Konferencje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
centrum konferencyjno widowiskowe Lutnia
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Impresje Małgorzaty
 Polecamy
 Publikacje
 Relacje praktyków
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Bibliografie
 Recenzje
 Konferencje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Publikacje > Dokąd zmierzają nauczycielskie związki zawodowe?


Minął już rok z okładem, jak w numerze 16/2007 „Gazety Szkolnej" pisałem w artykule zatytułowanym „Do przyjaciół z „Solidarności": „Głęboko wierzę w to, że dziś, jak przed laty, „Solidarność" stanie na wysokości zadania. Bo u jej narodzin legła idea solidaryzmu społecznego, jako przeciwstawienie „rzeczpospolitej resortowej"! Właśnie ta cecha pozwala mieć nadzieję, że także i dzisiaj Związek ten będzie formułował swoje projekty optymalnych rozwiązań zgodnie z taką filozofią. Bo szkoła to nie tylko miejsce pracy nauczycieli, administracji i obsługi! Szkoła - to kluczowy element całego systemu społecznego Państwa. To sprawa wszystkich Polaków! Takie są przecież statutowe cele NSZZ „Solidarność": "Podejmowanie działań w duchu dialogu społecznego, zmierzających do zharmonizowania interesów pracodawcy z interesami pracowników, wpływanie na kształt polityki gospodarczej i społecznej, kształtowanie aktywnej postawy działania dla dobra Ojczyzny".

 

Były to czasy, gdy ministerstwem edukacji kierował tandem z LPR-u: Giertych - Orzechowski, para nawiedzonych obrońców dyscypliny i porządku, gdy trwała bezpardonowa wojna domowa MEN kontra ZNP i vice versa, gdy rząd zapewnił w budżecie państwa pięcioprocentową podwyżkę stawek wynagrodzenia miesięcznego dla nauczycieli... Czy wtedy Krajowa Sekcja Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność" występowała o odwołanie niekompetentnego ministra? Nie. Z wnioskiem takim wystąpił Związek Nauczycielstwa Polskiego. Ci z czytelników, którzy nie cierpią na zaniki pamięci zapewne pamiętają, że centrala oświatowej „Solidarności" zawarła wtedy „separatystyczne" porozumienia z resortem edukacji, mówiło się, że na złość ZNP!

 

Rok minął. Jest nowy Rząd i nowa Minister Edukacji. Nauczyciele otrzymali podwyżki płac, największe od kilkunastu lat! Kto nie wierzy, niech popatrzy na te liczby, ukazujące, przykładowo, minimalne stawki wynagrodzenia zasadniczego w czterech kolejnych latach, dla dwu, skrajnych, stopni awansu zawodowego nauczycieli [w zł]:

 

Rok Stażysta Dyplomowany

2005 1149 2059

2006 1160 2090

2007 1218 2195

2008 1418 2380

 

A jak zachowują się związki zawodowe? Oba! Podejmują, po raz pierwszy, skoordynowany atak na Rząd. ZNP ogłasza i przeprowadza jednodniowy strajk - „Solidarność" go wspiera. Ale żeby nie zostać w tyle, ogłasza 14 czerwca sławny już komunikat z Ostrowca Świętokrzyskiego, w którym przedstawiono stanowisko XXII Walnego Zebrania Delegatów Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność":

 

„Delegaci XXII WZD Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność" wezwali Premiera RP do natychmiastowego odwołania ministrów Michała Boniego, Jolanty Fedak i Katarzyny Hall za brak pozytywnych propozycji rozwiązań emerytalnych i płacowych nauczycieli, nierzetelne i lekceważące prowadzenie dialogu ze Związkiem, brak woli kompromisu. Delegaci domagają się realizacji zobowiązań obiecanych nauczycielom w expose. NSZZ „Solidarność" wystąpi do ZNP i innych oświatowych związków zawodowych o podjęcie wspólnych działań protestacyjnych w sprawach emerytalnych i płacowych pracowników oświaty. [...]- Realna jest eskalacja czynnej akcji protestacyjnej środowiska nauczycieli, a w sprawie złamania zasady praw nabytych - złożenie skargi do Trybunału Sprawiedliwości w Strasbourgu."

 

Dzień później sztab protestacyjny tegoż Związku, w swym kolejnym komunikacie postanawia:

 

1. Przekazać do szkół list do pracowników oświaty, w którym między innymi znajdzie się apel o zaniechanie organizacji uroczystego zakończenia roku szkolnego (podobnie jak z nowym), o ubieranie się „na czarno" w tym dniu, a także wyjaśnienie apelu WZD o odwołanie ministrów: Michała Boniego, Katarzyny Hall, Jolanty Fedak,

2. Przekazać bezpośrednio premierowi Donaldowi Tuskowi list-apel o odwołanie w/w ministrów,

3. Włączyć się do działań całego związku, który zgłosił przygotowania do organizacji ogólnopolskich akcji protestacyjnych...

 

Ale to jeszcze nie wszystko. W zakończeniu komunikatu nieomal zapachniało prochem: „Sztab Protestacyjny podjął także inne decyzje w sprawie przygotowań do dalszych działań protestacyjnych (w tym związanych z nowym rokiem szkolnym 2008/2009 !"

 

A więc - najpierw żałoba, potem bunt! Jak to już drzewiej bywało .„Staną fabryki, manufaktury..." No - może nie. Ale szkoły - na pewno! Zadamy cios tej zgniłej władzy! Dzieci po pierwszym września nadal zostaną w domach. Rodzice, masowo, podejmą nauczanie domowe... Nauczyciele (oczywiście w żałobnych strojach) będą społecznie, po domach, w konspiracji, wspierać tych mniej wykształconych rodziców!... A my wtedy pozew do Strasburga! Unia Europejska przyśle korpus ekspedycyjny „ Nauczycieli Bez Granic"... I rząd Tuska, jak Miloszewicza, upadnie!... I wtedy ogłosi się nowe wybory... Na listach wyborczych, na pierwszych miejscach, widnieć będą nazwiska przywódców tego „ruchu oporu"...

 

Patrząc na to wszystko z pozycji obiektywnego obserwatora nie trudno zauważyć, że jesteśmy świadkami klasycznego polowania z nagonką, ale nie na groźną dziką zwierzynę, a - jak dali przykład owi „pseudoturyści" z Tatrzańskiego Parku Narodowego - na swojskiego niedźwiadka, jeszcze nawet nie „roczniaka", który był w swej otwartości tak prostolinijny, że aż naiwny! Jaka to sztuka „dokopać" nieosłoniętemu w swej ufności rządowi „ w miękkie podbrzusze"! Ale związkowi „macho" już widzą głowy ministrów, a może i premiera, na swoich „ścianach chwały"! Już karmią swą pychę wizją przywódców, na miarę Mojżesza, którzy poprowadzą biedne rzesze polskich nauczycieli do mitycznej „Ziemi Obiecanej", w wysokie płace i przywileje obfitującej!

 

Nic to, że Premier w swym sejmowym ekspoze prezentował strategię swego rządu w perspektywie kilkuletnich celów, nic to, że już w aktualnych przymiarkach do przyszłorocznego budżetu planuje środki na dalszą podwyżkę płac nauczycieli! Nie istotne jest nawet to, że zmianę systemu emerytalnego zaprojektował zupełnie inny rząd z przed wielu lat! I że jest ona ekonomiczną, ale i demograficzną koniecznością! Ważne, że związkowi „książątka" wyczuli w ławach parlamentarnej opozycji sprzyjający klimat poparcia dla swych destrukcyjnych akcji ( i to zarówno z lewa jak i z prawa), że szermując populistycznymi hasłami sprawiedliwości społecznej mają nadzieję na zwiększenie swych, od lat już topniejących, członkowskich szeregów!

 

Nie chcą natomiast widzieć rzeczywistych konsekwencji takiej „zadymy". A są one liczne i, niestety, szkodliwe. Bo może to szkodzić pracy wychowawczej szkół [ nastąpi złamanie podstawowej zasady pracy szkoły - realizacji planowych zajęć edukacyjnych], zaszkodzi postrzeganiu roli nauczyciela przez rodziców uczniów, a przede wszystkim - stawiając utopijne, niemożliwe do zrealizowania żądania, może doprowadzić do utraty realnej szansy na możliwie szybkie, rzeczywiste zmiany w statusie materialnym nauczycieli.

 

Pisałem już o tym w felietonie „Głupota eskalacji czy eskalacja głupoty". [ „Gazeta Szkolna" Nr 6/2008 ] Ale wszystko wskazuje na to, że nie jestem w mych poglądach osamotniony. Może na to wskazywać list, jaki przed kilku dniami przyszedł do Redakcji. Jego autorka, Zofia Natkaniec - jak sama siebie przedstawia - jest nauczycielką, która od kilkunastu lat, ze świadomego wyboru, należy do oświatowej „Solidarności", tak w nim pisze:

 

„Dotychczasowym bowiem efektem działań związkowców (wszystkich opcji) stawiających nieustanne żądania, jest wzmagająca się niechęć społeczna do nauczycieli i tworzenie negatywnego wizerunku naszego zawodu. Żeby sprawdzić te nastroje społeczne wystarczyło przejrzeć komentarze do zamieszczonego w Onecie artykułu informującego o Zjeździe Delegatów w Ostrowcu. Znaleźć tam można było wiele mocnych, wręcz obelżywych uwag pod naszym adresem, że jesteśmy głupi, tępi i w dodatku cyniczni, że jesteśmy leniami bez ambicji, bo gdyby tak nie było, to zamiast ciągle narzekać na niskie zarobki, już dawno znaleźlibyśmy sobie inną pracę. I mnóstwo innych, równie przykrych stwierdzeń pod naszym adresem. Wniosek jest prosty: wszystkie związkowe posiedzenia, narady, zjazdy służą bardziej związkowym przywódcom, ponieważ dają im złudne poczucie, że coś robią, o coś się strasznie starają, niż nam zwykłym nauczycielom, na których skupia się cała złość społeczeństwa."

 

I, żeby wszystko było jasne, nie pisałem i nie piszę tych wszystkich uwag jako zaślepiony zwolennik Platformy Obywatelskiej, premiera Tuska i pani minister Hall. W wielu moich, zwłaszcza ostatnich, publikacjach dałem dowody uważnego i krytycznego obserwowania poczynań tego rządu w sferze edukacji. Nie znaczy to jednak, że związki zawodowe mają prawo do niczym nieograniczonej eskalacji żądań wobec aktualnie sprawujących władzę. Warto, aby liderzy związkowi, pan Broniarz i pan Kubowicz, przestali się czuć właścicielami polskiego systemu oświaty i zwierzchnikami zatrudnionych tam pracowników. A można odnieść takie wrażenie podczas lektury ich „listów pasterskich" z okazji zakończenia roku szkolnego. Szef oświatowej „Solidarności" napisał do pracowników oświaty: „Dziękujemy Ludziom Oświaty za wysiłek włożony w kształcenie i wychowanie młodych Polaków." Nie inaczej zwraca się do „ludu" lider ZNP: „Drodzy Nauczyciele i Pracownicy Szkół! 20 czerwca kończycie kolejny rok pracy w szkole, dlatego pragnę Wam podziękować za wysiłek, jaki włożyliście w edukację i opiekę nad 6-milionową grupą uczniów."

 

Niech przestrogą dla wszystkich związkowych megalomanów, nie tylko tych z „Solidarności" będzie końcowy fragment cytowanego już listu nauczycielki: „I dlatego chcę zwrócić się do Szanownych Delegatów z Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność": po pierwsze, starajcie się pomagać nauczycielom zamiast przysparzać im niesławy i wrogów w społeczeństwie. Po drugie, zamiast domagać się dymisji kolejnych członków rządu odwołajcie obecne władze oświatowej „S", które wykazują się zwykła indolencją, potrafią lamentować i biadolić, oskarżać i obrażać się i chyba nic ponad to."

 

Bo nauczycielom, ale także woźnym, sekretarkom i sprzątaczkom zatrudnionym w polskich szkołach, wszak nie przez rząd i ministra oświaty, a przez wójtów, starostów, burmistrzów i prezydentów miast, należy się dobra, stanowcza, ale rozsądna reprezentacja ich interesów. Mają oni prawo oczekiwać od central związkowych kompetentnych negocjacji i wypracowywania realistycznych, optymalnych w określonych warunkach, kompromisów.

 

Dlatego raz jeszcze, już bez użycia zwrotu „przyjaciele" (bo wówczas moja wyciągnięta w przyjacielskim geście ręka zawisła w próżni), zwrócę się dziś, ponownie, ale już konkretnie, jak koleżanka Zofia Natkaniec, do delegatów z Sekcji Krajowej Oświata i Wychowanie NSZZ „Solidarność" z apelem:

 

„Koledzy związkowcy z „Solidarności"! Przed wami wielka szansa odegrania, raz jeszcze, znaczącej roli w rozwiązaniu narastającego konfliktu społecznego! Przed wami wybór strategii działania. Czy chcecie „załatwić sprawę", czy wypracować nowy system. Czy metodą działania ma być walka, czy cierpliwe, ale pryncypialnie prowadzone negocjacje. Możecie udowodnić, że idea porozumienia ponad podziałami jest na dłuższą metę skuteczniejszą metodą od „gier ulicznych" i barykad!

 

Jeżeli nie wy - to kto? Jeżeli nie teraz - to kiedy?

 

Włodzisław Kuzitowicz