Strona Główna > Publikacje > Domowa alternatywa
Budzimy się rano z ulgą, że obowiązek szkolny już jest za nami . Jesteśmy przekonani, że wszyscy muszą przez to przejść i trudno. Okazuje się, że rosną już dzieci, którym koszmary szkolne nigdy się nie będą śnić. Te dzieci uczą się w domu. Nie są to wcale dzieci chore lub niedostosowane społecznie. Nie mam na myśli również tych, które z różnych powodów mają indywidualny tok nauczania. Piszę o dzieciach w pełni zdrowych, ruchliwych i inteligentnych, których rodzice świadomie podjęli decyzję, że tylko oni będą mieli wpływ na wychowanie i edukację swoich pociech. Ruch w krajach anglosaskich zwany home schoolingiem w Polsce dopiero raczkuje, ale staje się coraz bardziej popularny. W Dniu Edukacji nie można pominąć tej alternatywnej formy uczenia dzieci, której wyniki są często znacznie lepsze niż obowiązkowej edukacji publicznej. O wolność edukacji Odważni i zdeterminowani rodzice mają alternatywę: mogą wziąć wychowanie i wyedukowanie swojego dziecka w swoje ręce. Od 1991 roku istnieje w Polsce ustawa umożliwiająca rodzicom edukację swych pociech w domu. Brzmi bardzo optymistycznie, jednak ustawa ta posiada sformułowania - pułapki, z których wynika, że o edukacji naszego dziecka decyduje nadal dyrektor szkoły publicznej. Na szczęście wielu dyrektorów wyraża zgodę na edukację domową. Niestety dziecko uczone w domu musi co roku, a czasem i dwa razy w roku, zdawać egzamin, którego wynik ma wpływ na to, czy będzie można domową edukację kontynuować. Nowy projekt ustawy MEN właściwie niewiele w tej kwestii zmienia. Stowarzyszenie Edukacji Domowej i rodzice walczą o to, by w Polsce było podobnie, jak w USA czy Wielkiej Brytanii. Tam rodzice po prostu informują dyrektora szkoły, że będą uczyć dziecko w domu. Nabyta wiedza jest weryfikowana dopiero podczas egzaminów na wyższe uczelnie. Co ciekawe, dzieci uczone w domu osiągają znacznie lepsze wyniki na takich egzaminach. W USA uczy się w ten sposób ponad 3 miliony dzieci i młodzieży. W tym roku, 15 września, po raz pierwszy obchodzono Międzynarodowy Dzień Wolności Edukacji powołany z inicjatywy francuskich edukatorów domowych. W całej Europie odbywały się z tej okazji spotkania i konferencje. Do Polski przyjechał wtedy pastor Mark Beliles z USA, który dwadzieścia lat temu był pionierem edukacji domowej w Ameryce. Moim zdaniem system szkolny jest wadliwy powoduje u dzieci często nerwice. Dużo się od nich wymaga. Lekcja która trwa 45minut jest dla nich bardzo długa - siedzenie długo w ławkach i słuchanie nauczyciela. Dzieci traktowane są jednakowo niezależnie od ich możliwości w jednakowym czasie przyswajają ten sam materiał. Nauczanie domowe daje okazję do rozwijania pasji i zainteresowań dziecka, to co lubi i chciałaby robić. Dzieci uczone w domu również należy do harcerstwa i drużyn sportowych , udoskonalają swoją aktywność społeczną. Wszystko zależy od rodziców od możliwości finansowych i czasowych. Nauczanie jest permanentne nie, od godziny do godziny z podziałem tradycyjnym na przedmioty. Rodzice, korzystają z pomocy innych rodziców, wymieniają się informacjami na różne tematy. Ze strony państwa zaś nie mogę liczyć na żadne poparcie. Są narażani na docinki i oskarżenia ze strony urzędników czasami niesprawiedliwe. Przez społeczeństwo również są nie akceptowani, odbierani jako zwariowani rodzice - dziwacy unieszczęśliwiający swoje dzieci. Autor: Ewelina Lewa Studentka Wyższej Szkoły Pedagogicznej |