Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Wtorek, 07 lutego 2012 r. 38 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Recenzje | Konferencje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
centrum konferencyjno widowiskowe Lutnia
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Impresje Małgorzaty
 Polecamy
 Publikacje
 Relacje praktyków
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Bibliografie
 Recenzje
 Konferencje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Publikacje > Edukacja domowa alternatywą dla edukacji szkolnej


Może to być szkoła podstawowa, gimnazjum, szkoła średnia, a następnie studia wyższe. Jednak coraz popularniejsza staje się edukacja „bez szkolna", wzbudzająca mnóstwo kontrowersji wśród rodziców i grona pedagogicznego. Mark Twain powiedział dosadnie: „Nigdy nie dopuściłem do tego, żeby szkoła przeszkadzała mi w kształceniu się". Wielu wybitnych ludzi nigdy nie chodziło do szkoły, ich osobowość mogła się swobodnie i twórczo rozwijać zgodnie z własnym rytmem. Propagatorom edukacji domowej w Polsce nie chodzi o to, żeby udowodnić, że szkoła jest zła. Chcą jedynie zwrócić opinii publicznej uwagę na to, jak ważna jest wolność wyboru w podejmowaniu decyzji odnośnie do edukacji swojego dziecka.

 

Edukacja domowa - jest rodzajem kształcenia, w którym dziecko nie uczęszcza do szkoły, a odpowiedzialność za edukacje przejmują rodzice. Do nich należy tworzenie programu nauczania oraz wybór metod. Angielskie „homeschooling" jest bardzo popularne w krajach anglosaskich (USA, Kanada, Wielka Brytania). Z badań wynika , że dzieci nie uczęszczające do szkół często osiągają lepsze wyniki niż ich rówieśnicy uczący się w szkołach. Mogłoby się wydawać , ze taki rodzaj nauczania mógłby zaburzyć proces socjalizacji dziecka. One potrzebują nie tylko kontaktu z rówieśnikami , żeby się dobrze socjalizować. Ten rodzaj edukacji nie oznacza przecież siedzenia przy biurku i monotonnego dla młodych ludzi czytanie książek. Świadomi tego rodzice urozmaicają swoim pociechom edukację. Rodzice edukujący domowo odwiedzają często wszystkie muzea we własnym mieście, chodzą do ogrodów botanicznych, zoologicznych itd. W wielu takich miejscach pracownicy tylko czekają, żeby zamiast szkolnych i bardzo często znudzonych wycieczek pojawili się tam rodzice z własnymi pociechami - osoby zainteresowane i zadające pytania. Oczywiście, że dzieci z dużych miast mają większy wybór, co nie znaczy, że w małych miastach czy wioskach nie ma niczego ciekawego. Zdarza się, że oni lepiej znają swoje miasta niż ciągle zabiegani mieszkańcy metropolii. Całe miasto może przecież stać się szkołą dla dziecka. Biblioteki, księgarnie są nie tylko miejscem w którym można zdobyć materiały, ale również poznać inne rodziny uczące się w ten sam sposób.

 

Zadajmy sobie pytanie czym rożni się taki rodzaj nauki od tej najczęściej spotykanej w szkołach? Wydaje mi się, że po prostu jest bardziej praktyczny. Szkoła preferuje jednak teoretyczne przekazywanie wiedzy. Dom jest miejscem gdzie rutynowe czynności można połączyć z nauką. Zwykłą codzienną czynność gotowania można połączyć z nauka o owocach, warzywach, przyprawach i ich pochodzeniu. Podczas krojenia łatwo przyswoić ułamki. Na spacerze możemy uczyć kolorów, poruszania się zgodnie z sygnalizacją świetlną, zasadami ruchu drogowego, zapoznać ze znakami. Zakupy połączymy z nauką o wartości pieniądza i liczeniu. Jak często patrzymy z dzieckiem na zegar, kalendarz?? Wyjazdy są świetna okazją do poznania mapy, kompasu a także umiejętności przeliczania odległości, czy czasu jej pokonania. Rodzice którzy sami edukują swoje dzieci znają je bardzo dobrze. Znają ich zaineteresownia i próbują je rozwijać. Edukacja domowa pomaga w odkryciu dziecięcych talentów, które w przyszłości pomogą dobrze wybrać przyszłe zajęcia zawodowe i w dorosłym życiu zarobić na chleb. Nawet pracujący rodzice mogą nauczyć dzieci mnóstwa rzeczy pod warunkiem, że będą tego chcieli i będą potrafili przeorganizować własne nawyki. Najważniejsze żeby chcieć i uwierzyć we własne możliwości. Sztuką jest nabranie takiego nawyku, jak i nie męczenie dziecka ciągłym edukowaniem (możliwości mózgu małego dziecka zadziwią jednak jego rodziców).

 

Edukację domową można uprawiać na tysiące sposobów, byle się było inteligentnym, wrażliwym i elastycznym. Największa trudność w prowadzeniu edukacji domowej polega na wyrobieniu sobie nawyków edukacyjnych i systematyczności. Oczywiście najłatwiej jest ludziom z fantazją i kreatywnym, ale wcale nie jest powiedziane, że wielu nie może się tego nauczyć. Gdyby większa ilość rodziców uświadomiła sobie, do czego naprawdę jest zdolna, mogłaby w pierwszych sześciu latach życia zrobić dużo więcej i lepiej niż jakakolwiek inna masowa placówka. Praca z dzieckiem już po kilku miesiącach daje dobre efekty. Wiedzą o nich wszyscy, którzy poświęcają dużo czasu swoim dzieciom. Wszystko zatem zależy od rodziców i ich możliwości nawet nie tyle finansowych, co czasowych. Jest to bowiem nauczanie permanentne, nie „od godziny do godziny" z tradycyjnym podziałem na przedmioty. Rodzice, którzy ten trud podjęli, korzystają z pomocy innych rodziców, wymieniają się informacjami na różne praktyczne tematy muszą się bardzo w tę edukację zaangażować. Problemem może stanowić brak rywalizacji miedzy uczniami w klasie. Bez wątpienia bowiem rywalizacja popycha jednostki do działania, a co za tym idzie przyczynia się do wielu sukcesów. Niesie też ze sobą niebagatelne konsekwencje jeśli idzie o relacje interpersonalne. Trudno bowiem budować trwałe i oparte na wzajemnym zaufaniu więzi z innymi, gdy ciągle trzeba z nimi o coś walczyć. Jest jednak druga strona medalu - obecnie często mamy do czynienia z tzw. „wyścigiem szczurów " - uczniowie walczą o najlepsze stopnie, o najlepsze wyniki na egzaminach, aby móc w rezultacie osiągnąć cel dostania się do najlepszej szkoły na wyższym szczeblu edukacji. Rywalizacja jest jednym z zachowań, które niewątpliwie przynależą do motywu umacniania siebie i ekspansji własnego ja. W przeciwieństwie bowiem do troski i opieki wobec innych ludzi, stanowi element walki; społecznej gry o to komu się uda, a kto zostanie pokonany i na przegranej pozycji. Ze społecznego punktu widzenia odgrywa niewątpliwie duża rolę - napędza bowiem cywilizacyjny i społeczny rozwój. Ale niesie też w sobie pewne zagrożenia. Dziecko nie porównuje się z koleżankami czy kolegami i nie stara się podciągnąć do najlepszego ucznia w klasie. Jednak świadomy tego rodzic stara się zapewnić odpowiednio wysoki poziom nauczania.

 

Podsumowując sadzę, że oprócz ewidentnej sprawy, którą jest fakt, że dzieci czują się dużo lepiej w domu czy tego, że rodzice mają prawo i obowiązek do uczenia swoich pociech w sposób, jaki uznają za właściwy, homeschooling uczy także rodziców odpowiedzialności. To nie jest tak, że za braki w niewiedzy rodzic może z czystym sumieniem winić szkołę czy odesłać dziecko do nauczyciela, gdy nie potrafi lub nie chce odpowiedzieć na trudne pytania dziecka. Rodzice mają przecież oprócz prawa, także obowiązek, żeby je przygotować do dorosłego życia. Podstawowym zarzutem wobec homeschoolingu jest twierdzenie, że dzieci takie nie będą potrafiły zachować się wśród ludzi. Jest to argument fałszywy z wielu powodów. Po pierwsze, dzieci takie często uczą się w grupach, więc wcale nie są pozbawione kontaktów z rówieśnikami. Po drugie, jeśli nie uczą się w grupach, często po lekcjach domowych uczęszczają na różnego typu zajęcia sportowe czy artystycznie, gdzie spotykają inne dzieci. Po trzecie, dzieci uczą się, jak się zachowywać od starszych i to powinno być dla nich wzorem. Każdy wątpiący w korzyści płynące z tego, że dziecko jest częściowo izolowane od rozwydrzonych skupisk młodych ludzi, powinien przejść się do pierwszej lepszej szkoły publicznej i zobaczyć, jak te dzieci zachowują się na korytarzach, w szatniach, co robią w ubikacjach itp. Bierzmy pod uwagę to, że szkoła nie jest miejscem jedynie nauki, ale także wychowania!

 

Ewelina Piestrzyńska

Autorka jest sudentką pedagogiki w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Łodzi