Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Sobota, 04 lutego 2012 r. 35 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Recenzje | Konferencje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
centrum konferencyjno widowiskowe Lutnia
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Impresje Małgorzaty
 Polecamy
 Publikacje
 Relacje praktyków
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Bibliografie
 Recenzje
 Konferencje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Publikacje > Jak kształcić fachowców


W kilku moich tekstach, publikowanych w „Gazecie Szkolnej" sygnalizowałem już wielokrotnie konieczność poważnego i kompleksowego potraktowania tego, jak to określiłem w jednym z tytułów, „niechcianego dziecka reformy". Po raz pierwszy uczyniłem to w artykule właśnie pod takim tytułem: „Niechciane dziecko sensownej reformy" [ G.Sz. Nr 36-37 z 2006 roku ], gdzie wobec ministerialnego ubolewania nad fatalnymi wynikami ubiegłorocznej matury, a zwłaszcza wskaźnikami jej zdawalności w liceach profilowanych i technikach, tak pisałem:

 

„Przede wszystkim nie należy działać arbitralnie, pod presją tak zwanej opinii publicznej. Postulowałbym utworzenie zespołu konsultantów złożonego nie z nauczycieli, lecz z przedstawicieli stowarzyszeń zawodowych a także przedsiębiorców, którzy powinni odpowiedzieć na podstawowe pytanie: Czy współcześnie i w przyszłości, obok inżynierów i wykwalifikowanych robotników, przemysł i sfera usług będą chciały dysponować fachowcami "średniego szczebla", jak to kiedyś określano, czyli swoistego rodzaju "podoficerami produkcji"?

 

W przypadku, gdyby opinia ta była negatywna, oznaczałoby to nie tylko likwidację liceów profilowanych, lecz, co byłoby logiczną konsekwencją, także techników, chociaż prawdopodobnie w niektórych branżach technika mogłyby jeszcze przez pewien czas pozostać. Jeśli jednak byłoby zapotrzebowanie na średni stopień kwalifikacji zawodowych, kolejną fazą "przeddecyzyjną" powinna być pogłębiona analiza funkcjonalności określonej ścieżki kształcenia. Gdyby zwyciężyła opcja "jak najdłużej możliwie szeroko, jak najkrócej do konkretnych stanowisk pracy", należałoby raczej zlikwidować czteroletnie technika i zreorganizować system liceów profilowanych."

 

Kolejnym powodem podjęcia tego tematu stał się wywiad, jakiego udzielił „Gazecie Szkolnej" wicepremier i minister edukacji Roman Giertych. W moich refleksjach wokół ujawnionych w tym wywiadzie planów ministra, zainteresował mnie również wątek kształcenia zawodowego. Napisałem wówczas, że z wywiadu dowiedziałem się: "że licea profilowane - to problem [dla ministra], bo..."zaniżają nam wszystkie statystyki"!!! Że najważniejsze - to „uporządkowanie szkoły aby nie było agresji". Pan Minister wyraźnie to podkreśla: „ Chciałbym się skupić na najważniejszych problemach, bez wchodzenia w takie szczegóły, jak np. licea profilowane." I nie rozumie, że istnienie lub likwidacja tego elementu systemu, to nie jest sprawa woluntarystycznej decyzji, a ewentualna konsekwencja głębokiej analizy funkcjonalnej systemu!

 

Z kolejnych słów można wywnioskować, że o ustroju szkolnym będą chyba decydowali nauczyciele w głosowaniu, jak to już raz zastosował pan minister przy sprawie limitu punktów, wymaganych przy ubieganiu się o przyjęcia do liceum lub technikum: „Ja zarządziłem nawet głosowanie i większość opowiedziała się za..." [ Wielkie reformy Guliwera, G.Sz. Nr 12 - 13 z 2007 r.]

 

Po raz ostatni temat szkół zawodowych znalazł sie w moim posłaniu „Do przyjaciół z „Solidarności" [ G.Sz. nr.16 z 2007 r.]. Napisałem wtedy, że liczę na ten związek zawodowy, iż w swych rozmowach z ministrem Giertychem podejmie, miedzy innymi, także i ten trudny i skomplikowany temat. W perspektywie planowanej przez ten Związek na 31 maja konferencji na temat „Kształcenia zawodowe"(?) apelowałem: „To, jakie mają być drogi zdobywania kwalifikacji zawodowych na poziomie robotnika wykwalifikowanego, albo też technika czy inżyniera, a więc: czy ma być mniej czy więcej tzw. zasadniczych szkół zawodowych, czy potrzebne są technika, czy jednak licea i na ich podbudowie policealne szkoły techniczne musi wynikać z analizy potrzeb gospodarki kraju, przemian w technologiach i systemach organizacji produkcji i usług, a nie być efektem spersonalizowanego lobby grupy nauczycieli zajęć praktycznych."

 

I właśnie treści komunikatu z tej odbytej we Wrocławiu konferencji, opublikowanego na internetowej stronie Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność", zmobilizowały mnie do powrotu do tego tematu. Oto jego fragmenty: „Sekcja Krajowa Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność" oraz Ministerstwo Edukacji Narodowej - współorganizatorzy konferencji na temat kształcenia zawodowego, która odbyła się 31 maja we Wrocławiu - sprawy racjonalnych zmian w systemie szkolnictwa zawodowego uznają za jedno z najważniejszych zadań edukacji w Polsce." I gdyby tylko to zdanie miało pozostać jedynym efektem tej konferencji - warto było ją zorganizować!

 

Kolejny zapis, któremu także trudno odmówić słuszności, to ten oto fragment komunikatu: „Obecnie za jedno z najważniejszych wyzwań stojących przed polska oświatą uznajemy potrzebę położenia większego nacisku na dobre przygotowanie fachowe - tak w systemie szkolnym, jak i w ramach systemu przekwalifikowań - edukacji ustawicznej. Wymaga to szczególnej mobilności i zdolności do reagowania na potrzeby rynku pracy przez szkolnictwo zawodowe oraz prowadzące je jednostki samorządów terytorialnych."

 

Ale, jak wiadomo, przysłowiowy diabeł tkwi w szczegółach. Dlatego uczestnicy konferencji zapisali 11 szczegółowych propozycji - zadań. Przytoczę tu tylko te z nich, które bezpośrednio odnoszą się do systemu kształcenia zawodowego:

1)Dostosowanie sieci szkół i placówek do potrzeb rynku pracy.[...]

3) Podjęcie kompleksowych działań na rzecz promocji szkolnictwa zawodowego.

4)Stworzenie możliwości wypełniania przez gimnazja obowiązku rozpoznania orientacji zawodowej wszystkich uczniów i prowadzenia doradztwa zawodowego umożliwiającego gimnazjalistom świadomy wybór szkoły, w tym szkoły prowadzącej kształcenie zawodowe.[...]

8)Stworzenie pracodawcom możliwości dofinansowania i doposażenia warsztatów i pracowni szkolnych oraz zachęt, w tym także finansowych (np. system odliczeń podatkowych), do szerszego włączania się w proces kształcenia praktycznego.

9) Wprowadzanie rozwiązań umożliwiających zdobywanie przez uczniów w trakcie trwania nauki zawodu uprawnień zawodowych.

10)Wprowadzenie dla uczniów zasadniczych szkół zawodowych specjalnych możliwości uzyskiwania kwalifikacji pomocnika w zawodzie.

 

Pozostałe postulaty zawierały treści odnoszące się do nauczycieli nauki zawodu. Ostatnim fragmentem są postulaty adresowane do MEN:

11) Zakres zmian przygotowywanych przez MEN:

- wygaszanie liceów profilowanych (2008/2009) - wstrzymanie rekrutacji do klasy pierwszej),

- wprowadzenie zmiany kalendarza egzaminów potwierdzających - kwalifikacje zawodowe w technikach (po klasie trzeciej),

wdrażanie systemu ECVET.

 

Ostatni podpunkt aż prosi się o rozwinięcie. Niewtajemniczonych informuję, że pod tym skrótem kryje się nazwa „European Credit System for Vocational Education and Training", czyli Europejski System Transferu Punktów Kredytowych dla celów Kształcenia i Szkolenia Zawodowego. Nadrzędnym celem ECVET jest wspieranie realizacji idei uczenia się przez całe życie, zwiększanie przejrzystości i porównywalności kwalifikacji, wspieranie mobilności w wymiarze geograficznym, edukacyjnym i zawodowym oraz pogłębienie wzajemnego zaufania i współpracy między państwami UE. System ECVET ma być całkowicie dobrowolny - państwa decydujące się na wdrożenie systemu będą same określać sposób i zakres tego wdrożenia zgodnie ze swoimi regulacjami wewnętrznymi.

 

Ale wróćmy do ustaleń konferencji wrocławskiej. Z przykrością, ale muszę stwierdzić, że nie odnalazłem w jej ustaleniach zalążka myślenia o drogach dochodzenia do nabywania kompetencji i kwalifikacji zawodowych, wyprowadzonego z systemowych przesłanek społeczno-gospodarczych. Wymienione w komunikacie zadania zakładają dalsze funkcjonowanie, z wyłączeniem skazanych już na likwidacje liceów profilowanych, dotychczasowego systemu szkolnictwa zawodowego.

 

A przecież należałoby rozpocząć od określenia celów i i społecznych potrzeb takiego kształcenia. Jak już to pisałem, należy dokonać diagnozy potrzeb i oczekiwań gospodarki narodowej. Na jakiego rodzaju fachowców oczekuje. Czy nadal, jak ukształtowała to kilkudziesięcioletnia praktyka socjalistycznej gospodarki planowej, należy kształcić wąsko wyspecjalizowanych fachowców, którzy będą swej zawód wykonywali przez cały okres swej aktywności zawodowej? Czy też należy wyciągać, może i niepopularne, wnioski z realiów współczesnego, dynamicznego i nieprzewidywalnego rynku pracy? Że szesnastolatek, stojąc przed decyzją wyboru szkoły zawodowej, nie ma dzisiaj żadnych szans przewidzieć, czy za kilka lat będzie dla niego w tym zawodzie praca? Że może być zmuszony do emigracji w poszukiwaniu miejsc, gdzie będzie zapotrzebowanie na jego kwalifikacje, albo... albo będzie musiał, być może wielokrotnie, przekwalifikowywać się!

 

Trzeba także poszukać odpowiedzi na pytanie, czy współczesne przedsiębiorstwa produkcyjne i sektor licznych i różnorodnych, usług potrzebują pracowników na trzech poziomach kompetencji? Czy, jak w PRL, w czasach olbrzymich struktur przedsiębiorstw i zjednoczeń państwowych, istnieje nadal konieczność zatrudniania inżynierów, techników i robotników? A może dzisiaj małe i średnie firmy, przede wszystkim prywatne, zatrudniają tylko inżynierów ( bo ci mają tak zwane uprawnienia) i możliwie szerokoprofilowo wykształconych robotników? Jak to kiedyś powiedziałem w jednym z wywiadów, udzielonych w czasie, gdy byłem dyrektorem zespołu szkól budowlanych, może już minął czas Maliniaków! Może potrzebni są tylko Karwowscy i wykwalifikowani operatorzy maszyn budowlanych oraz „złote rączki" od wszystkiego?

 

Inną drogą znalezienia odpowiedzi na pytanie, czy w systemie szkolnym powinny pozostać lub zniknąć technika i licea profilowane, byłoby zlecenia poważnych badań losów absolwentów techników. Ilu z nich po ukończeniu tych szkół kontynuuje kształcenie na politechnikach i szkołach inżynierskich w zawodach, zgodnych z zawodem lub profilem szkół ponadgimnazjalnych? Jaki procent absolwentów techników pracuje w swoim zawodzie, ale nie na stanowiskach robotniczych? Ilu absolwentów liceów profilowanych uzyskało kwalifikacje zawodowe w trybie szkół policealnych i w tym zawodzie pracuje? Dzisiaj nikt nie ma takiej, obiektywnej, powstałej w sposób uprawniający do uogólnień, wiedzy na ten temat! Dlatego powtarzanie, że technika są potrzebne, bo zawsze były i będą potrzebne, to myślenie życzeniowe, nie racjonalne! Bo takie badania mogą, a moim zdaniem dostarczą, zaskakujących informacji. Może się okazać, że po technikum budowlanym znajdziemy więcej hotelarzy, prawników, a nawet aktorów i... księży, niż budowlańców! A do tego żeby zostać, po ukończeniu politechniki, inżynierem, o wiele łatwiejszą drogę mają absolwenci liceów ogólnokształcących!

 

Pozostaje jeszcze problem kształcenia robotników wykwalifikowanych. Zawsze byli i będą potrzebni. Tradycyjnie odbywało się to poprzez system szkolny - w szkołach, zwanych kiedyś zasadniczymi szkołami zawodowymi ( dziś noszą nazwę, po prostu, szkół zawodowych, jakby tylko one takimi były!!!), a także w strukturze cechów i izb rzemieślniczych. Był jeszcze, i funkcjonuje nadal, kursowy system zakładów doskonalenia zawodowego. Dalej zajmijmy się jednak tylko elementem systemu szkolnego. Dwu, lub trzyletnie szkoły zawodowe, obok kształcenia ogólnego, mają za zadanie przekazać podstawy teorii, ale przede wszystkim - umiejętności praktyczne nauczanego zawodu. I w tym ostatnim zadaniu tkwi najsłabsze ogniwo owego systemu .

 

W czasach wspominanej już gospodarki centralnie planowanej i państwowej własności środków produkcji, która miała, jak to starsi jeszcze pamiętają, charakter gospodarki chronicznego niedoboru, przy szkołach zawodowych funkcjonowały warsztaty szkolne, jako gospodarstwa pomocnicze. Oznaczało to, że były, jak to się mówiło, „na własnym rozrachunku". Oznaczało to, że zarabiały na swoje funkcjonowanie sprzedając wykonaną produkcję lub usługi, wykonywane przez uczniów. I miały one wtedy zapewniony zbyt. Dzisiaj znakomita większość warsztatów szkolnych zbankrutowała! Już prawie nie istnieją. Bo są niekonkurencyjne! Niektóre, w okrojonej formie, działają jako zespoły pracowni kształcenia zawodowego (utrzymywane ze środków budżetowych, jako element strukturalny szkoły), w niektórych zawodach - także pod szyldem laboratorium! Czy, aktualnie, budżety samorządów lokalnych stać na zapewnienie maszyn, urządzeń, aparatów, a także materiałów ćwiczebnych, na poziomie współczesnych osiągnięć naukowo-technicznych?

 

W wielu krajach europejskich, w tym w Dani, na terenie Niemiec, od wielu już lat problem ten rozwiązano tworząc centra kształcenia praktycznego. Są to samodzielne jednostki, finansowane częściowo z budżetu państwa, (lub landu), ale też z opłat za świadczenie usług szkoleniowych. Stworzono w nich doskonałe warunki technologiczne i kadrowe, w oparciu o które trafiający tam uczniowie mogą opanować wszystkie wymagane w danym zawodzie umiejętności .W zależności od zawodu czas takiego modułu kursowego trwa od kilku do kilkunastu tygodni. Centra przyjmują nie tylko grupy uczniów szkół zawodowych, lecz także osoby kierowane tam na naukę zawodu lub przekwalifikowanie, przez pracodawców. Opłaty za szkolenie wnoszą podmioty kierujące tam uczniów lub pracowników.

 

W Polsce, od kilku lat, powoływane są także centra kształcenia praktyczn

ego. Jedne z pierwszych powstały w Szczecinie i w Łodzi. Dzisiaj funkcjonują już we wszystkich województwach. Ale daleko im, tak w wyposażeniu, jak i w systemie ich finansowania i funkcjonowania, do zagranicznych pierwowzorów! Ilustracją obecnego stanu tych instytucji niech będzie umieszczona na stronie internetowej Podkarpackiego Kuratorium Oświaty w Rzeszowie informacja, zatytułowana: „Wstępna analiza centrów kształcenia praktycznego województwa podkarpackiego w roku szkolnym 2006/07."

 

Dowiadujemy się z niej, że w tym, nienajwiększym, województwie centra mają siedziby w 14 powiatach (w województwie jest 25 powiatów), że praktyczną naukę zawodu pobiera w centrach 9006 uczniów i słuchaczy z 408 oddziałów. Większość z opisywanych placówek powstała na bazie materialnej i kadrowej warsztatów szkolnych. Przejęcie nauczycieli zajęć praktycznych tych warsztatów spowodowało w pewien sposób utrzymanie dotychczasowego profilu kształcenia. Najczęściej kilkuletni okres, jaki upłynął od powstania danego centrum, pozwolił na podjęcie skutecznych działań dla podniesienia poziomu kwalifikacji nauczycieli oraz ciągłego ich doskonalenia i w efekcie na poszerzenie oferty danego centrum. Z uwagi na fakt, że jest jeszcze wielu nauczycieli z wykształceniem średnim (130 osób, co stanowi 38% ogółu zatrudnionych) należy uznać, że proces dokształcania i doskonalenia musi być prowadzony w sposób ciągły i konsekwentny. Z kolejnych zestawień statystycznych dowiemy sie że wszystkie centra dysponują 241 pracowniami zajęć praktycznych (warsztatów, laboratoriów) i 159 pracowniami specjalistycznymi z całkowitą liczbą 2147 stanowisk szkoleniowych. Cały materiał kończy się wnioskami:

 

1.Ścisła współpraca pomiędzy centrum a szkołami z danego powiatu.

2.Rozwijanie współpracy z zakładami pracy.

3.Konieczność wprowadzenia specjalizacji poszczególnych CKP.

4.Wykorzystanie środków finansowych UE z długofalowych programów przeznaczonych dla szkolnictwa zawodowego.

5.Unowocześnienie bazy dydaktycznej danego centrum pod kątem pełnego jej wykorzystania w przyszłości.

6.Konieczność ciągłego doskonalenia kadry, uwzględnienia naturalnego odpływu nauczycieli na emeryturę. Należy poczynić starania dla zainteresowania pracą w centrach osób z doświadczeniem w przemyśle.

7.Przedstawienie na stronie internetowej Podkarpackiego Kuratora Oświaty pełnej zbiorowej oferty edukacyjnej i szkoleniowej centrów.

 

Niech ten przykład zaświadczy, ze tak na prawdę polskie centra kształcenia praktycznego to mutacja byłych warsztatów szkolnych. Są one niedoinwestowane, powielają te same stanowiska szkoleniowe, dublują nauczane zawody, zmuszone są do poszukiwania wsparcia w zakładach pracy. Zatrudniają przejętą po warsztatach kadrę nauczycieli praktycznej nauki zawodu. Ale najbardziej zaskakujący jest wniosek pierwszy. Czyżby szkoły zawodowe niechętnie współpracują z centrami, gdy te stały sie samodzielnymi placówkami?

 

Jak na takim tle realiów polskiej codzienności kształcenia w zawodach robotniczych mają się wnioski z konferencji „Kształcenia zawodowe"? Nie ma w nich ani słowa o centrach kształcenia zawodowego. Jest natomiast próba wykorzystania dla celów kształcenia praktycznego zakładów pracy. Stąd apel o stworzenie pracodawcom możliwości dofinansowania i doposażenia warsztatów i pracowni szkolnych oraz zachęt, w tym także finansowych (np. system odliczeń podatkowych), do szerszego włączania się w proces kształcenia praktycznego.

 

Wydaje mi się, że na dłuższą metę nie tędy droga. Polscy właściciele firm nie będą widzieli bezpośredniego przełożenia swych inwestycji w bazę szkoleniowa szkolnych pracowni na efekty ekonomiczne i podniesienie kwalifikacji pracowników swoich przedsiębiorstw. Nawet w przypadku, gdyby Rząd i Sejm zgodzili sie na ulgi podatkowe! A więc tylko narodowy program centrów kształcenia zawodowego rozwiąże definitywnie ten problem!

 

W konkluzji zaryzykuję dość niepopularny wniosek. Chyba zbliża się czas odchodzenia od zdobywania wąskich kwalifikacji w zawodach robotniczych w systemie szkolnym. Aby nauczyć się naprawy samochodów, pieczenia chleba, stolarstwa czy montażu instalacji sanitarnych, tak jak i murowania czy montażu dociepleń budynków nie trzeba uczyć sie trzy, czy nawet tylko dwa lata! Umiejętności te z powodzeniem można zdobyć, tak jak już to się robi na kursie spawania czy na prawo jazdy, na kilkumiesięcznym kursie w centrach kształcenia zawodowego, u rzemieślnika, lub bezpośrednio u pracodawcy. A szkoła powinna być tylko miejscem uzupełnienia kształcenia ogólnego i przekazania podstaw teoretycznych zawodu i nauki tak zwanych umiejętności kluczowych. ( Na przykład:organizacja stanowiska pracy, czytanie rysunków technicznych, obsługa prostych programów komputerowych, przestrzegania zasad bezpieczeństwa i higieny pracy)

 

I w tym kierunku powinien ewoluować polski system kształcenia w zawodach robotniczych.

Bo przecież istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że dzisiejszy uczeń w zawodzie murarz, będzie musiał nauczyć się nie tylko tynkowania, zbrojenia, a może nawet montażu wielkich konstrukcji budowlanych. I zrobi to wiele lat po ukończeniu szkoły, na kursach właśnie, ale wykorzystując zdobyte w szkole umiejętności kluczowe i ogólne podstawy teoretyczne.

 

I jeszcze o jednym wniosku z konferencji we Wrocławiu. „Stworzenie możliwości wypełniania przez gimnazja obowiązku rozpoznania orientacji zawodowej wszystkich uczniów i prowadzenia doradztwa zawodowego umożliwiającego gimnazjalistom świadomy wybór szkoły, w tym szkoły prowadzącej kształcenie zawodowe." Pomijając nieprawidłowe sformułowanie: „obowiązek rozpoznania orientacji zawodowej wszystkich uczniów", [ Nie można rozpoznawać orientacje zawodową, bo orientacja - to proces , a nie jego efekt!] to wniosek ten zwrócił słusznie uwagę na ten, bardzo ważny, a w okresie minionych 15 lat całkowicie zaniedbany proces przygotowania młodego człowieka do projektowania swojej kariery zawodowej. Temu tematowi, ze względu na jego wagę i ogrom zróżnicowanych w swych teoretycznych i praktycznych aspektach problemów, poświęcę mój kolejny artykuł w „Gazecie Szkolnej".

 

Włodzisław Kuzitowicz

Artykuł opublikowany jest także w „Gazecie Szkolnej" nr. 26-27 p.t. "Jak kształcić fachowców, czyli o drogach dochodzenia do kwalifikacji"