Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Sobota, 04 lutego 2012 r. 35 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Recenzje | Konferencje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
centrum konferencyjno widowiskowe Lutnia
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Impresje Małgorzaty
 Polecamy
 Publikacje
 Relacje praktyków
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Bibliografie
 Recenzje
 Konferencje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Felieton > Jak psy bezdomne


Dobrze się stało, że „Gazeta Wyborcza" podjęła temat dzieci i młodzieży z depresją. Oni nie rzucają się w oczy, bo są milczący i małomówni

 

Dobrze się stało, że „Gazeta Wyborcza" podjęła temat dzieci i młodzieży z depresją. Dzięki temu Polacy dowiedzieli się, że w naszych domach, i szkołach są nie tylko agresywni, łamiący prawo i regulaminy młodzi ludzie, ale taż inni: pasywni, wycofujący się, zamknięci w sobie, często odrzuceni od grupy rówieśniczej. Inni.

 

W szkole, w przeciwieństwie do tych aroganckich, często wulgarnych i zagrażających bezpieczeństwu otoczenia, oni nie absorbują uwagi nauczycieli, nie stają „na dywaniku" u dyrektora. Oni nie rzucają się w oczy, bo są milczący i małomówni. Jedyny problem z nimi, to ich powolność, ospałość, brana często za lenistwo, a czasami nawet za „robienie na złość". Najczęściej jednak funkcjonują możliwie bezkonfliktowo, na obrzeżach społeczności, niezauważani przez świat dorosłych.

 

Przeżywają swój „ból istnienia" w samotności... Znam to. Pamiętam.... Miałem wtedy 16 lat, gdy napisałem ten wiersz. Zatytułowałem go: Psy

 

W samotni

wielkiej jak wiek dwudziesty

siedzimy sami

zziębnięci

i zbici kijem

jak psy bezdomne.

Liżemy ich ręce.

Tych, co nas zbili.

Bo nam jak ochłap

pokazali z dala

swe serce...

[1960 rok]

 

Zdecydowałem się przytoczyć ten tekst, bo on, jak stara, pożółkła, czarnobiała fotografia zaświadcza o moim prawie do zabrania głosu na ten temat. Ja miałem szczęście. Miałem nauczycielkę języka polskiego, która ten wiersz przeczytała i ... i powstał „Klub kuli" [ bo kula - to bryła idealna!], może nie całkiem jak to sławne Stowarzyszenie Umarłych Poetów ( bo tylko ja pisałem wiersze ), ale taka nieformalna grupa wsparcia, całkowicie samorządna, acz poddająca się opiekuńczemu autorytetowi naszej Pani Wiktorii. A był to szczególny rodzaj „magnetyzmu pedagogicznego".

 

Była dla nas taką typową „osobą znaczącą". Stała się naszą przewodniczką po niebezpiecznych ścieżkach wędrówki ku dorosłości. Rozmawiała z nami, czasem całymi godzinami, także u siebie w domu. Miała wspaniałą, bogatą bibliotekę książek, które mogliśmy bez ograniczeń (i cenzury!!!) pożyczać i czytać. To wtedy przeczytałem Sartrea i Camusa, dowiedziałem się kto to Simone de Beauvoir i Antoine Saint-Exupery . Ale przy oddawaniu książek nie obeszło się bez dyskusji, „co autor zawarł w swoim dziele". I o tym co z tych wartości warto zapakować do bagażu osobistej mądrości.

 

Bo to od Pani Wiktorii wyniosłem, żeby odróżniać ludzi wykształconych od mądrych.

Ale ilu nie spotka w swoim życiu nikogo, kto jak nam nasza Pani Profesor, poda rękę, doradzi, a przede wszystkim w y s ł u c h a ?

 

Dominujący i restrykcyjni rodzice, „dołujący" nauczyciele, bezlitośnie „dziobiący" rówieśnicy, i... i życie traci smak, sens... Pojawia się negatywna samoocena siebie, swojej teraźniejszości i przyszłości, nie widzi się żadnych perspektyw!

 

Spotkałem w swym, już wtedy dorosłym, życiu młodego, niespełna osiemnastoletniego chłopca, ucznia liceum zawodowego (były wtedy takie), który dotarłszy do owego stanu beznadziei podjął działanie samobójcze. Świadomie piszę „działanie" a nie „próbę", bo była to faktyczna decyzja.

I tylko fakt, iż nie wiedział, że gaz z kuchenki nie truje, a wybucha, że wybuch okazał się na tyle niewielki, że jedynym jego skutkiem był pożar i poparzenia dłoni i twarzy, uratował mu życie. Biologiczne. Bo jedyną reakcją społeczeństwa na ten dramatyczny czyn była . . . sprawa sądowa i wyrok skazujący. Za sprowadzenie zagrożenia. Nie terapia, nie wsparcie bliskich, a kara! Od tego wydarzenia minęło już ćwierć wieku, blizny na ciele zanikły, a on, mimo wysiłków wielu specjalistów, także mojego wsparcia, nosi w sobie do dziś psychiczne blizny traumy młodości.

 

I to jest zadanie dla nas, rodziców i nauczycieli, ale także środowisk samej młodzieży. Bo zło w szkołach, to nie tylko agresja. Bo dowodem naszego zaangażowania w sprawy edukacji nie powinna być tylko akcją „Stop przemocy!" To także pochylenie się nad potrzebami „smutnych nastoletnich". Aby „brzydkie kaczątka" i „inni"- ci co mają bardzo cienką skórę i ci, którzy widzą inaczej, aby dla nich wszystkich było miejsce i czas w naszych domach i szkołach. Aby nie czuli się już nigdy jak te psy, bezdomne... Jeżeli psy, to te, dla których ich właściciele znajdują czas na trzykrotny spacer, na zabawy, pieszczoty, którym przecież na tak wiele przyzwalają...Bo je kochają...

 

Włodzisław Kuzitowicz