Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Piątek, 10 września 2010 r. 253 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Recenzje | Konferencje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Klinika edukacyjna
 Polecamy
 Publikacje
 Relacje praktyków
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Bibliografie
 Recenzje
 Konferencje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Klinika edukacyjna > Jasne strony bycia pedagogiem


Tym razem w naszym dziale znaleźliśmy miejsce na rozważania dotyczące fundamentalnego pytania, tj. Jakie są ciemne a jakie jasne strony bycia pedagogiem? Pytanie jest fundamentalne także dla nas obu jako autorów - ze względów osobistych - obydwaj jesteśmy bowiem pedagogami. Ale jest ono takim także dla wielu innych osób, które wybrały ten zawód i swój wybór traktują albo jako porażkę albo sukces życiowy.

 

 

Kiedy wybraliśmy określony wyżej temat, a Piotr Plichta zapytał mnie, którą (tzn. jasną, czy ciemną) sferę zagadnienia chcę tym razem opisywać, bez wahania odpowiedziałem, że jasną.

Moment później przyszła jednak refleksja, czy może jednak wahanie by się przydało. Od wielu lat zajmuję się stresem i wypaleniem zawodowym, głównie nauczycieli, ale także innych przedstawicieli zawodów pomocowych np. pracowników socjalnych (zajmuję się zarówno pomiarem tych zjawisk, jak i konkretnymi programami zapobiegawczymi, czy interwencyjnymi). Stosunkowo szybko i łatwo mógłbym więc wskazać na szereg, potwierdzonych w wielu zagranicznych i polskich (także moich własnych) badaniach, czynników, które stanowią obciążenie i minus bycia pedagogiem - tak będzie mógł to zrobić Piotr Plichta w „Ciemnej Stronie". A ja zostałem z „Jasną" i będę musiał się trochę nagłowić.

 

Zresztą moje doświadczenie mówi mi, że nie tylko dla mnie mówienie o korzyściach zawodu pedagoga stanowi problem. Z Piotrem Plichtą przygotowaliśmy i od wielu lat doskonalimy rodzaj zajęć (warsztatu - głównie o charakterze edukacyjnym) dotyczących stresu i wypalenia zawodowego nauczycieli. Jednym z ćwiczeń stanowiących punkt wyjścia jest ćwiczenie, w którym wspólnie z uczestnikami wskazujemy na specyficzne psychospołeczne obciążenia występujące w zawodzie pedagoga. Ćwiczenie to z reguły przebiega bez zakłóceń. Uczestnicy jak z rękawa wskazują na obciążenia, takie jak: spora odpowiedzialność (i to nie tylko prawna, ale i osobista- przed samym sobą), ciągła konieczność zaangażowania emocjonalnego, dużo ilość sytuacji zaskakujących, na które trudno się przygotować, nieadekwatne do nakładu pracy i oczekiwań wynagrodzenie itp. Właściwie w większości przypadków trudno zakończyć to ćwiczenie. Wymienianie obciążeń stanowi zwykle swoiste katharsis dla uczestników, którzy tych obciążeń doświadczają w codziennej pracy, a możliwość ich nazwania stanowi świetną podstawę do konkurencji pomiędzy osobami, z którymi pracujemy, aby wymienić coś jeszcze.

 

Schody zaczynają się przy następnym, pozornie bardzo podobnym, ćwiczeniu. Prosimy wszystkich, żeby podali co w zawodzie pedagoga jest szczególnego - ale w sposób pozytywny. Jakie korzyści z wyboru zawodu ma pedagog, które rzadziej lub wcale mają przedstawiciele innych profesji? I w tym miejscu zwykle pojawia się blokada. Uczestnicy milczą lub ewentualnie sięgają po korzyści wynikające z organizacji pracy na wielu stanowiskach pedagogicznych mówiąc np. o mniejszej niż w innych zawodach ilości godzin pracy w tygodniu (dotyczy zajęć bezpośrednio z podopiecznymi) lub o dłuższych wakacjach. Brak jest natomiast w dyskusji, przynajmniej na początku, poważniejszych plusów związanych np. z efektami pracy, czy relacjami z wychowankami. Tak właśnie się dzieje... Powstaje jednak pytanie skąd taka sytuacja, w której wymienianie nieskończonej ilości minusów jest łatwe, a takie samo zadanie dotyczące plusów jest już trudne do realizacji.

 

Są dwa bardzo pesymistyczne wyjaśnienia. Pierwsze z nich to takie, że plusów nie ma. Skoro ich nie ma - to trudno je wymienić. Drugie to takie, że plusy istnieją, ale są tak zdominowane przez minusy, że nikt ich nie zauważa.

 

Ale zaraz - bo miała być jasna strona - wskażę na coś naprawdę optymistycznego. Zwykle po jakimś czasie bierności grupy i braku pomysłów pojawiają się pierwsze wypowiedzi wskazujące na korzyści z bycia pedagogiem. I wtedy często rusza lawina podobna do tej, o której wspominałem opisując część ćwiczenia dotycząca minusów bycia pedagogiem. Czyli plusy jednak są. Może jest więc tak, że z plusami zawodu pedagoga jest tak jak ze zdrowiem, którego brak doskwiera dopiero po utracie. Czyli to co jest specyficzną korzyścią bycia pedagogiem w codziennej pracy traktowane jest jako normalne, i dopiero pogłębiona refleksja wskazuje, iż to szczególna korzyść. Takie wyjaśnienie wydaje mi się najbardziej prawdopodobne.

Moje rozważania chciałbym zakończyć listą najczęściej powtarzających się plusów wymienianych przez pedagogów (kiedy już zaczną je wymieniać) podczas naszych zajęć. Przeglądając tą list, każdy Czytelnik-pedagog może zastanowić się, czy dla niego wymienione sprawy to też plusy zawodu. Mam nadzieję, że każdy z czytelników będzie mógł rozbudować tę listę.

 

Zaczynajmy więc:

 

1. Czynienie dobra innym ludziom. Szczególnie wtedy, gdy to jest doceniane -

i to czasami nawet w bardzo symboliczny sposób. Przykładowo, gdy przyjdzie uczeń,

który chuliganił w szkole i mówi, że wstydzi, się za swoje zachowanie i że dziękuje za

wszystko, lub gdy przychodzi zaproszenie na ślub od byłego ucznia.

 

2. Konieczność poznawania nowych zjawisk - zmienia się młodzież, świat itp.

Nauczyciel, chociażby nie chciał, musi za tym nadążyć - czyli brak monotonii

i powtarzalności (chociaż pewnie są tacy co uznają to za minus).

 

3. Spora doza wolności w wyborze metod i rozwiązań wychowawczych (oczywiście

ograniczona - ale jednak).

 

4. Możliwość wnoszenia do wykonywanej pracy wychowawczej i dydaktycznej własnej

pasji i zainteresowań.

 

5. Poczucie bycia młodym (przez ciągły kontakt z nowymi uczniami).

 

6. Duże wymagania odbiorców, którzy stymulują do bycia lepszym.

 

7. Spektakularne przypadki pomocy, gdy nauczyciel był tym jedynym człowiekiem,

który wyciągnął rękę do ucznia w trudnej sytuacji.

 

Sądzę, że taka prywatna lista plusów jest bardzo ważna dla utrzymania równowagi psychicznej i lepszego radzenia sobie z niewątpliwie dużą ilością zróżnicowanych jakościowo obciążeń. Dobrze by było, gdyby była ona dla nas bardziej dostępna w codziennej refleksji.

 

Dr Jacek Pyżalski