Strona Główna > Felieton > Julku! Nie musisz się wstydzić swej Gazety Edukacyjnej
Dwanaście miesięcy temu, 13 lutego pisałem w 4. rocznicę śmierci Juliusza Cyperlinga: Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych. To prawda, ludzie umierają - a życie toczy się dalej, świat istnieje, inni ludzie podejmują pozostawione dzieła... I wyraziłem wtedy swe przekonanie, że choć jest to powszechne prawo tego świata, to jednak są tacy ludzie, których po ich ostatecznym odejściu nie da się tak łatwo zastąpić... I że Julek był takim właśnie człowiekiem. Człowiekiem, którego brak nadal odczuwam, odczuwamy wszyscy, którzy mieli tę możliwość Go znać, współ pracować z Nim, żyć razem... Ostatnim zdaniem tamtego wspomnienia sprzed roku były słowa: Gdyby Juliusz był nadal z nami... No właśnie. Tylko czy w ogóle ktokolwiek jest w stanie napisać, wzorem Kieślowskiego, scenariusz takiego alternatywnego świata, w którym Julek nadal żyje, spogląda na nas z poza szkieł swych okularów i z nieodłącznym uśmiechem mówi: „rozumiesz, wiesz..." ? Jaki ten świat, i my w nim, bylibyśmy? I czy taka projekcja w ogóle ma sens, skoro to co stało się 13 lutego 2006 roku jest nieodwracalne? Od tamtego dnia minęło kolejnych 365 dni. Świat dalej załatwia swe sprawy, prowadzi interesy, toczy wojny. I coraz bardziej zaciera się w ludzkiej pamięci nie tylko obraz Jego twarzy, sylwetki, ale „zarastają" nowymi wydarzeniami wszystkie te przestrzenie, w których On działał, był, istniał. Pozostały jednak materialne ślady, przedmioty, dzieła. Przypominają Go stare fotografie, można czytać teksty Jego artykułów, recenzji, reportaży. Można wreszcie, zgodnie z odwieczną tradycją naszej cywilizacji, pójść i stanąć przy Jego grobie. Byłem tam dzisiaj, w piątą rocznicę Jego śmierci, aby zapalić symboliczny znicz pamięci. Długo stałem tam sam. W takich chwilach ludzka potrzeba transcendencji prowadzi nasze myśli „tam". Chcemy wierzyć, że Ten do którego przyszliśmy zna nasze myśli, że możliwe jest takie „dusz obcowanie"... Pogadałem sobie dzisiaj z Julkiem, jak za dawnych, dobrych lat. I opowiedziałem Mu, że Jego „Gazeta Edukacyjna" nie zginęła, że choć już nie na tradycyjnym papierze a w niezmierzonych przestrzeniach Internetu, jest dalszym ciągiem Jego dzieła. I że nie musi się jej wstydzić... Włodzisław Kuzitowicz Poprzednie felietony - wspomnienia: 13 luty 2007 - By nie zaprzepaścić dzieła 13 luty 2008 - Juliusz Cyperling Jasny Człowiek 13 luty 2009 - Człowiek z krainy łagodności 13 luty 2010 - Gdyby Julek był nadal z nami
|