Strona Główna > Publikacje > Kiedy szkoła nie będzie tymczasowym więzieniem?
...decydowania o tym, czego chciałby się uczyć Wizja szkoły wirtualnej 1. „Dzieci chodzą do szkoły, ponieważ dzieci chodzą do szkoły Chcę przez to powiedzieć, że dzieci nie mają żadnego szczególnego powodu, aby chodzić do szkoły poza tym, że jest szkoła, do której chodzą właśnie dzieci." [5] Tradycyjny obraz świata oparty jest na głębokim przekonaniu o tym, że człowieka należy wychowywać. Z takiego postrzegania świata wynikają konsekwencje dla organizacji niemalże wszystkich dziedzin życia ludzkiego. "Zgodnie z tym myśleniem jest rzeczą oczywistą, że człowiek zawsze może i powinien stać się lepszym i że obowiązują wszystkich takie same kategorie, jak: poprawny i niepoprawny, dobry i zły. Myślenie w kategoriach wychowawczych jest szczególnie mocno utrwalone w dziedzinie religii, ale również zawarte jest ono w moralnych roszczeniach teraźniejszości względem prawa do posiadania obiektywnej prawdy i dokładnej wiedzy na temat tego, kto stoi po stronie życia, a kto nie. Układ góra - dół jest podstawą tradycyjnej patriarchalnej filozofii życia i odcisnął wyraźne piętno na wszystkich płaszczyznach zachodniej kultury europejskiej."[5] Szkoła jaką znamy z własnych doświadczeń nie uznaje prawa dziecka do samookreślenia. Dzieci nie tylko nie mają praw, ale są poddawane rygorom określanym przez szkołę, na które składają się obowiązek uczenia się, chodzenia do szkoły, konieczność bycia ocenianym, a także liczne małe obowiązki wynikające z relacji nauczyciel - uczeń. Narzucenie obowiązku uczenia się wiąże się z nie uznaniem prawa człowieka - dziecka do samookreślania się i prawa do swobodnego rozwoju osobowości. Dzieci nie mogą myśleć o tym, o czym chcą myśleć, lecz o tym, o czym, według innych, powinny myśleć, co gorsza, nierzadko mają narzucone, jak mają myśleć. W szkole bowiem nie ma miejsca dla wolności myślenia. Obowiązek uczenia się narusza prawo każdego człowieka do decydowania o tym, czego chciałby się uczyć. Przymus ten sprawia, że młody człowiek odczuwa niechęć do rozwijania swoich zdolności uczenia się, a często nigdy się o tych zdolnościach nie dowiaduje. A przecież, jak mówi John Holt: "Dzieci nie lubią być niekompetentne ani trochę bardziej niż być ignorantami. Lubią uczyć się, jak robić dobrze wszystkie rzeczy dookoła nich, które robią ludzie dorośli. Dlatego właśnie już wkrótce odkryją, że szkoła jest wielkim rozczarowaniem. Tak rzadko uzyskują szansę by nauczyć się czegoś ważnego, czy by zrobić coś prawdziwego".[2] Uczenie się dziecka zostało w świadomości społecznej utożsamione z uczeniem się w szkole, choć prawdziwe uczenie się powinno być oparte na wewnętrznej potrzebie samookreślenia się. „Wolność człowieka w kwestii uczenia się jest częścią jego wolności myślenia i czymś bardziej zasadniczym niż wolność słowa. Jeżeli odbierzemy komuś jego prawo do określenia tego, co ma się stać przedmiotem jego zainteresowania, to tym samym podważymy jego prawo do wolności."[5] Dzieci powinny mieć prawo do ciekawości oraz prawo do stawiania pytań, które są dla nich najważniejsze. W świetle powyższych uwag można zatem zaryzykować tezę, ze w kwestii wolności człowieka-dziecka, dzisiejsza szkoła jest tymczasowym więzieniem. 2. Parę pytań: jakim prawem? „Owocne są tylko te pytania, które nie wymagają uzyskiwania trywialnych informacji, lecz otwierają przestrzeń do ich poszukiwań."[7] Uważny obserwator, poszukiwacz miejsca człowieka na świecie, wśród innych ludzi, osoba szczególnie zainteresowana sytuacją dziecka w społeczeństwie nie może nie zauważyć sprzeczności, obłudy i fałszu jakie są konsekwencją powielania stereotypów myślenia o życiowych prawach i powinnościach. Żyjemy w świecie, na którym, z jednej strony mówi się o przyznaniu praw każdemu człowiekowi, a z drugiej strony ustala się granicę, w którym osoba żyjąca uznana może zostać za tego człowieka. Hubertus von Schoenebeck pyta: -„Jakim prawem ustalacie, o czym ma myśleć lub nie myśleć drugi człowiek?...Jakim prawem lekceważycie prawo drugiego człowieka do wyrażania jego własnych opinii? Dlaczego nie uznajecie prawa ludzi do wolności myśl?" -„Dlaczego nie dopuszczacie możliwości zmiany kulturowego paradygmatu: góra-dół, na paradygmat równoważności i szacunku dla tożsamości drugiego człowieka, co udało się przeprowadzić na takich płaszczyznach życia jak, czarny-biały, mężczyzna-kobieta, człowiek-natura, religia-religia i wielu innych? -„Dlaczego nie występujecie w roli ludzi, którzy będąc po drugiej stronie pedagogicznych wykazów i misji, zachowują się autentycznie, zależnie od sytuacji, realizują zasady komunikacji interpersonalnej.....?" -„Jakim prawem kształcicie, kształtujecie, prowadzicie, chronicie i wychowujecie tych, którzy już od dawna, od samego początku są pełnowartościowymi ludźmi? -„Czy nie jest Waszym zadaniem pomaganie ludziom i sprzyjanie ich rozwojowi? -„Czy nie żywicie sympatii dla dzieci?" -„Czy nie kochacie dzieci?" Wszystkie prawa człowieka powinny dotyczyć wszystkich ludzi, w tym również dzieci. "W świetle takiego stanowiska obecna szkoła jest nie do przyjęcia."[5] „Czy dzieci są ludźmi w sensie właściwym, czy muszą się nimi dopiero stać z pomocą dorosłych i szkoły? Zgodnie z tym, jakie zajmiemy tutaj stanowisko, pojawią się różne spojrzenia na szkołę." [5] 3. Inna droga „To, co istotne, jeżeli chodzi o uczenie się bez obowiązku, jest bardzo proste, a jednocześnie bardzo trudne. Chodzi o przeciwstawne stanowiska antropologiczne: Dzieci są pełnowartościowymi ludźmi lub dzieci stają się pełnowartościowymi ludźmi." [5] Jeżeli przyznamy, że dzieci nie są istotami, które trzeba wychowywać poprzez tworzenie różnych relacji wychowawczych, lecz że są one po prostu ludźmi, zrozumiemy iż należy utrzymywać z nimi całkiem normalne stosunki. Twórca myślenia antypedagogicznego Hubertus von Schoenebeck deklaruje: "Pragnę, aby świat - wiedza dorosłych o świecie nie był młodym narzucany, lecz był im prezentowany i powierzany: do własnej oceny.[...] U podstaw mojej koncepcji leży przeświadczenie o tym, że nie ma żadnego powodu, aby zgadzać się z antropologicznym uzasadnieniem szkoły, które brzmi: dzieci stają się pełnowartościowymi ludźmi, co oznacza: dzieci nie są jeszcze pełnowartościowymi ludźmi.[...]założenie to zakorzenione jest we współczesnym świecie głęboko. Ja uwolniłem się od niego i stworzyłem inną hipotezę: dzieci są od samego początku pełnowartościowymi ludźmi. nie trzeba ich czynić ludźmi, nie trzeba ich ulepszać, stosując jakieś nowoczesne metody, nie potrzebują szkoły. W ten sposób szkoła traci rację bytu."[5] W książce "Szkoła z ludzką twarzą" von Schoenebeck proponuje rozwiązania oparte na nowym spojrzeniu, w którym w szkołach przyznaje się wolność uczniom. Jedną z propozycji jest idea schoolwatch oraz koncepcja „Centrum uczenia się", których założenia spróbujemy osadzić w rzeczywistości przestrzennej. 4. Idea schoolwatch Idea schoolwatch polega na nawiązaniu szerszej współpracy między nauczycielem, uczniem i rodzicem przez prowadzenie dialogu między nimi. Drugim zadaniem tej idei jest przybliżenie otoczeniu prawdy o dziecku bez obwiniania i dyskredytowania, umożliwienie bezpośredniego wglądu w to, co dzieje się podczas lekcji. Rozwiązaniem technicznym które to umożliwia są „szklane klasy". Rozwiązanie to polega na rozbudowanym systemie monitoringu, od urządzeń typu kamera aż po lustra weneckie. Obserwowani nie wiedzieliby wówczas, w którym momencie są kontrolowani. Jakikolwiek sposób podglądania jest jednak zawsze problematyczny pod względem moralnym. Praca w warunkach permanentnej kontroli wzrokowej jest stresogenna i męcząca. Nikt nie może na dłuższą metę pracować efektywnie w takich warunkach. Mimo ryzyka utraty autentyczności we wzajemnych relacjach pomiędzy samymi uczniami i nauczycielami, monitoring daje jednak możliwość zapobiegania działaniom niepożądanym, agresji, przemocy fizycznej, obecności osób trzecich w szkole itp. Omawiane rozwiązanie jest niekiedy jedynym sposobem zapobiegania przestępczości w szkole, z reguły akceptowanym społecznie. Szkoły wyposażone w takie systemy posiadać powinny pomieszczenia centrali kontrolnej, w której zatrudniona w tym celu osoba kontrolowałaby sytuację w szkole. Nie jest konieczne aby takie pomieszczenie znajdowało się w szkole. Mogłoby ono znajdować się w innym miejscu, w skrajnym przypadku nawet na policji. Uczciwsze pod względem moralnym jest zastosowanie zwykłego szkła przeziernego, obecność obserwatora mogłaby jednak rozpraszać uczniów i nauczyciela. Z architektonicznego punktu widzenia wprowadzenie do szkół bezpośredniej kontroli wizualnej nie stanowi szczególnej zmiany w funkcjonowaniu szkoły, gdyż wymaga tylko wykonania przeszklonych otworów w ścianach lub drzwiach. Ważnym elementem idei schoolwatch jest możliwość obserwacji działań szkolnych nie tylko przez pracownika szkoły, ale także przez inne zainteresowane osoby, tj. rodziców, nauczycieli innych szkół itp. Jest w tym zawarta myśl aktywnego włączenia rodziców w życie szkoły jest, o co zawsze zabiegają teoretycy i praktycy pedagogiki szkolnej. Z wprowadzeniem na teren szkoły osób trzecich wiąże się jednak wzrost zagrożenia, co zwłaszcza w ostatnim czasie stanowi narastający problem. Jak bowiem odróżnić prawdziwego rodzica od handlarza narkotyków, złodzieja, pedofila? Jak również bronić dzieci przed „złymi" rodzicami? Kto będzie decydował o tym, kto jest dobry a kto zły, zwłaszcza dzisiaj kiedy nikomu już nie można ufać, kiedy autorytety moralne upadają? Można wprawdzie wprowadzić dodatkowe systemy kontroli, identyfikatory, bramki, czytniki, wykrywacze metalu itp., wówczas jednak szkoła, zamiast być miejscem przyjaznym, stałaby się bunkrem więziennym. 5. Szkoła dla „Centrum uczenia się" Marzenia o szkole przyjaznej dzieciom - wirtualna szkoła Hubertus von Schoenebeck proponuje zupełnie nowe spojrzenie na edukację, w którym przymus zostaje zastąpiony prawem i wolnością do uczenia się. Proces kształcenia odbywał by się na zasadach stosowanych w nazwanym przez autora: „Centrum uczenia się". Główne zasady „Centrum uczenia się" wg Hubertusa von Schoenebeck'a: 1. Zniesienie obowiązku uczenia się, zamiast tego wchodzi prawo do samookreślania się. Dzieci same decydują w kwestii treści i sposobu uczenia się 2. Zniesienie obowiązku szkolnego, zamiast tego, prawo do odwiedzania „Instytucji uczenia się",(co dotyczy również rodziców). 3. Zniesienie funkcji oceniania. 4. Pomoc oparta na lojalności wobec dzieci. Pierwszeństwo mają relacje między osobami a nie pomiędzy ekspertem a uczniem. 5. Przyjazne kształcenie oparte na dobrej a nie pedagogicznej atmosferze 6. Orientacja na „dom otwarty". Centrum jest otwarte w ciągu całego dnia, zatrudnia również osoby z zewnątrz i spełnia funkcję centrum młodzieży. 5.1. Szkoła przy zniesionym obowiązku uczenia się Dzieci w sposób naturalny i niewymuszony próbują czytać zanim jeszcze zaczynają chodzić do szkoły. Powodowane jest to ich potrzebą odkrywania i poznawania, a także jest konsekwencją dotarcia do ważnego faktu, że pod graficznym zapisem kryje się przydatna dla nich informacja. Oznacza to, że posiadając motywację, dziecko jest w stanie posiąść tak złożoną umiejętność jak czytanie, niemal samodzielnie, z nieznaczną jedynie pomocą innej osoby. Można zatem postawić następujące pytanie - czy do pomyślenia jest zniesienie obowiązku uczenia się w jego znanym dziś rozumieniu? W pytaniu tym można wyodrębnić dwa elementy: Po pierwsze, czy istnieje coś takiego jak wiedza bazowa, podstawowa, lub umiejętności które, można określić jako niezbędne narzędzia do poruszania się we współczesnym świecie? Czy np. czytanie i pisanie to wiedza czy umiejętność? Czy nauka matematyki z zakresu szkoły podstawowej i średniej to tylko baza czy już coś więcej? Gdzie więc kończy się baza? Pytanie to można skomentować następującym cytatem: „... w latach sześćdziesiątych J. Bruner, wybitny psycholog amerykański, zwrócił się z prośbą do laureatów Nagrody Nobla, aby podjęli próbę określenia treści podstawowych, konstytutywnych w uprawianej przez nich dziedzinie wiedzy. Długo trwały dyskusje i debaty - i w zasadzie skończyło się na niczym ... Sprawa okazała się trudną i złożoną."[8] Po drugie, aby pomimo braku przymusu uczenia się dzieci chciały się uczyć, musiałby działać system zachęcania do zdobywania wiedzy. Wiemy dziś jak nakłonić ludzi do zakupu oferowanego towaru. Siła oddziaływania przez reklamę mogłaby być wykorzystana do zachęcania do nauki. Można wykorzystać tu naturalną obecność ciekawości u dzieci. Bardzo efektywnymi źródłami przekazu są media, wśród nich telewizja i Internet. Ogromne są także możliwości prezentacji filmowej w celu wzbudzania zainteresowań edukacyjnych. Ważnym instrumentem jest również odpowiedni dobór treści kształcenia, który powinien wyzwolić bardzo skuteczną motywację uczenia się. Wg niej dzieci uczyły by się tego, czego naprawdę chcą. Jeśli dzisiaj lubię rysować, to całą moją energię i czas poświęcam lekcjom rysunku, lecz później z równym zainteresowaniem mogę zacząć uczyć się biologii jeśli dorosnę na tyle, aby uświadomić sobie że chcę zostać lekarzem. Pozostawienie do indywidualnego wyboru treści i czasu kształcenia, stwarza wiele problemów organizacyjnych i przestrzennych. Trudno jest bowiem monitorować zapotrzebowanie na dany rodzaj wiedzy, liczbę osób jej potrzebującej, liczabę potrzebnych nauczycieli, specjalistów z danej dziedziny nauki, wielkość miejsca na naukę, ilość godzin itp. Pomysły na budynki elastyczne pod względem przestrzennym, z możliwością szybkiej zmiany wielkości i przeznaczenia pomieszczeń, systemy dyspozycyjności nauczycieli itp. nie zdadzą egzaminu. Sensownym i ekonomicznym wydaje się być więc rozwiązanie w postaci systemu „wirtualnych szkół". W takim systemie nauczania każde dziecko musiałoby mieć zapewniony dostęp do pomieszczenia do nauki wyposażonego w sieć łączności, pozwalającej uczestniczyć w wybranych przez siebie zajęciach. Sieć ta w postaci Internetu obecnie już istnieje i sprawnie funkcjonuje, zaś prawo obywatelstwa zdobywają sobie coraz liczniejsze „kawiarenki internetowe", które w po odpowiednim przystosowaniu mogą być bez trudu wykorzystane w nowej roli, wspomagając „wirtualne klasy" w domach uczniów. Lekcje w „szkole wirtualnej" należałoby zaprogramować w taki sposób, aby każdy miał do nich internetowy dostęp w dogodnej dla siebie porze dnia, realizować wybrany program w indywidualnym tempie, przy czym uczestnictwo w lekcjach nie zakłócałoby uczestnictwa innym i nie ograniczałoby liczby jednocześnie uczących się dzieci. Elektroniczny system sprawdzania postępów w nauce dałby możliwość dokonania obiektywnej oceny, z uniknięciem indywidualnych preferencji istniejących w wypadku kontaktów autentycznych. Dzieci miałyby możliwość wybierać zajęcia, które najbardziej im odpowiadają i każdy, niezależnie od miejsca zamieszkania, na wsi czy w mieście, miałby równe możliwości i szanse. System kamer i głośników umożliwiałby kontakt z "dyżurnym" nauczycielem, udzielającym indywidualnych konsultacji w zależności od zgłaszanej potrzeby ucznia. Lekcje mogłyby odbywać się także na zasadzie telekonferencji zorganizowanej w celu przeprowadzenia zajęć grupowych, prezentacji własnych prac, wspólnego omówienia wyników z doświadczeń, przeprowadzenia dialogu, dyskusji itp. Niewykluczone, że forma taka ośmieliłaby wiele osób do rozwijania własnej aktywności, która w warunkach kontaktów bezpośrednich nigdy by nie zaistniała. Potwierdzeniem tej tezy jest fenomen stale rosnącej popularności internetowych spotkań dyskusyjnych. Z punktu widzenia socjologii jest to zastanawiające zjawisko. Wizja „wirtualnej szkoły" niesie ze sobą cały ogrom nowych, korzystnych możliwości. Rozbicie dzisiejszej szkoły na sieć „mini klas" w domu utrudniłoby rozwój przestępczości w szkole, dostęp do używek, co niewątpliwie poprawiłoby poziom bezpieczeństwa. Powstaje jednak pytanie czy dziecko pozostawione samo w domu, pochłonięte pracą przy komputerze nie jest narażone na ataki z zewnątrz? Starsze dzieci poradzą sobie same w domu, kiedy zgłodnieją to wiedzą gdzie szukać pożywienia. Mimo ogromnej wiary w samodzielność małych dzieci, trudno wyobrazić sobie siedmiolatka w takiej szkole. Być może omawiane rozwiązanie byłoby możliwe jako zamiennik dla szkół gimnazjalnych i licealnych. 5.2. Szkoła przy zniesionym obowiązku szkolnym - prawo do odwiedzin „Centrum". „Szkoła wirtualna" byłaby obiektem składającym się z sieci „mini klas" istniejących wirtualnie z fizycznie istniejącym elementem „centrum", mającym charakter ośrodka konsultacyjnego i centrali obsługi technicznej. „Centra mogłyby funkcjonować jako obiekty nowo wybudowane lub dawne, przystosowane do nowej funkcji obiekty szkolne. Lokalizacja „centrów" nie ma już tak wielkiego znaczenia jak lokalizacja obecnie funkcjonujących obiektów szkolnych - korzystając z połączeń internetowych mogą one znajdować się nawet w innym kraju. Kiedyś w Polsce wyznacznikiem lokalizacji szkoły była długość drogi dziecka z domu do szkoły. Bezpośrednio w budynkach „centrum" mogliby pracować „nauczyciele dyżurni" - konsultanci, których zadaniem byłoby udzielanie konsultacji indywidualnych zarówno internetowych, jak i na drodze bezpośredniego, rzeczywistego kontaktu. Dla nich przeznaczone byłyby pomieszczenia pracy indywidualnej, przypominające pomieszczenia uniwersyteckich pracowników dydaktycznych. „Centra" takie musiałyby być tak zlokalizowane, by były wystarczająco dostępne dla wszystkich dzieci lecz istnienie tylu „centrów" ile obecnie istnieje szkół nie byłoby potrzebne. Praca konsultanta internetowego nie musi być związana z miejscem. Nauczyciel może, podobnie jak uczeń, pracować w domu. Rozwiązanie to daje szansę społecznego spełnienia się osobom, które mogą wiele dzieciom zaoferować, ale dotąd nie pozwalały na to przyczyny od nich niezależne, np. niepełnosprawność. 5.3. Szkoła przy zniesionej funkcji oceniania. Nowy system edukacji spowoduje utrudnienia przy porównywaniu stanu opanowanej wiedzy i zdobytych umiejętności. Nie chodzi tutaj o zachowanie dotychczasowego systemu oceniania, który nie miał nic wspólnego z oceną człowieka. Przymus oceniania niszczy bowiem poczucie własnej wartości. „Przymus oceniania czyni dzieci w przypadku dobrych ocen zależnymi od nauczyciela i sprawia, że ślepo podporządkowują się jego woli. W przypadku złych ocen przymus oceniania wpędza dzieci w strach, zwątpienie, w skrajnych przypadkach doprowadza je do samobójstwa."[5] Przymus oceniania niszczy także pozytywną sytuację rodzinną, ponieważ rodzice wymagając dobrych stroni, nie są już po stronie dziecka. W ten sposób rodzina zostaje pozbawiona swojej funkcji chroniącej i wspierającej. Bez możliwości klasyfikowania trudno jednak będzie obsadzać ludzi na stanowiskach pracy, z których będą oni podejmować odpowiedzialne zadania, mające niejednokrotnie wpływ na życie innych ludzi. Możemy dać dzieciom wolność w wyborze własnej drogi edukacji, decydowaniu o swoich czynach w okresie dzieciństwa i młodości. Niestety wolność ta skończy się z chwilą podjęcia przez nich pracy zawodowej. Różnica polega na tym, że gdy dorosły bardzo chce, możne zawsze zmienić pracę, pójść do sądu itp.. Dzieci takich możliwości nie mają, one muszą chodzić do szkoły i uczyć się, myśleć, zachowywać się zgodnie z tym, jak chcą inni. 5.4. Szkoła „domem otwartym" Zasadniczą rolą „Centrum" powinno być organizowanie spotkań, zajęć grupowych "na żywo". Spotkania takie odbywałyby się w salkach wielofunkcyjnych zaprojektowanych „elastycznie", tak by można było zmieniać ich wnętrza w zależności od bieżących potrzeb. „Centrum", to także miejsce, w którym można spotkać się nieoficjalnie, miejsce bezpośrednich, prywatnych kontaktów interpersonalnych pomiędzy nie tylko uczniami i nauczycielami, lecz pomiędzy samymi uczniami, rodzicami i uczniami, wzajemnie między rodzicami, rodzicami i nauczycielami. W tym celu, w „centrum" znajdowałyby się miejsca do „dialogu indywidualnego", skonstruowane w różnorodny sposób, tworzące mniej lub bardziej otwarte przestrzenie, mniejsze i większe zakątki. Mogłyby one zastąpić dzisiejsze miejsca w obiektach szkolnych, nazwane przez Aleksandra Nalaskowskiego „zakamarkami". Jak wynika z jego obserwacji, właśnie tam młodzież przebywa najchętniej (34%) i szuka tam schronienia, kiedy „jest jej źle" (48%) [3]. Obecnie miejsca te pozostają poza stałą kontrolą nauczycieli i personelu szkoły. Stwarza to sytuacje niecałkowitej legalności przebywania tam uczniów, co samo z siebie stanowi dla nich dodatkową atrakcję. Wspomniane „zakamarki", powstawałyby nadal jako spontanicznie wybierane miejsca przestrzeni budynku, typu schody, nisze itp., lecz tym razem ich obecność byłaby legalna. Przestrzeń taka miałaby charakter półprywatny, co nie znaczy, że nie mogłyby się w niej odbywać zorganizowane dyskusje grupowe. Owe miejsca przypominałyby bardziej dziedzińce małych miasteczek, młodzieżowe kafejki niż typowe dzisiejsze klasy szkolne. Funkcjonująca od stuleci klasa szkolna przestałaby istnieć. „Centrum uczenia się" powinno zapewniać możliwość realizacji przedmiotów „dla zmysłów". Mam tu na myśli muzykę, plastykę i wychowanie fizyczne. Wzrastająca jakość aparatury elektronicznej mogłaby sprawić, że orkiestra grałaby razem chociaż, każdy z muzyków znajdowałby się w innym miejscu. Organizacja sali do muzykowania, dawania koncertów wiąże się z dużym zapotrzebowaniem na miejsce a jej utrzymanie jest kosztowne w wypadku braku pomysłu na jej pełne, częste wykorzystanie. Niektóre„Centra", zwłaszcza te w dużych skupiskach ludności, mogłyby jednak posiadać taką specjalistyczną salę, lub wykorzystywać w tym celu sale wielofunkcyjne. Zajęcia plastyczne czy techniczne można wykonywać we własnym domu nie każdy jednak ma dogodne ku temu warunki. Prace rzeźbiarskie, malarskie czy modelarskie należą do prac brudzących, wymagających specjalnego miejsca. Wyczucie materiału, faktury, kształtu, proporcji wymaga kontaktu rzeczywistego, trójwymiarowego. Nauka wrażliwości estetycznej poprzez „próby własne" i dyskusję nad problemem powinny mieć możliwość rozwoju w pracowniach znajdującym się w każdym „Centrum". Funkcjonowanie „szkół wirtualnych" niesie ze sobą ryzyko wystąpienia szkód zdrowotnych. Przeciążenie narządu wzroku, siedzący tryb pracy i brak ruchu mogą mieć fatalne skutki dla organizmu człowieka, zwłaszcza młodego, nie w pełni rozwiniętego. Zmiana systemu szkolnictwa wymagałaby położenia szczególnie mocnego nacisku na edukację pro-zdrowotną. Zachowując zasadę wolnego wyboru należałoby silnie rozbudować oferty uprawiania sportu a także system kontroli przed jego nieodpowiednim uprawianiem. „Centrum" oferować powinno zorganizowaną przestrzeń dla aktywności ruchowej, dostosowanej dla potrzeb głównie dzieci, młodzieży ale także i dla dorosłych o zróżnicowanym poziomie sprawności fizycznej. W system obiektów współpracujących z „centrum", mogłyby wchodzić istniejące obiekty sportowe. A co wtedy, gdy ktoś nie będzie wcale chciał lub mógł uczestniczyć w zajęciach ruchowych? Służba zdrowia i kontrola trenerska powinna pomagać osobom dysfunkcyjnym, niepełnosprawnym w doborze odpowiedniej, bezpiecznej formie uprawiania przez nie aktywności ruchowej, czy przebywania na świeżym powietrzu. Dziecko jest najczęściej świadome tego co robi, ale nie zawsze jest świadome skutków swojego postępowania. Według nowej formy wolnej edukacji nie ma znaczenia, czy teraz będzie się uczyło matematyki czy w roku następnym. Inaczej wygląda sprawa z aktywnością ruchową, której nie można odłożyć na później. 6. Permanentna nauka czy wolność wyboru własnej drogi. Teza, że dzieci są „normalnymi ludźmi", osobami nie potrzebującymi kształtowania ze strony dorosłych i rygorów pedagogiczno-opiekuńczch, mającymi prawa osób dorosłych i mogącymi podołać ich obowiązkom wydaje się nie do przyjęcia dla części społeczeństwa patrzącego z perspektywy własnych doświadczeń. Znane jej rytuały szkolne, metody pedagogiczne stosowane od stuleci wydają się być sprawdzone i niezawodne a na potwierdzenie słuszności tego wystarcza fakt, że tak przecież było, jest więc tak też powinno być. Dodatkowo wyniki niektórych badań, np. nad rozwojem mózgu interpretowane są tak, że człowiek staje się „osobą dorosłą" w sensie emocjonalnym i społecznym dopiero pod koniec 3-ciej dekady swojego życia, czyli w wieku ok. 24-28 lat. Takie założenie sprawia, że mało kto ma odwagę zadawać podstawowe pytania o właściwy sens kształcenia, o prawa osób, które uszczęśliwia się na siłę według własnego wzorca. Obecnie łączny czas edukacji w instytucjach szkolno-uniwersyteckich wynosi ok. 18 lat (od „zerówki" do ukończenia studiów, tj. w wieku od 6 do 24 lat). „Osoba po studiach", zostaje przygotowana do podjęcia specjalistycznych czynności, bez których funkcjonowanie i szeroko rozumiany rozwój współczesnego społeczeństwa nie jest możliwy. Nauka pochłania ¾ życia ludzkiego. Każdy chyba dorosły zadawał sobie, choć raz w życiu, pytanie o to, czy dobrze wykorzystał swój czas, czy nie zmarnował jakiegoś ukrytego w sobie talentu, którego nie wykorzystał lub też wcale nie odkrył. ¾ życia to bardzo wiele. Czy nie za wiele jak na przygotowanie do tak krótkiego czasu „pełnego zaistnienia"- dorosłości? System „Szkoły wirtualnej" dając wolność wyboru treści kształcenia przez uczącego się, sprawi, że czas poświęcany na naukę może rozciągnąć się na całe życie ale da szansę każdemu na poszukiwanie własnej drogi a na to nie powinno być nigdy za późno. Zniesienie sztucznych barier ograniczenia wiekowego byłoby kolejnym krokiem do poszerzenia wolności w odpowiedzialności za siebie przez człowieka. 7. Koniec przymusu uczenia się początkiem uczenia się bez przymusu. Narodziny „szkoły wirtualnej" „Termin ‘samostanowienie' jest nierozerwalnie związany z pojęciem wolności. Powodem dla którego dorośli nie pozwalają dzieciom decydować o samych sobie nie jest pragnienie ograniczenia ich niezależności, ale ich własne wyobrażenie, że jest to niebezpieczne . Powody te wywodzą się głównie z oportunizmu, przyzwyczajeń i tradycji. Nadanie praw dzieciom nie oznacza wcale oddania całego steru w ręce dzieci, ani zanegowania wszystkiego co dorośli mają im do zaoferowania." [1] Swoboda nie oznacza bowiem braku zobowiązań, przyzwolenia na brak pracy i robienia tego na co ma się ochotę. |
|