Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Wtorek, 07 lutego 2012 r. 38 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Recenzje | Konferencje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
centrum konferencyjno widowiskowe Lutnia
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Impresje Małgorzaty
 Polecamy
 Publikacje
 Relacje praktyków
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Bibliografie
 Recenzje
 Konferencje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Felieton > Kongres czyli punkty karne dla polityków


W ostatni czwartek i piątek w Warszawie odbywał się Kongres Pedagogów i Psychologów Szkolnych. Motywem przewodnim spotkania była szkolna agresja.

 

Pedagodzy i psychologowie są w szkołach nie do zniesienia - tylko im uczniowie w głowie. Kiedy więc wyjeżdżają na swoje konferencje, nauczyciele mogą w końcu w spokoju pouczyć polskiego, matematyki czy chemii. W ostatni czwartek i piątek (14 i 15 lutego) niejedna placówka edukacyjna w Polsce musiała obywać się bez tych pracowników, ponieważ w Warszawie odbywał się - szumnie określony jako Pierwszy - Kongres Pedagogów i Psychologów Szkolnych. Motywem przewodnim spotkania była szkolna agresja. Przybyło ponad 400 osób, widocznie akurat tyle dostrzegło w swej zawodowej duszy jakiś uszczerbek i postanowiło to naprawić.

 

Organizatorów było trzech: Akademia Pedagogiki Specjalnej w Warszawie (w murach tej uczelni odbywał się Kongres), Instytut Badań w Oświacie z siedzibą w Sopocie oraz Wydawnictwo Fraszka Edukacyjna. Patronat honorowy objęło Ministerstwo Edukacji Narodowej. Zadaniem wymienionych instytucji było sprawienie, aby uczestnicy spotkania się nie nudzili i nie wyjechali z kongresu z przeświadczeniem, że zmarnowali czas. Organizowanie konferencji dla pracowników szkół nie jest zadaniem łatwym, ponieważ środowisko to lubi krytykować wszelkie szkolenia, a ma trudności z chwaleniem. A zatem sam fakt podjęcia się ryzyka przygotowania konferencji ogólnopolskiej, a nie regionalnej, już zasługuje na wyrazy uznania. Rąbka tajemnicy uchylił jeden z organizatorów, prof. Janusz Gęsicki, przyznając, że na początku miało to być rzeczywiście tylko kameralne spotkanie, ale gdy coraz więcej osób chciało dołączyć, trzeba było zmienić pierwotne plany.

 

Pierwszego dnia wygłoszone zostały trzy wykłady: o badaniach przemocy w szkołach (dr n. med. J. Mazur), o perspektywie poznawczo-behawioralnej w pracy z nauczycielem, uczniem i jego rodzicami (dr E. Sokołowska) i o medycznej diagnozie dziecięcej oraz młodzieńczej agresji (prof. T. Wolańczyk). Nie będę się rozpisywał o treści tych wykładów, mimo że żaden z nich nie zawiódł, ponieważ nie mogły dać tego, co zapewniała ostatnia cześć pierwszego dnia - panel dyskusyjny z udziałem publiczności. Wykładowca przypomina handlowca, który świadczy usługę sprzedaży jakiegoś towaru. Towar może być najlepszy, a usługa kupiecka wręcz doskonała, ale co z tego, skoro prawdziwą namiętność, impulsywność i rozkosz daje dopiero wykorzystanie zakupionego towaru.

 

Przejście z wykładu do panelu dyskusyjnego przypominało przeniesienie się ze sklepu do cyrku, gdzie wszyscy mogą się bezkarnie maltretować, tratować, udając, że taka jest konwencja numeru, czyli rozmowy osób mających odmienne poglądy. Dyskusję prowadził wspomniany prof. Janusz Gęsicki, zapraszając do stołu kilka osób. Jednym z nich był Stanisław Sławiński - podsekretarz stanu MEN. Wszyscy marzyli o tym, aby rozmówcą był sam Roman Giertych. Widocznie jednak bał się, że publiczność posadzi go przed Wielkim Kalkulatorem Przewinień, bo na palcach rąk nikt już nie da rady policzyć, ile punktów karnych minister edukacji już zdobył. Giertych nie przyszedł, więc punkty karne musiał zbierać jego zastępca.

 

Jak można się było spodziewać, Sławiński uparcie twierdził, że MEN nie ma sobie nic do zarzucenia, jeśli chodzi o zjawisko agresji w szkołach. Przerzucił odpowiedzialność na państwo polskie, które jest zbyt opiekuńcze wobec młodych przestępców. Uczeń sprawiający problemy wychowawcze jest otaczany zbytnią troską, gdy tymczasem należałoby go surowo dyscyplinować. Wiceminister po raz kolejny wziął na swoje barki ciężar nie do uniesienia, czyli wytłumaczenie, dlaczego program „Zero tolerancji" jest najlepszym z możliwych programów wychowawczych. Nie wątpię, że pomysł Giertycha jest pedagogicznym arcydziełem, ale jestem też przekonany, że wdrożenie go będzie przyczyną zapaści polskich szkół, a nie ich rozwoju. Tak to już jest, że genialne programy nieraz stają się przyczynami wielu tragedii. Pedagodzy to zagrożenie widzą i otwarcie o tym mówią, ale - jak to zwykle bywa - twórca arcydzieła jest ślepy na krytykę. Gdyby program „Zero tolerancji" został przerobiony na scenariusz filmowy i wdrożony do realizacji właśnie jako film, jestem pewien, że otrzymałby Oskara w kilku kluczowych kategoriach. Akademia lubi podobno filmy grozy. Niestety, realizowanie tego programu w realnym świecie doprowadzi do porażki, czego skutkiem będzie gorycz bólu i powszechne zgrzytanie zębów: „a nie mówiliśmy". Czułem się podle, widząc, że do Sławińskiego żadne argumenty nie docierają. Siedzi po uszy w tym projekcie, więc bez pomocy innych ludzi sam się z bagna nie wyciągnie, chyba że uważa się za barona Münchausena. Z drugiej strony można pogratulować Giertychowi lojalnych pracowników, którzy nigdy nie tracą wiary w sens projektów ministra.

 

Profesor Aleksander Nalaskowski z Torunia, kolejny z zaproszonych gości, zdawał się, jako jeden z nielicznych, popierać Sławińskiego. Na uczestnikach Kongresu zrobiły wrażenie słowa, że ucznia niesfornego należy ukarać społeczną dezaprobatą, podobnie jak to zrobiła społeczność Lipiec („Chłopi" W. Reymonta), wywożąc Jagnę ze wsi na taczce gnoju. Można by na symbolicznych taczkach wywozić ze szkół tych, którzy są uporczywie agresywni wobec innych osób. Przyznam się, że spodobał mi się pomysł z wywożeniem uczniów na taczce gnoju. Nawet zacząłem rozważać go w kategoriach dosłownych.

 

Tylko jeśli chcemy - ripostowałem - tak pozbywać się agresywnego ucznia, to najpierw wywieźmy na taczce gnoju agresywnego nauczyciela. Będzie uczciwiej. Ale jeśli zgadzamy się na takie załatwienie sprawy z agresywnym nauczycielem, to pod warunkiem, że wcześniej podobnie potraktujemy agresywnych dyrektorów szkół. Jednak dyrektorów szkół wywoziłbym na taczkach gnoju pod warunkiem, że najpierw wywieziemy agresywnych dyrektorów wydziałów edukacji, bo i tacy pracują. A jeśli mamy tak traktować urzędników oświaty, to tylko pod tym warunkiem, że najpierw na taczce gnoju wywieziemy osobę najbardziej odpowiedzialną za stan edukacji, czyli jej ministra. Gdy skończyłem, jedni myśleli, że chodzi mi o dosłowne wywożenie agresywnych ludzi ze szkół, a inni uważali, że to jednak metafora.

 

Wśród osób dyskutujących przy stole znajdowała się Krystyna Szumilas, przewodnicząca Sejmowej Komisji ds. Edukacji, Nauki i Młodzieży. Pani poseł mówiła jak typowy polityk, zapewniając i przysięgając, że jej zadaniem jest słuchać wyborców i robić to, czego my wszyscy sobie życzymy. Trochę ponarzekała, że tak mało osób się angażuje w dialog z posłami. Podobnie mówił wcześniej Sławiński, ubolewając, że nie ma w Polsce dialogu władzy z obywatelami na temat lepszej edukacji. Te bezsensowne narzekania polityków sprowokowały prof. Gęsickiego do wypowiedzenia słów, które zabrzmiały bardzo ostro („do kogo ta mowa, proszę państwa, do kogo te pretensje"). Oczywiście, że jak król nie nadstawi ucha, to nie usłyszy głosu zwykłych obywateli, choćby ci wydzierali się niczym trąby jerychońskie. Cała Polska nic innego nie robi, tylko dyskutuje, jak naprawić Rzeczypospolitą, a polityce twierdzą, że wokół ich działań jest jedna wielka cisza.

 

Głosy publiczności świadczyły o tym, że polskie szkoły są pełne smutku, ciężkiej pracy i niepewności, czy zacznie się w nich wielkie budowanie, czy raczej burzenie tego, co z pedagogiki ocalało. Jedni mówcy chwalili się, że mimo braku realnej pomocy ze strony władz oni starają się robić swoje. Młodzież z problemami nie może przecież czekać na lepsze czasy ani na chwilę, kiedy politycy dojdą do porozumienia. Widać było, że dyskusja zaproszonych gości wywołała lawinową wręcz reakcję wśród publiczności. Dosłownie każdy chciał coś powiedzieć. Jedni mówili o obdarzaniu zaufaniem uczniów, o tym, że nasza młodzież jest cudowna, że agresywne są tylko nieliczne jednostki. Inni podkreślali, że w pracy szkolnej ważne jest długofalowe zaangażowanie, a nie tylko cudowne, ale spadające jak grom z jasnego nieba pomysły. Gdyby nie przytomność prof. Gęsickiego, dyskusja trwałby do rana, a tak została przeciągnięta jedynie o godzinę.

 

Bardzo chciałem brać udział w całym Kongresie, ale obowiązki nauczyciela klasy maturalnej zmusiły mnie do wybrania tylko jednego dnia - był nim czwartek. Jestem przekonany, że drugi dzień wykładów i obrad był równie burzliwy jak pierwszy. Podejrzewam, że niedługo będzie można to sprawdzić, zapoznając się z materiałami pokongresowymi, jakie zamierzają opublikować organizatorzy Kongresu.

 

Dariusz Chętkowski

 

Autor jest nauczycielem w jednym z łódzkich liceów ogólnokształcących. Pisze „Belferblog" na internetowej stronie „Polityki".

Jest autorem, między innymi, książek::

- „Z budy. Czy spuścić ucznia z łańcucha". To pamiętnik nauczyciela , polonisty pokazujący kulisy polskiej, współczesnej szkoły; szczera, niekiedy kontrowersyjna wypowiedź o możliwości porozumienia pomiędzy uczniem a nauczycielem, o ich przyjaźni i wzajemnych inspiracjach.

- „L.d.d.w. osierocona generacja". To książka o lekcji do dyspozycji wychowawcy klasy. Autor - nauczyciel łódzkiego liceum - zamknął dziennik, odłożył usprawiedliwienia i zaryzykował - zaczął rozmawiać z uczniami, prowokować, szokować, pytać. I tak powstała książka - zapis lekcji prawdziwie wychowawczych szczery, wnikliwy, czasem kontrowersyjny i przejmujący portret młodzieży XXI wieku, portret osieroconej generacji.

 

Szczegółowe informacje o Kongresie znajdują się w internecie pod adresem: http://www.ibo.edu.pl/kpip2007/program.asp