Strona Główna > Publikacje > Konsultacja społeczna reformy czy zasłona dymna?
Na stronie internetowej Ministerstwa Edukacji Narodowej w dniu 16 kwietnia b.r. zamieszczono informację, że Minister Edukacji przedstawiła opinii publicznej do szerokiej konsultacji przygotowany przez zespół ekspertów opis wymagań stawianych uczniom na koniec każdego etapu kształcenia, w tym wymagania w zakresie języka polskiego. Właśnie minął miesiąc jak ruszyła kampania wojewódzkich debat o edukacji, rozpoczęta spotkaniem w Białymstoku. Minął też pierwszy termin, do którego wszyscy chętni mogli na ministerialnej stronie internetowej wypełniać specjalnie przygotowany kwestionariusz ankiety, której głównym celem, wnioskując z postawionych tam pytań, było zbadanie poziomu akceptacji społecznej samego projektu zmian, jako całości. Nie wiadomo co było powodem przedłużenia do 16 czerwca okresu nadsyłania tą drogą swych opinii. Może dlatego, że było ich za mało, może dlatego, że jak dotąd, nie stanowiły one wystarczającego materiału na „tak". Fakt jest faktem - konsultacje społeczne trwają nadal - do 16 czerwca.. Co to jednak oznacza dla obu stron tego procesu? Jaka jest założona a jaka rzeczywista funkcja tej formy włączania obywateli do procesu stanowienia prawa? Zacznijmy od analizy językowej tego pojęcia. Słownik wyrazów obcych podaje, że konsultacja - to zasięgnięcie opinii u specjalisty, rzeczoznawcy lub . . . zaufanej osoby. Podobnie w słowniku języka polskiego pod hasłem „konsultować" czytamy: „zasięgać opinii", konsultować projekt reform ze społeczeństwem". Ale jest tam jeszcze druga wersja: „Udzielać fachowej porady..." Wychodząc od tych ustaleń można przyjąć, że władza posługuje się konsultacją w dwu przypadkach. Po pierwsze, gdy niefachowy polityk, zdając sobie sprawę ze swej niekompetencji w dziedzinie, w której zamierza podejmować decyzje, odwołuje się do opinii ekspertów, specjalistów, autorytetów branżowych, aby wesprzeć się ich wiedzą w procesie decyzyjnym. I po drugie, gdy decydenci nie mają wątpliwości co do swych racji, lecz potrzebują zbudować wokół ich zamierzeń pozytywny klimat społecznej akceptacji. Wtedy konsultują „z zaufanymi osobami". I publikują wyniki takiej konsultacji, jako przygniatający argument, przeciwstawiany ewentualnym głosom protestującej opozycji. Czy są możliwe inne motywacje władzy, która postanawia zasięgnąć opinii obywateli? A i owszem. Bardzo pożądanym byłby model, w którym władza, sprawowana z demokratycznego mandatu większości parlamentarnej przez kompetentne w obszarze jej sprawowania osoby, podejmowałaby odważne, systemowe decyzje modernizacyjne, w oparciu o rzetelne diagnozy specjalistyczne, konsultując swe projekty z reprezentatywnymi gremiami fachowców, uznanych za takowych w objętej zmianami dziedzinie życia społecznego czy gospodarczego. Ale musiałaby to być władza gotowa do podjęcia wyzwania słusznych z punktu widzenia dalekosiężnych celów reform, niezależnie od ryzyka narażenia się na ataki populistycznie zorientowanych reprezentantów zainteresowanych w utrzymaniu dotychczasowego status quo grup interesów. Czy obecny rząd premiera Tuska jest takim rządem? Czy Minister Edukacji Narodowej może zaproponować zmiany programowe, a przede wszystkim systemowe, w edukacji, których logistyka wdrażania będzie gwarantowała sukces zakładanych efektów końcowych? Co dzisiaj wiemy o przygotowywanej reformie programowej? Że te same jak dotąd pięć etapów edukacji realizowanych będzie na dwu poziomach: jako kształcenie podstawowe - w szkole podstawowej i jako kształcenie na poziomie średnim - w gimnazjum i szkołach pogimnazjalnych. Tak realizowane kształcenie średnie ma stanowić jedną całość. I to pierwsza, może nie rewolucyjna, jednak istotna dla układu treści kształcenia, zmiana systemowa. Drugą ważną cechą tej reformy jest wariantowość kształcenia w poszczególnych dziedzinach: obowiązkowy dla wszystkich uczniów - wariant podstawowy, do wyboru przez ucznia w liceum i technikum - wariant rozszerzający i dostosowany w swych wymaganiach do szczególnych potrzeb edukacyjnych ucznia - wariant uzupełniający. Na uwagę zasługuje także nowy język zapisu podstaw programowych. Nie są to już hasła, oznaczające treści programowe, które nauczyciel musi „przerobić", a określenie kompetencji, które uczeń winien nabyć w wyniku zorganizowanego procesu nauczania-uczenia się. W nowych podstawach programowych dla historii w gimnazjum nie przeczytamy już: „Pierwsi Jagiellonowie na tronie Polski; gospodarka i społeczeństwo Polski średniowiecznej - zjawiska i procesy; specyfika kultury polskiego średniowiecza.." a jedynie zapis, że z okresu historii Polski w dobie unii z Litwą uczeń powinien potrafić wyjaśnić przyczyny oraz ocenić następstwa unii z Litwą a także porządkować i sytuować w czasie najważniejsze wydarzenia związane z relacjami polsko-krzyżackimi w epoce Jagiellonów a także scharakteryzować rozwój uprawnień stanu szlacheckiego. I taką reformę pani minister Hall konsultuje ze społeczeństwem. Demokratycznie. Każdy ma prawo napisać co o tym myśli. Znając poziom postów na forach internetowych - współczuję osobom, skazanym na czytanie tych opinii. Zresztą już na progu tej akcji Ministerstwo, pośrednio, przyznało się do trudności w pozyskiwaniu opinii „na temat". W informacji z 16 kwietnia dotyczącej konsultacji w sprawie projektu podstawy programowej, w tym podstawy z języka polskiego i listy lektur, zaapelowało do potencjalnych respondentów ankiet: „Aby te konsultacje osiągnęły swój cel, muszą dotyczyć prawdziwego tekstu projektu, dlatego dołączamy następujące sprostowania w stosunku do niektórych informacji prasowych: • nie jest prawdą, że w szkole podstawowej w klasach 1-3 szkoły podstawowej nie będzie można czytać z dziećmi „Kubusia Puchatka", czy innych książek - proponowana podstawa nie narzuca lektur dla klas 1-3, pozostawiając to wyborowi nauczyciela, który najlepiej zna swoich uczniów i potrafi dobrać dla nich odpowiednie do ich wieku lektury; • nie jest prawdą, że na zaproponowanej liście nie figurują książki takich autorów jak Henryk Sienkiewicz - w klasach 4-6 szkoły podstawowej jest „W pustyni i w puszczy" oraz na poziomie gimnazjum (a nie jak obecnie w liceum) wybrana powieść historyczna (a więc np. Potop lub Quo Vadis); • nie jest prawdą, że młodzi ludzie nie zapoznają się z twórczością Stefana Żeromskiego - w liceum nauczyciel ma bowiem obowiązek wybrać jeden z utworów tego autora; • nie jest prawdą, że uczniowie nie poznają twórczości Wiliama Szekspira - na poziomie liceum nauczyciel ma obowiązek wybrać i omówić z uczniami „Makbeta" lub „Hamleta"(do tej pory był tylko Makbet); • nie jest prawdą, że uczniowie będą czytali lektury wyłącznie we fragmentach. Uczniowie powinni czytać książki w całości, natomiast nauczyciel ma obowiązek omówić z nimi na lekcji fragment stosowny do zawartych w podstawie wymagań. Prezentowane propozycje to minimum, które uczeń będzie znał kończąc szkołę; • nie jest prawdą, że zaproponowana przez ekspertów lista lektur jest znacznie okrojona w stosunku do dotychczasowej. W liceum pojawiają się nowe pozycje do wyboru dla nauczyciela - wybrane powieści europejskie np. Zoli, Balzaka czy Flauberta; wybrane współczesne powieści literatury polskiej i światowej." Zamiast takich wyjaśnień, czy było by lepiej zwrócić się do specjalistów, rzeczoznawców? Zakładam, że takie intencje przyświecały planom przeprowadzenia szesnastu wojewódzkich debat edukacyjnych. Opublikowano ich kalendarz, uczyniono organizatorami kuratorów oświaty. Napisano, że są one po to, „by poznać zdanie środowisk oświatowych i samorządowych na temat proponowanych zmian.[...] Spotkania będą okazją do dyskusji o kierunkach zmian i kształcie systemu edukacji w Polsce." Założono, że debatach tych wezmą udział władze rządowe i samorządowe województwa, przedstawiciele kuratorium oświaty, okręgowej komisji egzaminacyjnej, rektorzy największych uczelni, dyrektorzy placówek doskonalenia nauczycieli, osoby odpowiedzialne za edukację w samorządach gminnych i powiatowych, reprezentanci dyrektorów placówek edukacyjnych wszelkich typów - przedszkoli, szkół podstawowych, gimnazjów, szkół ponadgimnazjalnych, poradni psychologiczno-pedagogicznych. Zaproszeni zostali też szefowie wojewódzkich struktur oświatowych związków zawodowych i organizacji pracodawców. Sami eksperci!!! W sam raz do dyskusji o poprawności przyjętych założeń do reformy programowej! Do dzisiaj wiele z tych debat już się odbyło. O przebiegu większości z nich niewiele wiadomo. Jak napisano w komunikacie MEN, informującym o zmianach w terminarzu ostatnich debat, „podczas dotychczasowych dziewięciu [..] słychać było wiele głosów pozytywnie odnoszących się do zaproponowanych zmian. Uczestnicy, którzy licznie wzięli udział w debatach zgłosili także szereg cennych sugestii, których Ministrowie z uwagą wysłuchali." Przeszukując zasoby internetu zdołałem jedynie odnaleźć relacje z debaty w Gorzowie Wielkopolskim i Szczecinie. Ta pierwsza odbyła się 24 kwietnia 2008r. w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej w Gorzowie Wielkopolskim. Oto ta notatka: „Zgodnie z wytycznymi przekazanymi przez MEN do uczestnictwa w debacie zostali zaproszeni posłowie i senatorowie z regionu, Wojewoda, Marszałek, Prezydent Gorzowa Wlkp., Dyrektor OKE w Poznaniu, dyrektorzy jednostek organizacyjnych Urzędu Marszałkowskiego ds. edukacji i funduszy europejskich, rektorzy największych uczelni, przedstawiciele jednostek samorządu terytorialnego, reprezentacja dyrektorów placówek edukacyjnych wszelkich typów, szefowie wojewódzkich struktur oświatowych związków zawodowych, szefowie wojewódzkich struktur organizacji pracodawców, szefowie największych w regionie urzędów pracy, szefowie największych w regionie ośrodków pomocy społecznej, szefowie najważniejszych organizacji pozarządowych zajmujących się edukacją i pomocą społeczną, szefowie organizacji reprezentujących rodziców, przedstawiciel Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej oraz Komendy Głównej Państwowej Straży Pożarnej. Po przywitaniu gości przez Lubuskiego Kuratora Oświaty Romana Sondeja pani Minister zaprezentowała plany zmian w systemie edukacji na lata 2009 - 2015. Następnie podczas pracy w trzech grupach panelowych uczestnicy konferencji dyskutowali na tematy: Znaczenie wczesnej edukacji dla zwiększenia szans edukacyjnych - jak wdrożyć nowy system diagnozy przedszkolnej i organizacji pracy szkoły podstawowej? Jak szkoła może rozbudzać i rozwijać zainteresowania nastolatków - jak wdrożyć nowy system organizacji pracy gimnazjum i szkół ponadgimnazjalnych? Jak nowocześnie organizować doskonalenie i doradztwo dla nauczycieli służące podnoszeniu jakości kształcenia zgodnie z nową podstawą programową? Dyskusje panelowe zostały podsumowane, dodatkowo pani Minister podczas oficjalnego zakończenia wyjaśniła wątpliwości uczestników paneli dyskusyjnych." I tyle. Znacznie obszerniejsze materiały opublikowało kuratorium zachodniopomorskie, niezależnie od tego, że pojawiła się także, podobna do poprzedniej, notatka: „ 28 kwietnia 2008r. w Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie odbyła się debata z udziałem Pani Katarzyny Hall - Minister Edukacji Narodowej, zapoznająca lokalne środowisko oświatowe z głównymi założeniami projektowanej reformy programowej. Zgodnie z wytycznymi przekazanymi przez MEN do uczestnictwa w debacie zostali zaproszeni posłowie i senatorowie z regionu, Wojewoda, Marszałek, Prezydent Miasta, Dyrektor OKE, dyrektorzy jednostek organizacyjnych Urzędu Marszałkowskiego ds. edukacji i funduszy europejskich, rektorzy największych uczelni, przedstawiciele jednostek samorządu terytorialnego, reprezentacja dyrektorów placówek edukacyjnych wszelkich typów (ze stolicy województwa lub innych najważniejszych ośrodków, najlepszych w lokalnych rankingach, najbardziej znanych, zainteresowanych, opiniotwórczych dla środowiska dyrektorów placówek danego typu), szefowie wojewódzkich struktur oświatowych związków zawodowych, szefowie wojewódzkich struktur organizacji pracodawców, szefowie największych w regionie urzędów pracy, szefowie największych w regionie ośrodków pomocy społecznej, szefowie najważniejszych organizacji pozarządowych zajmujących się edukacją i pomocą społeczną, szefowie organizacji reprezentujących rodziców, przedstawiciel Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej oraz Komendy Głównej Państwowej Straży Pożarnej." Na całe szczęście z umieszczonego na stronie internetowej tamtejszego kuratorium sprawozdania można dowiedzieć się nie tylko w jakich grupach i na jakie tematy odbyły się dyskusje panelowa, ale także poznać wypracowane tam wnioski. I tak, przykładowo, panel na temat „ Znaczenie wczesnej edukacji dla zwiększania szans edukacyjnych - jak wdrożyć nowy system diagnozy przedszkolnej i organizacji pracy szkoły podstawowej?" zakończył się następującymi wnioskami: • tworzenie jednorodnych wiekowo oddziałów szkolnych (nie łączyć dzieci sześcioletnich z siedmioletnimi); • przygotowanie merytoryczne nauczycieli do proponowanych zmian; • pozostawienie przeprowadzenia specjalistycznych diagnoz w gestii PP-P; • doposażenie bazy szkół ze środków MEN, a nie samorządów; • wzmocnić możliwości edukacyjne na poziomie przedszkola - bez przenoszenia dzieci do szkół; • brak informacji w reformie programowej o uczniach o specjalnych potrzebach edukacyjnych; • wycofać nauczanie języka obcego z podstawy programowej dla dzieci słabo słyszących; • przeznaczyć część subwencji oświatowej na rehabilitację i zajęcia logopedyczne w przedszkolach; • badać dzieci pięcioletnie ujednoliconymi diagnozami; • wziąć pod uwagę przy opracowywaniu standardów kształcenia wiek dziecka; • brak specjalistów chętnych do nauczania języków obcych w szkołach ze względów finansowych; • brak w reformie odniesienia do stanu zdrowia dziecka - problem absencji dzieci chorych; • brak informacji o zwiększeniu subwencji na kształcenie specjalne I jak dotąd jest to jedyny przykład upublicznienia z taką pompą zapowiadanych debat! Nie spodziewam się jednak po nich zbyt wiele. Tego typu „spędy" wojewódzkie nie maja szansy stać się rzeczywistym forum spokojnej, nie limitowanej drogocennym czasem ministrów, wymiany poglądów. I jak widać z nielicznych relacji - trudno w tak zróżnicowanej zbiorowości oficjeli, „funkcjonariuszy" licznych urzędów i wyselekcjonowanych reprezentantów szeregowych nauczycieli o pogłębioną refleksję nad tak subtelnymi zagadnieniami, jak dopasowanie potencjałów rozwojowych ucznia do oczekiwanych standardów edukacyjnych, a jednego i drugiego do wyzwań współczesnej cywilizacji. Nic natomiast nie wiadomo o tym, czy gdzieś w zaciszu sal seminaryjnych nie toczą się rzeczywiste konsultacje - jak definiuje tę czynność słownik - ze specjalistami i rzeczoznawcami. A przecież mogliby to być nie tyle rektorzy szkół wyższych, co naukowcy, posiadający profesjonalną wiedzę o procesach edukacyjnych. Można by wszak zwrócić się o opinię choćby do Komitetu Nauk Pedagogicznych Polskiej Akademii Nauk, do Polskiego Towarzystwa Pedagogicznego, którego przewodniczący od lat zajmuje się badaniami nad systemem szkolnym, do licznych stowarzyszeń „przedmiotowców" jak choćby Stowarzyszenie Nauczycieli Polonistów, które przypomniało o sobie przy okazji egzaminu gimnazjalnego, a w końcu - do znaczącej reprezentacji dyrektorów polskich szkół, zrzeszonych w Ogólnopolskim Stowarzyszeniu Kadry Kierowniczej Oświaty. I tylko nie do związków zawodowych! Bo to by było trochę tak, jakby właściciel manufaktury, przed decyzją o zainstalowaniu maszyny parowej, konsultował zasadność jej zakupu z reprezentacją swych robotników - rękodzielników! Włodzisław Kuzitowicz |