Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Piątek, 10 września 2010 r. 253 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Recenzje | Konferencje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Klinika edukacyjna
 Polecamy
 Publikacje
 Relacje praktyków
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Bibliografie
 Recenzje
 Konferencje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Felieton > Leniwi poloniści i niewinna władza


Egzamin gimnazjalny został przeprowadzony zgodnie z obowiązującym prawem. Za nieznajomość lektur odpowiadają nauczyciele - poloniści

 

„Okaże się w praniu" - mówiła moja mama po zakupie spodni czy koszuli, mając na myśli jakość materiału, z którego zostały zrobione. Okazuje się, że ta metoda sprawdzania jakości może być doskonałą metaforą nie tylko do oceny tkaniny. Także i władzy. Właśnie mamy pierwsze poważne pranie w ekipie ministerswa od edukacji. To co od kilku dni płynie z tego resortu w związku z „aferą" sławnego 32 zadania egzaminu gimnazjalnego i nieprzeczytanych lektur, na kanwie których należało je wykonać, poważnie nadwątpiło moje dotychczasowe przekonanie o pełnej kompetencji osób, powołanych na te ministerialne urzędy. Stanowisko jakie zajęło Ministerstwo, a szczególnie argumentacja podjętej decyzji, zaprezentowana na konferencji prasowej (z uporem godnym lepszej sprawy, uparcie nazywanej „briefingiem") przez Podsekretarza Stanu, profesora (matematyki) Zbigniewa Marciniaka, jest przejawem całkowitego niezrozumienia przez Władzę istoty tego co się stało.

 

Przypomnijmy sobie fakty. Uczniowie otrzymali w teście egzaminacyjnym polecenie: „Napisz charakterystykę wybranego bohatera Syzyfowych prac Stefana Żeromskiego albo Kamieni na szaniec Aleksandra Kamińskiego. Wyeksponuj w niej te cechy, które świadczą o dorastaniu charakteryzowanej postaci." I okazało się, że w około 30 szkołach w całym kraju czytający to polecenie nie mogli go wykonać, ponieważ lektury te, jak pięknie mówi się w „branżowym slangu" nie zostały przerobione! Po informacjach mediów o tym fakcie niezwłocznie przystąpiono do ... znalezienia winnych. I kto, zdaniem ministerstwa, zawinił? Nauczyciele języka polskiego!

 

Żeby było to bardziej wiarygodne, zostało podparte opinią reprezentatywnej emanacji środowiska. Na stronie MEN pojawiło się „Stanowisko Zarządu Głównego Stowarzyszenia Nauczycieli Polonistów", w którym napisano:"Nauczyciele języka polskiego, członkowie Stowarzyszenia Nauczycieli Polonistów kategorycznie protestują przeciwko powtarzaniu egzaminu. Dlaczego za popełnione błędy grupy nauczycieli mają ponosić karę dobrzy nauczyciele, a przede wszystkim uczniowie w całej Polsce. Czas najwyższy, by karę ponosili ci, którzy zawinili." To znaczy ich koleżanki i koledzy - nauczyciele!

 

Nie dziwi więc decyzja MEN o nie zarzadzaniu powtórnego egzaminu, ani dla tych „nieszczęśników" co nie czytali, ani tym bardziej dla wszystkich gimnazjalistów. Zastanawia natomiast co kryje sie za tą częścią informacji, jaką przekazał wiceminister Marciniak: „Pechowi uczniowie, którzy nie udzielili odpowiedzi na pytanie 32. w arkuszu egzaminacyjnym, zostaną objęci indywidualną opieką kuratorów. Chodzi o to, aby uczniowie ci nie ponieśli negatywnych konsekwencji wynikających z faktu, że szkoła nie omówiła dwóch lektur, co by im pozwoliło odpowiedzieć na ostatnie pytanie. - Kuratorzy Oświaty będą pilotować sprawy związane z rekrutacją tych uczniów, gdy będą ubiegać się o miejsca w szkołach ponadgimnazjalnych."

 

Ale co mogą kuratorzy w tej sprawie? Wszak kryteria i zasady rekrutacji są już dawno przyjęte. Czy dyrektorzy obleganych liceów będą musieli mieć zarezerwowane wolne miejsca „kuratorskie", na które, po telefonie z kuratorium, będą musieli porzyjąć skierowanego tam „pechowca"?

 

Bardzo trafnie ustalił prawdziwych winnych tego „wypadku przy pracy" CKE. Profesor Śliwerski w swym blogu. „Winny temu jest autor prawa, na mocy którego egzamin gimnazjalny przeprowadzany jest na dwa miesiące przed zakończeniem roku szkolnego, a więc przed terminem możliwego i koniecznego zarazem zrealizowania Podstawy programowej. To przykład strukturalnej patologii, nie dostrzeganej przez kilka lat, a polegającej na egzaminowaniu uczniów zanim zakończony został pełen cykl ich kształcenia. To tak, jakbym ja miał przeprowadzić egzamin magisterski dla moich studentów, którzy jeszcze nie zrealizowali obowiązującego ich programu i kanonu lektur. To tak, jakbyśmy dopuszczali do egzaminu na prawo jazdy tych, którzy jeszcze nie zakończyli kursu z podstaw jazdy samochodem czy udzielania pierwszej pomocy, ale w czasie egzaminu wymagali od nich wiedzy na ten temat." Nic dodać, nic ująć. Lekarzu - lecz się sam!

 

Nauczyciele nie są winni, ale i uczniowie nie mogą czuć się oszukani. Jednak nie wolno z tego powodu „zawieszać" systemu rekrutacji. Mam inny pomysł. Wystarczy skompensować uczniom, którzy z obiektywnych powodów nie mogli wykonać zadania 32, ogólny wynik tej części egzaminu taką liczbą punktów, jaka jest odpowiednim procentem z liczby traconych 16 punktów , który to procent zdobyli z pozostałej części testu ( maksymalnie możliwe były tam do zdobycia 34 punkty.) Przykładowo: ktoś, kto uzyskał 32 punkty, czyli 94%, miałby dopisane za 32 zadanie 15 punktów i na zaswiadczeniu miał wpisane 47 punktów. Inny uczeń, zdobywając tylko 12 punktów, czyli 35 % mozliwych, miałby dopisane tylko 5 punktów, czyli w sumie miałby zapisane 17 punktów. Całą operację przeprowadzałyby okręgowe komisie egzaminacyjne, pod nadzorem kuratorów, a dalej rekrutacja odbywałaby się na dotychczasowych zasadach.

 

Aż dziwne, że ten pomysł przyszedł do głowy mnie, który matematyczne wykształcenie zakończyłem na maturze z tego przedmiotu, zdawanej w roku, w którym dzisiejszy wiceminister - profesor matematyki miał 11 lat! Szkoda tylko, że jest bardzo małe prawdopodobieństwo, że ten tekst ktokolwiek w ministerstwie przeczyta... I że pomysł ten poważnie rozważy...

 

I tak to możemy „w praniu" obserwować jak kierownictwo resoru potrafi rozwiązywać rzeczywiste, nie wirtualne, problemy systemu edukacji !

 

Włodzisław Kuzitowicz