Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Piątek, 18 maja 2012 r. 139 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Recenzje | Konferencje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
centrum konferencyjno widowiskowe Lutnia
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Impresje Małgorzaty
 Polecamy
 Publikacje
 Relacje praktyków
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Bibliografie
 Recenzje
 Konferencje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Publikacje > Liceum profilowane niekochane dziecko reformy


Ubocznym skutkiem rozpamiętywania wyników tegorocznych egzaminów maturalnych jest teza o konieczności zaniechania rekrutacji, a w konsekwencji, likwidacji, liceów profilowanych. Koronnym argumentem zwolenników tej decyzji jest fakt, iż w kolejnych dwu latach nowego egzaminu maturalnego absolwenci tego typu szkoły średniej uzyskiwali wyniki znacząco gorsze od absolwentów liceów ogólnokształcących.

W roku 2005 nie zdał co trzeci maturzysta, w tym roku - nie zdało 40% z tych, którzy przystąpili do tego egzaminu. Zabierają na ten temat głos nawet ci, którzy nie mają pojęcia, o czym piszą. Spotkałem na przykład w jednej z gazet informację, że nieszczęśnicy ci, nie tylko że nie zdają matury, to jeszcze uzyskują fatalne wyniki na egzaminach potwierdzających kwalifikacje zawodowe. Taka pseudoinformacja świadczy o tym, że jej autor nie posiadł elementarnej wiedzy o genezie i funkcji założonej tego typu szkoły ponadgimnazjalnej.

Zacznę od podstawowej informacji. Liceum profilowane nie było i nie jest szkołą zawodową! Jego absolwenci nie mogą zdawać egzaminów zawodowych! Uczniowie tego typu szkoły nie zdobywają podczas trzech lat nauki wiedzy i umiejętności, składających się na kwalifikacje, które potwierdzone egzaminem zewnętrznym, pozwoliłyby na uzyskanie tytułu technika w określonym zawodzie. Liceum profilowane powstało pierwotnie, jako jeden z trzech typów szkól ponadgimnazjalnych, obok dwu-, trzyletnich szkól zawodowych i liceów ogólnokształcących, a przewidzianych w reformie szkolnej, zwanej od nazwiska ówczesnego ministra edukacji - "Reformą Handkego". W tamtej koncepcji zrezygnowano w ogóle z technikum, jako średniej szkoły zawodowej. Jej twórcy przyjęli założenie, że współczesne technologie i formy organizacji przedsiębiorstw nie generują potrzeby kształcenia w długim, kilkuletnim cyklu tak zwanej "średniej kadry technicznej".

Dodatkowym czynnikiem przemawiającym za zaniechaniem kształcenia w technikach jest stan współczesnego rynku pracy, na którym nie można przewidzieć, w dłuższej perspektywie czasowej, zapotrzebowania na określone zawody. Na tej podstawie, a także w oparciu o kilkuletnie doświadczenia funkcjonujących po 1995 roku na prawach eksperymentu liceów technicznych, zaproponowano szkołę, która - obok realizacji takich samych, jak w liceach ogólnokształcących podstaw programowych kształcenia ogólnego - prowadziłaby "kształcenie ogólnozawodowe". Absolwent określonego profilu takiego liceum posiadałby wiedzę i umiejętności, występujące w kilku, pokrewnych zawodach, zaś konkretny zawód na poziomie wykształconego technika uzyskiwałby w krótkich cyklach kształcenia policealnego. Decyzję, jaki to miałby być zawód, mógłby on podejmować na rok, najdalej dwa lata, przed wejściem na rynek pracy. Oczywiście zakładano także, że każdy uczeń tego typu liceum mógłby, ale nie musi przystąpić do egzaminu maturalnego. Takie były zamierzenia projektu reformy.

Zmiana ekipy rządzącej, po wyborach parlamentarnych z 2001 roku, przyniosła korektę tych zamierzeń. Nowa ekipa kierująca Ministerstwem Edukacji, postanowiła utrzymać w strukturze szkolnictwa ponadgimnazjalnego czteroletnie technikum, jako średnią szkołę zawodową, również realizującą podstawy programowe kształcenia ogólnego, lecz zarazem prowadzącą nauczanie zawodowe, przygotowujące do zewnętrznego egzaminu, który potwierdzałby kwalifikacje w konkretnym zawodzie na poziomie technika.

Mamy więc od czterech lat cztery ścieżki kształcenia ponadgimnazjalnego. I tutaj należy upatrywać pierwsze, niekorzystne okoliczności kształtowania się liceów profilowanych. Gdy przypomnimy sobie, jak wygląda procedura rekrutacji do szkół ponadgimnazjalnych, wiele nam to wyjaśni. Absolwenci gimnazjum ubiegają się do wybieranych przez siebie szkół na podstawie liczby uzyskanych punktów, zgodnie z kryteriami ogłaszanymi przez kuratorów oświaty, wybierając jednocześnie trzy szkoły. W wyniku postępowania kwalifikacyjnego - najlepsi (z najwyższą liczbą punktów) - trafiają do wybranych, cieszących się dobrą marką, liceów ogólnokształcących. Ci, którzy mają tych punktów niewiele, zostają uczniami zasadniczych szkół zawodowych. Do techników, kierują się absolwenci z określonymi zainteresowaniami zawodowymi i względnie wysoką liczbą posiadanych punktów. Kto więc zostaje uczniem liceum profilowanego? Nie ten, który chce zostać technikiem, a konkretną decyzję wyboru zawodu pozostawia sobie na później, lecz ten, komu zabrakło punktów do technikum albo liceum ogólnokształcącego, a komu aspiracje nie pozwalają zostać uczniem szkoły zasadniczej. Sprzyja temu atmosfera "walki o ucznia", jaką prowadzą ze sobą szkoły, bo od liczby przyjętych uczniów zależy liczba utworzonych oddziałów. A od ich liczby zależy liczba godzin dydaktycznych, czyli etatów nauczycieli .W ten sposób pogłębia się negatywna selekcja uczniów w liceach profilowanych.

Kolejnym czynnikiem wpływającym na końcowe efekty kształcenia ogólnego w liceach profilowanych, niezależnie od znacząco uboższej (w porównaniu z liceami ogólnokształcącymi) liczby godzin, przeznaczonych w ramowych planach nauczania na przedmioty ogólnokształcące jest fakt, iż działają one jako element składowy zespołów szkół zawodowych, obok techników, a także zasadniczych szkół zawodowych. We wszystkich tych szkołach uczą najczęściej ci sami nauczyciele, jakże często "wypaleni zawodowo" w zderzeniu z minimalizmem i kultem przeciętności, jaki dość powszechnie panuje w szkołach zasadniczych. Jakże łatwo jest w takiej atmosferze "równać do najsłabszych"!

Okolicznością sprzyjającą wprowadzenie w życie pomysłu, aby licea profilowane zlikwidować, jest niewątpliwie niż demograficzny, jaki daje o sobie znać w kolejnych rocznikach absolwentów gimnazjów. Istniejące dotąd licea ogólnokształcące (oczywiście nie te "z najwyższej półki") już przyjmują prawie wszystkich chętnych do szkól średnich, niezależnie od ich potencjału edukacyjnego, a rekrutacja do liceów profilowanych kończy się często niepowodzeniem. W wielu powiatach, nie czekając na decyzje ministerstwa, lokalne władze już w tym roku odstępowały od tworzenia klas pierwszych w tych szkołach. Co zatem należałoby zrobić, aby w świetle powyższych faktów, podjąć właściwą, opartą na racjonalnych, nie emocjonalnych przesłankach, strategiczną decyzję? Przede wszystkim nie należy działać arbitralnie, pod presją tak zwanej opinii publicznej. Postulowałbym utworzenie zespołu konsultantów złożonego nie z nauczycieli, lecz z przedstawicieli stowarzyszeń zawodowych a także przedsiębiorców, którzy powinni odpowiedzieć na podstawowe pytanie: Czy współcześnie i w przyszłości, obok inżynierów i wykwalifikowanych robotników, przemysł i sfera usług będą chciały dysponować fachowcami "średniego szczebla", jak to kiedyś określano, czyli swoistego rodzaju "podoficerami produkcji"? W przypadku, gdyby opinia ta była negatywna, oznaczałoby to nie tylko likwidację liceów profilowanych, lecz, co byłoby logiczną konsekwencją, także techników. Być może w niektórych branżach technika mogłyby, na pewien czas, pozostać.

Jeśliby jednak gospodarka narodowa miałaby zapotrzebowanie na średni stopień kwalifikacji zawodowych, kolejną fazą "przeddecyzyjną" powinna być pogłębiona analiza funkcjonalności określonej ścieżki kształcenia. Gdyby zwyciężyła opcja "jak najdłużej możliwie szeroko, jak najkrócej do konkretnych stanowisk pracy", należałoby raczej zlikwidować czteroletnie technika i zreorganizować system liceów profilowanych. Mogłoby to oznaczać przede wszystkim zredukowanie ilości profili, sytuowanie niektórych z nich - tak zwanych "nietechnicznych" - przy dobrych liceach ogólnokształcących, a w pozostałych organy prowadzące powinny zadbać o właściwy dobór i doskonalenie nauczycieli przedmiotów ogólnokształcących, a także o jak najlepszą bazę kształcenia zawodowego.

Odrębnym zagadnieniem jest stworzenie właściwej sieci szkól policealnych, oferujących absolwentom liceów profilowanych, którzy nie przystąpili do matury, lub którzy nie zdali tego egzaminu, a także którzy nie podjęli nauki w systemie szkół wyższych licencjackich, dalsze kształcenie, na poziomie technika, w zawodach dostosowanych do zapotrzebowania regionalnego rynku pracy.

Tak więc, fałszywa jest też teza, że absolwenci liceum profilowanego, którzy nie przystąpili do matury, lub którzy jej nie zdali, są skazani na los bezrobotnego. Dzięki szkołom policealnym ( nawet rocznym) mogą oni uzyskać kwalifikacje w deficytowym dla danego regionu zawodzie i szybko znaleźć zatrudnienie. Ta droga kariery zawodowej nie uniemożliwia tym osobom uzyskania matury w latach następnych, a w miarę możliwości i ich sytuacji życiowych, podejmowanie studiów wyższych. W ten sposób, zakładając oczywiście, że gospodarka - przemysł i usługi, oczekują od systemu szkolnego przygotowania średnich kadr zawodowych, licea profilowane, z niekochanego dziecka reformy systemu edukacji, mogłyby stać się nowoczesnym jego elementem. Gdyby jednak diagnoza była przeciwna - system szkolny powinien zostać zredukowany do dwu typów szkól: liceów ogólnokształcących i zasadniczych szkól zawodowych.

Włodzisław Kuzitowicz

Autor w latach 1993 - 2005 był dyrektorem jednego z łódzkich zespołów szkół zawodowych. Obecnie jest wykładowcą w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Łodzi i redaktorem naczelnym portalu: www.gazeta.edu.pl