Strona Główna > Felieton > List otwarty w sprawie rodziców w szkole
Coś trzeba uczynić w sprawie pozycji rodziców ucznia w szkole. Mnożą się dowody na to, że są oni traktowani przedmiotowo, czasami wręcz lekceważąco „W poniedziałek usłyszałem od syna, że we wtorek nie ma lekcji. Nie było żadnej pisemnej informacji od nauczyciela - mówi oburzony Zbigniew Nosowski z Łodzi, ojciec czwartoklasisty. - Na tablicy ogłoszeń w szkole też niczego nie znalazłem. Żona wzięła urlop, zaoferowała też pomoc sąsiadce, która nie miała takiej możliwości. Podobne zmartwienie mieli też rodzice m.in. w Skierniewicach, Piotrkowie, Sieradzu. - To skandal! Córka przyniosła kartkę, na której miałam się podpisać, że zobowiązuję się do zapewnienia opieki swojemu dziecku 8 kwietnia - dopowiada sieradzanka. -Nie zaproponowano nam zajęć w świetlicy, nie zapytano, czy mam co z dzieckiem zrobić." [ Dziennik Łódzki z 9 kwietnia 2008] Dlaczego rodzice uczniów nie chodzą na wywiadówki? „W prezentacjach przygotowanych dla Łódzkiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli sami rodzice wyliczyli: > bo nie mają czasu, > bo to nie służy dzieciom, > bo wychowawcy zwracają się do rodzica w formie bezosobowej, > bo nauczyciele są niekonkretni, > bo zebrania są długie i nudne. Gruszczyńska [ mgr Joanna Grtuszczyńska, konsultant ŁCDNiKP w Łodzi (red Portalu)]: - Jeśli wychowawca melduje tylko o ocenach, które rodzic może przeczytać sobie w domu z karty ocen, to zebranie jest stratą czasu. Poza tym rodziców denerwuje czekanie w kolejkach do nauczycieli, a później spotkanie z nieprzygotowanym wychowawcą, który kwadrans szuka klasówki dziecka w torbie." [ Gazeta Wyborcza z 4 kwietnia 2008] Rozmawiałem niedawno z ojcem ucznia jednej z łódzkich szkół podstawowych. Opowiedział mi swoje najświeższe doświadczenie z kontaktu z wychowawczynią klasy i panią pedagog. Syn, jak to chłopiec w tym wieku, zachowuje się w szkole nie zawsze jak dżentelmen. A szkoła reaguje na przejawy niepoprawnego zachowania chłopaka w najprostszy sposób: wzywa ojca do szkoły. I to natychmiast, w godzinach pracy zawodowej ojca. I po co? Nie po to, aby wspólnie zastanowić się jak działać, aby ucywilizować sposób bycia „swawolnego Dyzia", ale po to, aby ojciec pokwitował odbiór nagany! Najwyższa już pora na podjęcie zdecydowanych działań w tej sprawie. Nauczyciele, jeśli tego jeszcze nikt ich nie nauczył, powinni nie tylko zostać przeszkoleni w zakresie elementarnej wiedzy o istocie współdziałania nauczycieli i rodziców, ale także winni odbyć cykl zajęć warsztatowych, których przedmiotem powinna być właściwa komunikacja w relacji nauczyciel - rodzic. A poza wszystkim warto, aby nauczyciele zastanowili się nad źródłem tych setek niepochlebnych, czasem wręcz krytycznych opinii, jakie pojawiają się na wielu forach internetowych, gdy tylko zaistnieje na nich temat, dotyczący pracy szkoły, nauczycielskich płac, czasu pracy, emerytur. Niech o tym pomyślą zwłaszcza w perspektywie zapowiadanej akcji strajkowej. Czy znajdą w swej walce sojuszników... Włodzisław Kuzitowicz |