Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Czwartek, 11 marca 2010 r. 70 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Recenzje | Konferencje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Klinika edukacyjna
 Polecamy
 Publikacje
 Relacje praktyków
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Bibliografie
 Recenzje
 Konferencje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Felieton > MEN vs. nauczyciele o dodatkową godzinę


Od pierwszego września, w wyniku zmiany w zapisu w art. 42 ust. 2 pkt. 2 Karty Nauczyciela polscy nauczyciele, do dotychczasowego - najczęściej 18-o godzinnego pensum obowiązkowych zajęć dydaktycznych, muszą dodatkowo pracować 1 godzinę. I - jak dotąd - jest z tym zapisem więcej kłopotów niż korzyści. W intencji MEN te dodatkowe godziny mają być  przeznaczane na zajęcia opiekuńcze, wyrównawcze i ze zdolnymi uczniami . Jest to godzina do ścisłego rozliczenia, niestety ustawa nie precyzuje, jakie to mają być zajęcia. Nie ma też jednolitej wykładni co do sposobu jej rozliczania: czy musi być realizowana co tydzień, czy można te godziny kumulować (na przykład na zajęcia pozaszkolne: teatr, wycieczka, rajd...), a jeśli tak - to czy rozliczenie musi nastąpić w okresie miesiąca, czy może nawet całego semestru.

 

Są oczywiście takie szkoły, w których ten zapis ustawy skutkuje jedynie narzuceniem nauczycielom kolejnego obowiązku prowadzenia biurokratycznej dokumentacji tej pracy. Bo i tak, od lat, pracowali z uczniami o wiele dłużej, prowadząc liczne formy zajęć wyrównawczych, rozwijających zainteresowania, wspierających uczniów z trudnościami w nauce lub wybitnie uzdolnionych. Ale są też takie, w których, z różnych powodów, ta dodatkowa godzina pracy jest fikcją. Najczęściej dzieje się tak tam, gdzie nie ma możliwości sensownego zaplanowania czasu zajęć dodatkowych (bo „gimbusy" odjeżdżają o określonej godzinie, bo więcej jest nauczycieli zobowiązanych do tej pracy niż pomieszczeń, w których o tej porze jest to możliwe), albo w szkołach ponadgimnazjalnych - zwłaszcza zespołach szkół zawodowych, w których uczniowie mają lekcje jedynie 2 lub 3 dni w tygodniu, dojeżdżają do niej nieraz z odległych części miasta lub z pociągami i autobusami z innych miejscowości i nie są zainteresowani uczestnictwem w zajęciach nieobowiązkowych. Tam najczęściej nauczyciele zgłaszają zamiar prowadzenia zajęć, zakładają dziennik i... wpisują, że nikt nie przyszedł. Świadczą „gotowość do pracy"! Są też szkoły, w których organy prowadzące polecają dyrektorom posyłać nauczycieli, w ramach tej godziny, na zastępstwa za chorych kolegów.

 

Innym problemem przed którym wkrótce staną władze, o wiele poważniejszym w skutkach niż niejasności zapisów ustawy,  może stać się zorganizowany protest środowiska nauczycielskiego. Pisze o tym „Gazeta Prawna", wcześniej (23 i 24 października 2009 roku) ostro sprzeciwiła się wprowadzeniu dodatkowej godziny Rada Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność". Niedawno (15 stycznia) także Związek Nauczycielstwa Polskiego.

 

Gdy o tym wszystkim czytam, targają mną wątpliwości... Czy proces poprawy pracy polskich szkół, która zależy także od czasu, jaki nauczyciele przeznaczają na kontakt z uczniami, musi odbywać się pod dyktatem nauczycielskich związków zawodowych i innych struktur reprezentujących interesy tej grupy zawodowej? Może nie wszyscy w Polsce wiedzą, że na tle innych europejskich krajów, nasi nauczyciele należą do najkrócej pracujących z uczniami? Warto zapoznać się z informacjami o tym, jak czas pracy nauczycieli uregulowano w innych krajach. Odsyłam do łatwo dostępnego źródła wiedzy na ten temat. [„Wymiar czasu pracy nauczycieli w wybranych państwach Unii Europejskiej"]

 

Kto w tym sporze zwycięży? Bardzo bym chciał, aby zwyciężył dobrze pojęty interes rodziców. A to znaczy - że powinni wygrać uczniowie. Wygrać prawo do lepszego, jak to lubi określać minister Hall, zaopiekowania się nimi w szkole. Tylko czy jest to możliwe bez „wykupienia" przez Rząd nauczycielskiej zgody?

 

Włodzisław Kuzitowicz