Strona Główna > Publikacje > Meandry rekruracji do szkół ponadgimnazjalnych
Napisanie egzaminu na możliwie największą liczbę punktów nie jest największym zmartwieniem uczniów klas trzecich gimnazjów. O wiele poważniejszym wyzwaniem jest podjęcie decyzji w sprawie wyboru szkoły ponadgimnazjalnej. Osoba mniej zorientowana w niuansach rekrutacji może sądzić, że nie ma się o co martwić, albowiem generalnie popyt jest większy niż podaż. Zwłaszcza w dużych miastach ilość miejsc w szkołach ponadgimnazjalnych oferowanych przez organy prowadzące znacznie przekracza przewidywaną liczbę absolwentów gimnazjów. Jednak problem tkwi w tym, że szkoła szkole nierówna. I to z różnych powodów. Po pierwsze - bo do wyboru są: liceum , technikum, liceum profilowane i zasadnicza szkoła zawodowa. Po drugie - bo w ramach każdej z tych kategorii są szkoły „lepsze" i „gorsze". No i to wszystko trzeba dopasować do swoich zainteresowań, aspiracji i... możliwości. Na proces rekrutacji do szkół ponadgimnazjalnych można patrzeć z różnych punktów widzenia: z pozycji ucznia i jego rodzica, dyrektora (i nauczyciela) szkoły ponadgimnazjalnej oraz administracji samorządowej. Można go analizować na płaszczyźnie regulacji prawnej, procedur organizacyjnych, ale także procesów społeczno-politycznych. Zacznę, moim starym zwyczajem, od prawa oświatowego. Problem ten reguluje rozporządzenie MENiS z dnia 20 lutego 2004 r. w sprawie warunków i trybu przyjmowania uczniów do szkół publicznych oraz przechodzenia z jednych typów szkół do innych (Dz. U. Nr 26, poz. 232) Można tam przeczytać, że o przyjęcie do klasy pierwszej szkół ponadgimnazjalnych: zasadniczej szkoły zawodowej, liceum ogólnokształcącego, liceum profilowanego, technikum oraz szkoły specjalnej przysposabiającej do pracy mogą ubiegać się absolwenci gimnazjum. [§ 7. 1.] i że decydują kryteria zawarte w statucie szkoły, uwzględniające: 1) oceny z języka polskiego i trzech wybranych obowiązkowych zajęć edukacyjnych; 2) inne osiągnięcia ucznia wymienione w świadectwie ukończenia gimnazjum, które uwzględnia się w procesie rekrutacji, zwłaszcza: a) ukończenie gimnazjum z wyróżnieniem, b) udział w konkursach organizowanych przez kuratorów oświaty, co najmniej na szczeblu wojewódzkim, c) osiągnięcia sportowe lub artystyczne, co najmniej na szczeblu powiatowym; 3) liczbę punktów możliwych do uzyskania za oceny z języka polskiego i trzech wybranych obowiązkowych zajęć edukacyjnych oraz za inne osiągnięcia ucznia, 4) liczbę punktów możliwych do uzyskania za wyniki egzaminu przeprowadzanego w ostatnim roku nauki w gimnazjum, zawarte w zaświadczeniu o szczegółowych wynikach egzaminu, 5) liczbę punktów możliwych do uzyskania za wyniki sprawdzianu uzdolnień kierunkowych ( w przypadku ubiegania się do szkół dwujęzycznych) Można tam także przeczytać, że liczba punktów możliwych do uzyskania za wyniki egzaminu gimnazjalnego powinna być równa liczbie punktów możliwych do uzyskania za oceny z języka polskiego i trzech wybranych obowiązkowych zajęć edukacyjnych, oraz za inne osiągnięcia ucznia. Oznacza to, że skoro z obu części egzaminu uczeń może maksymalnie zdobyć 100 punktów, to również 100 jest sumą wszystkich możliwych do zdobycia punktów dodatkowych. Rozporządzenie jest w swych zapisach „pluralistyczne", gdyż dopuszcza aby kandydat mógł w trakcie rekrutacji składać dokumenty równocześnie do nie więcej niż trzech szkół. A w szkołach tych, w celu przeprowadzenia rekrutacji do klasy pierwszej dyrektor szkoły powołuje szkolną komisję rekrutacyjno-kwalifikacyjną, wyznacza jej przewodniczącego i określa zadania członków komisji. Nie musi tego robić, gdy liczba kandydatów jest mniejsza od liczby miejsc w klasach pierwszych. Ten, z konieczności bardzo skrócony, wyciąg najważniejszych fragmentów rozporządzenia jest jeszcze konkretyzowany zarządzeniami kuratorów oświaty, którzy dla podległych im szkół określają, między innymi, terminy rekrutacji i ustalają podział punktów nie będących wynikiem egzaminu. Za przykład niech posłużą fragmenty takiego zarządzenia Łódzkiego Kuratora Oświaty: „Sposób przeliczania na punkty ocen z języka polskiego i trzech wybranych obowiązkowych zajęć edukacyjnych: 1) stopień celujący - 15 punktów 2) stopień bardzo dobry - 13 punktów 3) stopień dobry - 11 punktów 4) stopień dostateczny - 7 punktów 5) stopień dopuszczający - 2 punkty 3.Świadectwo ukończenia gimnazjum z wyróżnieniem - 7 punktów 4.Sposób przeliczania na punkty innych szkolnych lub pozaszkolnych osiągnięć ucznia z okresu nauki w gimnazjum, umieszczonych na świadectwie ukończenia gimnazjum : 1) uzyskanie tytułu finalisty w konkursach przedmiotowych organizowanych przez kuratora oświaty (wymienionych w załączniku nr 1 do zarządzenia): a) jeden tytuł - 10 punktów, b) dwa i więcej tytułów - dodatkowo 2 punkty, 2) zajęcie od 1 do 3 miejsca w konkursach tematycznych co najmniej na szczeblu wojewódzkim (wymienionych w załączniku nr 2 do zarządzenia): a) w jednym konkursie - 5 punktów, b) w dwóch i więcej konkursach - dodatkowo 2 punkty, 3) zajęcie od 1 do 6 miejsca w zawodach sportowych indywidualnych lub od 1 do 4 miejsca w grach zespołowych co najmniej na szczeblu wojewódzkim (w dyscyplinach wymienionych w załączniku nr 3 do zarządzenia): a) w jednej dyscyplinie - 6 punktów, b) w dwóch i więcej dyscyplinach - dodatkowo 2 punkty, albo (w przypadku braku osiągnięć co najmniej na szczeblu wojewódzkim) zajęcie od 1 do 3 miejsca w zawodach sportowych na szczeblu powiatowym (w dyscyplinach wymienionych w załączniku nr 3 do zarządzenia) - 3 punkty, 4) zajęcie od 1 do 3 miejsca w konkursach artystycznych co najmniej na szczeblu powiatowym - 3 punkty, 5) osiągnięcia w aktywności na rzecz innych ludzi, zwłaszcza w formie wolontariatu, albo osiągnięcia w aktywności na rzecz środowiska szkolnego - 3 punkty. 5.Uczeń gimnazjum dwujęzycznego, ubiegający się o przyjęcie do klas dwujęzycznych w szkołach ponadgimnazjalnych, przy zachowaniu ciągłości edukacji dwujęzycznej w tym samym języku, otrzymuje dodatkowo 5 punktów." Jakie to proste! Prawda? Nic dziwnego, że w dobie technologii cyfrowej wiele miast i powiatów już od kilku lat włączyło do pracy w tej wielkiej operacji logistycznej systemy informatyczne. Pewna nieoceniona firma, od lat zaspokajająca potrzeby polskich szkół w branżowe oprogramowania (i nie tylko), sprzedaje organom prowadzącym systemy elektronicznej rekrutacji. Znalazło to nie tylko aprobatę organów nadzoru, ale także swój wyraz w zapisach zarządzeń kuratorów. Dla województwa łódzkiego zapisano takie oto ustalenia w tej sprawie: „Ustala się następujące dodatkowe zasady obowiązujące przy prowadzeniu naboru do szkół ponadgimnazjalnych w formie elektronicznej : 1.Kandydaci wskazują w deklaracji wyboru dowolną liczbę oddziałów w ramach trzech wybranych przez siebie szkół, ustalając kolejność wybranych oddziałów w formie listy preferencji, przy czym wybrane oddziały z tej samej szkoły nie muszą występować na liście preferencji obok siebie, 2.Lista preferencji obejmuje wszystkie wskazane przez kandydata oddziały, do których chciałby on zostać przyjęty, poczynając od oddziału, do którego kandydat chciałby być przyjęty w pierwszej kolejności, 3.Kandydaci mają możliwość dokonania ostatecznych zmian w wyborze szkół i deklarowanej kolejności oddziałów na liście preferencji w terminie od 16 do 17 czerwca 2008 r., do godz. 1500, administrator systemu elektronicznego po upływie tego terminu jest zobowiązany do zablokowania możliwości dokonania zmian na listach preferencji kandydatów, 4.Deklaracja wyboru i wszystkie dokonane w niej zmiany powinny być złożone w macierzystym gimnazjum (jeśli jest ono objęte systemem naboru) lub w szkole z której pochodzi oddział umieszczony na najwyższej pozycji na liście preferencji w formie pisemnej oraz podpisana przez ucznia i jego rodziców lub opiekunów prawnych, 5.Kandydat przyjmowany jest do oddziału znajdującego się na najwyższej pozycji spośród wskazanych przez niego na liście preferencji, do którego liczba punktów przy uwzględnieniu dodatkowych kryteriów, określonych w pkt. 6, jest wystarczająca do przyjęcia, 6 Dla kandydatów, którzy uzyskali równą liczbę punktów, po uwzględnieniu wszystkich obowiązujących kryteriów, ustala się dodatkowe kryteria w porządku hierarchicznym: 1)zachowanie ciągłości edukacji dwujęzycznej w tym samym języku (dotyczy kandydatów do szkół z oddziałami dwujęzycznymi) 2)średnia ocen ze wszystkich obowiązkowych zajęć edukacyjnych, 3)ocena zachowania, 7.Macierzyste gimnazjum jest zobowiązane wydać kopie świadectwa i zaświadczenia w liczbie nie większej niż 3, na prośbę ucznia, jego rodziców lub prawnych opiekunów, wyrażoną w formie pisemnej, 8.W szkole, w której są wolne miejsca po ogłoszeniu listy wstępnej, szkolna komisja rekrutacyjna od 27 czerwca 2008 r., godz. 12.00 dokonuje przyjęć zgłaszających się kandydatów, na podstawie oryginału świadectwa, wprowadzając na bieżąco zmiany do systemu elektronicznego, celem ustalenia listy ostatecznej." Tyle najważniejsze przepisy prawa oświatowego, w oparciu o które wszystkie strony tej operacji winny działać. Przy okazji e-naboru weszliśmy niepostrzeżenie na płaszczyznę organizacyjną. W epoce przedinformatycznej uczniowie i ich rodzice osobiście dostarczali niezbędne deklaracje i dokumenty do trzech wybranych szkół. W szkołach tych, powołane przez dyrektorów szkolne komisje rekrutacyjno-kwalifikacyjne analizowały ten zgromadzony materiał, przydzielały zgodnie z zarządzeniem kuratora punkty, a następnie ustalały listy przyjętych uczniów. Każda szkoła, w zależności od stosunku liczby posiadanych miejsc do liczby kandydatów, określała minimalną liczbę punktów, poniżej której kandydaci nie byli do tej szkoły przyjmowani. Żadna z tych szkół nie znała list przyjętych i nieprzyjętych w innych szkołach. Powodowało to różne trudne sytuacje: od takiej, w której trzy szkoły mogły umieścić na listach przyjętych tego samego ucznia, do takiej, w której uczeń nie znalazł się na żadnej z list w trzech wybranych przez siebie szkołach. Wszystkie one rodziła mniejsze czy większe problemy. Dla szkół - bo często dopiero 1 września mogły one ostatecznie zweryfikować liczbę uczniów klas pierwszych. Mogło się okazać, że w nominalnie 32 osobowym oddziale naukę podejmowało dwudziestu kilku uczniów. A dla uczniów - bo wędrowali od szkoły do szkoły, aby dowiedzieć się wyników rekrutacji, a gdy wiedzieli już, że nigdzie nie zostali przyjęci, rozpaczliwie poszukiwali szkół, które dysponowały jeszcze wolnymi miejscami. A po rozpoczęciu roku szkolnego, gdy byli już uczniami szkoły, która ich w końcu przyjęła, a której wcześniej nie wybrali, dowiadywali się, że w szkole, w którą wybrali na drugim miejscu, są teraz wolne miejsca! Z tego punktu widzenia „kaskadowy" system e-rekrutacji jest rozwiązaniem optymalnym. Do minimum ogranicza wędrówki uczniów od szkoły do szkoły, pozwala na zgłoszenie szerszego wachlarza opcji wyboru klasy, profilu, zawodu, a przede wszystkim samą procedurę rekrutacji czyni maksymalnie obiektywną, w niewielkim stopniu zależną od „czynnika ludzkiego". Nie oznacza to jednak, że taki wpływ jest całkowicie wykluczony. Pierwszym słabym punktem jest gimnazjum, w którym wprowadzane są dane ucznia do systemu. Można założyć, przynajmniej teoretycznie, że możliwe jest tam dokonanie wpisu zawierającego fałszywe dane, zawyżające wynikającą z nich punktację. Drugim miejscem, umożliwiającym manipulowanie ostatecznymi wynikami rekrutacji jest faza finalna, w której administrator systemu, na wniosek organu prowadzącego, może zablokować możliwość „przerzucania" kandydatów do klas i szkół, o nikłej liczbie zakwalifikowanych uczniów. Ostatnio pojawił się jeszcze jeden czynnik, ograniczający ten, w wysokim stopniu demokratyczny, system wyboru i naboru uczniów do szkół ponadgimnazjalnych. Miasto Łódź, już od ubiegłego roku, wprowadziło zasadę progów punktowych przy rekrutacji. W tym roku, aby ubiegać się o przyjęcie do liceum absolwent musi mieć minimum 70 punktów, a do technikum i liceum profilowanego przynajmniej 60. Na temat tej kontrowersyjnej innowacji wypowiedział się niedawno w swym blogu prof. Bogusław Śliwerski. Napisał tam: „Nie jest prawdą, że uczeń kończący gimnazjum może sobie wybrać szkołę ponadgimnazjalną zgodnie z własnymi preferencjami, ambicjami i możliwościami .Możliwości te podlegają administracyjnej regulacji.[...] Jeśli bowiem władza ustali, że do technikum może kierować się uczeń, który uzyskał minimum 60 punktów, a do liceum ogólnokształcącego - 70 punktów, to oznacza, że o wyborze placówki decydują tylko i wyłącznie wyniki osiągnięć szkolnych. Elitarnymi - choć drugiego stopnia - stają się zatem licea ogólnokształcące, mniej elitarnymi technika, a już zupełnym wysypiskiem "śmieci" stają się zasadnicze szkoły zawodowe. [...]Władze nie chcą uwolnić procesu naboru do szkół drugiej szansy, sięgając po demagogiczne argumenty, że niby w ten sposób można byłoby egoistycznie zrobić uczniom krzywdę. Nie można pozwolić, by ktoś, kto ma tylko 46 punktów uczył się w technikum czy w liceum, bo jako bardzo słaby uczeń będzie się męczyć w liceum. Władza już wie, że liceum to męczarnia, więc woli młodych uszczęśliwić „rajem zawodówki", której oni sami nie wybrali. Tam męczyć się nie będą. Tam będą się z nimi męczyć inni, ale na pewno nie urzędnicy. I o to chodzi! „ Tyle profesor Śliwerski. Ale są na ten proceder i inne punkty widzenia. Nie wszyscy wiedzą, że inicjatywa limitów punktowych wypłynęła od grupy dyrektorów zespołów szkół ponadgimnazjalnych.To oni od lat odczuwali skutki lansowania boomu licealnego w postaci braku kandydatów do szkół zawodowych. W dawnych czasach, gdy do szkół średnich obowiązywał egzamin wstępny, było oczywistością, że gdy ktoś go nie zdał, to nie szedł do innego technikum albo tym bardziej liceum, ale szukał swojej ścieżki edukacyjnej w zasadniczych szkołach zawodowych. Wiedział, ze po ich ukończeniu będzie mógł, jeśli zechce, kontynuować naukę w szkole, kończącej się egzaminem dojrzałości. Nowe reguły rekrutacji, a zwłaszcza duża oferta miejsc w szkołach ogólnokształcących, stworzyły sytuację, w której kandydat z niewielką liczbą punktów - na przykład 35-u ( a to oznacza, że egzamin gimnazjalny ujawnił jego wielkie braki w wiedzy i umiejętnościach w stosunku do przyjętych standardów edukacyjnych, zaś oceny z wybranych czterech przedmiotów także były co najwyżej dopuszczające), był przyjmowany do takiego liceum, któremu zależało na pozyskaniu uczniów dla zapełnienia nowotworzonego oddziału. W tym czasie szkoły zawodowe, nawet takie, w których proponowano naukę bardzo „rynkowych" zawodów, nie miały kandydatów. To właśnie skłonienie tej kategorii kandydatów do nauki w szkołach o niższych wymaganiach w zakresie wiedzy ogólnej, ale za to stwarzających szanse nabycia przydatnych umiejętności zawodowych, było powodem tego pomysłu, skwapliwie przyjętego przez władze miasta. Piszę „skwapliwie", gdyż nie była to jedyna możliwość ograniczenia liczby uczniów o niskich potencjałach edukacyjnych w przygotowujących do egzaminów maturalnych szkołach średnich. Problem mógłby zostać rozwiązany poprzez zmniejszenie liczby miejsc w liceach. Ale aby tak się stało władze miasta musiałyby podjąć jeszcze bardziej niepopularną decyzję o zmniejszeniu liczby tworzonych klas pierwszych lub nawet o likwidacji liceów, do których od lat nie ma kandydatów z tak zwanego pierwszego, a nawet i drugiego wyboru. A to wymagałoby nie tylko przekonania organu nadzoru, ale przede wszystkim starcia się z nauczycielskimi związkami zawodowymi. Przyjęcie metody limitów punktowych jest zabiegiem, który może skutkować faktycznym niezrealizowaniem planowanego naboru w kilku szkołach, a to - w świetle przepisów prawa - stanowi przesłankę do rozwiązywania z nauczycielami, dla których „zabraknie godzin", umów o pracę „z przyczyn organizacyjnych". Na koniec spójrzmy jeszcze na tę batalię o miejsce w szkole ponadgimnazjalnej z perspektywy ucznia i jego rodzica. Najważniejszą trudność stanowi przyjęcie odpowiedniej strategii. Oczywiście uczniowie, którzy kończą gimnazja z ocenami bardzo dobrymi i celującymi, laureaci konkursów przedmiotowych, nie muszą przeżywać niepokojów o miejsce w renomowanej szkole. To raczej te szkoły zabiegają o to, aby oni wybrali tę właśnie szkołę. Dylematy muszą rozstrzygać uczniowie dobrzy i dostateczni. Czy wybrać klasy w trzech, mniej więcej „równorzędnych" co do popularności szkołach - i w rezultacie zostać przez system wyrzuconym bez przydziału, czy bardziej adekwatnie ocenić swe możliwości i zaproponować systemowi szkoły z trzech, różnych „półek"? Największą trudność stwarza fakt, że liczba punktów z egzaminu gimnazjalnego będzie znana dopiero w połowie czerwca, a pozostałych - po ukończeniu szkoły. A wyborów należy dokonać już w kwietniu! Co prawda przepisy pozwalają na dokonanie korekt wyborze szkól, ale tylko w dniach 16 i 17 czerwca. To minusy tego systemu. Największym plusem zaś jest to, że to system komputerowy sprawdza, czy uczeń, którego liczba punktów rekrutacyjnych nie wystarczyła do przyjęcia go do szkoły „pierwszego wyboru" może być przyjęty w szkole, wskazanej przez niego na drugim, czy dopiero na trzecim miejscu. Przedtem musiał, wraz z rodzicami, jeździć od szkoły do szkoły, a i tak otrzymywał informacje, że przyjmą dokumenty „warunkowo". Wydaje się, że w tej sprawie nie ma idealnego rozwiązania. Zapewne wolna gra „rynku edukacyjnego" ma cechy najbardziej liberalnego, a więc niezależnego od jakiejkolwiek władzy rozwiązania. Wszyscy ludzie są sobie równi, powinni mieć takie same prawo... To piękna idea. Ale rolnicy wiedzą od pokoleń, że nie każde ziarno da dobre plony, choćby je posiać do najlepszej gleby. Dlatego na jednych polach uprawia się pszenicę, na innych żyto i owies, inne zaś stają się pastwiskami... A wszystkie te plony przynoszą pożytek. Cała sztuka w tym, aby siewca wiedział co gdzie posiać. Włodzisław Kuzitowicz |