Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Środa, 22 lutego 2012 r. 53 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Recenzje | Konferencje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
centrum konferencyjno widowiskowe Lutnia
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Impresje Małgorzaty
 Polecamy
 Publikacje
 Relacje praktyków
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Bibliografie
 Recenzje
 Konferencje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Publikacje > Mój Przyjaciel inwalida


W listopadzie tego roku w Szkole Podstawowej im. Ryszarda Wyrzykowskiego w Bełdowie odbyły się zajęcia zatytułowane „Mój Przyjaciel inwalida", organizowane w ramach projektu „Bezpieczna szkoła". Do samej nazwy „inwalida" można mieć wiele zastrzeżeń, i nie ukrywam, że ja, ów tytułowy „inwalida" (albo lepiej - osoba z niepełnosprawnością) mam je także. Postanowiłem jednak tym razem nie podejmować owego tematu i od razu przejdę do relacji z tych zajęć.

 

Pomysłodawczynią relacjonowanego przedsięwzięcia była Milena Linkiewicz-Zając, wychowawczyni klasy trzeciej tej szkoły. Zajęcia poprowadziłem ja, wspomagany przez panią Milenę oraz kilka innych osób.

 

Na pierwsze spotkanie  przyszło około trzydzieścioro dzieci z „zerówki" oraz klas I, II i III wraz nauczycielami. Na wstępie  przedstawiłem się, po czym zapytałem dzieci, w jakim są dziś humorze. Oczywiście, wszystkie miały świetny - jakżeby inaczej! Potem przeczytałem im bajkę „Jaśka pierwszy dzień nowej szkoły", której bohaterami byli dwaj chłopcy. Jeden z nich był pełnosprawny, a drugi od urodzenia nie miał prawej dłoni. Morał tej historyjki był taki, że wywiązała się między nimi przyjaźń.

 

Dzieci po wysłuchaniu opowiadania opowiadały o tym, co usłyszały i co udało im się zapamiętać. Byłem pozytywnie zaskoczony, ponieważ ich wnioski i przemyślenia na temat zaprezentowany w  opowiadaniu i niepełnosprawności jako takiej były bardzo dojrzałe. Niejeden dorosły powinien uczyć się od nich podejścia do tej kwestii.

 

Potem padło pytanie, które zadała jedna z nauczycielek: „Dzieci, jakie znacie rodzaje niepełnosprawności?"  Okazało się, że ich wyobraźnia nie znała granic. Odpowiedzi typu: ktoś może nie mieć jednego, dwóch, trzech palców, a ktoś inni jednego palca w prawej i jednego w lewej dłoni - budziły uśmiech na mej twarzy. Dzieci wymieniały też inne rodzaje niepełnosprawności, a przynajmniej ich powszechnie używane określenia, takie jak: osoby niesłyszące, niewidome, poruszające się na wózku i inne.

 

Niektóre z nich odważyły się opowiedzieć o osobach z niepełnosprawnością żyjących w ich rodzinach.

 

Potem przyszedł czas na to, bym opowiedział dzieciom trochę o sobie. Niektóre z nich znały mnie już wcześniej, a więc co nieco o mnie wiedziały. Potem dzieci zadawały mi pytania. Najważniejszym według mnie było o to, jak sobie radzę w życiu. Odpowiedziałem, że staram się być jak najbardziej samodzielny. Dzieci były bardzo otwarte i odważne. Chciały wiedzieć, jak się ubieram, w jaki sposób jem, oraz jak robię wiele innych rzeczy.

 

Przyznałem, że jest kilka czynności, do wykonania których potrzebuję pomocy, ale staram się możliwie wszystko robić samodzielnie. Opowiedziałem także o protezach obu rąk, które mam od ponad roku, o tym, że ćwiczę nimi w domu i o tym, że noszenie ich na co dzień nie należy do rzeczy najłatwiejszych, więc po prostu tego nie robię. Potem na prośbę dzieci pokazałem, jak piszę sms-y. Zaprezentowałem także, jak nogą otwieram i zamykam drzwi.

 

Na zakończenie tych zajęć wychowawczyni klasy trzeciej poprosiła mnie, bym namalował dla dzieci obrazek. Nie jestem artystą-malarzem, jednak z wielką ochotą się zgodziłem. Dostałem pędzel, farby oraz karton, który zamieszczony został na tablicy odgrywającej rolę sztalugi. Pędzlem trzymanym w ustach namalowałem twarz kobiety. Tzn. chciałem by była to twarz kobiety, lecz daleko temu czemuś było do tego. Pod gotowym „dziełem" podpisałem się swoim imieniem.

 

Po zakończeniu spotkania dzieci z klasy trzeciej same przemieniły się w artystów, malujących pędzlami trzymanymi w ustach. Było dużo śmiechu, trochę łez, po tym, jak jedna z dziewczynek rozlała kubek z zimną wodą na ubranie.

 

Po krótkiej przerwie rozpoczęły się zajęcia dla klas: IV, V i VI. Po wstępnie pani Mileny głos zabrał ksiądz Jarosław Leśniak, proboszcz tamtejszej parafii. Powiedział on o tym, jak niepełnosprawność widziana jest oczami Kościoła i Boga. Przypomniał, że człowiek to nie tylko ciało, ale też dusza i umysł. Wnętrze człowieka jest równie ważne, a może nawet ważniejsze, niż jego zewnętrzna, cielesna powłoka.

 

Także i dla tej grupy młodych słuchaczy opowiedziałem o sobie. Mówiłem o tym, co robię na co dzień. O tym, że niepełnosprawność mi nie przeszkadza, a bywa, iż pomaga w realizacji wielu życiowych celów. Osoba niepełnosprawna także posiada pasje. Posiada życie prywatne oraz sprawy i problemy, często takie same lub bardzo podobne do osoby pełnosprawnej, zdrowej. Osoba z niepełnosprawnością także ma swoje radości i może być po prostu szczęśliwa.

 

Nauczycielka zadała dzieciom pytanie, jak powinniśmy się zachowywać w towarzystwie osoby posiadającej niepełnosprawność. Czy powinniśmy na coś zwracać uwagę, czegoś się wystrzegać? Zwięzła wypowiedź jednej dziewczynki powiedziała wszystko i wystarczyła za cały wykład: powinniśmy zachowywać się normalnie i naturalnie, bo to jest człowiek, jak każdy z nas.

 

Pytania do mnie były bardziej dojrzałe od tych, zadawanych przez młodszych poprzedników. Najważniejsze z nich, w mojej ocenie, to pytanie, które utkwiło w mojej pamięci, a które brzmiało: co pan zamierza robić w życiu?

 

Opowiedziałem dzieciom o tym, co już udało mi się osiągnąć, a także o tym, co zamierzam w przyszłości. Przedstawiłem dzieciom moje plany. Najbardziej zainteresował je mój pomysł napisania książki. „A o czym ona będzie?" - pytały. Odpowiedziałem, że gdybym to wiedział, to już bym ją pisał.

 

Opisane zajęcia miały na celu ukształtowanie postawy tolerancji do niepełnosprawności. Muszę niestety powiedzieć, że nie miałem tam zbyt wiele do zdziałania. Okazało się, że dzieci są o wiele bardziej  tolerancyjne, niż osoby dorosłe. Przede wszystkim ich naturalność w relacji z niepełnosprawnym, jest cechą, której nie da się tak po prostu nauczyć. Młody człowiek, zanim inni ludzie nie wdrukują mu w umysł pewnych ograniczeń, jest najbardziej otwartą i tolerancyjną istotą na świecie. Zamiast uczyć tolerancji, czego chcą dziś niektóre środowiska, po prostu jej nie zabijamy, gdy jest ona naturalnym odruchem.

 

Przemysław Wieczorek