Strona Główna > Publikacje > Mój pomysł na szkołę alternatywną
To też w pewnym sensie manifest o prawa zwierząt o ich wolność. Szkoły, szczególnie polskie skupiają się ostatnio na ograniczaniu agresji wobec rówieśników i innych ludzi, niejednokrotnie słyszy się o bójkach, a nawet gorszych posunięciach dzieci i młodzieży jednak pomija się problem rzucania kotem o ścianę, podpalenia krowy, czy szczuciem psów, aby pogryzły się do krwi, bo problem ten nie nabrał tak wielkiej skali, a przecież zwierzęta też czują, tylko nie potrafią poprosić o pomoc. Szkołę tą wyobrażam sobie jako placówkę w której dzieci poza przeciętnymi lekcjami uczyłyby się szacunku dla życia zwierząt, tego jak je pielęgnować, karmić, a nawet jak się z nimi bawić w przypadku zwierząt domowych. Myślę, że mogłaby być to nawet szkoła podstawowa gdyż dzieci już od najmłodszych lat rozwijałyby swoją miłość do zwierząt domowych i hodowlanych. Lekcje j. polskiego, matematyki czy też innych przedmiotów byłyby przeplatane z zajęciami praktycznymi, na których dzieci nabywałyby umiejętności jak pielęgnować sierść zwierząt, jakie i w jakich ilościach podawać im jedzenie, jak się z nimi bawić, tak, aby zabawa ta była bezpieczna nie tylko dla dziecka, ale i dla zwierzęcia. Teoretyczne zajęcia mogłyby obejmować takie tematy jak objawy chorób u zwierząt, typologia ich zachowań i nawyków, życie ludzi i zwierząt w zgodzie z naturą, która przecież odgrywa wielką rolę w istnieniu niejednego gatunku. Biorąc pod uwagę ilość gatunków i ras różnych zwierząt i to, że każde z nich może wymagać innej opieki, co powoduje, iż dzieci musiałyby pojąć ten wielki arsenał wiedzy i umiejętności, a to właściwie nierealne... może nawet nie tyle nierealne, ale nawet nie praktyczne, poza tym, który rodzić chciałby posyłać dziecko do szkoły, w której uczyłoby się nie tylko o swoim kochanym kotku, ale też o koniu, kozie, pisie, króliku... . Dlatego też rodzice posyłający dzieci do takiej szkoły deklarowaliby, o którym ze zwierząt jego potomstwo miałoby się uczyć, co nie ograniczałoby tego, iż w trakcie nauki byłoby można rozszerzyć materiał o inne zwierzęta, w ten sposób uczeń miałby przyjemność ze zdobywania wiedzy o swoim ulubionym zwierzęciu i jednocześnie pomijałby zbędną wiedzę np. o zwierzęciu, z którym nigdy nie będzie miał styczności. Poza zdobywaniem konkretnej wiedzy dzieci nabywałyby także umiejętności przydatne w codziennym życiu, takie jak odpowiedzialność, systematyczność czy samoorganizacja. Celem takiej szkoły byłoby wykształtowanie ucznia mającego świadomość, że zwierze to żywa istota, o którą trzeba dbać a nie maskotka, rozszerzenie zainteresowań dziecka w dziedzinie zwierząt, jednym słowem człowieka, który umie dawać miłość zwierzętom, czerpie z tego przyjemność i żyje w zgodzie z naturą. Wizualnie szkoła ta nie różniłaby się zbytnio od innych, miałaby taki sam schematyczny budynek z klasami, korytarzem, salą gimnastyczną, szatniami. Wystrój natomiast odbiegałby nieco od tradycyjnej wizji szkoły, na ścianach wysiałyby liczne fotografie zwierząt i tablice informacyjne o nich. W salach znajdowałyby się modele różnorodnych gatunków i przyrządy, które pomagają w sprawnym opiekowaniu się zwierzętami w celu namacalnego zapoznania się z nimi przez uczniów. Obok szkoły byłoby stworzone na wzór farmy małe gospodarstwo, w którym dzieci praktycznie zapoznawałyby się z podstawami opieki nad zwierzętami takimi jak: psy, koty, kozy, króliki, konie a także ptactwo hodowlane. W kontakcie z nimi dzieci kształtowałyby swoje postawy życiowe, uczyłyby się łagodności, szacunku do zwierząt, odpowiedzialności za ich życie, za wykonywane obowiązki oraz czynności, które pozwoliłby im w przyszłości samodzielnie hodować i opiekować się zwierzętami. Zdaję sobie sprawę, że gdy się to czyta można sobie pomyśleć, iż to utopijne marzenie miłośniczki zwierząt, ale wiedze w miłość innych ludzi do tych bezbronnych stworzeń i w to, że przy ich pomocy i doświadczeniu moje marzenie mogłoby stać się kiedyś rzeczywistością... bardzo tego pragnę, nie ze względu na sławę czy inne tego typu aspekty, ale po to by zwierzętom żyło się lepiej wśród nas i nam wśród nich. Aleksandra Chojnacka studentka Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Łodzi |