Strona Główna > Felieton > Moja podszyta strachem wypowiedź
Będę musiał złożyć co najmniej osiem oświadczeń. Dwa - pracodawcom. Kilka - redakcjom. Zapewne oddam je niewypełnione i nie podpisane Byłem żołnierzem zawodowym. Pełniłem służbę w uczelni wojskowej. Po wymówieniu stosunku służbowego Ministrowi Obrony Narodowej w 1993 roku, podjąłem pracę w cywilnym szkolnictwie wyższym. Tak jak i wcześniej starałem nie godzić się na rzeczy, sprawy i czyny, które w moim subiektywnym odczuciu uznawałem za niesłuszne. Po dziesięciu latach pracy w Katedrze Wychowania Fizycznego i Zdrowotnego Uniwersytetu Łódzkiego, gdy przyjąłem jej kierownictwo, pracownik tej Katedry dr hab. Marian Bałczewski w dniu 18 grudnia 2003 roku powiadomił Radę Wydziału na jej posiedzeniu o mojej niecnej przeszłości, w tym; że ja w związku ze swoją wcześniejszą działalnością jestem przedmiotem śledztwa prowadzonego przez Instytut Pamięci Narodowej. Wiedział, że nie mogę poddać się samolustracji, gdyż IPN nie przyjmie mojego wniosku jako osoby, której lustracja i sąd nie przysługuje. Wiedział, że nie mogąc udowodnić kim nie byłem, pozostanę w swoim środowisku z piętnem człowieka niegodnego. Po zażądaniu przeze mnie, poprzez wezwanie przesądowe do dania świadectwa prawdzie, po miesiącu przeprosił mnie na piśmie, dokumentując to złożeniem swoich przeprosin również na ręce wszystkich członków Rady Wydziału i wyznaczoną wpłatą - pokutą - na konto Wielkiej Orkiestry Wielkanocnej Pomocy. [...] Będę musiał złożyć co najmniej osiem oświadczeń. Dwa - pracodawcom. Kilka - redakcjom. Jednak zbyt długo może trwać dotarcie lustratorom sprawdzającym moje oświadczenia do oświadczeń złożonych w redakcji "Zeszytów ". Przecież ten tytuł jest na "Z". Na samym końcu alfabetu. Czy moja córka i moja wnuczka dostaną kiedyś do ręki kwit potwierdzający że w ósmym oświadczeniu ojciec i dziadek też nie nakłamał? [...] Zapewne wszystkim zobowiązanym do pobrania ode mnie oświadczeń oddam je niewypełnione i nie podpisane. Załączę wyjaśnienie takiego postępowania wraz z kserokopiami dokumentów. Albo Rektorzy i Komisje uczelniane uznają moje racje albo nie. Gdyby mnie powywalali z roboty na podstawie "polskiego zakazu pracy" to zostawię moje ciepełkowe nisze i przychodnię rozruszników w przyjaznym mi szpitalu Sterlinga, przeniosę się na wieś i będę uprawiał marchewkę lub będę usilnie szukał dziadka volksdeutscha i jak młynarz, będę liczył na życie i na normalność w Berlinie. Panowie Rektorzy, jeżeli się ze strachu lub wygodnictwa podpiszę lojalkę, to zostanę w pracy, jeżeli nie to zapewne będziecie musieli mnie zwolnić. Jeżeli Wy tego nie zrobicie i będziecie walczyć o wspólnotę akademicką, to ona i tak uda, że tego nie widzi a Wy sami pójdziecie na "zieloną trawkę. Wtedy zrobią to Wasi następcy już wypatrujący stanowisk. Tak wynika z mojego doświadczenia. My spotkamy się w pośredniaku. Gdy być może moje nazwisko pojawi się w Internecie wieszczącym, że to ten, co się boi lustracji, to będę z niniejszym gazetowym tekstem biegał "po ludziach". Niech mi służy za dowód tego czego nie zrobiłem i tego co zrobiłem. Mam szansę, że po latach zostanę zrehabilitowany a państwo zwróci mi utracony honor i utracone przez ten czas dochody. Daj Boże dożyć. I żeby się nie przedawniło. Ale zaszaleję. Ale to mała szansa. Nie będzie winnych. Już będzie inna kadencja sejmu. Pisz na Berdyczów. [...] Zakończenie Dlaczego tytuł - "Moja podszyte strachem wypowiedź"? Z dwu powodów: 1- Ponieważ istota tej wypowiedzi winna znaleźć się na początku tekstu. Bez wyjaśnień. Ale bałem się, że nie wszyscy zrozumieją genezę tegoż wywodu i w czym rzeczy sedno. 2- Również dlatego, że gdzieś we mnie drzemie zakodowana ludowa koncepcja fatalizmu, prezentowana przez dozorcę Leona z serialu telewizyjnego "Codzienna 2, m. 3", który pyta retorycznie "I co pan zrobisz? - i odpowiadającego sobie samemu ze smutkiem, zawodem, rezygnacją i poczuciem zrozumiałej oczywistości w głosie - Nic pan nie zrobisz." Czego chcę? Ponieważ status "pokrzywdzonego" został zniesiony nową ustawą, to chcę aby IPN przyznał się do zaniechania wszczęcia dochodzenia przeciwko mnie w wymaganym czasie, co umożliwiłoby sądowe uznanie, że nie kłamię i zobowiązało IPN do przyznania mi statusu "pokrzywdzonego" oraz żeby przeprosił mnie za to zaniechanie. Pomarzyć dobra rzecz. Wypisuję przecież głupoty. To bez sensu. Przecież to dziś byłoby nieważne. Ludzie uznani wcześniej za pokrzywdzonych właśnie już nimi przestali być i kolejny raz wchodzą w krąg podejrzanych i niektórzy nie będą mieli nawet szansy na napisanie "Oświadczenia" gdyż nikt od nich go nie przyjmie, nie da szansy na obronę i na zawsze zostaną naznaczeni jeżeli podobny Bałczewskiemu ich pomówi. [...] Prof. dr hab. Tadeusz Szewczyk mgr filologii polskiej, dr nauk humanistycznych , dr habilitowany nauk wojskowych w zakresie: wychowanie, w specjalności kształtowanie świadomości społecznej, zatrudniony na stanowisku: - profesora nadzwyczajnego Politechniki Łódzkiej, profesora nadzwyczajnego Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Łodzi, w świetle Ustawy "Prawo Prasowe" z 26 stycznia 1984 roku - dziennikarz kilku redakcji Fragmenty artykułu prof. dr hab. Tadeusza Szewczyka, który został opublikowany w gazetawyborcza.pl w sekcji Raporty > Lustracja dla wykształciuchów |