Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Piątek, 18 maja 2012 r. 139 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Recenzje | Konferencje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
centrum konferencyjno widowiskowe Lutnia
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Impresje Małgorzaty
 Polecamy
 Publikacje
 Relacje praktyków
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Bibliografie
 Recenzje
 Konferencje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Publikacje > Nadzieja na dokończenie reform


Piszę ten tekst po ogłoszeniu wyników wyborów do naszego parlamentu, jednak jeszcze przed ogłoszeniem składu nowego rządu powstającej koalicji PO- PSL. Jest to najwłaściwsza pora na formułowanie postulatów pod adresem nowej władzy. Bo jeszcze nic nie jest przesądzone, nie zapadły wiążące decyzje. Postanowiłem właśnie teraz przedstawić, mam nadzieję że nie tylko moje, oczekiwania pod adresem nowego ministra edukacji, nowego rządu i nowej większości parlamentarnej, w sprawach dotyczących pracy szkół, i szerzej - całej sfery edukacji.

 

Rozpocznę od tego, do czego zobowiązały się obie tworzące rząd partie w swych programach wyborczych. Zacznę od zapowiadanych zmian systemowych. Platforma Obywatelska proponowała powołanie rad oświatowych szkół, które spełniałyby funkcje powiernicze i nadzorcze. Jednocześnie zapowiadała wzmocnienie pozycji dyrektora szkoły. Cokolwiek by to miało znaczyć [ n.p. wobec kogo: organu prowadzącego, nauczycieli, czy może uczniów i ich rodziców?], nie można tych pomysłów rozpatrywać rozdzielnie. Dochodzi do tego zapowiedź zlikwidowania kuratoriów i zastąpienia ich niezależnym nadzorem gwarantującym odpolitycznienie. Nadzór ten miałby działać na wzór obecnego systemu komisji egzaminacyjnych. Jeżeli do tego dołożymy zamiar wprowadzenie bonu oświatowego jako podstawowego mechanizmu finansowania szkół, będziemy mieli zapowiedź działań, mających wszelkie symptomy kolejnego kroku w reformowaniu polskiego systemu edukacji, w kierunku, w jakim zainicjowano jego przebudowę w ustawie o systemie oświaty z 1991 roku, lecz której wówczas nie doprowadzono konsekwentnie do końca.

 

Mam na myśli proces odzyskiwania systemu szkolnego przez społeczności lokalne, po latach jego zniewolenia przez monopol państwowy. Początkiem tej drogi było uznanie praw do zakładania i prowadzenia szkół i placówek oświatowo-wychowawczych także przez stowarzyszenia, fundacje, kościoły i związki wyznaniowe i inne podmioty prawne oraz osoby fizyczne. Ważnym dla procesu uspołeczniania szkół było także wpisanie do ustawy możliwości powoływania rad szkół i gminnych, powiatowych [lub miejskich] i wojewódzkich rad oświatowych. Kolejnym etapem było przekazanie zadania prowadzenia szkół samorządom gmin, powiatów i miast. I na tym poprzestano. Dowolność w powoływaniu rad oświatowych, brak właściwego wsparcia, tak metodycznego, jak i w zakresie doradztwa prawnego, spowodowały, że powstawały one przy niewielu szkołach i samorządach, a tam gdzie początkowo rozpoczęły swoją działalność, po kilku latach, przy braku zainteresowania ich funkcjonowaniem ze strony partnerów społecznych, przestawały istnieć.

 

Warto także zwrócić uwagę na jeszcze inne czynniki, które odegrały niekorzystną rolę w upowszechnianiu idei powoływania rad szkół. Ma to istotny związek z trybem ich powoływania. Ustawa stanowi, że „Powstanie rady szkoły lub placówki organizuje dyrektor szkoły lub placówki z własnej inicjatywy albo na wniosek rady rodziców, a w przypadku gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych także na wniosek samorządu uczniowskiego."

 

Nie wszyscy dyrektorzy szkół są demokratami. Dlatego też nie wszyscy byli zainteresowani podejmowaniem działań sprzyjających takim inicjatywom. Przyczyną takiej postawy była zwykle obawa przed jeszcze jednym organem szkoły, który jest w mniejszym stopniu podatny na ewentualne wpływanie na jego decyzje, niż podporządkowana dyrektorowi szkoły, jako pracodawcy, rada pedagogiczna. O tym, że teza taka nie jest to pozbawiona podstaw, świadczą zapisy ustawy, dotyczące uprawnień rady szkoły. Zapisano w niej, że organ ten:

 

„Uchwala statut szkoły; przedstawia wnioski w sprawie rocznego planu finansowego środków specjalnych szkoły i opiniuje projekt planu finansowego szkoły; może występować do organu sprawującego nadzór pedagogiczny nad szkołą z wnioskami o zbadanie i dokonanie oceny działalności szkoły, jej dyrektora lub innego nauczyciela zatrudnionego w szkole. Wnioski te mają dla organu charakter wiążący. Ponadto rada opiniuje plan pracy szkoły, projekty innowacji i eksperymentów pedagogicznych oraz inne sprawy istotne dla szkoły lub placówki."

 

Drugim podmiotem, z rezerwą odnoszącym się do powoływania rady szkoły, bywały rady pedagogiczne. Organ taki jawił im się często jako instytucja, w której nauczyciele stanowią mniejszość, gdzie rodzice wspólnie z uczniami mogą ich przegłosować, wystąpić z wnioskiem o ocenę ich pracy. Ponadto jego istnienie pozbawia radę pedagogiczną tak ważnej kompetencji stanowiącej, jak uchwalanie statutu szkoły.

 

Dlatego tworzenie rad szkół powinno stać się obligatoryjne. Ustawodawcy powinni zadbać o takie zapisy ustawy, aby na trwałe zapewnić w nich udział przedstawicieli sił społecznych środowiska, szczególnie tych, które prowadzą swoją działalność na terenie szkoły (harcerstwo, PCK itp.), a także reprezentantom samorządu mieszkańców, instytucji, wspierających pracę szkoły (domy kultury, świetlice terapeutyczne, kluby sportowe itp.), a nawet przedsiębiorstw, wspomagających ją materialnie i finansowo.

 

Podobne widzenie powinno towarzyszyć konstytuowaniu społecznych rad oświatowych na poziomie gminy, powiatu czy województwa. Jednak zadbać należy o to, aby w ich składzie nie znalazły się wyłącznie osoby, odzwierciedlające konfigurację polityczną aktualnego składu rady gminu, powiatu czy sejmiku wojewódzkiego. Tak jak to proponowałem w przypadku rad szkół, także i tu ważną rolę mogą i powinni odegrać przedstawiciele instytucji i organizacji pozarządowych, stanowiących szerokie zaplecze społeczne systemu edukacji.

 

Kolejnym elementem strategii decentralizacji systemu edukacji może stać się bon edukacyjny. Pozwoli on na jeszcze większe upodmiotowienie rodziców w ich prawie do podejmowania decyzji o tym w jakim typie szkoły, w jakim miejscu będzie ich dziecko realizowało obowiązek szkolny. Jednocześnie nie zwolni to rządu i parlamentu z konstytucyjnego obowiązku zapewnia wszystkim bezpłatnego dostępu do oświaty. Zanim jednak bon edukacyjny stanie się faktem należy bardzo wnikliwie przeanalizować wszystkie czynniki różnicujące koszty kształcenia ze względu na charakter i rodzaj kształcenia (szkoły ogólnokształcące i zawodowe, specjalne i integracyjne, samodzielne i działające w zespołach szkół), a także mające na te koszty wpływ determinanty środowiska (przyrodnicze, demograficzne, kulturowe, etniczne, gospodarcze, itp.) Tylko wtedy bon oświatowy stanie się skutecznym narzędziem rzeczywistego wyrównywania szans edukacyjnych, a nie jeszcze jedną przyczyną negatywnej selekcji i dziedziczenia biedy i wykluczenia społecznego!

 

 

Ten ostatni problem jest zbieżny z programem wyborczym Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Można było w nim przeczytać, że „Głównym celem programu wyborczego Polskiego Stronnictwa Ludowego [...] w sferze edukacji jest wyrównanie szans w dostępie do wiedzy. Realizacja tego celu jest możliwa jedynie poprzez informatyzację szkół i gmin. Państwo powinno wspierać inicjatywy społeczne, takie jak bezpłatne podręczniki w Internecie, dlatego PSL będzie premiować autorów udostępniających wiedzę i twórczość za darmo i zachęcać ich do podejmowania tego typu działań. Ludowcy chcą wspierać samodoskonalenie nauczycieli i naukowców, zapewnić szerszy dostęp do światowej wiedzy w języku polskim oraz przywrócić dobre szkolnictwo zawodowe. Zapowiadają też wdrożenie nowego systemu finansowania oświaty i nauki, uwzględniającego niż demograficzny."

 

Taka zbieżność programowa dobrze rokuje co do szans na wypracowanie spójnego programu nowego, koalicyjnego rządu, bez względu na to, która partia obsadzać będzie stanowisko „ministra właściwego dla spraw oświaty". Napisałem tak, gdyż dzisiaj nie wiemy jeszcze jaką nazwę i jaki zakres spraw obejmować będzie nowoutworzony resort. Ale ważniejsze od nazwy ministerstwa i od osoby ministra będzie miejsce polityki edukacyjnej w całej strategii polityki społecznej nowego rządu. Nie wolno dopuścić do sytuacji, jaka miała miejsce w minionej kadencji. Edukacja nie może stać się własnością jednej partii i nie może być zarządzana według ideologicznych utopii jednego człowieka! Wyborcy dali wyraźnie placet do rządzenia zwycięskiej partii. I partia ta, nawet tworząc rząd koalicyjny, nie może czuć się zwolniona od odpowiedzialności za całość spraw kraju, za wszystkie aspekty życia jego obywateli. Za edukację - przede wszystkim! Bo tylko przez nią wiedzie droga do obiecanego cudu... Do drugiej Irlandii...

 

Włodzisław Kuzitowicz