Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Piątek, 18 maja 2012 r. 139 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Recenzje | Konferencje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
centrum konferencyjno widowiskowe Lutnia
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Impresje Małgorzaty
 Polecamy
 Publikacje
 Relacje praktyków
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Bibliografie
 Recenzje
 Konferencje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Felieton > Nasza codzienna epistemologia


Epistemologia, to ta część filozofii, która rozważa źródła i granice wiedzy. Od pewnego czasu nachodzą mnie takie właśnie gnoseologiczne przemyślenia... Skąd człowiek wie - to co wie - o innych ludziach, o otaczającym go świecie. Na jakiej podstawie tworzymy sobie obraz tego świata, a następnie wydajemy o nim swoje sądy, podejmujemy takie a nie inne działania, decyzje? Od dawna niemożliwe jest budowanie takiego obrazu świata wyłącznie w oparciu o własne doznania i spostrzeżenia. Jesteśmy skazani na zdobywanie wiedzy „z drugiej ręki", czyli od naszych rodziców, nauczycieli, z książek - a ostatnio z przebogatej oferty mass mediów i nieogarnionej przestrzeni światowej sieci (World Wide Web). Jeszcze nigdy w dziejach naszej cywilizacji dotarcie do informacji nie było tak łatwe i tak powszechnie dostępne. Ale też jeszcze nigdy każdy z nas nie stał przed tak trudnym wyborem: co z tego jest prawdą!

 

Wiem, wiem, to są prawdy oczywiste, żeby nie powiedzieć truizmy. Ale nie zamierzam dalej wchodzić w kompetencje kolegów filozofów. Ten wstęp był mi potrzebny dla skomentowania wydarzeń ostatnich dni, jakie miały miejsce w Łodzi i nie tylko, wokół decyzji samorządów lokalnych w sprawie korekty sieci szkół. Świadomie napisałem „korekty sieci", choć w obiegu jest dzisiaj słowo „zamykanie szkół". Nie mam zamiaru zajmować się w tym felietonie szerzej aspektem „hipokryzji politycznej", jaka się przy tej okazji ujawniła. Najgłośniej w Łodzi lamentują nad projektem obecnego zarządu miasta Łodzi działacze SLD, których szef miejskich struktur, gdy przed jedenastu laty był wiceprezydentem „od oświaty", także ogłosił bardzo radykalny program zamykania szkół - wtedy głównie zawodowych! Ale też warto przypomnieć, że prezes głównej partii opozycyjnej, który rozwiązał łódzką komórkę owej partii tylko dlatego, że kilkoro radnych i wiceprezydent z tej partii popierało projekt zarządu miasta, gdy przed pięcioma laty był premierem, nic nie uczynił aby przeciwdziałać zamknięciu w latach 2006/2007 aż 653 szkół!

 

Mnie dręczy inna myśl. Czy szeregowy obywatel ma dzisiaj realną szansę wyrobić sobie własny pogląd na temat którejkolwiek z szeroko dyskutowanych decyzji władz, nie ważne czy państwowych czy lokalnych? Na przykładzie tej choćby, łódzkiej wojny o szkoły, wydaje się, że nie jest to takie proste i łatwe. Aby uznać, że decyzja o zmniejszeniu liczby szkół jest obiektywną koniecznością, a nie działaniem - z niewiadomych pobudek - na szkodę dzieci i ich rodziców, trzeba dysponować wiedzą o faktach, które stały się jej uzasadnieniem. Te fakty, to dane statystyczne o liczbie dzieci w kolejnych rocznikach, zestawienia roczne kosztów prowadzenia szkół, w tym wydatków na płace nauczycieli i eksploatację budynków, różnice miedzy ogólną kwota przeznaczaną w budżecie miasta na oświatę a kwotą subwencji oświatowej przekazywanej z budżetu państwa i pewnie jeszcze wiele bardziej szczegółowych danych. Przysłowiowy „Kowalski" może o tym wszystkim dowiedzieć się albo żmudnie szperając w rozproszonych źródłach, albo przyjmując „na wiarę" informacje, serwowane mu w prasie, radiu, telewizji...  No właśnie - na wiarę! Bo to zależy, komu ów Kowalski wierzy!

 

I tu wracamy do epistemologii. Źródła i granice wiedzy o skomplikowanej materii naszej rzeczywistości są dla większości obywateli wyznaczane: z jednej strony - przez obiektywne możliwości dostępu do nich, z drugiej zaś - przez subiektywne nastawienie, postawy wobec tych źródeł. A najczęściej są to utrwalone stereotypy, formułowane i utrwalane przez osoby dla tych obywateli znaczące. Autorytety! I wtedy nikt nie może takich osób przekonać "że białe jest białe" - cytując znanego klasyka w zakresie tego typu złotych myśli!

 

Włodzisław Kuzitowicz