Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Sobota, 04 lutego 2012 r. 35 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Recenzje | Konferencje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
centrum konferencyjno widowiskowe Lutnia
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Impresje Małgorzaty
 Polecamy
 Publikacje
 Relacje praktyków
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Bibliografie
 Recenzje
 Konferencje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Felieton > Nasze drogie bite dzieci


Od lat wiadomo, że w okolicy pierwszego czerwca należy pisać o dzieciach. Bo to Międzynarodowy Dzień Dziecka.

 

Do niedawna dzieci miały absolutny monopol na tę datę. Ale od tego roku już nie. W archidiecezji warszawskiej dzień ten został nazwany Dniem Dziękczynienia. Ale media przedstawiały to w taki sposób, jakby to była sprawa ogólnopolska. Skądinąd - piękna inicjatywa. Hasło: „dziękuje nie kłuje" zaprawdę zasługuje na upowszechnianie. A sięgając do głębszych pokładów przesłania, jakie zapewne towarzyszyło owej inicjatywie, idea dziękowania za otrzymane dobro jest w naszym świecie na tyle staroświecka, tak odległa od codziennego „należy mi się", że zasługuje na poparcie.

 

„Za prostym słowem "dziękuję" stoi postawa wdzięczności wynikająca z przekonania, że nie jestem sam - mówił w homilii do kilkuset wiernych abp Nycz

 

Szkoda tylko, że odbyło się to kosztem zepchniętego na drugi plan Dnia Dziecka! Szkoda, że niekiedy obie te intencje mogły się patologicznie zespolić. Mogło się tak zdarzyć, że świętujące swój dzień, dzieci musiały dziękować mamie i tacie za to, że są bite, poniżane, molestowane... A prawdopodobieństwo tego jest wysokie. Pisano o tej hańbie świata ludzi dorosłych także w czasie dziecięcego święta. „Zmasakrowany 3,5-letni chłopiec, kilka dni później kolejna tragedia: 2-miesięczna skatowana przez ojca dziewczynka walczy ze śmiercią w szpitalu... To się robi jakaś przerażająca polska specjalność." - pisała w „Polityce" Ewa Winnicka. "Rzeczpospolita" opublikowała sondaż, z którego wynika, że Polacy popierają prawny zakaz bicia dzieci, choć zwykłego klapsa większość uważa za rzecz normalną. Publicysta tej gazety Dominik Zdort wyjaśnia, że ludzie nie uważają klapsa za bicie. Zabrał w tej sprawie głos także Rzecznik Praw Obywatelskich. [ Bo jak wiadomo Rzecznika Praw Dziecka de facto nie ma!] „Nie wolno bić dzieci, ale karcenie, w celach wychowawczych, jest dopuszczalne" - ogłosił na zorganizowanej konferencji prasowej. Ważne, by robić to z miłością i troską. Jeśli ich nie ma, nie pomoże żaden zakaz."- przekonywał. Skomentowała tę wypowiedź w „Gazecie Wyborczej" Dominika Wielowiejska. „Rzecznik niestety nie bierze pod uwagę tego, że w wielu przypadkach regularne bicie dziecka jest właśnie traktowane jako owo dopuszczalne karcenie. I w tym właśnie problem: wiele zależy od tego, jak ów zakaz zostanie prawnie sformułowany."

 

Oby tylko nie stało z tą inicjatywą zakazującą bicia dzieci, jak to już wielokrotnie bywało. Wszak już cztery lata temu rząd premiera Belki złożył projekt stosownej ustawy do laski marszałkowskiej. I, jak wiadomo, nic z tego nie wynikło.

 

I tylko jednego w tym wszystkim nie mogę sobie w tych świątecznych puzzlach ułożyć. Dlaczego właśnie z okazji Dnia Dziecka prasa wyliczała, powołując się na raport Centrum im. Adama Smitha, że na utrzymanie i wykształcenie przez 25 lat dwójki dzieci trzeba wydać co najmniej 380 tys. zł. „Dziennik" napisał nawet, że państwo Violetta i Mariusz Krasowscy z Warszawy wydadzą na swoje dwie córki, które zamierzają utrzymywać aż do skończenia przez nie studiów, grubo ponad milion złotych! Zaiste! Mają rodzice prawo mówić o swych córeczkach „ nasze drogie dzieci!"

 

Włodzisław Kuzitowicz