Strona Główna > Felieton > Nie mów wole co się dzieje w szkole
Zostałem wywołany do tablicy! Mógłbym co prawda udać, że nie dosłyszałem, mogłem nawet zrobić unik i iść na wagary... Ale nie zrobię tego. Bo ulubionym nauczycielom tego się nie robi. A że tym nauczycielem jest kolega Dariusz Chętkowski [ bo to on na swym blogu w notce-blotce z 8 stycznia, zatytułowanej „Uwiecznianie głupoty" napisał: „Czekam na reakcję łódzkich pedagogów, szczególnie Włodzisława Kuzitowicza"], to staję do odpowiedzi! A idzie tu o głośne już wydarzenia, jakie miały miejsce w IV L.O. w Łodzi. Informowaliśmy o nich w naszym Portalu w dziale „Wydarzenia": notki „Dotkliwa kara" z 8 stycznia i „Karać należy zgodnie z prawem" z 13 stycznia. Dla przypomnienia zacytuję fragment informacji zamieszczonej za „Faktem": „ Pięciu uczniów IV LO w Łodzi ''ma z głowy'' bal studniówkowy. To ci, którzy w szkole obdarowali się puszkami piwa i butelkami wódki, a na koniec zrobili sobie zdjęcie i zamieścili je w internecie. [...] - Rada pedagogiczna była jednomyślna. Uczniowie będą mieć obniżoną ocenę ze sprawowania i zakaz udziału w studniówce - poinformowała wczoraj Katarzyna Felde, dyrektorka IV LO." Kilka dni później „Gazeta Wyborcza" poinformowała, że otrzymała list, w którym czytelnik podający się za osobę z wykształceniem prawno-administracyjnym napisał: „Rada Pedagogiczna IV LO podjęła uchwałę, która nie ma mocy prawnej. Ani polskie prawo, a tym bardziej statut wyżej wymienionej szkoły nie przewidują takiej kary. W związku z tym rada nie może zabronić, a tym bardziej wyegzekwować dodatkowej kary dla uczniów za przyjście na studniówkę mimo zakazu...." Dyrektorka IV LO Katarzyna Felde w rozmowie z "Gazetą" nie potrafiła wskazać podstawy prawnej dla zakazania uczniom wstępu na bal. Przyznała również, że takiej kary nie przewiduje statut szkoły: - Przewiduje upomnienie, naganę, wyrzucenie z klasy, a nawet ze szkoły, ale zakazu studniówkowego w nim nie ma. No właśnie. Mam osobiste powody do reagowania na tę całą sytuację z pewnym zażenowaniem. Zacznę od końca, to znaczy od uchwały rady pedagogicznej, stanowiska wobec tej decyzji dyrektorki liceum i braku stanowiska kuratora oświaty. To co łączy te trzy „organy" władzy szkolnej, to obowiązek działań w zgodzie z prawem oświatowym. Karanie uczniów jest, niestety, koniecznością. Jednak, tak jak sądy nie mogą orzekać wyroków według własnego „widzi mi się", a tylko na podstawie kodeksu karnego lub wykroczeń, tak i rada pedagogiczna mogła działać tylko w ramach kar zapisanych w statucie szkoły. W tym przypadku „ciało pedagogiczne" poruszone świętym oburzeniem na to co się stało ( A co się stało? - mleko się wylało! Świat zobaczył jak NASI uczniowie obdarowywali się na klasowych „Mikołajkach" alkoholem!!!) podjęło „w afekcie" pozastatutową uchwałę. Pewnie nie pierwszą taką i nie ostatnią w naszych szkołach. Jednak ustawa o systemie oświaty wyraźnie stanowi, że dyrektor szkoły, choć jest z urzędu przewodniczącym rady, to jednocześnie jest jednoosobowym organem nadzoru, który powinien zawiesić wykonanie niezgodnej z prawem uchwały i powiadomić o tym kuratora oświaty. Tak się w tym przypadku nie stało. I tu jest mój osobisty wątek tej sprawy. Bo pani dyrektor, jeśli mnie pamięć nie myli,otrzymała kwalifikacje w zakresie kierowania placówkami oświaty, niestety, na studiach podyplomowych których byłem kierownikiem! No cóż. Na wojnie mówią, że człowiek strzela, a Pan Bóg kule nosi... Ale o sprawie wiedziało pół Łodzi. Choćby z prasy. A kto zareagował? Czytelnik „Gazety Wyborczej". A przecież elementarnym obowiązkiem Kuratora Oświaty - organu nadzoru pedagogicznego szczebla wojewódzkiego - jest czuwanie nad przestrzeganiem prawa oświatowego! Widocznie w tak nobliwym urzędzie nie czytują tabloidów. I z tego widać - także portalu To tyle mojej reakcji na działania dojrzałej części społeczeństwa. Teraz pora na odpowiedź koledze Chętkowskiemu. Bo tak jak zrozumiałem z dalszej części Jego tekstu, istotą pedagogicznego aspektu tej sprawy jest nie tyle konkretny czyn, ile kontekst tego przewinienia regulaminowego. Nie wniesienie na teren szkoły alkoholu, jawne uczynienie z niego prezentów, a ponad wszystko - utrwalenie tego faktu na zdjęciach i upowszechnienie ich w internecie.„Podejrzewam, że nie byłoby problemu, gdyby uczniowie nie uwiecznili swojej głupoty i nie zamieścili jej w Internecie." - napisał Dariusz Chętkowski. I napisał też: „Szkoła jest miejscem, w którym uczniowie nieraz zachowują się bardzo głupio. Można powiedzieć, że dzięki temu dojrzewają. Ćwiczenie się w głupocie poprzez prostackie błaznowanie przyczynia się do tego, że człowiek odczuwa potrzebę zmądrzenia. Im więcej się nawygłupiamy w dzieciństwie i młodości, tym większą mamy ochotę na mądrość w wieku dojrzałym." Nie wydaje mi się, aby mój zacny Kolega pozazdrościł Erazmowi z Rotterdamu i pisał współczesną wersję „Pochwały głupoty"! Ja odczytałem ten tekst jako refleksję nauczyciela - wychowawcy, który odcina cię od postawy nauczyciela - dozorcy! Tak jak w zakładzie karnym, gdzie strażnik - to ktoś, kto jest tam po to, aby więźniowie nie uciekli i po to, aby nie robili nic, co zabronione, a wychowawca - to ktoś, kto ma za cel doprowadzić do tego, aby więzień, po wyjściu na wolność, wiedział jak ma żyć, gdy nie będzie już przy nim „klawiszy". Także i nauczyciele powinni orientować się w swej pracy nie na prewencję ogólną i szczególną, a na towarzyszenie uczniom w ich , trudnej nieraz, drodze od „szczeniactwa" i sztubackiego „kozakowania" do samokontroli i odpowiedzialnej dojrzałości. I jest jeszcze jeden, pożałowania godny, aspekt tego incydentu. Ja także odniosłem wrażenie, że dla nauczycieli i dyrektorki „czwórki" najbardziej godne napiętnowania było nie tyle samo obdarowywanie się „alkoholowymi" prezentami, ile to, że upublicznili ten fakt w „sieci"! Przypomina mi to inne wydarzenie sprzed kilku lat, którego „bohaterami" byli także maturzyści i rada pedagogiczna innego renomowanego łódzkiego liceum. Tam kontrola policyjna autokaru wiozącego uczniów na wycieczkę wykryła u kilku z nich narkotyki. Uczniowie ci, na kilka miesięcy przed maturą, zostali wyrzuceni ze szkoły! Tajemnicą przysłowiowego poliszynela było, że nie byli to jedyni uczniowie tej szkoły, znający działanie narkotyku. Ale tylko oni stali się sprawcami „skandalu"! Bo to z ich winy wszystkie media informowały o „ćpunach" z „takiego liceum" ! Zaiste - nadal aktualne jest hasło znane mi z lat mojej młodości: „Nie mów wole co się dzieje w szkole"! Szkolna dulszczyzna, [ „... Na to mamy cztery ściany i sufit, aby brudy swoje prać w domu i aby nikt o nich nie wiedział" ],jak te Chińcyki, trzyma się mocno.... Włodzisław Kuzitowicz P.s. Na całkiem inne opowiadanie zasługuje temat: „Studniówka a alkohol"... Czy uporczywe trwanie w fikcyjnym świecie, że maturzysta - to abstynent, jest słuszną strategią wychowawczą? Już wkrótce podejmę ten „kontrowersyjny" temat. |