Strona Główna > Publikacje > Niezwykli studenci w niezwykłej szkole
Wyższa Szkoła Pedagogiczna w Łodzi jest uczelnią, w której kształci się wielu studentów niepełnosprawnych. Na zatłoczonych korytarzach WSP spotkania z tymi niezwykłymi ludźmi nie są niczym niezwykłym i nie należą do rzadkości. Pokonując stopnie schodów, student pełnosprawny mija się z niepełnosprawnym i obaj pozdrawiają się serdecznie. Takie sytuacje w naszej uczelni są na porządku dziennym - przecież wszyscy jesteśmy studentami i to nas łączy. Student niewidomy czy niesłyszący ma tu takie same prawa, jak studenci w pełni zdrowi. Nie ma mowy o żadnej dyskryminacji, gorszym traktowaniu, odepchnięciu, czy innych pejoratywnych zachowaniach. Tu nawet obce są tego typu uczucia i myśli. Ktoś, kto świadomie wybiera studia pedagogiczne (a wierzę, że robi to każdy, lub prawie każdy), jest niewątpliwie humanistą z krwi i kości, a człowieka stawia na piedestale - jak najwyżej, na samej górze. A człowiek to nie tylko cielesność i to, co widoczne dla oczu. Człowiek to przede wszystkim dusza i jego wnętrze. Człowiek to myśli, uczucia, osobowość, postawa. Człowiek to wartości, którymi się w życiu kieruje. Każdy obecny i przyszły pedagog, patrząc na człowieka, widzi w nim człowieka, a to, że człowiek ten nie ma ręki czy nogi, schodzi na dalszy plan lub nie jest dostrzegalne wcale. No bo przecież, jak pisał Exupery w „Małym Księciu": „...dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidzialne dla oczu". Poznać wszystkich niepełnosprawnych studentów na WSP to dla mnie, póki co, rzecz nieosiągalna. Podstawowa przyczyna, to ilość tych osób, o czym wspomniałem na początku. Istnieje także inna przyczyna, do której wstyd mi się przyznać. Na drugim roku kierunku pedagogiki specjalnej, a dokładnie surdopedagogiki, studiuje liczna grupa osób niesłyszących. Jeśli powiem, że „powalają mnie oni na kolana" swoją ekspresyjnością, to nie będzie w tym ani cienia sarkazmu, złośliwości czy drwiny. To tylko wyraz mojego szczerego podziwu, jaki wzbudzają we mnie te osoby. Muszę przyznać, iż często - bywa, że mało dyskretnie - obserwuję ich rozmowy. Gestykulacje, które wykonują rękoma i całym ciałem, są dla mnie niczym ekwilibrystyka, „czarna magia", której nie opanuję nigdy - ze względu na moją niepełnosprawność - choćbym bardzo chciał. (Jeszcze nie powiedziałem, że nie mam obu rąk). Ta „inna" przyczyna to mój brak odwagi. Widząc tak świetnie zorganizowaną grupę, znającą do perfekcji język migowy, posługującą się nim tak sprawnie - nie potrafię się „przełamać", podejść i „zagadać". To jakaś blokada, którą mam w sobie i której nie umiem sforsować. Język migowy jest w WSP popularny. Uczą się jego nie tylko studenci niesłyszący, ale także ci, którzy ze słuchem nie mają żadnych problemów. Nie wiem, jak to wygląda statystycznie, ale mogę strzelać, że na ten język zdecydowała się co najmniej połowa studentów z mojego roku (mając do wyboru jeszcze trzy lektoraty: angielski, niemiecki, rosyjski). Przyszli pedagodzy chcą być bliżej osób niepełnosprawnych - w tym wypadku niesłyszących. Niektórzy uczynili poważniejsze kroki w tym kierunku. Pokończyli specjalistyczne kursy, chcą stać się tłumaczami. Nie ukrywam, iż sam chętnie spróbowałbym tu swoich sił, jednak moja niepełnosprawność - amputacja kończyn górnych - uniemożliwia mi to. Mogę co najwyżej być tu dobrym „słuchaczem", a właściwie „oglądaczem"... Jedna z „migających" - Mariolka - studiuje ze mną na roku. Jest dziewczyną zawsze uśmiechniętą, towarzyską i skorą do rozmowy - tak mógłbym opisać ją w skrócie. Gdy miała trzy lata, jej rodzice dowiedzieli się, że ich córka ma wadę słuchu. Dziś ma lat 21, mieszka nadal z nimi, z narzeczonym i ślicznym synkiem. W domu komunikuje się głównie za pomocą mowy, ponieważ rodzice nie znają języka „migowego". Jak sama powiedziała: „Dobrze się czuję z ludźmi, którzy mają taki sam problem, jak ja. Z niesłyszącymi migam a także mówię". Kontakt z ludźmi słyszącymi bywa momentami trudny. I chociaż świetnie czyta z ruchu warg (o czym wiem z własnego doświadczenia), nie zawsze wszystko dokładnie rozumie. Są to drugie studia Marioli. Poprzedni kierunek to administracja. Jednak tamtej uczelni dziewczyna nie wspomina dobrze. Nie mogła liczyć na żadną pomoc. Na wykładach nie było ani slajdów, ani tłumaczy. Gdy przyszły egzaminy, postanowiła zrezygnować. Wiedziała, że nie ma szans, by je zdać. W WSP jest zgoła inaczej. Szkoła zatroszczyła się o tłumacza, który uczestniczy obowiązkowo w każdych zajęciach. Wykładowcy korzystają z wcześniej przygotowanych prezentacji. Na ekranach wyświetlane są slajdy (można je fotografować), co bardzo pomaga Marioli, a także innym studentom. Pierwszy semestr dziewczyna zaliczyła bez żadnych „poprawek". Dziś przygotowuje się już do egzaminów sesji letniej. Wyznała mi lakonicznie: „Bardzo się cieszę, że studiuję pedagogikę specjalną". Roksana to także koleżanka z mojego roku. Ma 21 lat. Jest niewidoma. Wzrok straciła 7 lat temu. Studiuje pedagogikę ogólną, w przyszłości chce być pedagogiem opiekuńczo-wychowawczym. Jest bardzo ambitna i odważna. Na studiach szybko poznała nowe koleżanki, które chętnie, kiedy trzeba, służą jej pomocą. Jednak takie sytuacje zdarzają się rzadko, wręcz sporadycznie, jako że dziewczyna jest samodzielna i radzi sobie świetnie. Przedwczoraj dostałem od niej sms-a. Pytała w nim, co u mnie, i jak praca nad tekstem tego artykułu. Obsługa telefonu komórkowego nie stanowi dla niej żadnego problemu. Podobnie praca na komputerze. Wykłady nagrywa na dyktafon. W domu nagrania zrzuca na komputer, następnie odtwarza je - w ten sposób się uczy. Pierwszy semestr zaliczyła bez żadnych problemów. Odpowiadała ustnie. Do rozwiązana miała takie same testy, co inni studenci. Wykładowcy czytali pytanie, następnie podawali możliwe odpowiedzi. Roksana miała wskazać prawidłową. „Na WSP nikt nie utrudnia mi studiowania. Wprost przeciwnie - każdy pomaga i ułatwia" - mówi. Martyna studiuje również ze mną. Ma 20 lat. Osobą niepełnosprawną jest od 2001 roku - to właśnie wtedy lekarze wykryli u niej guza mózgu. Nowotwór uszkodził dziewczynie nerwy wzrokowe, co spowodowało, że nie widzi na lewe oko, a w prawym ma ograniczone pole widzenia. Wybrała studia w WSP - pedagogika ogólna w zakresie pracy opiekuńczo-wychowawczej. „Czas studiów to czas niezwykłych niespodzianek" - jak sama powiedziała. Na uczelni poznała mnóstwo ciekawych ludzi, a wśród nich „bardzo miłą i bezinteresowną koleżankę". „Studiowanie na WSP w Łodzi daje mi ogromną satysfakcję. Jestem bardzo zadowolona. Środowisko akademickie to również wykładowcy. Oni nigdy nie dyskryminują mnie i nie promują ze względu na to, że jestem niepełnosprawna". Ja również jestem osobą niepełnosprawną. W 2005 roku uległem wypadkowi, w którym straciłem obie kończyny górne. Dziś mam 24 lata. Studia na Wyższej Szkole Pedagogicznej rozpocząłem w październiku ubiegłego roku. Wybrałem pedagogikę specjalną - resocjalizację. Początkowo zastanawiałem się jeszcze nad oligofrenopedagogiką. Był nawet czas, kiedy przekonany byłem, że pójdę właśnie tą drogą. Jednak, jako osoba zmienna, zdanie zmieniłem, z czego dziś bardzo się cieszę. Miałem wiele obaw, czy rozpocząć te studia. Ostatecznie przekonały mnie do nich dwie miłe panie prorektor: dr Dorota Pogórska-Jachnik i dr Beata Jachimczak. Zaprosiły mnie na rozmowę, podczas której utwierdziły mnie w przekonaniu, że podołam. To, między innymi, dzięki nim uwierzyłem we własne siły i możliwości i rozpocząłem studia w WSP. I choć to dopiero drugi semestr pierwszego roku, ja już jestem szczęśliwy, bo moje marzenia zaczęły się spełniać. Mam wielkie plany, które na pewno zrealizuję. A WSP mi w tym pomoże. Nie wiem, jak jest na innych uczelniach. Nie potrafię powiedzieć, jak tam wygląda kształcenie osób niepełnosprawnych. Znam WSP, bo tutaj studiuję. I o WSP kilka słów powiedzieć mogłem - z perspektywy mojej i innych niepełnosprawnych studentów. Szczerze polecam tę uczelnię każdemu. To niezwykła szkoła i niezwykli studenci, wspaniali wykładowcy i niepowtarzalna atmosfera! Przemysław Wieczorek Student I roku WSP |