Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Wtorek, 07 lutego 2012 r. 38 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Recenzje | Konferencje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
centrum konferencyjno widowiskowe Lutnia
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Impresje Małgorzaty
 Polecamy
 Publikacje
 Relacje praktyków
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Bibliografie
 Recenzje
 Konferencje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Publikacje > Nowi kuratorzy oświaty. A miało ich nie być!


..to czemu mają służyć te korowody z wymianą dotychczasowych kuratorów?  W okresie kilkunastu lat, kiedy to pełniłem funkcje dyrektorskie w oświacie, byłem jednocześnie przedmiotem i podmiotem nadzoru. Nadzoru pedagogicznego oczywiście. Jako dyrektor sprawowałem tenże nadzór nad podwładnymi nauczycielami, zaś ja sam podlegałem nadzorczej władzy kuratora oświaty. Te lata doświadczania owej „nadzorczej ambiwalencji" pozwalają mi dzisiaj na sformułowanie w tej sprawie kilku refleksji, wyrażenie paru opinii, wysunięcie pewnych sugestii i podzielenie się tym wszystkim z Czytelnikami.

 

Zacznę od refleksji. Jako że refleksja, to „głębsze zastanowienie się nad czymś, wywołane zwykle jakimś silnym przeżyciem", najpierw o tym przeżyciu. Było nim to, co uświadomiłem sobie z chwilą odwołania w pierwszych dniach marca, po rocznym sprawowaniu władzy, pani łódzkiej kurator oświaty, powołanej na to stanowisko przez LPR - owski tandem ministerialny Giertych - Orzechowski. Dokonali tego po rocznych przepychankach wokół osadzenia na fotelu kuratora kogoś „swojego", choć w dwu kolejnych konkursach wygrywała „obca". Od tamtych wydarzeń dzielą nas wybory, które oddały władzę w ręce Platformy Obywatelskiej - partii, która przede wszystkim obiecała Polakom, że nareszcie będzie normalnie. Lecz czy jest?

 

Już w programie wyborczym Platformy Obywatelskiej znalazła się zapowiedź zlikwidowania kuratoriów i zastąpienie ich niezależnym nadzorem gwarantującym odpolitycznienie. W swym ekspoze premier Tusk mówił: "Musimy [...] zaufać także w procesie edukacji ludziom, nauczycielom, samorządowcom, pracodawcom. Ich wiedza o potrzebach jest większa niż wiedza na ten temat urzędów centralnych." I co? I - jak na razie - w tej sprawie nic. W kolejnych województwach, nie tylko w Łodzi, odwoływani sa „starzy" kuratorzy, a zwolnione stanowiska powierza się, oczywiście w procedurach konkursowych, nowym ludziom. Zapewne najlepszym! Stało się już tak w bardzo wielu kuratoriach. Myślę, że warto przyjrzeć się okolicznościom tych zmian w kilku z nich.

 

Zacznijmy od Opola. Tam nowo powołany wojewoda odwołał kuratora z poprzedniej ekipy juz na początku 2008 roku, powierzając, na czas do wyłonienia nowego kuratora w konkursie, pełnienie obowiązków dotychczasowemu wicekuratorowi. A ten pełni swą funkcję nadal, gdyż ogłoszony konkurs nie mógł wyłonić kandydata, a to dlatego, że kandydatów po prostu nie było. Stało się tak, jak mówią jedni, bo nikt nie chciał startować, skoro już od jesieni mówiło się, że PO ma swoja kandydatkę na fotel kuratora - dyrektorka gimnazjum z Ozimka. A ta - jak się okazało - też nie przystąpiła do konkursu. Inni zaś twierdzą, że kandydatów nie było z prostego powodu: skoro rząd zamierza likwidować kuratoria, to nie ma chętnych, którzy chcieliby zostać kuratorem, którego głównym zadaniem byłoby likwidowanie tego urzędu.

 

Również Podkarpacie nie ma kuratora od stycznia. I tam nie powołano nowego, gdyż wszyscy troje kandydaci, jak się okazało przy analizie złożonych dokumentów, nie spełniali formalnych wymagań. Czy jest to przykład, że na niektóre stanowiska zgłaszają się ci, którzy nie powinni, a nie zgłaszają się ci, którzy mają do tego właściwe przygotowanie? Ale nie wszędzie jest tak źle. Nowych kuratorów mają już nauczyciele z Podlasia, Kujawsko-Pomorskego, Świętokrzyskiego, i oczywiście - na Mazowszu.

 

W Białymstoku o stanowisko kuratora starali się Barbara Markowska, dyrektor podstawówki w Fastach, Wiesława Cieślińska, wizytator, Czesław Rybicki, nauczyciel z Zespołu Szkół Specjalnych w Łomży i Jerzy Kiszkiel - dyrektor IV Liceum Ogólnokształcącego. Konkurs wygrał ten ostatni. Taki werdykt komisji nikogo nie zdziwił. W środowisku szkolnym dyrektor IV LO od początku uchodził za faworyta. Otwarcie popierali go czołowi politycy podlaskiej Platformy Obywatelskiej, której nominat jest członkiem.

 

Podobnie było w Bydgoszczy. O stanowisko to ubiegali się: Iwona Waszkiewicz, dyrektor Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 6 w Bydgoszczy (z poparciem wojewody Rafała Bruskiego), Jerzy Zaleski z Torunia (były szef wydziału oświaty) oraz Andrzej Gralak pracownik delegatury KO we Włocławku (wspierany bardzo aktywnie przez poseł PO Domicelę Kopaczewską). Kto wygrał? Wojewoda! Nowa kurator, Iwona Waszkiewicz, odbierając nominacją z rąk wojewody oświadczyła dziennikarzom: „Rozpocznę od zmiany strony internetowej. Chciałabym też, by forma komunikacji elektronicznej stała się powszechna w urzędzie, by urzędnicy tą drogą porozumiewali się między sobą, ale przede wszystkim ze szkołami i innymi instytucjami." Ciekawy priorytet. Taki

e-mailowy nadzór zapewne z radością przyjmą dyrektorzy szkół.

 

Nieco inaczej potoczyły się losy konkursu na kuratora w Kielcach. Tam dały o sobie znać zasady koalicyjności władzy. Konkurs wygrała Małgorzata Muzoł, z wykształcenia filolog rosyjski. Skończyła kielecką WSP. Jest działaczem politycznym, członkiem zarządu wojewódzkiego PSL. Potrafi być też konferansjerem, pięciokrotnie prowadziła dożynki powiatowe w Jędrzejowie. Miała jednego kontrkandydata. Był nim Stanisław Raczkowski, były dyrektor Świętokrzyskiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli. Podczas konkursu otwarcie przyznawał, że ma małe szanse.

 

Ale i stolica ma swojego nowego kuratora. Poprzedni został odwołany w połowie stycznia, jak donosiła prasa, z powodu zastrzeżeń co do trybu i tempa ogłaszania konkursów na dyrektorów placówek edukacyjnych w Radomiu. I kto został kuratorem mazowieckim? Karol Semik, były dyrektor Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Kochanowskiego w Radomiu. W wyborach 2007 roku kandydował z listy PO do sejmu i otrzymał 3775 głosów. Mandatu nie zdobył. Na Semika zagłosowało dziewięciu członków komisji, jedna osoba wstrzymała się od głosu. Wynika z tego, że był jedynym kandydatem.

 

Wkrótce odbędą się konkursy w innych stolicach województw. W tym na pewno w Gorzowie Wielkopolskim i w Łodzi. W tej ostatniej przed kilkoma tygodniami wojewoda powołała na stanowisko p.o. Kuratora osobę, którą redaktor „Gazety Wyborczej" już z tą chwilą ogłosił zwyciężczynią konkursu, pisząc: „Kuratorem łódzkiej oświaty będzie Wiesława Zewald." Jest ona znaną twarzą łódzkiej oświaty. Przez dekadę dyrektorowała słynnemu I LO im. Mikołaja Kopernika. Od 2004 r. była szefem Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej. W grudniu 2006 r. zwolnił ją ówczesny minister edukacji Roman Giertych. Oficjalnie z "powodów zdrowotnych." W jesiennych wyborach, jak kurator Semik, także ubiegała się o mandat poselski z listy PO. Przewiduję więc, że i w Łodzi konkurs przebiegnie i zakończy się podobnie jak w Warszawie.

 

Tylko po co to wszystko? Skoro obiecało się, że nowa strategia dla oświaty zakłada upodmiotowienie dyrektorów szkół i społecznych organów nadzoru, skoro zapowiedziano likwidacje urzędu kuratora w jego dotychczasowej formule, to czemu mają służyć te wszystkie korowody z wymianą dotychczasowych kuratorów na nowych? I gdy już we wszystkich kuratoriach będą „nasi" ludzie - czy będzie łatwiej likwidować te urzędy? Tego właśnie dotyczy moja pierwsza refleksja.

 

Wróćmy jednak do istoty sprawy. Komu, i do czego, potrzebne jest kuratorium, takim jakim ono jest od niepamiętnych czasów? Bo właśnie ten fakt, że było „od zawsze", może się okazać istotnym argumentem za jego zachowaniem. Tak jak projekty zreformowania ferii śródrocznych napotykają na opór z tego właśnie powodu. Mnie osobiście zawsze kojarzyć się będzie przede wszystkim z wizytacją. Choć sposoby jej przeprowadzania zmieniały się, zawsze wejście ekipy wizytującej, czy nawet tylko jednego wizytatora, miało w sobie coś z klimatu gogolowskiego „Rewizora". I wszyscy, którzy to przeżywali wiedzą jedno: wizytacja sprawdzała papiery! Plany, dzienniki, protokoły rad pedagogicznych, sprawozdania i zarządzenia dyrektora. Na okrasę odbywała się jedna czy dwie hospitacje lekcji - w tym prawie zawsze hospitowano lekcję dyrektora szkoły.

I na takiej podstawie formułowano oceny o pracy szkoły. I wnioski pokontrolne. Nie muszę chyba nikogo przekonywać o tym, że obraz szkoły w oparciu o taki „aparat poznawczy" miał się najczęściej nijak do rzeczywistych pozytywów i mankamentów pracy szkoły. A przy tym ten, humorystycznie wręcz brzmiący zapis w rozporządzeniu o nadzorze: „Wizytacja nie może zakłócać toku pracy szkoły lub placówki." Aby zalecenie to dopełnić powinna, zgodnie z litera prawa, odbywać się po zakończeniu lekcji i wyjściu ostatniego ucznia!

 

Najbardziej zastanawiające w tym wszystkim jest samo połączenie ze sobą tych dwu słów: nadzór pedagogiczny. Nie razi mnie zestawienie słów: nadzór budowlany, nadzór inwestorski, ale pedagogiczny? W języku polskim słowo „nadzór" oznacza „sprawowanie kontroli, pilnowanie ludzi bądź rzeczy". Czy można w trybie administracyjnym pilnować tak zróżnicowanych i subtelnych procesów, jak proces uczenia się czy wspieranie rozwoju człowieka? Można, i nawet należy nadzorować funkcjonowanie instytucji, w tym także szkół i placówek oświatowych, w zakresie przestrzegania w nich obowiązującego prawa. Tylko czy należy nazywać to nadzorem pedagogicznym?

 

A kurator - jako nazwa wojewódzkiego organu kierowania szkołami - czy to najszczęśliwsza nazwa? W naszej tradycji językowej to przede wszystkim osoba wyznaczona przez sąd do nadzoru nad skazanym, najczęściej nieletnim. Lub do reprezentowania osoby niezdolnej do działań prawnych... Ostatnio coraz częściej pojawia się także w kontekście sztuk plastycznych, w zwrocie „kurator wystawy". Czy w społeczeństwach obywatelskich, w których edukacja i wychowanie, to przede wszystkim domena rodziców i społeczności lokalnych, rząd musi nadal sprawować kuratelę nad tym jak przebiega nauczanie i wychowanie w szkołach? Było to wszak uzasadnione, z punktu widzenia ówczesnej władzy, pod zaborem rosyjskim czy pruskim, nawet w PRL-u. Ale czy nadal tego potrzebujemy?

 

Popatrzmy na realizowane obecnie, zgodnie z zapisami w ustawie o systemie oświaty, zadania kuratora:

1) sprawuje nadzór pedagogiczny nad publicznymi i niepublicznymi szkołami i placówkami oraz placówkami doskonalenia nauczycieli, w tym nad niepublicznymi placówkami doskonalenia nauczycieli o zasięgu ogólnokrajowym, które znajdują się na obszarze danego województwa;

2) wydaje decyzje administracyjne w sprawach określonych w ustawie;[/b]

3) (uchylony);

4) współdziała z radami oświatowymi powołanymi na podstawie art. 48;

5) wykonuje zadania organu wyższego stopnia w rozumieniu przepisów Kodeksu postępowania administracyjnego:

a) w stosunku do organów jednostek samorządu terytorialnego - w sprawach szkół publicznych, zakładanych i prowadzonych przez osoby prawne i fizyczne, oraz szkół i placówek niepublicznych,

b) w stosunku do dyrektorów szkół - w sprawach z zakresu obowiązku szkolnego i obowiązku nauki oraz w sprawach skreślenia uczniów z listy uczniów;

6) realizuje politykę oświatową państwa, a także współdziała z organami jednostek samorządu terytorialnego w tworzeniu i realizowaniu odpowiednio regionalnej i lokalnej polityki oświatowej, zgodnych z polityką oświatową państwa;

6a) opiniuje arkusze organizacji publicznych szkół i placówek, z wyjątkiem szkół i placówek prowadzonych przez ministrów, w zakresie ich zgodności z przepisami, przedstawiane przez organy prowadzące szkoły i placówki przed zatwierdzeniem arkuszy;

6b) opiniuje plany pracy placówek doskonalenia nauczycieli, z wyjątkiem placówek prowadzonych przez ministra właściwego do spraw oświaty i wychowania i ministra właściwego do spraw kultury i ochrony dziedzictwa narodowego;

6c) opracowuje programy wykorzystania środków na dofinansowanie doskonalenia nauczycieli, wyodrębnionych w budżecie wojewody, po zasięgnięciu opinii związków zawodowych reprezentatywnych w rozumieniu ustawy z dnia 6 lipca 2001 r. o Trójstronnej Komisji do Spraw Społeczno-Gospodarczych i wojewódzkich komisjach dialogu społecznego;

7) organizuje olimpiady, konkursy, turnieje, przeglądy oraz inne formy współzawodnictwa i prezentacji osiągnięć uczniów szkół na obszarze województwa;

8] współdziała z okręgowymi komisjami egzaminacyjnymi;

9) bada potrzeby nauczycieli w zakresie doskonalenia oraz inicjuje i koordynuje działania związane z doskonaleniem nauczycieli, współdziałając z organami prowadzącymi szkoły i placówki, a także może podejmować działania wspomagające materialnie i organizacyjnie doskonalenie nauczycieli, w szczególności promować nowatorstwo dydaktyczno-wychowawcze;

10) wspomaga działania w zakresie organizowania egzaminów i sprawdzianów w szkołach;

11) współdziała z organami jednostek samorządu terytorialnego w zakresie kształtowania i rozwoju bazy materialnej szkół i placówek;

12) współdziała z właściwymi organami, organizacjami i innymi podmiotami w sprawach dotyczących warunków rozwoju dzieci i młodzieży, w tym w przeciwdziałaniu zjawiskom patologii społecznej, a także może wspomagać działania tych podmiotów;

13) koordynuje, wspomaga i nadzoruje organizację wypoczynku dzieci i młodzieży na obszarze województwa w okresie ferii letnich i zimowych;

14) wykonuje inne zadania określone w przepisach odrębnych, w szczególności w zakresie obronności.

 

W moim głębokim przekonaniu jakiś organ administracji rządowej na szczeblu wojewody, działający w imieniu tego rządu na terenie województwa, jest potrzebny. I w zupełności wystarczyłoby, aby realizował te zadania, które zaznaczyłem wytłuszczeniem. Z tą poprawką, że pierwszy punkt zaczynałby się od słów: „ Sprawuje nadzór administracyjno-prawny nad..." I nie jest istotne, czy urząd taki byłby kolejnym wydziałem urzędu wojewódzkiego i nazywałby się, podobnie jak wydział polityki społecznej - wydziałem polityki edukacyjnej, czy też zachowałby swą tradycyjna odrębność i nazwę kuratorium oświaty. Wszystkie pozostałe zadania przejęłyby organy społeczne (Wojewódzkie Rady Oświatowe), ośrodki pomiaru jakości pracy szkół, samodzielne lub będące częścią dotychczasowej sieci okręgowych komisji egzaminacyjnych, badające stopień realizacji standardów jakości kształcenia. Pozostałe zadania, takie jak: organizacja olimpiad konkursów, turniejów, przeglądów oraz innych form współzawodnictwa i prezentacji osiągnięć uczniów szkół na obszarze województwa, a także badanie potrzeb nauczycieli w zakresie doskonalenia oraz inicjowanie i koordynuje działań związanych z doskonaleniem nauczycieli z powodzeniem mogą realizować wojewódzkie ośrodki doskonalenia nauczycieli.

 

Czy taka wizja jest możliwa do realizacji? Czy resort edukacji zdoła przekonać całą Radę Ministrów do takiej historycznej zmiany? Czy potrafi uczynić z tych wszystkich nowopowołanych „swoich" kuratorów - likwidatorów dotychczasowych kuratoriów? Czy wykona ten następny krok na drodze, zapoczątkowanej 7 września 1991 roku uchwaleniem ustawy o systemie oświaty, która odebrała szkoły państwu i przekazała je we władanie obywateli, zorganizowanych w samorządach lokalnych, stowarzyszeniach i fundacjach? Oto jest pytanie!

 

Włodzisław Kuzitowicz

 

Artykuł został opublikowany w Nr. 12 "Gazety Szkolnej" pod tytułem

"Edukacja dojrzała do uwolnienia się z kurateli."