Strona Główna > Felieton > Nowy pomysł w starym stylu
Dziś puszczę wodze wyobraźni wokół najnowszego pomysłu ministerstwa edukacji: w każdej szkole ma być szkolny koordynator ds. bezpieczeństwa. Parlament zrobił swoje. Jeszcze tylko podpis Pana Prezydenta i zmiany w ustawie o systemie oświaty staną się obowiązującym prawem. Można oczywiście mieć w sprawach, które ustawa reguluje, inny pogląd, ale, jak mawiali starożytni Rzymianie - „dura lex, sed lex"! Myślę, że dziś jest jeszcze za wcześnie na pogłębioną analizę i przewidywanie skutków przyjętych rozwiązań. Uczynię to po opublikowaniu ustawy o zmianie ustawo o systemie oświaty w Dzienniku Ustaw. Dziś puszczę wodze wyobraźni wokół najnowszego pomysłu naszego ukochanego ministerstwa edukacji. Mam na myśli polecenie, aby do wakacji w każdej szkole pojawił się szkolny koordynator ds. bezpieczeństwa, czyli wyznaczony jeden człowiek z kadry pedagogicznej, który, według założeń pomysłodawców, pomoże uczynić szkołę bezpieczną. Ma nadzorować chuliganów, ale i kolegów z pracy, mieć kontakt z policją i kuratorem. Prasa znalazła już określenie dla tej funkcji: „szkolny kapo"! Sam nie wiem, czy śmiać się, czy płakać! Jest to kolejny dowód skrajnej niekompetencji osób, którym oddano we władanie nasz system edukacyjny. Już sam sposób, przy pomocy którego urzędnicy z ministerstwa zamierzają poprawić stan bezpieczeństwa w szkołach, jest klasycznym rozwiązaniem rodem z epoki totalitaryzmu. Budowanie sieci informatorów, rekrutowanych z grona kontrolowanego środowiska czy instytucji, to stary, wypróbowany system zastraszania i manipulowania społeczeństwem. Pewnie pomysłodawca chodził kiedyś do nienajlepszej szkoły, w której „Pani" (nauczycielka) wyznaczała Jasia do pilnowania porządku w klasie, gdy chciała wyskoczyć na plotki do koleżanki. I Jasiu skrupulatnie notował w swoim zeszyciku wszystkich niegrzecznych kolegów, a po powrocie „Pani" przekazywał jej owoc swojego „moniotoringu"! W nagrodę zostawał prymusem, a dzisiaj robi karierę w administracji rządowej... W ogóle, przekonanie, że problem rozwiązuje sie poprzez powołanie „funkcyjnego" jest sam w sobie dowodem na magiczne myślenie urzędników. Przypomina mi to stary dowcip z PRL-u: „Co się najpierw zbiera, gdy przychodzi pora żniw? ... ? ... Biuro polityczne!!!" Trudności wychowawcze nie znikną ze szkół ani w wyniku lustracyjnej aktywności tak zwanych „trójek Giertycha", ani dzięki powołaniu tych „koordynatorów". Powoływani byli oni z resztą w szkołach, dla różnych zadań, już w przeszłości. Bywali na przykład koordynatorzy d.s. orientacji zawodowej. I co to dało? Niewiele, albo nic. Uczniowie i tak wybierali szkoły pod wpływem kolegów, aktualnej „mody", albo ulegając decyzjom ambitnych rodziców. Tak samo będzie i teraz. Dziesiątki tysięcy nauczycieli, „wrobionych" w tę rolę przeżyje tylko ogromny stres. Niektórzy „przejmą się rolą" i będą starali się wykazać - oczywiście głównie w sprawozdaniach. W większości, co bardziej doświadczeni, przekonani, że „dłużej klasztora niż przeora" - będą grać „na przeczekanie". I takie będą efekty tej akcji... Czy wszystko co wymyślą w MEN-ie jest złe? Nie wiem, co jeszcze wymyślą, ale, jak dotąd, kolejne pomysły świadczą głównie o tym, jak daleko urzędnikom do realiów życia szkoły, do codzienności życia społecznego. Felieton nie jest formą upowszechniania rozwiązań metodyczno-organizacyjnych w zakresie wychowania. Dlatego obiecuję Szanownym Czytelnikom, że wkrótce, w formie publikacji, podzielę się swoim doświadczeniem i przemyśleniami w dziedzinach, będących ostatnio terenem harców obecnej władzy oświatowej. Włodzisław Kuzitowicz |