Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Piątek, 18 maja 2012 r. 139 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Recenzje | Konferencje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
centrum konferencyjno widowiskowe Lutnia
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Impresje Małgorzaty
 Polecamy
 Publikacje
 Relacje praktyków
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Bibliografie
 Recenzje
 Konferencje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Felieton > O edukacyjnych i cywilizacyjnych skutkach cyfryzacji


Po lekturze informacji o konferencji Edukacja@nowy-kierunek.pl. Nowe technologie w nauczaniu i uczeniu się" , którą zorganizowały w Warszawie dwa wydawnictwa: WSiP i Pearson, nie mogę pozbyć się myśli, iż inicjatywa ta uświadamia nam bardzo ważny problem, przed którym stoi nie tylko nasze szkolnictwo, ale wręcz cała cywilizacja.

 

Rozwijała się ona przez tysiąclecia, jako owoc kumulowania dorobku ludzkości, przekazywanego słowem mówionym i przechowywanego w ludzkiej pamięci. Tę pamięć wspierały utrwalające ów dorobek materialne wytwory myśli ludzkiej: narzędzia, pierwsze maszyny, budowle, a także pierwsze dzieła sztuki: rysunki i rzeźby.

 

Przed kilkoma tysiącami lat nasi przodkowie dokonali wynalazku, który pozwalał na długo zachować w niezmienionym kształcie dorobek nauki i kultury - wynalazku pisma. Powstało ono niezależnie od siebie w różnych kręgach kulturowych i różne były formy jego utrwalania (od glinianych tabliczek z pismem klinowym i węzełków na indiańskim kipu, przez papirusy do pergaminowych rękopisów.) Przełomem, który zdemokratyzował umiejętność pisania i czytania był piętnastowieczny wynalazek druku - według pomysłu Gutenberga. I od tamtych czasów słowo pisane stało się podstawą wszelkich form edukacyjnych. Szkolna tablica i kreda, podręczniki i wypracowania pisane w zeszytach, to - do niedawna zdawałoby się odwieczny - kanon infrastruktury szkolnej, bez względu na jej typ i poziom.

 

Ale w ostatnim trzydziestoleciu (w Polsce dwudziestoleciu) świat zaczął się gwałtownie zmieniać. Stało się to za przyczyną technologii cyfrowych. O skutkach ich upowszechnienia i praktycznych tego konsekwencjach dla systemu edukacji była wspomniana konferencja. Mówiono tam o tym, o czym niby wszyscy wiemy, ale z czego nie do końca zdajemy sobie sprawę: jakie są i jakie jeszcze mogą być tego konsekwencje, nie tylko dla metodyki nauczania, ale także dla kształtowania się zupełnie nowego typu osobowości człowieka.

 

"Dzisiejszy młody człowiek przed swoją maturą napisze i otrzyma 200 tys. e-maili i SMS-ów" - mówiła w czasie konferencji psycholog dr Aleksandra Piotrowska z UW. Powiedziała też, że młodzi ludzie inaczej podchodzą do zdobywania wiedzy, np. są w stanie skupić się na jednym problemie najwyżej przez 10-12 minut, a nie aż przez całą lekcję. - "Młodzi nie rozumieją, dlaczego mają się uczyć starymi metodami. Przyzwyczajeni są do serii bodźców. To pokolenie monitorów, a nie książek" - zaznaczyła.

 

Moje refleksje dotyczą skutków powszechnego stosowania technologii cyfrowych, umożliwiających natychmiastową multiplikację wszelkich treści, ich nadmiaru i niemożność ogarnięcia owej lawiny informacji przez pojedynczego człowieka. Zastanawiam się także nad tym, co z konstatacji faktu, że w szkołach mamy już pokolenie monitorów, nie książek, wynika dla procesów edukacyjnych, dla tworzonego w ten sposób w umysłach młodych ludzi obrazu siebie i świata, a w konsekwencji - dla ich funkcjonowania w tym świecie przyszłości.

 

I tak sobie myślę, jak się ma do tej wizji zdigitalizowanego świata, romantyczna akcja „Cała Polska czyta dzieciom"? Czy niekończące się dysputy ekspertów na temat kanonu lektur szkolnych mają jeszcze na dłuższą metę jakiś praktyczny sens? Czy w nieodległej już przyszłości, w której w szkołach, (jeśli będą one jeszcze istniały w znanej nam obecnie formule) będą pracowali nauczyciele, którzy od swego wczesnego dzieciństwa ukształtowali swe osobowości w cyfrowym multimedialnym świecie, będzie jeszcze możliwa klasyczna lekcja i patriarchalna rola wszechmocnego, oceniającego nauczyciela?

 

Szkoda, że oszołomieni biegiem codzienności szkolnej, kolejnymi wojenkami o polską oświatę, o podstawy programowe, o liczbę godzin historii w ramowych planach nauczania, o sens istnienia zagrożonych likwidacją szkół i o dalszy los kuratorów oświaty, tak rzadko znajdujemy czas i niezbędny dystans, aby zrozumieć co naprawdę w tym co nas otacza jest ważne, jakie zagrożenia, ale i jakie szanse niesie ze sobą owa tofflerowska „trzecia fala"!

 

Włodzisław Kuzitowicz