Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Sobota, 25 października 2014 r. 298 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Konferencje | Recenzje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
centrum konferencyjno widowiskowe Lutnia
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Polecamy
 Polemiki
 Publikacje
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Wywiady
 Bibliografie
 Konferencje
 Recenzje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Publikacje > O kształceniu modułowym w projektowanej reformie szkolnictwa zawodowego


Przeczytałem reklamowaną na internetowej stronie MEN broszurkę, zatytułowaną „Założenia projektowanych zmian - Kształcenie zawodowe i ustawiczne". Bardzo zachęcam Szanownych Czytelników, aby - nim przejdą do dalszej lektury tego artykułu -  uczynili to samo. Ułatwi to zrozumienie istoty moich wywodów. A będą one w wielu fragmentach krytyczne do zaprezentowanej w owej broszurze „nibyreformy". Niby - bo tak naprawdę, sądząc po tym co tam napisano, struktura szkolnictwa zawodowego w swej istocie nie ulegnie zmianie. Nadal absolwenci gimnazjów, jeśli nie wybiorą liceów ogólnokształcących, będą podejmowali naukę w technikach i zasadniczych szkołach zawodowych. Znikają co prawda  licea profilowane - ale te i bez decyzji ministerstwa, zostawione same sobie, obumarłyby z powodu stopniowego ograniczania przez organy prowadzące rekrutacji do nich. Nawiasem mówiąc ich likwidacja jest sprzeczna z logiką współczesnej strategii dochodzenia do kwalifikacji zawodowych! Także zmiany, dotyczące  techników uzupełniających i szkół policealnych mają jedynie charakter korekty systemu - zostają, słusznie,  przesunięte do sektora kształcenia ustawicznego. Projekt zapowiada także nowe podstawy programowe kształcenia zawodowego, uwzględniające nową klasyfikację zawodów. Tak informuje o tej zmianie omawiana broszura:

 

W nowym podejściu, w klasyfikacji zawodów ujęte zostaną walifikacje wyodrębnione w poszczególnych zawodach. Kwalifikacje te będą spójne z Krajowymi Ramami Kwalifikacji i będą odrębnie potwierdzane w ramach zewnętrznych egzaminów zawodowych. [...] Modyfikacja klasyfikacji zawodów   będzie polegała na grupowaniu i integrowaniu zawodów (redukcji liczby zawodów). W zawodach tych zostaną następnie wyodrębnione i nazwane kwalifikacje, które będą potwierdzane w ramach egzaminów zewnętrznych. Kwalifikacje te zostaną opisane w nowych podstawach programowych kształcenia w zawodach jako zasób wiadomości, umiejętności i postaw. [...]Podstawa programowa kształcenia w zawodzie, podobnie jak podstawa programowa kształcenia ogólnego, została sformułowana w języku efektów kształcenia."

 

Swoją drogą to ciekawe, że użyto tu czasownika w formie czasu przeszłego dokonanego! A przecież we wstępie do owego dokumentu minister Hall napisała: „Serdecznie zachęcam i zapraszam wszystkich, którym leży na sercu dobro kształcenia zawodowego, do dyskusji nad przedstawionymi w niniejszym materiale propozycjami rozwiązań systemowych." Czy nie zniechęca to raczej do zgłaszania swych opinii i propozycji innych rozwiązań, skoro i tak już wszystko zapisano?

 

Mimo tych obaw, jako człowiek, któremu „leży na sercu dobro kształcenia zawodowego", poprowadzę mój wywód dalej. Może to ktoś z decydentów przeczyta? Może nawet stanie się on bodźcem do refleksji nad „ukochaną koncepcją"? Ze zrozumiałych względów, w jednym artykule nie ma miejsca na podjęcie wszystkich moich wątpliwości i zastrzeżeń do ogłoszonego pomysłu na  reformę kształcenia zawodowego, przedstawionego w przywołanym wyżej materiale informacyjnym MEN. Świadomie podkreślam kształcenia, bo reforma, na którą oczekuje gospodarka nie może dotyczyć wyłącznie systemu szkolnego! Jeżeli istota zmiany naprawdę miałaby polegać na nowej filozofii dochodzenia do kwalifikacji zawodowych, należałoby w o wiele większym stopniu oderwać się od ponad stuletniej tradycji szkół zawodowych, które zastąpiły dotychczasowy, wielowiekowy system szkolenia rzemieślniczego - a więc przywarsztatowego, „u boku mistrza". Taką prawdziwą, nie pozorowaną rewolucją byłby faktyczny pluralizm ścieżek kariery zawodowej, realizowanych, z takim samym końcowym efektem, na drodze  kształcenia formalnego, pozaformalnego i nieformalnego. I nie wystarczy napisać o tym w broszurze. Aby model taki mógł naprawdę zaistnieć trzeba go budować w perspektywie szerszej, niż resort edukacji... I nie da się tego zrobić bez rozwiązania zasad finansowania centrów kształcenia praktycznego (W broszurze pojawia się głównie nazwa „centra branżowe". Czy to oznacza, że będą one utrzymywane ze środków pozabudżetowych? Że to pracodawcy będą łożyli pieniądze na te wszystkie zadania, jakie zapisano dla nich w projekcie? Za dużo w tym niejasności i niedomówień!)

 

Następnym elementem nowej strategii osiągania kwalifikacji zawodowych jest kształcenie modułowe. To prawdziwa rewolucja w systemie organizacji, a zwłaszcza w metodyce kształcenia zawodowego. Od ponad stu lat, aby mieć dokument uprawniający do tytułu zawodowego, trzeba było ukończyć kilkuletnią szkołę, uczyć się tam teorii na lekcjach z wielu przedmiotów i całego wachlarza różnych umiejętności praktycznych, z których później w pracy zawodowej wykorzystywane były jedynie niektóre z nich. Kształcenie modułowe umożliwia ponowną syntezę teorii i praktyki i podporządkowuje cały proces dochodzenia do kwalifikacji konkretnemu celowi, jakim jest określone dzieło czy rodzaj usługi.

 

I właśnie to czym jest owo kształcenie modułowe, czym różni się od tradycyjnego, szkolnego kształcenia, jakie niesie ze sobą korzyści, szanse, ale i jakie zagrożenia - będzie treścią dalszej części tego artykułu.

 

Na początek kilka informacji podstawowych, także o charakterze historycznym. Pojęcie „moduł kształcenia" w środowisku szkół zawodowych po raz pierwszy pojawiło się w 1993 roku - razem z programem UPET-IMPROVE, finansowanym przez Unię Europejską. Jego celem było opracowanie i wdrożenie w wybranych polskich szkołach, nowatorskich na owe czasy, programów o budowie modułowej dla 29 zawodów z nowej klasyfikacji zawodów szkolnictwa zawodowego. W programie tym uczestniczyły 43 szkoły zawodowe - w tym zespół szkół budowlanych, którego zostałem wtedy dyrektorem. Włączenie szkoły do tego programu było moja pierwszą decyzją kierowniczą.

 

Pierwszym etapem uczestnictwa programie było szkolenie nauczycieli przedmiotów zawodowych w umiejętności budowy takich właśnie, modułowych programów kształcenia. Dotychczasowy, liniowy układ przedmiotowych treści kształcenia, tak zwanego „materiału nauczania" należało zastąpić programami, złożonymi z „cegiełek" - modułów, będących wewnętrznie spójną, zamkniętą całością wiedzy, obudowywaną wokół jednego celu kształcenia, nie zawsze jeszcze - zadania. Początkowo tak napisane programy miały status eksperymentalnych, a po kilku latach, po ich udoskonaleniu, zostały odpowiednim zarządzeniem dopuszczone, jako alternatywne, do powszechnego użytku szkolnego. I funkcjonują w stałej ofercie programów do dzisiaj!

 

A dzisiaj, dzięki benedyktyńskiej pracy ich autorów, polskie szkolnictwo zawodowe dysponuje, opracowanymi w latach 2005 - 2009 aż 121.  programami modułowymi ( to większość zawodów występujących w klasyfikacji zawodów szkolnych), dla których stworzono ponad 3500 pakietów edukacyjnych - do wszystkich wyodrębnionych tam jednostek modułowych - zadań zawodowych, w wersji dla ucznia i dla nauczyciela! Mówienie więc o programach o budowie modułowej, jako o nowym elemencie przygotowywanej reformy, jest w dużym stopniu nadużyciem!

 

Do tych czytelników, którzy nie mieli dotąd okazji zapoznania się z takim sposobem budowania dokumentacji programowej kształcenia, adresuję kolejny fragment mojego opracowania.

 

Czym jest modułowy program kształcenia?  W najprostszym rozumieniu - może być on zdefiniowany jako zbiór jednostek modułowych, ukierunkowanych na osiągnięcie jasno sprecyzowanych celów kształcenia, przy czym kryterium ich doboru stanowią zbiory wiedzy i umiejętności dobrane pod kątem uzyskania określonych umiejętności (kompetencji) zawodowych. Nie zmienia to jednak nic z tradycyjnego sposobu organizacji procesu kształcenia zawodowego. Uczeń nadal, jak to od lat się dzieje, uczestniczy na terenie szkoły w lekcjach z kolejnych „teoretycznych przedmiotów zawodowych" (tyle tylko, ze ich podstawa programowa jest „o budowie modułowej") a następnie - jeśli jest to tak zwany „zawód robotniczy", zdobywany w szkole zasadniczej - umiejętności praktyczne prowadzące do kwalifikacji nabywa na warsztatach szkolnych (jeśli jeszcze nie zbankrutowały), w szkolnych pracowniach (laboratoriach) zawodowych, u pracodawcy (ale w grupie, z nauczycielem zawodu) lub w nielicznych jeszcze centrach kształcenia praktycznego. Czyli najpierw nauczyciel-teoretyk opowie jak coś należy wykonać, a później fachowiec-praktyk pokaże uczniowi jak to się robi i pokieruje procesem kształtowania u niego umiejętności praktycznych. Uczeń technikum realia wykonywania swego zawodu poznaje podczas kilkutygodniowych praktyk zawodowych. Aby kształcić według takich programów nie trzeba dokonywać żadnych zmian: ani strukturalnych, ani metodycznych, ani - co okazuje się bardzo ważne z punktu widzenia związków zawodowych - kadrowych!

 

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja przy przejściu na system kształcenia modułowego. Oto, w dużym skrócie, jego istota:

> cele i treści kształcenia wynikają z przyszłych zadań zawodowych,

> czynności wykonywane przez uczniów podczas ćwiczeń praktycznych są bardzo zbliżone do tych, które są wykonywane na stanowisku pracy,

> nie ma podziału na zajęcia teoretyczne i praktyczne,

> jednostki modułowe integrują treści kształcenia z różnych dyscyplin wiedzy,

> proces uczenia się dominuje nad procesem nauczania,

> wykonywane zadanie jest podobne lub takie samo jak rzeczywiste zadanie zawodowe.

 

Oznacza to (niech mi czytelnicy wybaczą przykład z branży budowlanej), że uczeń nie musiałby skończyć trzyletniej szkoły zasadniczej w zawodzie „murarz", aby mieć kwalifikacje do budowania kominków, na które to akurat teraz jest duże zapotrzebowanie w jego regionie.  Uzyskałby te kwalifikacje po „zaliczeniu" modułu „Budowa kominków". Wystarczyłoby do tego kilka tygodni szkolenia w centrum kształcenia praktycznego, gdzie pod opieką wysoko wykwalifikowanego (teoretycznie i praktycznie) nauczyciela-instruktora (nauczyciel - tutor, mentor, coach), samodzielnie poszukując podstawowej wiedzy z dziedzin takich jak materiałoznawstwo, technologia, projektowani itp. , wykonywałby konkretne, finalne dzieło: gotowy kominek (lub kilka jego typowych wzorów), oceniony i przyjęty jako spełniający wszystkie normy budowlane, końcowy produkt. I to on, prawidłowo wykonany,  stałby się podstawą do wydania certyfikatu, potwierdzającego kwalifikacje w zakresie wykonawstwa tego detalu budowlanego. Oczywiście, aby uzyskać pełne kwalifikacje w zawodzie „murarz" takich modułów byłoby opisane wiele, lecz wszystkie one mogłyby być zdobywane i potwierdzane w dowolnej kolejności i niezależnie od ukończenia cyklu kształcenia ogólnego i ogólnokompetencyjnego w szkole. Bo szkoła zawodowa, przy wdrożeniu modułowego kształcenia zawodowego, byłaby jedynie miejscem, w którym absolwent gimnazjum kończyłby rozpoczęty tam cykl kształcenia ogólnego i dodatkowo zdobywał kwalifikacje ponadzawodowe, zwane też kluczowymi, takie jak znajomość języka (języków) obcego, pracy z komputerem, komunikacji społecznej itp...  Tym bardziej, że i tak już od kilku lat świadectwo ukończenia szkoły zawodowej, także technikum, nie potwierdza kwalifikacji zawodowych!

 

W „literaturze przedmiotu" można znaleźć następujące plusy tego sposobu zdobywania kwalifikacji zawodowych:  

> Skuteczniejsze uczenie się przez działanie, gdyż w procesie kształcenia modułowego nie ma podziału na zajęcia teoretyczne i praktyczne; 

> Elastyczny cykl kształcenia;

> Indywidualny tok zdobywania nowych umiejętności;

> Stopniowe nabywanie kwalifikacji do zawodu;

> Przyjazna relacja MISTRZ - UCZEŃ;

> Atrakcyjniejsze i bardziej świadome przygotowanie do zawodu;

> Łatwiejsze uzyskanie uznania kwalifikacji u pracodawcy.

 

Jako, że nie ma róży bez kolców, modułowe kształcenie niesie ze sobą także liczne problemy i zagrożenia. Są to:

 

- Dotychczasowe przyzwyczajenia uczących się, nauczających i pracodawców;


- Opór przed zmianą, jako powszechnie występującą postawą obronną;


- Duże trudności w organizacji pracy szkół (rozkład zajęć przedmiotów nauczania, dostosowany do okresów realizacji modułów kształcenia zawodowego);

- Brak u uczących się nawyku samokształcenia.

 

Przemilczanym zagrożeniem jest także, możliwa do przewidzenia, negatywna postawa nauczycielskich związków zawodowych, które przede wszystkim ruszą do obrony miejsc pracy dotychczasowych nauczycieli zajęć praktycznych, z których wielu nie będzie spełniało kryteriów kwalifikacyjnych do pełnienia nowej, uniwersalnej roli w systemie modułowym.

 

Jednak najpoważniejszą barierą do pokonania (prawdopodobnie to ona spowodowała marginalne potraktowanie kształcenia modułowego w projekcie ministerstwa edukacji) jest trudność ze znalezieniem źródeł sfinansowania dla tego systemu. I będzie to bariera nie do pokonania zwłaszcza w sytuacji, w której MEN decyzję o przejściu na system kształcenia modułowego pozostawia w gestii szkół! [„W jaki sposób szkoły przełożą podstawę programową kształcenia w zawodzie na realizowany program nauczania, zależy od ich innowacyjności i kreatywności [...]  Opracowane w szkole programy nauczania dla zawodów mogą przybierać układ treści o strukturze przedmiotowej lub modułowej..."]

 

Zaiste -  to bardzo idealistyczne podejście do tak rozumianej autonomii szkoły. Najbardziej kreatywne i nowatorsko nastawione zespoły nauczycielskie, przewodzone przez swych dyrektorów - menedżerów nie będą w stanie przekonać rad powiatów lub miast do sfinansowania przedsięwzięcia, z którego korzyści, w mniemaniu większości radnych, będą mieli prywatni przedsiębiorcy!

 

Tylko system ponadresortowy, mający trwałe podstawy jego zasilania finansowego, gwarantowane przez ponadlokalny budżet (lub system parapodatków od pracodawców - na podobieństwo Funduszu Aktywizacji Zawodowej), może stworzyć warunki powstania bazy do kształcenia modułowego (centrów kształcenia zawodowego), a także zapewnić tam napływ wysoko kwalifikowanej kadry fachowców (nie objętych gorsetem zapisów Karty Nauczyciela) -  bez których ta forma kształcenia nie może skutecznie funkcjonować.

 

Jeśli takich rozwiązań na szczeblu rządowym i w randze ustawowej nie będzie, nie wierzę w możliwość wdrożenia w Polsce kształcenia modułowego. Nadzieje na to, że wszystko da się załatwić w resorcie edukacji, że wystarczą zmiany rozporządzeń i apele do kreatywnych nauczycieli, oraz wprowadzenie nazwy „centra branżowe" -  bardzo szybko okażą się płonne. Pozostanie tylko szum medialny (Już pisze się o „trzęsieniu ziemi w szkołach zawodowych"!), rozczarowanie tych, którzy uwierzyli, że nastąpią istotne zmiany, którzy oddali tej sprawie swe talenty, wiedzę i doświadczenie, i ... i dobre samopoczucie autorów tej broszury! Będą wszak mówić: chcieliśmy tak dobrze, ale nauczyciele okazali się niekreatywni i konserwatywni!

 

Wodzisław Kuzitowicz

 

Artykuł został opublikowany w Nr.6/2010 „Gazety Szkolnej"