Strona Główna > Felieton > Ostatni felieton licealistki - maturzystki
Skończył się maj, skończyły się matury. Koniec nauki! Za parędziesiąt dni zdecydowana większość maturzystów otrzyma świadectwa, które pozwolą im ubiegać się o miejsce na uczelniach krajowych i zagranicznych. Już niedługo zapomnimy o błędach w arkuszach egzaminacyjnych, źle sformułowanych pytaniach i całym tym szumie wokół egzaminu dojrzałości. Przyszedł czas na wakacyjny odpoczynek. Temat powróci 30 czerwca. Szanowni statystycy zamkną owoc starań 440 tysięcy młodych ludzi w procentach, liczbach, słupkach. Wyniki zostaną uśrednione. Rozpacz tych, którzy za rok będą musieli ponownie przystąpić do matury pozostanie tylko ich udziałem, tak samo jak radość wybitnych jednostek, których wyniki wypadną zdecydowanie powyżej średniej krajowej. Będziemy tylko kolejnym rocznikiem. Może trochę lepszym z biologii czy geografii niż poprzednie. W następstwie skomplikowanego, wielokrotnego systemu sprawdzania prac maturalnych, na wyniki egzaminu czekamy sześć tygodni. Nie ma co narzekać - gimnazjaliści wyniki testu poznają już niedługo, po zaledwie siedmiu tygodniach, a szóstoklasiści odczekali osiem tygodni, nim pod koniec maja dyrektorzy ich szkół podali liczbę punktów uzyskanych przez każdego ucznia na sprawdzianie. Taka jest procedura i nie ma powodu, by się burzyć - po prostu czekanie bywa uciążliwe. Pewien ważny etap mam już za sobą. Będzie mi brakować ludzi, którzy przez trzy lata starali się przekazać mi nie tylko wiedzę, ale i życiową mądrość. Miło wspomnę kolegów o rok młodszych, z którymi miałam wspaniały kontakt. Gdzieś w głębi duszy liczę na to, że wszyscy uczniowie z mojej klasy pozostaną w pamięci nauczycieli trochę dłużej, niż poprzedni. Jako ci zabawniejsi, sympatyczniejsi ... Dyrektor, z którym zawsze można było pożartować, wychowawca za wszelką cenę organizujący wycieczki i rajdy, na pewno wspomną nas z uśmiechem... Prawie każdy z nauczycieli wnosił do swych zajęć coś, dzięki czemu łatwiej było wytrzymać te przepisowe 45 minut. Humor, złośliwości, ciekawe informacje, ponadprzeciętna trudność zadań z matematyki. Chyba zwykle, gdy skądś się odchodzi, idealizuje się to miejsce, do którego już raczej nie można powrócić (chyba że z drugiej strony biurka nauczycielskiego). Za kilka miesięcy zaczną się studia, będę uczyć się już w inny sposób, na innych warunkach ... Nikt nie będzie zmuszał mnie do przyswajania wiedzy, nie będzie ocen w dzienniku ani zebrań z rodzicami. Z pewnością tematów do felietonów mi nie zabraknie - jeśli nic specjalnie interesującego nie będzie działo się na uczelni, to zawsze absurdy, wzloty czy upadki z gimnazjalnego życia brata staną się inspiracją do pisania kolejnych linijek. Dotychczasowe dwanaście lat edukacji pokazało mi niejednokrotnie, że życie szkolne może bywa monotonne i przewidywalne, jednak nawet tu da się odnaleźć coś ciekawego, co wzruszy lub rozbawi. Wszystko zależy od tego, na co zwraca się uwagę i czy umie się patrzeć we właściwy sposób. Spędzamy w szkole tak znaczącą część naszego życia, że szkodą byłoby te niecodzienne momenty po prostu przeoczyć, zagubić. Niebezpiecznie sentymentalnie się zrobiło, z uśmiechem zatem przytoczę cytat pewnego młodego szkolnego myśliciela: „Szkoła to jedyna instytucja na świecie, która bezpłatnie gwarantuje rodzicom wolną chatę od rana do popołudnia pięć dni w tygodniu". Nie-maturzystom zostały już tylko dwa tygodnie męczarni w ławach szkolnych, więc optymistycznie można zawtórować Zenonowi Laskowikowi w piosence z pewnie nieznanego już większości uczniów kabaretu, bo już za 14 dni: „Oj, będzie bal!..." Agnieszka Śpionek |