Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Piątek, 18 maja 2012 r. 139 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Recenzje | Konferencje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
centrum konferencyjno widowiskowe Lutnia
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Impresje Małgorzaty
 Polecamy
 Publikacje
 Relacje praktyków
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Bibliografie
 Recenzje
 Konferencje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Felieton > Palarnie w szkołach. Skandal czy wybawienie?


W ubiegłym tygodniu Sejm znowelizował ustawę o ochronie zdrowia w części, odnoszącej się do palenia tytoniu w miejscach publicznych. Za zmianami głosowało 217 posłów, 165 było przeciw, a 48 wstrzymało się od głosu. Uchwalone zmiany są kompromisem między tym co proponowali radykałowie (miał być całkowity zakaz palenia w miejscach i instytucjach publicznych - w tym we wszystkich lokalach gastronomicznych, nawet w prywatnych samochodach) a liberałami, którzy protestowali przeciw ograniczaniu przez państwo wolności osobistej. Ci pierwsi podnosili najczęściej argument obrony interesu osób niepalących, którzy są zmuszani do wdychania dymu tytoniowego w miejscach publicznych, stając się w ten sposób biernymi palaczami i w konsekwencji - ryzykując chorobami odtytoniowymi.

 

Zanim ustawa stanie się prawem musi być przyjęta przez Senat a następnie podpisana przez Prezydenta RP. Nim to nastąpi podzielę się z Szanownymi Czytelnikami moimi przemyśleniami o najbliższej nam pedagogom zmianie, jaką zawiera uchwalona nowelizacja przepisów o zakazie palenia tytoniu w szkołach i placówkach oświatowych. Dotąd obowiązywał tam całkowity zakaz palenia tytoniu, podobnie jak w szpitalach, sanatoriach i innych placówkach służby zdrowia. Gdy ustawa wejdzie w życie będzie można palić w budynkach szkół i szpitali, hospicjów, pod warunkiem urządzenia w nich palarni. Oczywiście dotyczy to osób pełnoletnich.

 

Już słyszę głosy oburzenia, jakie podniosą się na tę wiadomość. No, bo kto to słyszał, żeby robić w szkole palarnię! Albo w takim szpitalu czy domu starców! To skandal!

 

A ja bardzo się ucieszyłem z takiej regulacji prawnej tego problemu. Od lat miałem w tej sprawie wyrobiony pogląd: lepsza palarnia, niż nieustannie zadymione i „zapetowane" toalety! Tam dopiero niepalący uczniowie (mam na myśli szkoły ponadgimnazjalne i dla dorosłych) narażeni byli na działanie szkodliwego dymu tytoniowego ponad wszelkie dopuszczalne normy, gdy zmuszeni niecierpiącą zwłoki potrzebą wchodzili do tych pomieszczeń aby skorzystać z w.c. Wiem, że wielu z nich nie robiło tego nigdy podczas przerwy, zwalniając się w tym celu podczas lekcji.

 

Wszyscy chyba widzieliśmy gromady uczniów wychodzących podczas przerwy „na papierosa"  przed szkołę. Postępują tak bez względu na pogodę, marznąc lub moknąc na deszczu. Bo nałóg jest silniejszy niż rozsądek! A co robili palący nauczyciele, sekretarki, woźne? Zachowywali się prawie tak samo jak ich uczniowie, czyli kryli się z paleniem przed uczniami, albo... albo manifestacyjnie zaciągali się dymkiem, dając do zrozumienia, że co wolno wojewodzie... Jakby nie było -  każda z tych sytuacji była bardzo niepedagogiczna. Moim zdaniem obowiązek urządzenia w szkole  oficjalnej, spełniającej zapisane w ustawie warunki, palarni, to wybawienie dla wszystkich niepalących członków społeczności szkolnej! Wybawienie od dymu i przenikającego wszystko, niedającego się „wywietrzyć" smrodu...

 

Od dawna byłem przekonany, że uczciwiej będzie, gdy wszyscy palacze: nauczyciele, pracownicy i dorośli uczniowie, spotkają się w palarni. Może  trochę lepiej się poznają? Może zainicjują „Klub rzucających palenie"? Dzięki temu pozostali, wolni od nałogu, będą mogli żyć w strefie wolnej od dymu. Wierzę, że ta nowa regulacja prawna wreszcie skończy ową monstrualną obłudę, jaka przez pokolenia była nieodłącznym elementem szkolnego światka. I wbrew obawom przeciwników palarni w szkołach, może to wpłynąć na spadek liczby osób, uczniów i nauczycieli, palących papierosy. Bo owoc niezakazany traci swą atrakcyjność, bo łatwiej i skuteczniej będzie można adresować  kampanie zachęcające do odzwyczajania się od palenia, motywować do tytoniowej abstynencji. I może łatwiej będzie dopilnować zakazu palenia uczniów niepełnoletnich. Bo być może , w swoim dobrze pojętym interesie, będą nauczycieli wspierać w przestrzeganiu tego zakazu niepalący, dorośli uczniowie.

 

W każdym razie ta nowa sytuacja będzie także wyzwaniem dla nauczycieli do przemyślenia na nowo programów pracy profilaktycznej i programów wychowawczych. Tym razem bez pedagogicznej schizofrenii.

 

P.s. Od października 2002 roku nie palę. Przed laty, gdy byłem dyrektorem zespołu szkół zawodowych, z inicjatywy i przy współdziałaniu samorządu uczniowskiego, „eksperymentalnie" (i nielegalnie) urządziłem palarnię dla pełnoletnich uczniów. Stąd wiem, ze to dobre rozwiązanie!

 

 

Włodzisław Kuzitowicz