Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Wtorek, 07 lutego 2012 r. 38 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Recenzje | Konferencje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
centrum konferencyjno widowiskowe Lutnia
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Impresje Małgorzaty
 Polecamy
 Publikacje
 Relacje praktyków
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Bibliografie
 Recenzje
 Konferencje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Felieton > Pamięć historii szczepionką przyszłości


W długiej galerii „polskich miesięcy" właśnie przeżywamy, wraz z jego uczestnikami, wspomnienie „Marca ‘68"

 

Kombatanci tamtych dni wspominają, aby po raz kolejny potwierdzić swoje wybory, aby być dumnym z siebie, lub... wstydzić się swoich czynów lub zaniechań. Ale przy tej okazji, nie po raz pierwszy, pojawia się pytanie o funkcję pamięci historycznej w życiu narodu. Czy istnieje uzasadniona potrzeba obarczania pamięcią o studenckim buncie, zrodzonym z mickiewiczowskiej siły wadzenia się nie tylko z Bogiem ale i carem, dzisiejszych rówieśników bohaterów tamtych wydarzeń?

 

To było 40 lat temu. Dzisiejsi studenci mają rodziców, którzy podczas rozpędzania wiecujących przez oddziały ZOMO [taka peerelowska „prewencja" ] byli za mali, aby cokolwiek z tego zapamiętać. Próbuję to sobie uświadomić, aby lepiej zrozumieć. To mniej więcej tyle lat, ile mnie, dwudziestodwulatka, dzieliło w 1966 roku od majowego przewrotu Piłsudskiego z 1926 roku. Czy było to coś, co mnie obchodziło, o czym chciałem wiedzieć, co stało się elementem mojej świadomości? Powiem uczciwie: nie było tak. I to nie dlatego, że w tamtych czasach socjalistyczna ojczyzna nie była zainteresowana kultywowaniem mitu Marszałka, ale po prostu dlatego, że owa lekcja bratobójczej walki na moście Poniatowskiego była dla mnie w dużym stopniu abstrakcyjna.

 

I nie mogłem wtedy przewidzieć, że jednak nastanie taki czas, że znów Polak stanie przeciw Polakowi, i że będą ze sobą walczyć - każdy w imię swojej wizji Polski! I że znowu miną dziesięciolecia i nie będą milkły dyskusje o to, po czyjej stronie była racja! I że kolejne pokolenie moich rodaków będzie przypinało sobie medale za to, że byli przeciw!

 

Ale wróćmy do rocznicy wydarzeń marcowych. Potrafię zrozumieć dlaczego młodzi Polacy nie wiedzą nic, a także nie chcą wiedzieć o tym, że władza PRL-u zakazała przedstawień „Dziadów" Mickiewicza, dlaczego studenci protestowali, jak zostali spacyfikowani przez milicję i „zdrowy aktyw robotniczy w postaci tak zwanych <ormowców>", i jaki to wszystko ma związek z syjonizmem i przymuszeniem setek polskich obywateli pochodzenia żydowskiego do opuszczenia kraju. Nie chcą wiedzieć, bo to w ich przekonaniu byłby zbyteczny balast w budowaniu ich europejskiej, otwartej tożsamości, ale też nie wiedzą kto, co, kiedy i jak działał, bo nie wiedzą tego, tak do końca, nawet żyjący uczestnicy tamtych wydarzeń.

 

Ale to nie powinno usprawiedliwiać amnezji narodowej. Bo jednak zbiorowe doświadczenie pokolenia „marca ‘68" stało się najważniejszym zasiewem niezgody na ówczesną rzeczywistość, wykazało, że nie tylko należy, ale że można powiedzieć „nie!", że to pozornie zniewolone społeczeństwo potrafi się samoorganizować, a nawet zdobyć na otwarty bunt sierpnia 1980 roku. I o tym wszystkim trzeba mówić, to dokumentować i pokazywać ludziom młodym. Bo nigdy nie wiadomo wobec jakich wyzwań przyjdzie im stanąć w dziś nieprzewidywalnej przyszłości!

 

Włodzisław Kuzitowicz