Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Sobota, 04 lutego 2012 r. 35 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Recenzje | Konferencje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
centrum konferencyjno widowiskowe Lutnia
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Impresje Małgorzaty
 Polecamy
 Publikacje
 Relacje praktyków
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Bibliografie
 Recenzje
 Konferencje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Felieton > Peroniści ante portas


Stali czytelnicy naszego portalu zapewne zauważyli, że od Dnia Edukacji Narodowej przestały się pojawiać felietony. Jaka tego przyczyna? Otóż - nie była nią choroba felietonisty, brak czasu , a brak dystansu, dystansu do nieustannie zmieniającej się rzeczywistości. Felieton, to jak wiadomo, artykuł dziennikarski, poruszający w lekkiej formie różne problemy życia codziennego. I na tym polegała trudność Waszego felietonisty. Śledząc kolejne etapy „przepychanek" rządu ze związkami zawodowymi, spory o sześciolatków w szkole i emerytury pomostowe, kolejne wojny uliczne i pyskówki sejmowe, trudno było spojrzeć na to „z lotu ptaka", z perspektywy kogoś, kto nie będąc zaangażowanym po żadnej stronie konfliktu, może pokusić się o chłodny komentarz, sprowadzający sprawy do ich właściwych wymiarów...


Czy akurat dzisiaj, siadając do pisania tego felietonu, potrafię już „w lekkiej formie poruszyć codzienne problemy" naszego edukacyjnego światka? Nie do końca, ale nie czekając na kolejne etapy prac legislacyjnych parlamentu nad przedłożeniami rządowymi w sprawie zmian w ustawach oświatowych, postanowiłem podjąć temat roli związków zawodowych w reformowaniu naszej narodowej edukacji.


Impulsem, który mnie do tego skłonił, była niewielka notatka na internetowej stronie ZNP. Przeczytałem tam, że „Aż 34 proc. uczestników sondażu GfK Polonia przeprowadzonego dla dziennika „Rzeczpospolita" i opublikowanego 9 grudnia br. stwierdziło, że rola związków zawodowych w Polsce powinna być większa niż dziś. 27 proc. badanych uznało, że nic nie powinno się zmienić, a 24 proc. nie ma na ten temat zdania. Jedynie 15 proc. respondentów zadeklarowało, że rola związków powinna być mniejsza niż obecnie."


Nie po raz pierwszy wyniki takich sondaży są przedstawiane najczęściej wtedy, gdy potwierdzają czyjeś interesy lub zamierzenia. Nie ma wątpliwości, że wskaźniki tej sondy ucieszyły sąsiadów - związkowców! [ ZNP ma siedzibę w Warszawie przy Smulikowskiego 6/8, zaś GfK Polonia przy Smulikowskiego 4 ] . Tylko czy z tego samego powodu powinno nam wszystkim, Polakom - szarakom, być radośnie? W tej samej „Rzeczpospolitej", która zleciła badania, można przeczytać w blogu Dominika Zdorta takie oto myśli:


Kolejne ekipy rządowe nie mają odwagi pociągnąć do odpowiedzialności łamiących prawo związkowców, nic więc dziwnego, że - jak wynika z dzisiejszego sondażu "Rzeczpospolitej" - większość z tych metod Polacy uważają za dopuszczalne.[...]Czasy Tuska przejdą do historii jako moment, gdy związki zawodowe pierwszy raz w historii III Rzeczypospolitej uzgadniały z trzema klubami poselskimi kształt ustawy. ZNP ze swoim szefem Sławomirem Broniarzem nie tylko zgłosił wniosek grupie posłów (co dopuszcza ustawa o związkach zawodowych), ale w ubiegłym tygodniu regularnie negocjował z PO, PSL i SLD w Sejmie szczegóły dotyczące emerytur pomostowych.[...]W ten sposób system demokratyczny się degeneruje. To oczywiste, że związkowcy, gdy da się im palec, będą chcieli całą rękę. Taka już ich natura - trudno wilkowi czynić zarzut z tego, że jest wilkiem. Wydaje się więc, że najbardziej winni degeneracji są tchórzliwi politycy. Ci, którzy uważają, że za budżetowe - czyli nasze - pieniądze mogą sobie kupić spokój społeczny i wyborcze sukcesy. I ci, którzy nie rozumieją, że jutro, gdy kryzys na dobre zadomowi się w Polsce, na ograniczenie związkowej wszechwładzy będzie za późno."[ http://szukaj.onet.pl/query.html?qt=Dominik+Zdort ]


Przytoczyłem tak obszerne fragmenty głównie po to, aby zwrócić uwagę na zupełnie niedostrzegane konsekwencje wzmacniania roli, nie tyle związków zawodowych, co ich liderów, w procesach zarządzania gospodarką i polityką społeczną. Nie chciałbym być obywatelem państwa, w którym o tym, jakie będę jadł pieczywo będą decydowały związki piekarzy, a jak i przez kogo mają być edukowane dzieci - związki nauczycieli. W dziedzinie chleba i bułek zapewne ostałyby się takie, których produkcja jest najtańsza i najmniej pracochłonna...


Nie znaczy to, że jestem wrogiem związków zawodowych - jako obrońców interesów pracowniczych wobec pracodawcy. Jako strażników przestrzegania Kodeksu Pracy. Jednak wizja dryfowania naszego systemu społeczno-politycznego w stronę modelu korporacjonizmu, taki salazarowski, czy peronistyczny wzorzec państwa związków zawodowych budzą mój stanowczy sprzeciw! Tym bardziej, że gdyby dobrze policzyć, to w naszym kraju, a na pewno w szkołach, pracuje o wiele więcej osób nie należących do żadnego związku, niż członków wszystkich związków razem wziętych. Dawno minęły czasy 11 milionowego związku „Solidarność". I czas, gdy był on zmuszony pełnić role daleko wykraczające poza misję reprezentanta pracowników także już dawno się skończył.


Warto, już dzisiaj, zanim nie będzie to „musztarda po obiedzie", upowszechniać, zwłaszcza wśród owych 34 % zwolenników zwiększania roli związków zawodowych, prawdę historyczną o tym, czym skończyły się rządy Juana Perona w Argentynie, który pod wpływem związków zawodowych, wprowadził szeroki program osłon socjalnych. Polityka taka doprowadziła do ruiny finansów państwa i w konsekwencji do upadku samego Perona.


Włodzisław Kuzitowicz