Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Sobota, 04 lutego 2012 r. 35 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Recenzje | Konferencje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
centrum konferencyjno widowiskowe Lutnia
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Impresje Małgorzaty
 Polecamy
 Publikacje
 Relacje praktyków
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Bibliografie
 Recenzje
 Konferencje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Felieton > Powrót do niecodziennej codzienności


Wybory, wybory, i po wyborach... Już czas wrócić do codzienności. Oto nowy felieton naszej młodej felietonistki, Agnieszki. [Naczelny].

 

A więc nowy rok szkolny, a więc nowe obowiązki, a więc ... „Agnieszko, nie zaczyna się zdania od ‘a więc'!!!"... No cóż, szkoła, mili moi... Z lekkim (niczym syzyfowy kamień) opóźnieniem wkraczam w ten rok. I od samego początku gonią mnie terminy. Do 30.09 złożenie deklaracji maturalnej, a wcześniej (do 15.09) oświadczenie, że w ogóle ją zdaję. Przygotowania do studniówki z całym tym zbędnym zamartwianiem się o „najlepszy lokal", „najbardziej rozrywkową orkiestrę", „najwykwintniejsze jedzenie" ... Równolegle nabywanie zbiorów zadań, kompendiów, przeróżnych typów vademecum, opracowań, streszczeń i innych pomocy niezbędnych statystycznemu maturzyście do pomyślnego przebrnięcia przez ten - bądź co bądź - najpoważniejszy jak dotąd egzamin w życiu. W międzyczasie wybory, w których, jako świadoma (a jakżeby inaczej!) obywatelka, zagłosowałam.

 

Dzieci w mundurkach idące do szkoły to już element krajobrazu miasta, do którego dość szybko przywykłam. Podobnie jak do dzieci pośpiesznie upychających po zajęciach swoje (najwyraźniej nazbyt sztampowe) odzienie z herbem szkoły. Cieszę się, że ominęła mnie ta cała heca. Z całym szacunkiem do władz. Czy widzę, by dzieci w tych uniformach zachowywały się inaczej? Nie. Czy wskaźnik uczniów prześladowanych w szkole zmniejszył się w wyniku wprowadzenia jednolitego stroju? Hmm ... wątpliwe? A może chociaż nie widać różnic między bogatszymi a biedniejszymi osobami? Niestety nie... Czy jednak spodziewaliśmy się czegoś innego?

 

Ostatnio, gdy przeglądałam w Internecie artykuły i szukałam natchnienia do pisania tegoż, nawiedził mnie mój (kończący w tym roku podstawówkę) brat z prośbą o narysowanie mu dyni. Dynia, jaka jest, każdy widzi. Ale nie każdy umie ją narysować. Niechętnie wzięłam się jednak do pracy, bo - wiadomo - dobra siostra pomóc musi. Wyszło całkiem nieźle ... ale tylko w moim przekonaniu. „To ma być dynia z dziurami i świecą w środku, taka jak w Ameryce" - poniewczasie, za to ze zniecierpliwieniem dodał brat, widząc owoc (warzywo?) mych starań. Szybki rzut oka na kalendarz i - EUREKA! - zbliża się Halloween. Szybki powrót zdrowego rozsądku: a dlaczego Polacy mają rysować dynie na jakieś amerykańskie święto?

 

Sądziłam, że tylko w szkole mojego rodzeństwa nauczyciele odeszli od zmysłów, ale gdzież tam! Siostra koleżanki robi makietę parlamentu na pamiątkę 5.11 - Dnia Guy'a Fawkesa, a ich pani od przyrody zapowiedziała konkurs na najładniejszy wizerunek indyka z okazji ... Święta Dziękczynienia. Zastanawiam się, gdzie te czasy, w których malowało się widok polskich cmentarzy zaledwie dzień po tym głośnym Halloween, a w czwarty czwartek listopada myślało się o wróżbach andrzejkowych... Czy naprawdę wszystko, co obce, jest fantastyczne? Czy w Polsce aż tak doskwiera nam brak świąt, by na siłę wmontowywać w kalendarz nowe, zupełnie niezwiązane z naszym krajem? Dlaczego mamy dziękować za przetrwanie na preriach Ameryki Północnej? Cieszyć się z zamachu na parlament nie-naszego kraju? Czy niedługo przyjdzie nam robić parady uliczne czwartego dnia lipca?

W państwie, w którym tak dba się o patriotyzm, takie odstępstwo od reguł? „Cudze chwalicie, swego nie znacie" - to aż ciśnie się na usta.

 

Pogoń za wszystkim co nowe i kolorowe przypomina trochę zachowanie dziecka w cukierni, które sięga zawsze po to, co najbardziej barwne i najczęściej jedzone przez inne dzieci. Dopiero z czasem zaczyna wyrabiać sobie własny gust, aż z czasem przekonuje się, że to, co najlepsze dla innego dziecka, nie zawsze smakować musi jemu. Może zanim zastąpimy dzieła Kochanowskiego utworami Shakespeara doczekam się chwili, w której walentynki (a może wtedy już świętojanki) uczniowie będą przygotowywać 23 czerwca? Chciałabym w to wierzyć ...

 

Agnieszka Śpionek