Strona Główna > Publikacje > Prawa pacjentów współczesnych szpitali psychiatrycznych
W jednej ze scen osławionego filmu Miloša Formana „Lot nad kukułczym gniazdem" Jack Nicholson próbuje przekonać siostre Mildred Ratched do włączenia pacjentom telewizora w związku z mającą się odbyć transmisją zawodów baseball'a. Siostra Mildred z kamienną twarzą stwierdza, iż jest to niemożliwe, gdyż „jedynie" połowa pacjentów ma na powyższe ochotę, a to z kolei za mało, by dokonać tak dużej zmiany w regulaminie. W omawianej scenie istotne jest to, iż telewizor nie został włączony jedynie dlatego, iż taka była wola wspomnianej siostry Mildret. Zarysowana scena ukazuje świat tzw. „instytucji totalnej" szpitala psychiatrycznego. Świata dysproporcji posiadanej władzy oraz pozycji społecznej. Twórca powyższej koncepcji Erving Goffman zwracał uwagę, iż w szpitalach psychiatrycznych - i nie tylko - jednostka podporządkowana jest regulaminom, zakazom, nakazom, posiada wyraźnie mniej uprawnień niż personel. Krótko mówiąc, w relacjach z lekarzem pacjent stoi na niższej pozycji. W dzisiejszych szpitalach psychiatrycznych trudno mówić o istnieniu tak zjawiska instytucji totalnej w jego czystej postaci.. W tego typu szpitalach pacjenci otrzymali szereg uprawnień, o których będzie mowa poniżej. Także w tego typu instytucjach personel z racji na specyfikę pracy oraz przepisy prawne szczególnie szkolony jest w zakresie poszanowania godności leczonych osób. Istotne jest jednak to czy osoby chore psychicznie posiadają w szpitalu szeroko rozumiane prawo głosu? Czy ich głos jest ważny? Czy ich głos ma realną szanse na wywołanie zmiany? Osoby chore psychicznie (także osoby dotknięte zaburzeniami psychicznymi, które nie są kwalifikowane, jako choroba) zaliczyć należy do grona osób niepełnosprawnych. Zaburzenie lub choroba psychiczna potrafi często w sposób długotrwały uniemożliwić normalne funkcjonowanie danej osoby. Potrafi zaburzyć sferę poznawczą, intelektualną. Choroba psychiczna, nierzadko, unieruchamia pacjenta - na przykład pacjent cierpiący na ciężką depresję może przez wiele dni nie mieć siły by wstać z łóżka. Niepełnosprawność tę różni od innych jednak m. in. to, iż osoby chore psychicznie w sposób intuicyjny inaczej odbierane są przez „osoby zdrowe". Gdy rozmawiamy z osobą jeżdżącą na wózku inwalidzkim, odczuwamy z jednej strony współczucie, ale od razu uruchamiamy uczucia empatii, gotowi swoimi mięśniami nieść pomoc osobie pozbawionej umiejętności chodzenia. Gdy rozmawiamy z osobą chora psychicznie odczuwamy intuicyjne lęk. Dlaczego? Dlatego, że nie wiemy, co nasz rozmówca powie: czy będzie krzyczał, czy będzie używał wulgaryzmów, lub nie zrozumiałego języka, czy będzie nas przekonywał do swoich paranoicznych wizji, czy też będzie nas obrażał. Myśląc o chorych psychicznie boimy się ich głosu, a przede wszystkim treści, jakie głos tej osoby będzie nieść. Niepełnosprawni cierpiący na choroby i zaburzenia psychiczne mają szczególne historyczne prawo, by głośno mówić o swoich pragnieniach i oczekiwaniach. Historia traktowała te osoby, jako opętanych lub nawet przedstawicieli marginesu społecznego, nie zasługujących na jakikolwiek szacunek. Chorych psychicznie zamykano w tzw." wieżach wariatów", często wraz ze zwykłymi kryminalistami. W XX wieku medycyna „chcąca pomóc" omawianej grupie osób stworzyła brutalne zabiegi m. in. lobotomii (przecięcie połączeń nerwowych w mózgu), w wyniku których pacjenci byli okaleczani często na resztę swojego życia. Szpitale psychiatryczne z kolei wykorzystywane były, jako niezwykle skuteczne narzędzie w walce politycznej. To w ZSRR stworzono pojęcie schizofrenii bezobjawowej, diagnozowanej u przeciwników politycznych. Dzisiejsze „ustawodawstwo psychiatryczne" nastawione jest na wysłuchiwanie głosu osoby leczonej w szpitalu psychiatrycznym. Choć dzisiejsza, także polska psychiatria, stosuje metody wywołujące szok lub zdziwienie, to jednak zastosowanie ich nigdy nie odbywa się bez zgody osoby zainteresowanej lub zgody sądu władnego podjąć decyzję w nagłych sprawach. W szpitalach psychiatrycznych wciąż stosuje się elektrowstrząsy. Zabieg ten, wywołujący u wielu z nas ciarki, jest jedną ze skuteczniejszych metod stosowanych w terapii schizofrenii lekoopornej oraz ciężkiej depresji. Co więcej, zabieg ten jest wskazany w leczeniu ciężkich psychoz, nawet wtedy, gdy pacjentka jest w ciąży. Udowodniono, iż jest on dużo bardziej bezpieczny niż stosowanie leków psychotropowych. Zabieg ten odbywa się jednak pod narkozą, za wcześniejszą wiedzą, ale także wyrażoną zgodą pacjenta. Nawet jeśli pacjent jest ubezwłasnowolniony, a więc jego prawa przeniesione zostały na jego opiekuna, to i tak ma on prawo wyrazić sprzeciw. Zabieg ten może być przeprowadzony dopiero wtedy, gdy sąd wyrazi na niego zgodę. W każdej trudnej sytuacji na terenie szpitala psychiatrycznego pacjent ma prawo zgłosić swój sprzeciw. W każdej takiej sytuacji ma on także prawo do pełnej informacji o jego stanie zdrowia i planowanej terapii. Bez względu na to, czy pacjent w danej chwili, z racji na swój stan zdrowia, jest przyjmowany do szpitala bez jego zgody, czy też jest unieruchamiany do łóżka, ma prawo poznać przyczyny powyższej sytuacji oraz ma prawo żądać wpisania jego sprzeciwu do historii choroby. Jak wiemy, w omawianych tu szpitalach zdarza się jednak, iż pacjent nie potrafi się komunikować. Cierpiąc np. na schizofrenię katatoniczną nie potrafi wypowiedzieć, jakichkolwiek słów. Jak więc w takiej sytuacji usłyszeć jego głos? Zdarza się, iż choć pacjent nie potrafi w danej chwili mówić, to jednak swoim zachowaniem daje do zrozumienia, iż akceptuje lub nie daną sytuację. Jako przykład może posłużyć tu moment przyjmowania pacjenta do szpitala. Każdy pacjent powyżej 16 roku życia proszony jest o złożenie podpisu w historii choroby. Jeśli pacjent na powyższe nie wyraża zgody, a nie potrafi tego powiedzieć może okazać to gestem lub odciągnięciem ręki. Może także nic nie zrobić, nie podejmując w wyniku swojej choroby żadnej aktywności. Kto w tym momencie jest „głosem pacjenta"? Jest nim sędzia sądu opiekuńczego. W opisanej sytuacji ma on obowiązek przyjść do szpitala w okresie najbliższych pięciu dni, spotkać się z pacjentem i wysłuchać jego opinii. W takiej trudnej sytuacji to niezależny sędzia, a nie lekarz, podejmuje decyzję o pozostawieniu do dalszych badań pacjenta zagrażającego sobie lub innym. Może on także zadecydować o natychmiastowym wypisie pacjenta. Pacjenci omawianych tu szpitali, bez względu na to czy potrafią się komunikować, mają prawo skorzystać z pomocy Rzecznika Praw Pacjenta Szpitala Psychiatrycznego. Urzędnik ten, funkcjonujący w polskim prawie od ponad trzech lat, nie jest pracownikiem szpitala. W przypadku rzecznika oraz sędziego pacjenci mogą mieć pewność, że ich głos będzie wysłuchany przez osoby niezależnie. Rzecznik ma za zadanie dbać o poszanowanie praw pacjenta, szczególnie w tak trudnych sytuacjach, jak przyjęcie do szpitala bez zgody oraz zastosowanie siłowego przymusu bezpośredniego. W osobie rzecznika zaobserwować możemy ciekawe zjawisko. Rzecznik, w pewnych sytuacjach, jeszcze mocniej niż sędzia „staje się głosem osoby niepełnosprawnej". To on, będąc codziennie w szpitalu, ma prawo spytać się dlaczego przyjęto pacjenta bez jego zgody, dlaczego go unieruchomiono. Ma on także prawo interweniowania w sytuacji, gdy widzi, że godność pacjenta jest naruszana. To on też ma szczególny obowiązek analizowania sytuacji pacjentów, którzy nie rozumieją stanu w jakim się znaleźli. Rzecznik ten jest ponadto edukatorem praw pacjenta. Ma on obowiązek uczyć pacjentów o tym, jakie mają prawa. Innymi słowy uczy pacjentów tego, jak skutecznie „kierować głosem" w celu ochrony swoich praw. Niewątpliwie analizując nawet pobieżnie współczesne „ustawodawstwo psychiatryczne" możemy dojść do wniosku, iż osoby dotknięte omawianą niepełnosprawnością mają prawo głośno mówić o swoich pragnieniach, marzeniach, obawach czy też lękach. Osoby te, znajdujące się często w stanie chaosu psychicznego, zagubienia lub irracjonalnej paniki, mają słuszne prawo oczekiwać, iż o ich głos będzie walczył sędzia oraz rzecznik. Niepełnosprawność wynikająca z zaburzeń i chorób psychicznych najczęściej nie wymaga pomocy ze strony fizjoterapeutów oraz sprzętu rehabilitacyjnego. Wymaga ona jednak nieustannie pomocy ze strony odważnej empatii oraz szacunku do wspaniałej inności. We wspomnianej na wstępie scenie siostra Mioldret z kamienną twarzą opuściła salę rekreacyjną pacjentów. Randle McMurphy grany przez Jack'a Nicholsona bezskutecznie oczekiwał przed telewizorem, iż siostra uruchomi jednak telewizor. Widząc, iż oczekiwanie nie przynosi skutku zdecydował się odegrać rolę komentatora sportowego. Pełen emocji i zapału udawał, iż ogląda fascynujący mecz. Wokół niego natychmiast zebrała się grupa pacjentów, podobnie jak on wyobrażająca sobie niezwykłe zjawisko sportowe. Pełni emocji i radości głośnio wyrażali swój głos, którego nikt im nie mógł odebrać. Błażej Kmieciak Pedagog specjalny Rzecznika Praw Pacjenta Szpitala Psychiatrycznego |