Strona Główna > Publikacje > Prawdziwą wiedzę nie zdobywa się obecnością na wykładach!
Nim przejdę do meritum, spróbuję wyjaśnić, jak najbardziej przystępnie, jak ja ową „prawdziwą wiedzę" rozumiem. Termin „wiedza" (czyt. „wiedza prawdziwa"), choć używa się go powszechnie, jak do tej pory, nie doczekał się jednoznacznej, ogólnie przyjętej definicji. Co prawda już grecki filozof Platon, w dialogu „Teajet" określił wiedzę jako „prawdziwe i uzasadnione przekonanie", to poszukując bardziej współczesnych definicji sięgnąłem do tej, z internetowej encyklopedii PWN: „Wiedza, w węższym znaczeniu - to ogół wiarygodnych informacji o rzeczywistości wraz z umiejętnością ich wykorzystania; w szerokim znaczeniu - to wszelki zbiór informacji, poglądów, wierzeń, którym przypisuje się wartość poznawczą lub (i) praktyczną". W dalszej części tekstu będę używał terminu „prawdziwa wiedza" w takim właśnie rozumieniu. Według mnie jest ona w miarę precyzyjna i definiuje wiedzę o której chcę pisać w sposób przystępny. Dwojakie rozumienie wiedzy - w węższym i szerszym znaczeniu - będzie mieć tu swoje znaczenie. „Wiedza w węższym znaczeniu" rozumiana jest przeze mnie jako ta, którą zdobywamy przede wszystkim na studiach, uczestnicząc w zajęciach, ucząc się, czytając książki. Natomiast „wiedza w szerokim znaczeniu" to wiedza, którą nabywamy na co dzień, jako uczestnicy życia, przez doświadczenie. „Wiedza w szerokim znaczeniu" ujmuje w pewien sposób w swych ramach także „wiedzę w znaczeniu węższym" - a razem tworzą one „wiedzę prawdziwą". Studiowanie to droga prowadząca ku wiedzy prawdziwej i właśnie w czasie studiów tę wiedzę się zdobywa. Jednak, by ją posiąść, nie wystarczy sama obecność studenta na zajęciach, tym bardziej jeśli ów student studiuje w trybie niestacjonarnym, potocznie zwanym zaocznym. Zjazdy odbywają się wszak najczęściej dwa razy w miesiącu - co drugi weekend. Sobotnie zajęcia trwają często cały dzień. Ludzki umysł nie jest w stanie pracować na optymalnych obrotach przez taki długi czas, praktycznie non stop, poza krótkimi przerwami na posiłek i toaletę. To pierwszy argument przemawiający za tezą, że sama obecność studenta na zajęciach nie wystarcza by zdobyć „prawdziwą wiedzę". Argument ten może nie wszystkich przekonać. Mogą pojawić się głosy przeciwników takiego poglądu, którzy stwierdzą, że owszem, człowiek to nie maszyna i jego umysł na pewno nie będzie pracował przez dwanaście godzin na najwyższych obrotach, ale zaraz spytają: a od czego są notatki? Zastanówmy się wobec tego, jak to jest z tą obecnością na wykładzie. A najczęściej jest tak: Wykładowca podaje studentowi informacje najważniejsze. Student robi zapiski, notuje w swoim zeszycie wszystko, co przekazuje „nauczyciel". I choć baterie w jego umyśle prawie już padły, dłoń ma jeszcze wiele sił i nadąża za przekazywanymi treściami. Ale nawet gdyby i ona zawiodła, student ma jeszcze alternatywy: aparat cyfrowy, którym można robić świetne zdjęcia kolejnych slajdów „Power Pointa", oraz dyktafon - na którym nagrać można cały wykład. Gdy przychodzi sesja, student uczy się z wyżej wymienionych pomocy dydaktycznych. Czyta notatki, przegląda zdjęcia, przesłuchuje nagrane wykłady. Potem idzie na egzamin i zalicza przedmiot. Często nawet na ocenę „bardzo dobrą". I żyje w przekonaniu, że wszystko jest OK! Jednak chyba nie wszystko... Mimo tego, że zdanie przedmiotu poszło mu świetnie, wydaję mi się, że ów student nie zdobył „prawdziwej wiedzy" zbyt wiele. Mogę się także założyć, że niejeden student miesiąc po sesji nie pamięta nic lub pamięta bardzo niewiele z zagadnień przedmiotu, który zaliczył prawie że doskonale. O metodzie ZZZ (Zakuć, Zdać, Zapomnieć) słyszał każdy student. Nie prowadzę statystyk, ale wiem, że jest to metoda popularna, ze wielu studentów stosuje ją w praktyce. Wykładowca podczas wykładu nie przekazuje przecież wszystkiego, co student powinien wiedzieć w ramach zapisanego w sylabusie zakresu treści i celów przedmiotu. Nie ma na to czasu ani możliwości - zwłaszcza w trybie studiów niestacjonarnych. By zdobyć „prawdziwą wiedzę", student musi zrobić dużo więcej. Sama obecność na zajęciach to za mało, by mógł powiedzieć, że studiuje! Czym jest studiowanie? Studiowanie - to samodzielne, świadome poznawanie i rozwój swojej, już posiadanej wiedzy. Jak to napisałem wcześniej, wykładowca podczas zajęć przekazuje jedynie najważniejsze informacje. Student wychwytuje je, czyni zapiski, potem to wszystko sobie przyswaja. Lecz - powtórzę to jeszcze raz - to nie wystarczy. Żaden wykładowca nie jest w stanie podczas wykładów przekazać wszystkiego swoim studentom. Student musi wykazać się własną inicjatywą a także samodzielnością, dzięki czemu będzie mógł poznać więcej i rozwinąć się intelektualnie - dopiero w ten sposób zdobywał będzie „prawdziwą wiedzą". Świetnym przekaźnikiem takiej wiedzy jest książka. Od czasów, gdy w XV w. Gutenberg wynalazł technikę drukowania za pomocą ruchomej czcionki i książka stała się ogólnie dostępna, obowiązkiem każdego, kto pragnie zdobywać „prawdziwą wiedzę", jest czytanie. Świadome poznawanie. Słuchanie wykładowcy, który jest kompetentny, zna się na swoim fachu i wie, o czym mówi - jest rzeczą pasjonującą. Lecz prawdziwy poszukiwacz „prawdziwej wiedzy" na tym nie poprzestaje. Sięga po książkę. Zdejmuje ją z półki, otwiera i czyta. Współcześnie wiedzy szukamy także w praktycznie nieograniczonych zasobach internetu. Instrukcja docierania do wiedzy jest więc prosta: czytać - to nic skomplikowanego. Rzeczą oczywistą jest, że studenci pedagogiki czytać będą publikacje związane właśnie z pedagogiką. I oto chodzi. Jeśli chcemy być dobrymi pedagogami - musimy jednak wiedzieć jak najwięcej. Pamiętajmy, że pedagogika to dziedzina wiedzy, która ma wiele dyscyplin pokrewnych. Aby zostać dobrym pedagogiem trzeba zgłębiać także wiedzę z psychologii, filozofii, socjologii i wielu innych dyscyplin nauk o człowieku. Nie zamykajmy się w wąskich ramach nauki o wychowaniu, bo może nam to tylko zaszkodzić. Pedagog to humanista, a więc powinien otwierać się szeroko na wiedzę o świecie i ludziach. „Prawdziwa wiedza" - traktowana w szerszym znaczeniu - to narzędzie naszego rozwoju. To piękna rzecz - każdego dnia stawać się lepszym człowiekiem. Podążać ku mądrości, którą zdobywamy jako studenci. Jest to mądrość, którą przekazują nam wykładowcy oraz książki, ale jest to przede wszystkim mądrość, którą czerpiemy z życia. Im więcej wiarygodnych informacji o rzeczywistości zdobywamy, tym bardziej utwierdzamy się w przekonaniu, że rozwój i postęp to dwie wartości, które nadają moc, energię, siłę i napęd naszemu życiu. Dla wielu z nas właśnie rozwój i postęp stają się w pewnym momencie najważniejszymi sprawami, czy raczej celami egzystencji. Jednak rozwój i postęp nie wiążą się tylko i wyłącznie ze zdobywaniem „wiedzy naukowej". „Prawdziwa wiedza" to nie tylko wiedza akademicka. „Prawdziwa wiedza" to także rozwój nie tylko inteligencji ogólnej, lecz także tej emocjonalnej, dzięki której stajemy się lepszymi ludźmi. Zdobywając „prawdziwą wiedzę", w pewnej chwili stwierdzamy, że coraz więcej spraw staje się dla nas osiągalnych i możliwych. To, co kiedyś było niemożliwe i dalekie, dziś jest bliskie i realne. Zdobywając „prawdziwą wiedzę" - zdobywamy świat. Jesteśmy świadomi, że to my kierujemy naszym życiem i tylko my decydujemy, co nas w nim spotka i jak je przeżyjemy. Przestajemy wierzyć w zabobony. Wiemy, że nic nas nie ogranicza. Wyrażamy jasno swoje myśli. Kochamy życie. Nie boimy się żyć. Patrzymy pewnym wzrokiem w przyszłość, żyjąc chwilą i teraźniejszością. Wiemy czego chcemy - idziemy do przodu. Nie ma barier i przeszkód ani siły, która mogłaby nas powstrzymać! Chciałbym jeszcze poświęcić tu kilka zdań celowi studiowania. Posłużę się teraz słowami, które wyrzekł kiedyś Seneka Młodszy: „Non scholae sed vitae discimus", czyli „Uczymy się nie dla szkoły, lecz dla życia". Parafrazując tę starożytną sentencję powiem: „Nie po to by zaliczać i dostać dyplom się uczymy!" Uczymy się po to, by zdobywać „prawdziwą wiedzę". Każdy student powinien o tym pamiętać, powiem więcej - to powinno być naszym motto, to powinna być naszą maksymą. Wybraliśmy tę drogę, postanowiliśmy być studentami, jesteśmy nimi - do czegoś to nas to zobowiązuje. Legenda głosi, że na Akademii Platońskiej widniał napis: „Niech nie wchodzi nikt nie obeznany z geometrią". Proponuję, aby podobne napisy umieszczano dziś na wejściach do współczesnych uczelni: „Niech nie wchodzi nikt, kto nie szuka prawdziwej wiedzy" lub „Niech nie wchodzi nikt, kto przyszedł tu tylko dla dyplomu"! Przemysław Wieczorek Student II roku Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Łodzi |