Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Piątek, 10 września 2010 r. 253 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Recenzje | Konferencje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Klinika edukacyjna
 Polecamy
 Publikacje
 Relacje praktyków
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Bibliografie
 Recenzje
 Konferencje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Felieton > Prawo ucznia do wyboru narzuconej mu szkoły


Nie jest prawdą, że uczeń kończący gimnazjum może sobie wybrać szkołę ponadgimnazjalną zgodnie z własnymi preferencjami, ambicjami i możliwościami

 

Możliwości te podlegają administracyjnej regulacji. To oczywiste, że 10 tys. gimnazjalistów nie może sobie wybrać w tym samym okresie czasu jednej i tej samej szkoły ponadgimnazjalnej, żeby nie wiem jak pragnęli być jej uczniami, gdyż ona fizycznie ich nie pomieści. Każda placówka oświatowa ma swoje infrastrukturalne ograniczenia. Każdego roku może uruchomić określoną swoją pojemnością przestrzenną i kadrową liczbę nowych oddziałów. Ktoś zatem musi zdecydować, co zrobić w sytuacji, kiedy do danej szkoły jest więcej chętnych niż realnych miejsc do uczenia się. Nie ma problemu. Tak zwane szkoły elitarne, które są każdego roku oblegane przez większą liczbę kandydatów, niż byłyby w stanie ich przyjąć, ogłaszają własne progi przyjęć. Dla jednych są to zatem ZA WYSOKIE PROGI, by można było realizować swoją pasję do uczenia się właśnie w tej, a nie innej placówce. Nie ma się co dziwić, że po ogłoszeniu listy przyjęć tym, którym się nie powiodło pozostaje jedynie rozpacz i nerwowe poszukiwanie czegoś zastępczego.

 

Znamy tę sytuację z rynku, gdzie liczba dóbr jest niepodzielna, a więc starczy jej tylko dla nielicznych, w jakiejś mierze wybranych, zasłużonych, uprzywilejowanych. Co jednak zrobić w sytuacji, gdy kandydatów do jakiejś szkoły lub szkół jest mniej niż wolnych miejsc? Czy oddać w ich ręce prawo do samodzielnego wyboru? Czy może starając się myśleć nie o uczniach, ale o samej infrastrukturze, zatroszczyć się właśnie o nią, wbrew woli młodych ludzi? W mieście jest tyle szkół, tyle budynków, a w nich tylu nauczycieli, że trzeba im zapewnić klientów. Jak to jednak zrobić? WOLNY RYNEK? WOLNY WYBÓR? WOLNA WOLA? Nie. To wraca socjalizm tyle tylko, że nie ideologiczny, ale biurokratyczny. WSZYSTKIM RÓWNO.

 

Liberalizm jest tylko dla tych najzdolniejszych, dla najlepszych. Oni niech walczą o swoje miejsce w świecie uczestnicząc w olimpiadach przedmiotowych czy sprawnościowych, uzyskując najwyższe noty (najlepiej szóstki). Pozostałym, czyli większości, władza "idzie na rękę", uwalnia ich od ciężaru myślenia, od bolesnego wyboru, po prostu troszczy się o nich tak, jak troszczyła się wcześniej władza ludowa. Władza ustala limity przyjęć. Te zaś, ograniczają nie tylko możliwości wyboru szkoły przez uczniów, ale i dyrektorów szkół zainteresowanych naborem. Jeśli bowiem władza ustali, że do technikum może kierować się uczeń, który uzyskał minimum 60 punktów, a do liceum ogólnokształcącego - 70 punktów, to oznacza, że o wyborze placówki decydują tylko i wyłącznie wyniki osiągnięć szkolnych.

 

Elitarnymi - choć drugiego stopnia - stają się zatem licea ogólnokształcące, mniej elitarnymi technika, a już zupełnym wysypiskiem "śmieci" stają się zasadnicze szkoły zawodowe. SZKOŁY DRUGIEJ SZANSY, SZKOŁY DLA TYCH, KTÓRZY SĄ WIEKSZOŚCIĄ W KAŻDYM KRAJU, zaczyna się limitować. Gdyby miał więcej kandydatów niż miejsc, to byłoby zrozumiałe wprowadzenie jakieś czynnika selekcyjnego, ale kiedy tych miejsc jest w nich więcej niż spodziewanych kandydatów, to komu służą owe limity? Oczywiście, tym, którzy nie mają żadnego pomysłu na to, jak wpłynąć na wolny wybór kandydatów.

 

A po co uczniom wolność wyboru? Władza lepiej wie, co jest dla nich dobre. [...]

 

prof. dr hab. Bogusław Śliwerski

 

Cały tekst wpisu ze środy, 16 kwietnia b.r. można przeczytać na blogu Prof. B. Śliwerskiego:

http://sliwerski-pedagog....onej-mu_16.html