Strona Główna > Publikacje > Premier Tusk reaguje na postulaty?
Właściwie to mam podstawy by się cieszyć. W swym sejmowym expoze premier Tusk zarysował wizję Polski, a w niej polskiej szkoły, zgodną z moimi oczekiwaniami.Ma to być państwo obywatelskie, ufające ludziom, funkcjonujące zgodnie z zasadą pomocniczości, wyzwalające obywatelską aktywność i wspierające tych wszystkich, którzy samodzielnie nie mogą sobie poradzić. W ramach społecznej polityki „trzech solidarności": międzypokoleniowej, międzyregionalnej i , jak to nazwał Premier, między grupami społecznymi, ze szczególnym uwzglednieniem integracji społecznej niepełnosprwnych. Edukacja - prawie jak w moich artykułach: zdecentralizowana, „dopasowana do zdolności i zainteresowań poszczególnych uczniów, a z drugiej, do oczekiwań rynku pracy, [...] zaś koncepcja kształcenia zawodowego i ustawicznego [...] doskonalona we współpracy ze środowiskiem pracodawców." Do tego jeszcze powszechny dostęp do szerokopasmowego internetu i boisko w każdej gminie! Tylko sią cieszyć! Jednak po powtórnej lekturze całego tekstu sejmowego wystąpienia Premiera mój entuzjazm nieco osłabł. Nie znalazłem w nim nic o problemie, który może przekreślić wszystkie europejkie aspiracje i edukacyjne standardy. Nic w nim nie było o głodnych uczniach w szkole. A przecież nie jest wiedzą tajemną, że głodne dzieci gorzej się uczą. Dzieci, które przychodzą z domu bez śniadania mają trudności z koncentracją, są rozkojarzone a czasem nawet przysypiają na lekcjach. Taka sytuacja prowadzi do znacznie gorszych wyników w nauce, które nie są do końca zależne od zdolności oraz wkładu pracy samego dziecka. Dodatkowo dzieci takie często są odrzucane przez rówieśników, właśnie z powodu swojego ubóstwa. Ciąg dalszy jest oczywisty. Gorzej wykształceni młodzi ludzie powiększają szeregi bezrobotnych, przekonani o własnej niskiej wartości. "2 miliony dzieci w Polsce nie wie, co to ciepły posiłek" - przypomina Polski Czerwony Krzyż w prowadzonej akcji „Godne dzieciństwo". PCK od 2001 roku wspomaga dzieci poprzez finansowanie obiadów w szkolnych stołówkach w 137 szkołach w 11 miastach, czyli prawie 1800 dzieci. Jeszcze większy zakres mają działania Polskiej Akcji Harytatywnej. Według opublikowanego na jej stronie internetowej sprawozdania, tylko w roku szkolnym 2006/2007 sfinansowała ona w 162 szkołach dożywianie 6429 uczniów, wydając na 700 896 posiłków kwotę 1 651 866,43 zł.! Jak widać - liczba nakarmionych uczniów przez te dwie organizacje pozarządowe to kropla w morzu potrzeb. Co zatem robi w tej sprawie państwo? A właściwei co dotąd robiło? Jedną z pierwszych, bardzo nagłośnionych medialnie, decyzji rządu premiera Marcinkiewicza było wdrożenia programu "Pomoc państwa w zakresie dożywiania" prowadzonego przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej oraz Ministerstwo Edukacji Narodowej. Z danych upublicznionych na stronie internetowej MEN możemy zapoznać się z jej, tej pomocy, rozmiarem. Choć nie podano tam jakiego okresu czasu dotyczy ta statystyka, należy przyjąć, że są to informacje względnie aktualne. Dowiedzieć się tam można, że ciepły posiłek mogło za te pieniądze zjeść ogółem 566 286 dzieci, w tym 491 048 uczniów: 307 369 ze szkół podstawowych, 156 559 gimnazjów i tylko 27 120 uczniów szkół ponadgimnazjalnych. Czy to znaczy, że uczeń 16-o, 19-o letni nie musi już jeść? Czy zakładamy, że w szkołach ponadgimnazjalnych muszą sobie radzić sami? Zarobić, albo... ukraść? Czy ta liczba blisko pół milona dożywianych uczniów to dużo czy mało? W naszych szkołach uczy się ponad 6,5 miliona dzieci i młodzieży. A to oznacza, że programem tym objęto jedynie ok. 7,5 % ogółu uczniów. Czy pokrywa się to z rozmiarami polskiej biedy? Trudno jest jednoznacznie określić jej rozmiary, bo też różne przyjmuje się jej wskażniki. W polityce społecznej funkcjonują aż cztery, wszystkie wyrażane w kwocie, poniżej której mamy do czynienia z ubóstwem. Źródła Głównego Urzędu Statystycznego [Raport: „Budżety gospodarstw domowych w 2006 r."] podają, według stanu na rok 2005, następujące progi dla gospodarstwa 1-sobowego i 4-osobowego (2 osoby dorosłe i 3 dzieci do lat 14): minimum egzystencji - 387 zł. 1045 zł. Granica ustawowa (próg interwencji socjanej) - 461 zł. 1264 zł. Granica relatywna (50% srednich miesiecznych wydatków) - 479 zł. 1292 zł. Granica subiektywna (szacunkowa, z badań IpiSS0 - 941 zł 1492 zł. Według tego samego źródła (dane z roku 2004 i2005) odsetek osób w gospodarstwach domowych zagrożonych ubóstwem, odpowiednio według trzech wskażników granicy ubóstwa, to: dla granicy relatywnej - 20,3% i 18,1% ; ustawowej - 19,2% i 18,1%; minimum egzystencji -11,8% i 12,3%. Według źródeł COBOS - w opinii badanych 34% ludzi w Polsce żyje w biedzie.[Granica subiektywna] Można więc powiedzieć, że co trzecia polska rodzina postrzegana jest przez sąsiadów, jako żyjąca w biedzie, że co piąta rodzina w Polsce ma mniej niż połowę kwoty, którą średnio przeznacza polska rodzina na swoje utrzymanie. Co 10 dziecko żyje w rodzinach, w których nie powinno przeżyć!!! Bo są to rodziny nie posiadające środków nawet na minimum egzystencji!!! Ale głód zaczyna się wtedy, gdy brakuje na jedzenie. Z raportu GUS „Badanie Dochodów i Warunków Życia 2005" dowiadujemy się, że w Polsce przeciętne miesięczne wydatki na żywność i napoje (bezalkoholowe) w roku 2005 wynosiły 202,11 zł.na osobe, ale w rodzinach robotniczych było to tylko 168,48 zł.! To są dane p r z e c i ę t n e ! To oznacza średnio 5 zł dziennie na jedzenie. Czy może tyle przeznaczyć rodzina, która na wszystko ma miesięcznie mniej niż 261,25 zł na osobę? Nie wszyscy zdajemy sobie na co dzień sprawę z paradoksów naszego systemu pomocy społecznej. Najtragiczniejszą, dla osób w trudnej sytuacji materialnej, ale i dla samych pracowników socjalnych, jest owa kwota progu interwencji socjalnej. Wynosi ona obecnie 474 zł. na osobę w rodzinie. Kto ma choćby 1 złotówkę wiecej - musi sobie radzić sam. Państwo mu nie da! Spójrzmy, jak to działa w systemie oświaty. Także w programie "Pomoc państwa w zakresie dożywiania" może ona być przyznana dzieciom, w których rodzinach dochód na osobę nie przekracza 474 zł na osobę w rodzinach wielodzietnych.(?). Także inna pomoc materialna, o którą mogą się ubiegać uczniowie jest uruchamiana przy zastosowaniu ustalonych wskaźników. I tak: Stypendium szkolne może być przyznane uczniowi, który znajduje się w trudnej sytuacji materialnej wynikającej z niskich dochodów w rodzinie tj. 316 zł na osobę miesięcznie. W ramach stypendium uczeń może się ubiegać o całkowite lub częściowe pokrycie kosztów udziału w zajęciach edukacyjnych oraz pomoc rzeczową o charakterze edukacyjnym, jak zakup podręczników czy przyborów szkolnych. Wysokość przyznanego stypendium waha się od 44,80 zł do 112 zł miesięcznie!!! Uczeń, który "przejściowo" znajduje się w trudnej sytuacji materialnej spowodowanej zdarzeniem losowym, może się także ubiegać o zasiłek szkoln . Zasiłek ten, podobnie jak stypendium szkolne, może być przyznany w formie świadczenia pieniężnego na pokrycie wydatków związanych z procesem edukacyjnym lub w formie pomocy rzeczowej o charakterze edukacyjnym tyle, że tą formę pomocy uczeń może otrzymać raz lub kilka razy do roku. Wysokość tego zasiłku to pięciokrotność zasiłku rodzinnego tj. 280 zł. Bieda, niedozywienie - to zagrożenie nie tylko dla indywidualnego bytu dzieci i młodzieży. To także zagrożenie dla bytu społeczeńastwa. Socjologowie, pedagodzy, psychologowie, politycy i duchowni od lat próbują znaleźć przyczyny tego, że dzieci nie mają w swoich domach co jeść. Ale, jak widac, nie da się znaleźć prostych wyjaśnień a co za tym idzie - zaproponować łatwych rozwiązań. Mówi się i pisze o braku pomocy państwa, o nieumiejętności dostosowania się pewnych grup społeczeństwa do nowej sytuacji, o słabej kondycji gospodarki i o bezrobociu, jako praprzyczynie biedy. Nawet jednak zwolennicy najbardziej liberalnych rozwiązań nie zaprzeczają , że to źle, gdy dzieci są głodne. Tyle, że przez ostatnie kilkanaście lat głodne dzieci zdążyły dorosnąć i posyłają do szkół kolejne pokolenie głodnych dzieci. Nikt nie twierdzi, że doraźna pomoc w postaci talerza zupy wystarczy, by rozwiązać problem głodnych dzieci. Pojawiają się głosy, że tego typu pomoc, poza szczególnymi wypadkami, nie powinna być wcale udzielana. Zwolennicy teorii dawania wędki, a nie ryby głoszą, że ubogie rodziny powinny być zachęcane i wspierane do aktywnego szukania pracy lub prowadzenia własnej działalności rolniczej czy gospodarczej. Przykładem takich działań może być Fundacja Heifer Project International, która przekazuje rolnikom nieodpłatnie zwierzęta gospodarskie, a także szkoli ich i pomaga w zakresie zaopatrzenia w pasze treściwe i dodatki mineralne oraz opłaca opiekę weterynaryjną. Nie kwestionuję tej idej, co do jej strategicznej słuszności, ale jestem głęboko przekonany, że nie mamy prawa dłużej udawać, że nie ma problemu, że „jakoś to będzie". To prawda, jak dotąd nie byliśmy świadkami śmierci z głodu. Ale nie są mi też znane statystyki chorób dzieci, na które zapadły one w wyniku niedożywienia. Dlatego pora na rządowy program walki z głodem! W ogóle, ale przede wszystkim z tym, którego ofiarami są dzieci. Bo mimo dotychczasowych wysiłków i najlepszych chęci organizacje społeczne i fundacje, instytucje rządowe i samorządowe nie są w stanie nakarmić wszystkich głodnych dzieci. Nie są też w stanie przywrócić im poczucia własnej wartości, wiary w elementarną sprawiedliwość. Bo dlaczego inni mają, a oni nie? Przy całym szacunku dla słuszności tez expoze Premiera, nie potrafię sobie wyobrazić i zaakceptować obrazu setek dysięcy głodnych dzieci, biegających po sztucznej murawie pięknych, oświetlonych boisk w każdej gminie. I wiem, że internet może zapokoić głód wiedzy, informacji, nawet rozrywki. Ale nie zapełni żołądka! Włodzisław Kuzitowicz |