Strona Główna > Publikacje > Przechowalnia dzieci i ... nauczycieli?
Świetlice szkolne nie mają szczęścia do kolejnych reform edukacyjnych. Najstarsi czytelnicy zapewne pamiętają, że tylko w słusznie minionych czasach PRL-u miały one swoje złote lata. W pierwszym okresie (lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte) ówczesny resort oświaty, dążąc - także z przyczyn ideologicznych - do objęcia pracą wychowawczą jak największej liczby dzieci, doprowadził do tego, że zajęcia świetlicowe zaczęły upodabniać się do pracy na lekcji. Spowodowało to spadek ich popularności. Ponownie rozwinęły się one w latach siedemdziesiątych, głównie w szkołach podstawowych, jako odzew na zapotrzebowanie zapewnienia opieki dzieciom w młodszym wieku szkolnym przed i po lekcjach. W tym okresie świetlica szkolna stała się ważnym elementem lansowanego wówczas modelu szkoły opiekuńczej. Współcześnie głosi się, że świetlica szkolna, jako wewnątrzszkolna instytucja wychowania, wspomaga i uzupełnia pracę szkoły we wszystkich jej zakresach: opieki, oddziaływań wychowawczych i dydaktycznych, jak i zabiegów terapeutycznych. Jednak obowiązujące od wielu lat przepisy prawa oświatowego nie potwierdzają tej ważnej roli świetlic szkolnych. Na temat świetlicy istnieje bardzo niewiele zapisów. W ustawie o systemie oświaty znajdujemy jedynie mały fragment w art. 67. 1.: „Do realizacji zadań statutowych szkoła publiczna powinna zapewnić uczniom możliwość korzystania z pomieszczeń do nauki z niezbędnym wyposażeniem; biblioteki - i na trzeciej pozycji - świetlicy..." Ciekawe, że ustawa nie zawęża możliwości tworzenia jej jedynie do szkół podstawowych i gimnazjów. Nieco więcej zapisano w załącznikach do rozporządzenia MEN w sprawie ramowych statutów publicznego przedszkola oraz publicznych szkół.: „§ 7. 1. Dla uczniów, którzy muszą dłużej przebywać w szkole ze względu na czas pracy ich rodziców (prawnych opiekunów), organizację dojazdu do szkoły lub inne okoliczności wymagające zapewnienia uczniowi opieki w szkole, szkoła organizuje świetlicę. 2. W świetlicy prowadzone są zajęcia w grupach wychowawczych. Liczba uczniów w grupie nie powinna przekraczać 25, z zastrzeżeniem ust. 3. 3. Liczba uczniów w grupie wychowawczej w świetlicy zorganizowanej w szkole specjalnej powinna odpowiadać liczbie uczniów określonej w § 5 ust. 3 dla oddziału szkoły specjalnej.  § 9. 1. Dla uczniów, którzy muszą dłużej przebywać w gimnazjum ze względu na czas pracy ich rodziców (prawnych opiekunów), organizację dojazdu do gimnazjum lub inne okoliczności wymagające zapewnienia uczniowi opieki w gimnazjum, gimnazjum organizuje świetlicę. 2. W świetlicy prowadzone są zajęcia w grupach wychowawczych. Liczba uczniów w grupie nie powinna przekraczać 25, z zastrzeżeniem ust. 3. 3. Liczba uczniów w grupie wychowawczej w świetlicy zorganizowanej w gimnazjum specjalnym powinna odpowiadać liczbie uczniów określonej w § 5 ust. 3 dla oddziału gimnazjum specjalnego." I to właściwie wszystko. Najbardziej uderza tu wymienienie okoliczności, które uzasadniają przyjęcie ucznia do świetlicy. Są one głównie dla tych, którzy muszą dłużej przebywać w szkole ze względu na czas pracy ich rodziców lub w oczekiwaniu na terminy dojazdu i odjazdu środków komunikacji, którymi docierają do szkoły. Są jeszcze, dość enigmatyczne „ inne okoliczności wymagające zapewnienia uczniowi opieki w szkole". I to właśnie od lat czyni ze świetlic szkolnych „przechowalnię" dzieci. Gdy do tego dołożymy znane powszechnie braki w odpowiedniej liczbie właściwie zaprojektowanych i wyposażonych pomieszczeń, to będziemy mieli rzeczywisty obraz świetlic szkolnych, jakże często różny od opisywanych wzorców. A świadomość tego jakie istotne funkcje mogłyby pełnić świetlice szkolne we współczesnym systemie edukacyjnym najlepiej oddaje publikacja Danuty Kmity, zamieszczona w numerze 03/2007 miesięcznika nauczycieli i wychowawców katolickich „Wychowawca": „Współczesna świetlica powinna sprostać wyzwaniom świata nowoczesnego, przygotować dzieci do życia w bardzo złożonych układach społecznych i politycznych o różnych systemach wartości, bogatej kulturze, charakteryzującej się zmiennością form i treści. Jedynie ludzie wszechstronnie rozwinięci, samodzielni i twórczy, będą w stanie dokonywać właściwych wyborów i iść drogą najcenniejszych wartości. Świetlica szkolna może znacząco przyczynić się do właściwego kształtowania postaw społecznych, o ile jej potencjał zostanie odpowiednio wykorzystany.[...] Poprawę sytuacji świetlic należy rozpocząć od udostępnienia im większej liczby sal, zwiększenia nakładów finansowych na wyposażenie, remonty, wymianę zepsutego sprzętu, zagospodarowanie terenów przyszkolnych, aby pobyt dziecka w świetlicy kompensował mu chwilowy brak rodziny, co jest możliwe tylko poprzez pracę w mało licznych grupach. Niezbędne są także uregulowania prawne dotyczące dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi (uczniów klas integracyjnych), które wymagają szczególnej i specjalistycznej pomocy. Zapotrzebowanie społeczne na świetlice w szkołach podstawowych będzie wzrastało, ponieważ coraz więcej rodziców pracuje; czas ich pracy się wydłuża, a rozpowszechniający się model rodziny 2+1 nie sprzyja kształtowaniu prospołecznej postawy. Świetlica jest dla wielu dzieci jedynym miejscem ważnych dla nich spotkań, zabaw i kontaktów z rówieśnikami." Autorka zwraca także uwagę na czynniki, warunkujące jakość pracy świetlicy. Pisze: "O skuteczności pracy wychowawczej decyduje wiele czynników: kompetencje wychowawcy, pozytywna atmosfera, indywidualne i podmiotowe traktowanie ucznia, atrakcyjność otoczenia i warunki, w którym odbywa się proces stawania się wartościową jednostką." Na pierwszym miejscu wymienia kompetencje wychowawców. I ten aspekt problemu budzi moje największe obawy. Zrodziły się one w chwili, gdy dowiedziałem się o planach resortu, które sformalizują się z chwila podpisania przygotowywanego nowego rozporządzenia o kwalifikacjach nauczycieli. Pomysł ten po raz pierwszy zasygnalizowała osobiście minister Hall w dniu 18 kwietnia b.r. w Gdańsku. Powiedziała tam: „Wszyscy nauczyciele będą mieć kwalifikacje do pracy w świetlicy szkolnej".W pierwszej chwili ucieszyło mnie to. Acha, pomyślałem. Znaczy pani minister doprowadzi do tego, że w programach studiów na kierunkach nauczycielskich, na studiach podyplomowych i kursach kwalifikacyjnych znajdą się moduły z zakresu pedagogiki opiekuńczej i szczegółowej metodyki pracy w świetlicy! Niestety! Moja radość trwała tylko do czasu, gdy przeczytałem projekt przygotowywanego w tej sprawie rozporządzenia. A tam proponuje się taki zapis: „§ 24. 1. Kwalifikacje do zajmowania stanowiska nauczyciela w świetlicach szkolnych i nauczyciela wychowawcy w internatach posiada osoba, która 1) uzyskała tytuł magistra lub licencjata, po ukończeniu studiów wyższych na kierunku pedagogika w specjalności odpowiadającej prowadzonym zajęciom, i posiada przygotowanie pedagogiczne albo 2) ukończyła studia podyplomowe z zakresu prowadzonych zajęć i posiada przygotowanie pedagogiczne lub 3) ma kwalifikacje wymagane do zajmowania stanowiska nauczyciela w danym typie szkoły, w której prowadzone są świetlica szkolna lub internat, ..." A więc słowa te znaczyły coś krańcowo innego. Każdy nauczyciel, nie tylko wychowania przedszkolnego i nauczania zintegrowanego, ale także tak zwany „przedmiotowiec" uczący w klasach IV - VI szkoły podstawowej, jak też i w gimnazjum, najprawdopodobniej na zasadzie „zesłania ducha opiekuńczego", owym cudownym aktem prawa wykonawczego, podpisanym przez Panią Minister, nabędzie tych poliwalentnych kompetencji opiekuna-wychowawcy świetlicy! W tej sytuacji zastanawia mnie sensowność utrzymywania przez obecne kierownictwo MEN witryny internetowej „SCHOLARIS", która informuje, że jest to Internetowe Centrum Zasobów Edukacyjnych MEN. Bo tam właśnie można bez trudu odnaleźć publikację znanego w środowisku twórczych, publikujących swe przemyślenia nauczycieli, autora - Krzysztofa Zajdela, pod tytułem „Świetlicowym być". A można się z tego artykułu dowiedzieć jak, jego zdaniem, wyjść z tego zaklętego kręgu i zmienić istniejące status quo. Pisze on: „Widzę tu kilka posunięć na centralnym szczeblu, które uzdrowią sytuację i zmienią istniejące patologie. Należy przede wszystkim docenić rolę świetlic w obecnych i nadchodzących czasach, kiedy coraz więcej rodziców pracuje popołudniami i nie ma czasu zajmować się dziećmi. Powinno się to objawić w konkretnych przepisach prawnych (dla każdych powiedzmy 100 uczniów musi powstać świetlica o określonych standardach), konkursach na programy dotyczące świetlic, dostrzeżeniu roli nauczyciela pracującego w świetlicy i zapewnieniu mu pewnej eksterytorialności (choćby takiej, że nie musi być uległy dyrektorowi mającemu swoje wizje). Niech też odbywają się konkursy na świetlice, granty wspomagające pewne przedsięwzięcia związane ze świetlicami itp. [...] Myślę, że niektórzy urzędnicy odpowiedzialni za ten pion działalności opiekuńczej powinni sobie to wziąć do serca." Nie tędy jednak szły intencje resortu. Przygotowywane zmiany nie wynikają jedynie z chęci poprawy warunków, a co za tym idzie jakości pracy świetlic szkolnych. Jako uważny kibic zmagań „strony rządowej" ze „stroną związkową" o zapisy znowelizowanej „Karty Nauczyciela", zwłaszcza we fragmencie o pensum nauczyciela, wobec zarzutów związkowców, ze jego zwiększenie nauczycielom szkół podstawowych i gimnazjów, choćby tylko o jedna godzinę, ale w kolejnych czterech latach, spowoduje liczne zwolnienia z pracy - MEN wpadło na pomysł, aby te „straty" skompensować uzupełnianiem etatów w świetlicach szkolnych. A żeby uprzedzić zarzuty, że fizyk czy biolog nie będzie mógł tam pracować, postanowiono, wzorem Aleksandra Macedońskiego, jednym zapisem rozporządzenia przeciąć te wątpliwości. Z urzędu, wszyscy nauczyciele będą mieć kwalifikacje do pracy w świetlicy szkolnej! I tam „przechowają się" do emerytury! Nie jestem megalomanem. Wiem, że opinia jednego publicysty nie zatrzyma rozpędzonej lokomotywy koalicji rządowej. Ale jestem przede wszystkim pedagogiem, któremu znane i bliskie są aspekty opiekuńczej funkcji szkoły. I dlatego nie mogę milczeć w sprawie, która od samego początku budzi we mnie sprzeciw. I nie ma on podłoża „opozycyjności", a wypływa z głębokiego przekonania, że po raz kolejny racje taktyczne (przeforsowania projektu zmian) wzięły górę nad racjami strategicznymi (jakość pracy szkoły). Jeśli już musi tak być, że rozszerzenie funkcji opiekuńczej szkoły ma dokonać się poprzez „zagospodarowanie" wszystkich nauczycieli uczących w szkole w sferze opieki świetlicowej, to apeluję do decydentów, aby nie odbyło się to na zasadzie: „Nie z kompetencji - z prawa nowego, będziesz miał funkcję świetlicowego!" Aby tak się nie stało postuluję, aby MEN uruchomił, równocześnie z podpisaniem rozporządzenia w sprawie kwalifikacji nauczycieli, program uzupełniania kompetencji ogólnopedagogicznych i przedmiotowo-metodycznych o takie, które pozwolą nauczycielom skierowanym do pracy w świetlicach szkolnych wypełniać te, tak różne od prowadzenia, nawet niekonwencjonalnej lekcji, zadania. Program ten, finansowany z budżetu państwa, realizowałyby ośrodki metodyczne. Nauczyciele skierowani do pracy w świetlicach mogliby uzupełniać tam swe kwalifikacje już w pierwszym roku obowiązywania nowych zasad. Ci z nich, którzy nie uczyniliby tego, nie mogliby uzupełniać swoich etatów w kolejnym roku szkolnym w świetlicy. W ten sposób Rząd zrealizowałby swoja koncepcje, a uczniowie nie byliby zmuszani do rozwiązywania zadań tekstowych w dniach, w których w świetlicy dyżurowałaby „pani od matematyki"! Włodzisław Kuzitowicz Artykuł został opublikowany w „Gazecie Szkolnej" nr.25-26/2008 |