Strona Główna > Felieton > Przemek stawia pierwszy krok
Przemka Wieczorka poznałem kilka miesięcy temu na wykładzie dla I roku. Siedział w jednym z pierwszych rzędów. W tłumie stukilkudziesięciu studentów zwrócił moją uwagę swoją żywą reakcją na treści moich wywodów o pedagogice pracy. To była taka "wpadająca w oko" twarz, której mimika zdradza emocjonalny stosunek do tego, co człowiek słucha. Dopiero podczas przerwy zobaczyłem, że Przemek nie ma obu rąk... Podszedł do mnie i wprost, bez niepotrzebnych wstępów, zapytał, czy to ja jestem redaktorem Gazety Edukacyjnej. Bo on chciałby pisać. Czy mogę poleci mu książki o pisaniu.... Nie tylko poleciłem. Pożyczyłem. A kilka tygodni później Piotr Sobczak zrealizował o Przemku film. Dla wszystkich ludzi, którzy rece maja. Obie. Żeby na własne oczy zobaczyli jak to jest nie mieć rąk. Że życie jest wtedy zupełnie inne... I żeby znaleźli w sobie pragnienie pomocy. Żeby Przemek mógł mieć choć jedną rękę. Protezę reki. Najnowszej generacji... Ale - zobaczcie sami ten film: Równe szanse dla Przemka I jeszcze przeczytajcie tę notatkę:55 tys. zł. zebrano na balu Czerwonej Róży A teraz przeczytajcie pierwszy tekst Przemka. Takie "o sobie samym dla potomnosci...." Włodzisław Kuzitowicz Jak to jest, grać w filmie o sobie... Na początku nie spodobało mi się to - wcale. Przyjedzie jakiś obcy facet i będzie mnie „kręcił". Przepraszam, ale to chyba żart! Poczułem się jakoś dziwnie i nieswojo. Bałem się, martwiłem - jak to będzie. Zamieszanie wokół własnej osoby czasem bywa przyjemne. Jednak to, które powstawało wokół mojej - do tej kategorii nie należało. Filmowanie mojej babci, mojego domu, to już lekka przesada - tak wtedy myślałem. Moja intymność, to moja prywatna sprawa, rzecz nie na pokaz - kategorycznie. Strach, do tego dochodziła trema oraz stres, które mąciły mój spokój, do tego stopnia, że nie pozwalały nawet spać! Z Piotrem - realizatorem filmu - umówiliśmy się na jedenastą. Był punktualny. Pierwszy dzień, to nagrania w pomieszczeniach zamkniętych. Muszę powiedzieć, że wszelkie obawy, które do tej chwili prześladowały mnie i męczyły - strach, trema, stres, niepokój - w chwili włączenia kamery nagle gdzieś zniknęły. Powiem więcej - spodobało mi się to. Opowiadam o sobie... Trochę to dziwne - myślę po cichu. I trochę trudniejsze niż się spodziewałem. Mówiąc o sobie przez półtorej godziny, skupiając się na rzeczach najważniejszych, można pominąć mnóstwo istotnych spraw - to taki paradoks. Czasem przed nagraniem układałem sobie w głowie na szybko plan, wyławiałem tematy, o których chciałbym powiedzieć do obiektywu, porządkowałem je, segregowałem - wszystko po to, by przekazać jak najwięcej, i przy tym „nie lać wody". Jednak, gdy zapalała się czerwona lampka, w jednej chwili wszystko się odwracało. Często łapałem się na tym, że jeden temat, bywało że śmieszny i mało ważny, drążyłem przez dziesięć minut, kompletnie nie będąc tego świadomym. Zatrzymywałem się przy tym pierwszym, najmniej istotnym, i gadałem, gadałem, gadałem... Drugi dzień nagrań. Zaczęliśmy od sceny w kiosku. Wchodzę, kupuję gazetę, wychodzę. Proste - ale tylko pozornie. Magda, właścicielka sklepiku, przeżywała to wszystko nie mniej niż my. Jakąś godzinę później przenieśliśmy się na główne aleksandrowskie skrzyżowanie. Przemieszczaliśmy się pieszo. Ludzie oglądali się za nami, byli ciekawi. Czegoś takiego w Aleksandrowie dawno nie było, a może nie było nigdy. Powiem nieskromnie, że podczas zdjęć na mieście czułem się jak ktoś wyjątkowy. W końcu stało się to, czego bałem się najbardziej - kręcenie w domu. Okazało się, że mój strach był nieuzasadniony. Podczas zdjęć czułem się dobrze, a co najważniejsze, dobrze czuła się także moja babcia. Scena z kopaniem w worek treningowy jest niezła. Szkoda tylko, że byłem wtedy słabo rozciągnięty. W scenie nad stawem nie powiedziałem wszystkiego, co powiedzieć chciałem, jednak wydaję mi się, że jest ona bardzo naturalna i ma w sobie to „coś". Muzykę, którą słychać na filmie wybrałem sam. Wykonawcy to: Eldoka i HiFi Banda z piosenką „Twarze" oraz Happysad z utworem „To koniec". Rapu słucham od dziecka. Można powiedzieć, że ten rodzaj muzyki był jednym ze składników mojej edukacji, i poniekąd mnie wychował. "Kawałek" Eldoki podoba mi się bardzo i dlatego go wybrałem. Happysad to już inna historia. Moja sympatia do nich zrodziła się kilka miesięcy temu. Uważam, że chłopaki grają fajnego rocka, a utwór „To koniec" jest super, choć nie do końca zgadzam się ze słowami refrenu. Na szczęście nie zabiliśmy jeszcze w sobie wszystkiego - tak myślę. Co mogę więcej powiedzieć? Całe to kręcenie filmu o mnie było przygodą, której nigdy nie zapomnę. Zajęło nam dwa dni. Myślę, że gdyby czasu było więcej, film byłby jeszcze lepszy - na pewno. Przemysław Wieczorek |