Strona Główna > Publikacje > Pytania o współczesny model nauczyciela
Dzień zakończenia roku szkolnego jest dla nauczycieli dniem podsumowania całorocznych wysiłków ich pracy i satysfakcji z jej owoców. Bo też wielu z nauczycieli ma poczucie swej kreacyjnej funkcji w procesie edukacyjnym. U wielu dominuje nadal przekonanie, że najważniejszym podmiotem sprawczym w procesie uczenia się jest nauczyciel. Może jednak warto zastanowić się czy rzeczywiście dzisiaj, jak to bywało w minionych wiekach, nauczyciel nadal jest kimś podobnym do rolnika, ogrodnika? Czy jest to uprawnione porównanie? Czy uczeń - to taka, mówiąc po kujawsku, „aplegierka", której wzrost i rozwój zależy głównie od zabiegów „agrotechnicznych"? Te pytania prowadzą nas do podjęcia próby zdefiniowania kim we współczesnej szkole jest, a kim powinien być nauczyciel, jaka jest jego rola w procesie intelektualnego, moralnego, społecznego i fizycznego rozwoju ucznia? Czy jest to rola demiurga, artysty (niechby nawet i rzemieślnika), który z powierzonego sobie „materiału", mistrzostwem swego warsztatu formuje, rozwija, doskonali powierzone mu uczniowskie umysły i ciała? A może, jak chcą to opisywać ci z „wytworów" szkolnej „obróbki", którzy szkołę zapamiętali jako „dopust boży", nauczyciel to skrzyżowanie nudnego kustosza nikomu niepotrzebnej, zakurzonej wiedzy z kontrolerem jakości, dzierżącym baterie testów w jednej ręce i dziennik ocen (choćby i elektroniczny) w drugiej? A może historia szkoły zatoczyła koło i nauczyciel, jak przed wiekami w starożytnej Grecji, na nowo ma szansę stać się dzisiaj paidagogos , czyli prowadzącym dziecko? Oczywiście prowadzącym w innym już sensie, nie dosłownie - jak tamten niewolnik towarzyszący dziecku w szkole. Nie ma jednego, uniwersalnego modelu nauczyciela. Zmieniał się on w czasie, jest różny w zależności od tego w jakim typie szkoły, z jakimi uczniami nauczyciel pracuje. Model nauczyciela ewoluował tym szybciej, im większe było tempo przyrostu wiedzy i postępu technologii gromadzenia i przetwarzania informacji. Jeszcze za mojej i mych rówieśników pamięci, w połowie lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku, nauczyciele ówczesnych szkół niewiele różnili się od tych, znanych z książek Makuszyńskiego (Szatan z siódmej klasy), Gomólickiego (Wspomnienia niebieskiego mundurka) czy nawet Żeromskiego (Syzyfowe prace). Choć oczywiście nie chodzili już wtedy w służbowych uniformach, to nadal - jak w tamtych czasach - to oni byli jedynymi przekaźnikami wiedzy. Klasyczna lekcja, to wykład nauczyciela, notatki robione przez uczniów w zeszytach, a potem odrabianie prac domowych, odpytywanie przy tablicy i „klasówki", zwane dzisiaj sprawdzianami. Podręcznik, drukowany na fatalnym, grubym papierze, taki sam dla wszystkich, był jedyną szansą poszerzenia wiedzy wyniesionej z lekcji od nauczyciela. I wtedy nauczyciel był bezsprzecznie monopolistą w reglamentowaniu dystrybuowanej wiedzy. Potem pojawiły się w szkołach coraz lepiej wyposażone biblioteki, projektory filmowe i zestawy filmów popularno-naukowych. Tworzono także szkolne radiowęzły, zaczęto posługiwać się magnetofonami. W latach siedemdziesiątych „hitem" technicznych środków nauczania stała się telewizja. W klasach pojawiły się nie tylko kolorowe odbiorniki TV, przez które transmitowano specjalne programy dla szkół, ale zaczęto także urządzać szkolne studia nadawcze i wewnętrzne sieci kablowe. Kolejnym krokiem w unowocześnianiu środków nauczania było wprowadzenie do szkół magnetowidów, umożliwiających powszechne korzystanie nie tylko z licznych zbiorów filmów fabularnych, ale także ze specjalnych filmów dydaktycznych i instruktażowych. Była to epoka nauczycieli - operatorów, którzy zachowując nadal swe „reżyserskie" role w procesie zdobywania wiedzy, uzyskali bogate wsparcie w, zróżnicowanych co do form i sposobów utrwalania i przekazywania treści, technicznych środkach nauczania. Nadal to nauczyciel by centralną postacią procesu uczenia się, to on był dysponentem i użytkownikiem szkolnej infrastruktury edukacji, Aż do szkół nie dotarła rewolucja informatyczna. Komputery, z nie do końca rozpoznanej co do rzeczywistej ich przydatności dydaktycznej „nowinki", obsługiwanej przez nielicznych „wtajemniczonych", całkowicie zrewolucjonizowały dostęp do wiedzy z chwilą, gdy do szkół dotarł szerokopasmowy Internet, gdy pojawiły się sprzężone w szkolną sieć pracownie informatyczne, a przede wszystkim - gdy szkolne biblioteki zaczęły przekształcać się w centra multimedialne. Ostatnie lata, to kolejny krok w kierunku cyfryzacji: to tablice interaktywne, multimedialne projektory, a przede wszystkim współpracujące z interaktywnym zestawem uczniowskie tablety PC. Jak w tym wszystkim odnajdzie się współczesny nauczyciel ? Jaką dla siebie wybierze rolę? Pomocą w takim współczesnym samookreśleniu może być raport Komisji ds. Edukacji dla XXI wieku powołanej przez UNESCO, zatytułowany: „Edukacja: jest w niej ukryty skarb". Czytamy w nim, że skoro z prognoz wynika, że w 2020r. wiedza będzie się w pełni odnawiać w przeciętnych dyscyplinach naukowych co 76 dni, szkoła nie ma szans przekazywania aktualnej wiedzy, w którą może wyposażyć ucznia na wiele lat. Jednocześnie wiadomo, że w społeczeństwie informacyjnym, do którego zmierzamy, wiedza będzie najważniejszą wartością i dobrem. Jak pisał Alvin Toffler, zwyciężał będzie ten, kto będzie miał dostęp do informacji i posiądzie umiejętność jej przetwarzania i stosowania. „Postrzegamy nadchodzący wiek jako epokę, w której wszędzie na świecie jednostki i władze publiczne będą traktować zdobywanie wiedzy nie tylko jako środek do celu, lecz również jako cel sam w sobie. (...) Nauczyciele odgrywają zasadniczą rolę w kształtowaniu postaw pozytywnych lub negatywnych wobec nauki. Powinni rozbudzać ciekawość, rozwijać samodzielność, zachęcać do intelektualnej ścisłości oraz tworzyć warunki niezbędne do edukacji formalnej i edukacji ustawicznej" napisano w Raporcie. Nauczyciel powinien więc tworzyć nowy rodzaj relacji z uczniem, przechodząc od roli „solisty" do roli „akompaniatora", być nie tyle szafarzem wiadomości, co przewodnikiem ucznia w jego poszukiwaniu, organizowaniu i posługiwaniu się wiedzą. Dlatego już od kilku lat w literaturze podejmującej problematykę pedeutologiczną pojawiają się określenia nowych wersji roli nauczyciela. Mentor, tutor, coach - brzmią jak magiczne zaklęcia nowych czasów. Przyjrzyjmy się bliżej znaczeniom tych słów. Pierwszym z nich jest mentor - słowo potocznie używane do określenia osoby, która wywarła duży wpływ na czyjś rozwój lub którą uważamy za wzór do naśladowania. Z czasem pojęciem mentoring zaczęto określać zindywidualizowany proces uczenia się, zachodzący w relacji mistrz - uczeń. „Jej podstawą jest zaufanie, jakim uczeń obdarza mistrza, którego zadaniem jest inspirowanie i stymulowanie rozwoju ucznia. Dzięki temu uczeń lepiej poznaje siebie, rozwija własną samoświadomość i jest gotowy na podejmowanie nowych wyzwań. Mentoring jest zatem procesem, który stymuluje i wspiera uczenie się, a jego istotnymi elementami są także doradztwo oraz ewaluacja wyników i planowanie dalszego rozwoju." *) Drugim pojęciem, zaczerpniętym z anglosaskiej tradycji akademickiej, to tutor - dawniej używane dla określenia opiekuna, wychowawcy, osoby kierująca pracą studentów metodą indywidualną. Współcześnie w Polsce zaczęto posługiwać się słowem tutor przed kilkunastu laty, głównie w środowisku twórców nowoczesnych systemów kształcenia zawodowego. Jednak najczęściej można dzisiaj usłyszeć i przeczytać o coachingu. Jest to coś więcej, niż nauczanie. Jest to, jak mówią, prosta lecz efektywna forma rozwoju osobistego. Coach (czytaj: koucz) - to inaczej osobisty trener, mentor i psycholog w jednej osobie. Pisze się, że nie musi on mieć wybitnych wyników w dziedzinie, w której „trenuje", lecz powinien przede wszystkim posiadać kwalifikacje związane z kierowaniem procesami uczenia się. I choć dzisiaj ta nazwa używana jest głównie w biznesie, to bezsprzecznie upowszechni się w przyszłościowych systemach e-learningowych. Czy nie są to odpowiednie role dla osób, dzisiaj tradycyjnie nazywanych nauczycielami, w sytuacji, gdy źródła wiedzy będą powszechnie i w nieograniczonym zakresie dostępne, gdy uczeń będzie mógł sięgnąć do koniecznej mu wiedzy w każdym miejscu i czasie? Gdy po to by się uczyć nie będzie w ogóle musiał wychodzić z domu, i zasiadać w szkolnej ławie? Natomiast ogrom zgromadzonej i nieuporządkowanej wiedzy nie pozwoli mu, przynajmniej na początkowych etapach edukacji, na samodzielność w procesie uczenia się, I wtedy zapragnie mentora, tudora, coacha... Hej! Łza się w oku starego belfra kręci! A co w epoce „poszkolnej" z miłością dusz ludzkich, sympatią do innych? Czy nadal, jak widział to Jan Władysław Dawid, będą miały znaczenie: osobowość i powołanie nauczycielskie? Czy nadal aktualne będą przekonania Zygmunta Mysłakowskiego, że najważniejszy jest talent pedagogiczny, z którym człowiek się rodzi? Jednak jak się tak głębiej nad tym zastanowić, to nie tylko myśli tych dwu wielkich pedagogów nie zestarzały się wcale, ale także słowa Stefana Szumana, który mówił o talencie jak o bogactwie osobowości, oraz umiejętność „sprzedaży osobowości" zachowują nadal swoją aktualność! Jestem głęboko przekonany, że właśnie w tym zdigitalizowanym i rozproszonym świecie przyszłości szczególnej wagi nabiorą relacje człowiek - człowiek. Nie zaniknie potrzeba na usługi paidagogos, czyli prowadzącego dziecko, ucznia, studenta. Bo będzie mu to przewodnictwo potrzebne, jak nigdy dotąd w dziejach cywilizacji człowieka. Włodzisław Kuzitowicz *)Kamińska J., Wykorzystanie mentoringu i coachingu w bibliotece jako uczącej się organizacji. < http://www.bg.uwb.edu.pl/konferencja2009/materialy/Kaminska.Joanna.doc> Powyższy tekst jest skrótem artykułu Nauczycielskie „Święto Plonów", opublikowanego w „Gazecie Szkolnej" Nr. 25-26 /2010 |