Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Piątek, 10 września 2010 r. 253 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Recenzje | Konferencje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Klinika edukacyjna
 Polecamy
 Publikacje
 Relacje praktyków
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Bibliografie
 Recenzje
 Konferencje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Felieton > Raport o agresji. Czy naprawdę nie stało się nic


W tej „aferze" najwięcej zła uczyniła „czwarta władza"! To nie prawda, że każda transparentność jest cnotą

 

Od kilku już tygodni obserwujemy kolejne odsłony sprawy, znanej w środowisku łódzkiej oświaty pod nazwą „ Raport o agresji w szkołach" Redakcja portalu starała się na bieżąco informować Czytelników o kolejnych faktach, począwszy od 5 stycznia, to jest od pierwszej publikacji „Gazety Wyborczej" i pierwszego na ten temat komentarza naszego eksperta, doktora Jacka Pyżalskiego. Pora już na pierwszą próbę ogólniejszego spojrzenia na całą sytuację, wypunktowanie najbardziej dyskusyjnych jej aspektów.

 

Zacznijmy od zleceniodawcy. Wydział Edukacji Urzędu Miasta Łodzi jak dotąd nie poczuwa się do żadnej winy, uważa że nic się nie stało. Jednak, dotąd nikomu z zainteresowanych osób, w tym metodykom zajmującym się profilaktyką a także specjalistom od resocjalizacji z uniwersytetu, nie udostępniono narzędzia, którym posłużyli się prowadzący sondaż, w oparciu o który „Gazeta Wyborcza" opublikowała głośny już raport o poziomie agresji w łódzkich szkołach. Biorąc pod uwagę znaczną rozpiętość wieku badanych tym narzędziem uczniów specjaliści psycholodzy i pedagodzy mają prawo wątpić o metodologicznej poprawności owych socjologicznych diagnoz.

 

Po drugie: Jak już wiemy, urzędnicy magistraccy od oświaty zorganizowali, wiele dni po publikacji prasowej, zebranie dyrektorów gimnazjów, którego celem było zapoznanie ich z owym raportem. I tutaj zdarzyło się coś, czego nikt z władz się nie spodziewał. Otóż owi dyrektorzy najpierw wyrazili swą zdecydowaną dezaprobatę poczynaniom władzy, która zanim spotkała się z nimi, przekazała surowe wyniki badań „Gazecie", a następnie podpisali się pod oświadczeniem, że w proteście przeciw nieodpowiedzialnym praktykom owego dziennika rezygnują z udziału w dorocznie prowadzonym przez „Gazetę Wyborczą" rankingu na najlepsze gimnazjum w Łodzi.

 

Gazeta nie pozostała im dłużna i dyrektorzy zostali przez samą redaktor naczelną publicznie połajani za aspołeczną postawę: „Dyrektorzy szkół mają prawo nie brać udziału w przygotowywanym przez „Gazetę" rankingu [...] Nie mają natomiast prawa ukrywać tego wszystkiego (informacji o swoich szkołach) przed rodzicami. [...][ Oni mają prawo wiedzieć jak to czy inne gimnazjum przygotowuje młodzież do startu do liceów i innych szkól[...]"

 

Pomijając takie detale, jak przekonanie pani redaktor, że jedynym celem gimnazjum jest przygotowanie uczniów do startu do liceów, to na jakiej podstawie sądzi, że tylko jej gazeta ma monopol na informowanie o pracy szkół? Rodzice przyszłych kandydatów mogą zdobyć takie informacje na Targach Edukacyjnych, podczas „Drzwi otwartych", organizowanych przez szkoły, a nade wszystko od lat wiadomo, że najpewniejszym źródłem wiedzy o szkole jest ustny przekaz, opinia o szkole rozgłaszana przez jej obecnych uczniów!

 

 

Jest jeszcze jeden aspekt tej „afery". Cale to zamieszanie wokół „Raportu" dzieje się na oczach organu nadzoru - Łódzkiego Kuratora Oświaty, Barbary Kochanowskiej. Jak można to było przeczytać w naszym portalu, zapytaliśmy Panią Kurator czy tak duże badania problemu, który jest tegorocznym priorytetem nadzoru pedagogicznego, były konsultowane z Urzędem Kuratora, tak na etapie przygotowań, jaki i ich prowadzenia. Przypomnę, że w odpowiedziach dowiedzieliśmy się, że „Łódzki Kurator Oświaty nie uczestniczył w żadnych etapie projektowania i opiniowania badania. Nie nadzorował również przebiegu prowadzonych działań." Pani Kurator uważa także, iż „opublikowanych wyników nie można traktować jako jedynego kryterium oceny poszczególnych szkół, ponieważ rozumienie pojęcia agresji wśród uczniów jest zróżnicowane w zależności od specyfiki i środowiska danej szkoły."

 

Tyle streszczenia tego, co się dotąd w tej sprawie działo. A jaki jest mój punkt widzenia, osoby która nie jest związana z żadną ze stron, lecz dla której nie jest obojętne co i jak dzieje się w edukacji? Otóż uważam, że w całej tej „aferze" najwięcej zła uczyniła „czwarta władza"! To nie prawda, że każda transparentność jest cnotą. Tylko taka, która pozwala poznać całą prawdę ze wszystkimi jej kontekstami. Z moich „operacyjnych", czyli, jak to mówią w służbach, nieprocesowych źródeł, uzyskałem informację, że wszystkie publikacje „Gazety" mogły pochodzić nie od władz miasta a z „kontrolowanego" przecieku, z kręgów zbliżonych do grupy socjologów prowadzących badanie. Wydział Edukacji zaś nie powinien zwlekać z poinformowaniem wszystkich zainteresowanych szkół o wynikach sondażu, a ponadto winien ich oraz zaproszonych ekspertów od profilaktyki i resocjalizacji, włączyć do wypracowania miejskiego programu przeciwdziałania przemocy w szkołach. A Łódzki Kurator Oświaty powinien śmielej korzystać z danego mu w 31 artykule ustawy o systemie oświaty prawa do współdziałania z właściwymi organami, organizacjami i innymi podmiotami w sprawach dotyczących warunków rozwoju dzieci i młodzieży, w tym w przeciwdziałaniu zjawiskom patologii społecznej!

 

Przypuszczam, że to jeszcze nie koniec tego „serialu". O wszystkich kolejnych jego odsłonach Nasi Czytelnicy zostaną na pewno powiadomieni.

 

Włodzisław Kuzitowicz